RAPORT

Wojna na Ukrainie

To nie negocjacje, to szantaż. Rosja chce zmusić Zachód do uznania jej stref wpływów

Rosja chce zmusić Zachód do uznania jej stref wpływów – pisze autor  (fot. Leonid Faerberg/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)
Rosja chce zmusić Zachód do uznania jej stref wpływów – pisze autor (fot. Leonid Faerberg/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)

Wielopoziomowa polityka agresji w wykonaniu Kremla przynosi oczekiwane przez niego efekty. Zachód zmuszony jest poważnie potraktować żądania Moskwy, której głównym celem jest utrzymanie stref wpływów, a także osłabienie NATO. Rosja stawia sprawę jasno – albo Zachód odepchnie od siebie Ukrainę i Gruzję i przestanie wzmacniać wschodnią flankę NATO, albo groźba wybuchu wojny będzie wciąż realna.

Rosja czeka na odpowiedni moment, by odpalić bośniacką bombę

Kreml wykorzystuje dziś „szaleństwa” Białorusi do tego, by naciskać na UE i narzucać jej swoje zasady gry. W każdym momencie może jednak uruchomić...

zobacz więcej

Wszystko wskazuje na to, że do rozmów na linii Rosja–Zachód dojdzie w pierwszej połowie stycznia. Z ostatnich, niepotwierdzonych jeszcze doniesień wynika, że przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Rosji mają rozmawiać o sytuacji wokół Ukrainy, bezpieczeństwie Europy, a także sprawach związanych z kontrolą zbrojeń nuklearnych - 10 stycznia.

Dwa dni później ma odbyć się posiedzenie Rady NATO–Rosja, a kolejnego dnia przewidziane są rozmowy przedstawicieli Moskwy z OBWE z udziałem delegacji USA i państw europejskich.

Na początku stycznia ma też dojść do spotkania doradcy kanclerza Niemiec ds. polityki zagranicznej Jensa Ploetnera i wiceszefa administracji prezydenta Rosji Dmitrija Kozaka. Celem ma być „prędka reaktywacja formatu normandzkiego” – formatu, którego celem jest uregulowania konfliktu na wschodniej Ukrainie, w którym oprócz tego kraju uczestniczą Francja, Niemcy i Rosja.

Dialog na papierze


Pomimo tego, że „dialog” trwa już od lat, to jedynym jego osiągnięciem jest rozejm – tyle, że jest on permanentnie łamany. W rzeczywistości mamy do czynienia z częściowym zamrożeniem konfliktu, co powoduje, że Donbas jest czynnikiem wpływającym na sytuację na Ukrainie i politykę Kijowa. Groźba ponownego wybuchu walk na większą skalę w tym regionie jest wciąż duża, tak jak i możliwości stosowania przez Rosję szantażu.

Rosja po tym, jak wywołała konflikt na wschodniej Ukrainie i anektowała Krym i przez cały czas wspiera separatystów, wciąż udaje, że jest stroną niezaangażowaną w konflikt, która dba jedynie o to, by nie dochodziło tam do łamania praw człowieka przez… władze w Kijowie. Sam format jest zaś przez nią wykorzystywany do nacisków na Ukrainę i Zachód.

Obecny szantaż Rosji wobec Ukrainy i Zachodu wskazuje na ogromną determinację Kremla i jego brak obaw przed stosowaniem agresji w osiąganiu swoich celów.

Zachód straszy Rosję sankcjami. Putin grozi zimnymi kaloryferami

Zachód wydaje oświadczenie za oświadczeniem ostrzegające Rosję, by nie atakowała Ukrainy, gdyż w przeciwnym razie „poniesie ogromne konsekwencje”....

zobacz więcej

Aby przyspieszyć uruchomienie Nord Stream 2 i wyłączyć go spod procedur prawa unijnego, Moskwa wywołała kryzys energetyczny. Wsparła też Białoruś w ataku hybrydowym na Polskę i kraje bałtyckie, które należą do grona najostrzejszych krytyków obu reżimów. Aby zaś wymusić na Zachodzie uznanie dla swoich stref wpływów, powstrzymanie europejskich ambicji Kijowa i Tbilisi, a także wzmacnianie wschodniej flanki NATO, grozi zaatakowaniem Ukrainy.

Błędna polityka ustępstw


Można sobie zadać pytanie, czy wszystko to miałoby miejsce, gdyby nie słaba reakcja UE na poprzednie przypadki łamania prawa międzynarodowego przez Rosję i działania Berlina mające na celu zacieśnianie współpracy z Moskwą – nawet w sytuacji, gdy zagraża to bezpieczeństwu innych europejskich krajów?

Dlatego obecne obawy przed dalszymi ustępstwami administracji Joe Bidena i UE są uzasadnione, gdyż wynikają z dotychczasowych doświadczeń.

W rozmowie z RBK-Ukraina szef ukraińskiego MSZ Dmytro Kułeba ocenił we wtorek, że nie wierzy w to, by Waszyngton i NATO zgodziły się na rosyjskie żądania powstrzymania rozszerzania Sojuszu na wschód albo wycofania obecności z należących do bloku krajów Europy Środkowej, gdyż – jak podkreśla - byłoby to ich największe poniżenie w historii.

Jego zdaniem celem Putina nie jest to, by ktoś znów z nim rozmawiał, gdyż ma to miejsce, ale by „coś dla siebie wyciągnąć".

Zapewnił przy tym, że zachodni partnerzy dzielą się z władzami w Kijowie tym, o czym rozmawiają z Moskwą i koordynują z nimi swoje stanowiska.

Miejmy nadzieję, że tak w rzeczywistości jest i że zarówno Ukraina, jak i cały nasz region, nie zostanie ponownie postawiony przed faktami dokonanymi, jak to miało miejsce choćby przed kilkoma miesiącami, gdy USA poinformowały, że porozumiały się z Niemcami w sprawie nienakładania sankcji na Nord Stream 2.

Czytaj także: Petar Petrović: W tym szaleństwie jest metoda. Rosja chce być traktowana jako zagrożenie

Zachód powinien dostarczyć Ukrainie broń. Trzeba zmusić Kreml do kalkulacji kosztów

Rosja w dalszym ciągu robi groźne miny. Apele i ostrzeżenia Zachodu nie przynoszą rezultatów. Ukraina apeluje wciąż do państw członkowskich NATO o...

zobacz więcej

Rosyjskie gierki


Na razie Waszyngton stara się pokazywać, że chociaż jest gotowy na prowadzenie rozmów z Rosją, to z miejsca odrzuca część jej żądań, a także grozi jej poważnymi restrykcjami, jeśli jednak zdecyduje się na inwazję – o czym ostatnio mówiła wiceprezydent USA Kamala Harris.

I chociaż Grupa Kontaktowa ds. uregulowania konfliktu na Wschodniej Ukrainie uzyskała zapewnienie strony ukraińskiej i wspieranych przez Rosję separatystów o "pełnej gotowości" przestrzegania postanowień rozejmu z lipca 2020 roku, a strona rosyjska poinformowała ostatnio o wycofaniu spod granicy z Ukrainą części wojsk – to ciężko nie oceniać tych ruchów jedynie pod względem dalszego szerzenia przez Kreml dezinformacji.

W tym samym czasie ze zdjęć satelitarnych, które przedstawiły zachodnie agencje, wynika bowiem, że siły rosyjskie uległy w tym regionie wzmocnieniu, a głównym miejscem koncentracji żołnierzy jest obwód smoleński.

Jak przed kilkoma dniami poinformował Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy (RBNiO) Ołeksij Daniłow, w odległości 200 km od granicy ukraińskiej znajduje się 122 tys. rosyjskich żołnierzy, a w promieniu 400 km - 143,5 tysięcy.

W niedawnym wywiadzie dla dziennika „Washington Post”, minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba powiedział zaś, że gdyby doszło do konfliktu, Rosja wykorzysta swoją dominację militarną na Morzu Azowskim poprzez wywieranie presji na ukraińskie miasta na wybrzeżu, gdyż już teraz traktuje ten akwen jako „teatr działań wojennych”.

„Washington Post” ocenia przy tym, że gdyby doszło do takiego ataku od strony morza, to wojska ukraińskie w znacznym stopniu byłyby bezsilne.

Rosja żąda gwarancji bezpieczeństwa od Zachodu. Sama tworzy problemy i oczekuje dialogu

Rosja nadal gromadzi wojska przy granicy z Ukrainą i nie widać żadnych oznak deeskalacji. Zachód potępia działania Kremla i grozi sankcjami. Moskwa...

zobacz więcej

Ukraina odrobiła pracę domową


Jak zwraca uwagę w analizie dla portalu Defence24 Marcin Gawęda w związku z agresywnymi działaniami Rosji, ukraińska armia podejmuje zakrojone na szeroką skalę przygotowania obronne, które obejmują m.in. wzmocnienie obrony przeciwpancernej i przeciwlotniczej, a także przygotowanie do działań partyzanckich na zajętym terenie.

Sytuację Ukrainy utrudnia koncentracja sił rosyjskich nie tylko na odcinku donbaskim, ale wzdłuż całej granicy, jak również z północy - z terenu Białorusi i południa - od strony Krymu.

18 grudnia sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy (RBNiO) Ołeksij Daniłow poinformował, że Rada zatwierdziła niejawny Plan obrony Ukrainy, który zakłada, że w przypadku wybuchu pełnowymiarowego konfliktu zbrojnego z Rosją udział w nim wezmą wszystkie podmioty administracji centralnej i lokalnej.

Siły zbrojne w ramach tzw. oporu narodowego będą wzmocnione zasobami innych resortów siłowych, np. dysponującej ciężkim sprzętem wojskowym gwardii narodowej (brygady operacyjne), a także uzupełnione oddziałami obrony terytorialnej (OT) i ochotniczymi.

Marcin Gawęda zwraca uwagę, że ukraińska armia w porównaniu do poprzednich lat odrobiła prace domową i jest o wiele lepiej przygotowana do reakcji na eskalację konfliktu.

„Stąd jakiekolwiek działania zbrojne Rosji przeciwko Ukrainie będą oznaczać rosyjskie straty - ludzkie, sprzętowe, polityczne, ekonomiczne etc. Pytanie jaką cenę jest gotów zapłacić Kreml za realizację swojej polityki wobec sąsiada, który z roku na rok jest bliżej UE i NATO i coraz dalej od swoich „słowiańskich braci" na wschodzie” – ocenia ekspert Defence24.

To pytanie zadają dziś sobie wszyscy.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Czytaj także: Sankcje muszą uderzyć nie tylko w Łukaszenkę, ale też w Putina

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej