RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Odwrócenie ról i miejsca Polski w Europie. Szef polskiej dyplomacji kluczowym gościem na Ukrainie

Zbigniew Rau (fot.  PAP/EPA/ZSOLT SZIGETVARY)
Zbigniew Rau (fot. PAP/EPA/ZSOLT SZIGETVARY)

22 grudnia na dorocznym spotkaniu ambasadorów Ukrainy w Iwano-Frankiwsku (dawnym Stanisławowie) minister spraw zagranicznych RP prof. Zbigniew Rau wystąpił jako kluczowy gość konferencji i jej główny mówca z zagranicy. To znamienne odwrócenie ról i miejsca Polski w Europie. Przypomnijmy, że w 2010 r. na zaproszenie ówczesnego szefa MSZ RP Radosława Sikorskiego to minister Siergiej Ławrow, kierujący dyplomacją rosyjską, występował z wykładem dla ambasadorów polskich na ich dorocznej konferencji - pierwszej po katastrofie smoleńskiej.

Wigilia w piekle

Święta Bożego Narodzenia to czas nadziei. O tym jak jest silna świadczy fakt, że można ją pielęgnować nawet w piekle na Ziemi. Nabiera wtedy...

zobacz więcej

Tak było za rządów PO-PSL. Polacy i Ukraińcy – wywodzący się w swej kulturze politycznej z tradycji I Rzeczypospolitej Obecnie – co w swym przemówieniu podkreślił minister Rau – odrzucają rosyjską koncepcję koncertu mocarstw i stref wpływów, a rozmawiają ze sobą w myśl starej znanej naszym narodom zasady jak „wolni z wolnymi i równi z równymi”.

„Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”


Minister Rau podkreślił w przemówieniu, że jego obecność na dorocznym spotkaniu ambasadorów Ukrainy jest wyrazem solidarności Polski z zagrożonym sąsiadem – realizacją znanego przysłowia, że „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Poczucie zagrożenia jest zaś nad Dnieprem poważne i uzasadnione. Ukraina stoi w obliczu wysoce prawdopodobnej rosyjskiej inwazji wojskowej na wielką skalę, a ograniczoną wojnę z Rosją toczy od 2014 r. Po 2015 r. konflikt ten wszedł w fazę działań o niskiej intensywności bojowej, ale to w każdej chwili może się zmienić.

Kreml grozi gwałtowną eskalacją i drugi już raz w tym roku dokonuje masowej koncentracji wojsk na granicach Ukrainy, coraz intensywniej wchłaniając przy tym Białoruś. Nawet jeśli na obecnym etapie ten pokaz siły to jedynie szantaż oparty na blefie, to seria demonstracyjnych objawów słabości Zachodu, którą obserwujemy od początku kończącego się roku, łatwo może go zmienić – albo już zmieniła – w realny zamiar najazdu.

Gestów zachęcających Rosję do testowania granicy ustępstw Zachodu było w ostatnich 12 miesiącach aż nadto: zgoda Bidena na przedłużenie układu o redukcji strategicznej broni jądrowej New START na warunkach rosyjskich, zgoda USA na Nord Stream 2 i jego finalizowanie przez Niemcy, spotkanie Biden-Putin, będące de facto dostarczeniem temu ostatniemu mównicy do wygłaszania swych tez do szerokiej widowni (wszak bez Bidena sam Putin nie zgromadziłby takiej publiczności), a obecnie konferencje telefoniczne obu prezydentów, będące dla Rosji okazją do formułowania swych impertynenckich żądań, porażka prestiżowo-wojskowa operacji wycofania się USA z Afganistanu, wahania USA w zakresie dozbrojenia Ukrainy i zdecydowana odmowa sprzedaży broni Ukraińcom ze strony Niemiec i Holandii, prowadzących akcję blokowania tego typu eksportu w skali całego NATO i UE, fatalna wizyta szefa dyplomacji UE Josepha Borrella w Moskwie i podjęta przez Francję i Niemcy, mimo tego upokorzenia, próba zaproszenia Putina na szczyt UE w czerwcu; potępienie w końcu października przez Paryż i Berlin użycia przez Ukrainę tureckiego drona do rozbicia rosyjskiej artylerii, ostrzeliwującej ukraińskich żołnierzy, demonstracyjna nieobecność czołowych polityków Zachodu na inauguracyjnym spotkaniu Platformy Krymskiej – głównej inicjatywie dyplomatycznej Kijowa w skali ostatnich 30-lat, przy jednoczesnej wizycie kanclerz Merkel w Moskwie itd.

Zachód powinien dostarczyć Ukrainie broń. Trzeba zmusić Kreml do kalkulacji kosztów

Rosja w dalszym ciągu robi groźne miny. Apele i ostrzeżenia Zachodu nie przynoszą rezultatów. Ukraina apeluje wciąż do państw członkowskich NATO o...

zobacz więcej

„Warszawa jedna twej mocy się urąga”


Polska i, dodajmy sprawiedliwie, także Litwa, działając zarówno bilateralnie w ramach stosunków dwustronnych z Ukrainą, jak i multilateralnie - tzn. w ramach relacji wielostronnych (np. w formacie Trójkąta Lubelskiego) pozytywnie odróżniają się w swym stanowisku wobec Ukrainy od wyżej wskazanych przykładów ze „starego” Zachodu. W lipcu szefowie dyplomacji Polski, Litwy i Ukrainy przyjęli deklarację o wspólnym dla naszych państw i ich kultury politycznej dziedzictwie Rzeczypospolitej Obojga Narodów i tradycji walki z imperializmem rosyjskim w ramach powstań narodowych w XIX w.

Wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy na inauguracyjnym spotkaniu Platformy Krymskiej, wkrótce potem jego wspólna wizyta wraz z prezydentami Ukrainy i Rumunii w Kiszyniowie i ostatnie odwiedziny w Kijowie (20 XII) w ramach szczytu Trójkąta Lubelskiego uczyniły go najpopularniejszym politykiem zagranicznym na Ukrainie. Następująca tuż po tym wizyta szefa polskiej dyplomacji umacnia ten trend, a dodajmy, że poprzedzona była podpisaniem 11 grudnia w Łucku przez wiceministrów spraw zagranicznych Polski, Litwy i Ukrainy planu wspólnych działań w celu „obrony przed rosyjskimi działaniami dezinformacyjnymi”.

Polska, od lat plasująca się w czołówce wszelkich sondaży ukraińskich jako kraj najbardziej przyjazny Ukrainie, obecnie bije nad Dnieprem rekordy popularności. Według ostatniego sondażu kijowskiego centrum Nowa Europa aż 91 proc. respondentów uznało zacieśnienie współpracy z Polską za najważniejszy priorytet ukraińskiej polityki zagranicznej. W tym roku kraj nasz stał się także drugim partnerem handlowym Ukrainy, ustępując jedynie Chinom.

Polska wspiera także Ukrainę wojskowo zarówno w wymiarze szkoleniowym, jak i materiałowym. W 2018 r. stała się trzecim państwem na świecie (po USA i Kanadzie) co do skali pomocy udzielanej Armii Ukraińskiej (ranking ten jest oczywiście dynamiczny - tzn. zmienny w czasie). Wystąpienie szefa polskiej dyplomacji w Iwano-Frankiwsku nie było więc pustą, zawieszoną w próżni retoryką.

Krzysztof Karnkowski: O życzeniach i o świętach

Kiedyś tęskniło się za białymi świętami, ale gdy już się człowiek ich doczekał, z reguły faktycznie były białe. Później nieśmiertelny przebój...

zobacz więcej

„Dał nam przykład Czartoryski”


Minister Zbigniew Rau w swym przemówieniu obszernie cytował myśli księcia Adama Jerzego Czartoryskiego z jego eseju „Rozważania o dyplomacji”, napisanego na kanwie greckiej wojny o niepodległość w latach 20. XIX w., a opublikowanego po raz pierwszy w Paryżu w 1830 r. Nie był to ornament retoryczny. Jak podkreślił szef polskiej dyplomacji - nie traktujemy historii jako zbioru muzealnych artefaktów materialnych czy intelektualnych, ale jako skarbnicy doświadczeń, z której możemy czerpać nauki także stając wobec wyzwań współczesności.

Czartoryski - urodzony na Wołyniu i pochodzący z litewsko-ruskiego rodu wywodzącego się od Giedyminowiczów, czyli od wielkiego księcia litewskiego - jak podkreślił Rau, jest wspólnym dziedzictwem dawnej wielkiej Rzeczypospolitej, a jego przemyślenia nie tylko nie straciły aktualności, ale przeciwnie, wyprzedzały swą epokę, a dalszy bieg wydarzeń potwierdził ich słuszność. Narody mają prawo do wyboru własnej formy rządu, własnej drogi rozwoju, poszukiwania szczęścia i bezpieczeństwa.

Epoka imperiów, stref wpływów i koncertu mocarstw minęła. Dziś to narody są suwerenami w Europie, a nie władcy panujący nad nimi wbrew ich woli, bez względu na to, czy będą nosili tytuły monarchów, prezydentów czy jeszcze jakieś inne. Próba zmiany tej sytuacji przyniesie jedynie chaos i destabilizację, gdyż zagrożone w swym bycie narody będą się bronić.

Polska – zgodnie ze swą tradycją nie uznaje koncertu mocarstw ani stref wpływów, przeciwnie uznaje prawo każdego narodu do samodzielnego określania swego losu i do wyboru takich sojuszy jakie uzna za właściwe. Wspiera więc ukraińskie aspiracje dotyczące tak członkostwa w NATO jak i w Unii Europejskiej, odmawia państwom trzecim prawa do decydowania o innych narodach, a za fundament stosunków w naszym regionie uznaje zasadę „nic o Polsce bez Polski i nic o Ukrainie bez Ukrainy”.

„Gwarancje Najjaśniejszej Imperatorowej”


Szef polskiej dyplomacji zdecydowanie odrzucił rosyjską koncepcję „gwarancji krzyżowych” mających zastąpić członkostwo w NATO. Z podobną propozycją ze strony Rosji spotkała się Polska na początku lat 90., gdy sama rozpoczynała starania o członkostwo w Sojuszu Północnoatlantyckim. Kierujący wówczas MSZ RP minister Krzysztof Skubiszewski zdecydowanie ją odrzucił, wskazując na złe doświadczenia historyczne Polski z gwarancjami mocarstw – i tymi z XVIII w. (gdy gwarantką była caryca Katarzyna II), które poprzedziły rozbiory Rzeczypospolitej i tymi z Jałty z 1945 r.

Zamiast świątecznego pojednania, jeszcze bardziej dają czadu. Strach otwierać Twittera

Historia zna przypadki, gdy nawet zwaśnione armie ogłaszały w święta Bożego Narodzenia zawieszenie broni. Ale wojna światowa to przy polskiej...

zobacz więcej

Minister Rau wspominał ową odpowiedź Skubiszewskiego i potwierdził niezmienność stanowiska Polski w tej sprawie, także w odniesieniu do Ukrainy. Dodajmy, że i Ukraina ma swe gorzkie doświadczenie z gwarancjami mocarstw. Otrzymała je w Memorandum budapesztańskim z 1994 r., kiedy to Rosja, USA i Wielka Brytania w zamian za wyrzeczenie się przez Kijów broni jądrowej udzieliły Ukrainie gwarancji, iż nigdy nie użyją wobec niej siły. Rosja brutalnie złamała swe ówczesne zobowiązania, co dla nikogo znającego historię imperializmu rosyjskiego nie może być zaskoczeniem.

„O co w tym wszystkim chodzi, rozumieją tylko Polacy, gdyby mieli potencjał Niemiec, bylibyśmy zgubieni”


Zapisał w swych pamiętnikach Maksym Litwinow – poprzednik Wiaczesława Mołotowa na stanowisku Ludowego Komisarza Spraw Zagranicznych ZSRS. Dziś Polacy potwierdzają Ukraińcom, że nasz wspólny wróg się nie mylił. Rozumiemy ich. Mamy podobne doświadczenia – pamiętamy osamotnienie wobec agresywnego mocarstwa i porzucenie przez Zachód, mający usta pełne frazesów o demokracji i wartościach. Wiemy czym jest Rosja i jej imperializm, który „zna jedynie te granice, jakie zakreślą mu swym zbrojnym oporem zagrożone nim narody”.

Rosja żąda gwarancji bezpieczeństwa od Zachodu. Sama tworzy problemy i oczekuje dialogu

Rosja nadal gromadzi wojska przy granicy z Ukrainą i nie widać żadnych oznak deeskalacji. Zachód potępia działania Kremla i grozi sankcjami. Moskwa...

zobacz więcej

Pamiętamy też przemówienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Tbilisi i jego złowrogie przesłanie: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może przyjść czas na mój kraj, na Polskę”. Wiemy, że stoimy w tej samej kolejce co Ukraińcy – nie w tym samym miejscu, ale w niej stoimy.

Odtworzenie panowania Moskwy nad rosyjską przestrzenią imperialną na wschód od granic Rzeczypospolitej byłoby odtworzeniem materialnych podstaw sięgnięcia przez Kreml także po dominację nad Polską. Wiara w to, że Rosja, połknąwszy Białoruś i Ukrainę, nasyci się i uspokoi, przypomina wiarę Anglii i Francji w 1938 r., że Hitler, połknąwszy Austrię i Sudety, zrezygnuje z dalszych podbojów. Nie zrezygnował. Każde ustępstwo Zachodu zachęcało Hitlera by szedł dalej, podobnie jest z Putinem.

Kto rezygnuje z polityki wiodącej do sukcesu? Polacy to wiedzą. To wiedza każąca spojrzeć owej prawdzie w oczy, do jakkolwiek drastycznych zmuszałoby to wniosków. My wiemy, że to Churchill miał rację, mówiąc o Chamberlainie i Daladierze, odpowiedzialnych za politykę ustępstw: „Mieli do wyboru hańbę lub wojnę. Wybrali hańbę, a wojnę i tak będą mieli”.

Rosję odstraszyć może jedynie demonstracja jedności i siły i to siły wojskowej Zachodu. Jeszcze jest czas - może to już ostatni moment, by ją okazać. Polska zgodnie ze swą racją stanu jednoznacznie opowiada się po stronie Ukrainy. Nic zatem dziwnego, że przemówienie szefa polskiej dyplomacji ministra Zbigniewa Raua przyjęte zostało w Iwano-Frankiwsku owacją na stojąco zebranych tam ambasadorów.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej