RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Krzysztof Karnkowski: O życzeniach i o świętach

Kolor stał się ryzykowny, bo politycznie niepoprawny (fot. Shutterstock)
Kolor stał się ryzykowny, bo politycznie niepoprawny (fot. Shutterstock)

Najnowsze

Popularne

Kiedyś tęskniło się za białymi świętami, ale gdy już się człowiek ich doczekał, z reguły faktycznie były białe. Później nieśmiertelny przebój nabrał wymowy niezamierzenie ironicznej, bowiem w Boże Narodzenie równie często co śnieg padał deszcz, z rodzinnych spotkań wracało się w ulewę i błoto, a porządne białe święta potrafiły niespodziewanie przenieść się na Wielkanoc. Poza tym sam kolor stał się ryzykowny, bo politycznie niepoprawny. I gdy „białych świąt” życzyli sobie niektórzy użytkownicy tyleż młodych, co radykalnych internetowych społeczności, trudno było do końca być pewnym, o co tak naprawdę im chodzi. Kiedyś życzyło się też sobie świąt wesołych, ale gdy w 1989 roku czasy stały się jeszcze mniej wesołe, w życzeniach pojawiło się pragnienie spokoju, więc i fraza „spokojnych świąt” na dobre zagościła w języku. Priorytety przez lata się zmieniają, życzenia zaś wydłużają, chcemy więc dla siebie i innych świąt wesołych, spokojnych, rodzinnych i zdrowych. Tyle, że coraz częściej zapominamy, jakie to święta. A raczej zapomina się nam o tym powiedzieć.

Krzysztof Karnkowski: Lewica zjednoczona, lewica podzielona

Latem byliśmy świadkami kłopotliwych scen przy okazji spotkania Rady Krajowej Nowej Lewicy. Ugrupowanie to, będące pomostem między dawnym SLD a...

zobacz więcej

Pamiętam jeszcze czasy, gdy na wszelkich pocztówkach i we wszelkich życzeniach królowała fraza „Wesołych Świąt”, lecz choć oficjalna doktryna państwa była ateistyczna i materialistyczna, nikt nie odbierał tego zwrotu jako próby odzierania tego czasu z jego wymiaru duchowego. Ot, każdy przecież wiedział, że jeśli słowa te padają zimą, chodzi o święta Bożego Narodzenia, a jeżeli wiosną – Wielkiej Nocy. Albo Zmartwychwstania Pańskiego. 

Potem we wszystko weszła komercja, więc wydłużył się nam okres bożonarodzeniowy. Choinki i ozdoby świąteczne w galeriach handlowych zaczęły pojawiać się wcześniej, najpierw w pierwszej dekadzie grudnia, dziś czasem już śmiało anektując listopad, zarazem jednak całkowicie porzucając motywy religijne. Nawet kolory świątecznych lampek ewoluowały przez lata, kolor coraz częściej tracąc.

Z dzieciństwa pamiętam wielokolorowe światełka wśród zielonych gałązek. Dziś w domowych zestawach choinkowych zostały cztery podstawowe kolory, a na ulicach czasem mamy tylko trzy, a coraz częściej – jeden, zimny lub ciepły biały. Czy ma to jakieś znaczenie symboliczne? Pewnie ktoś by się go doszukał, mnie zwyczajnie brakuje kolorów.

W tym roku w przydomowych ogródkach, na balkonach i parapetach lampki pojawiły się wraz z początkiem adwentu, choć nie dam głowy, czy nie była to przypadkowa zbieżność. Tymczasem jednak coraz częściej z oficjalnej i handlowej opowieści o świętach znika jakikolwiek wymiar. Zostaje płaska opowieść o wypoczynku, zakupach i życzeniu sobie dobrze, nie wiadomo, czemu akurat pod koniec grudnia. 

Karnkowski: „Generał mróz” powraca

W sierpniu prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden uznał, że nie można już zablokować budowy gazociągu Nord Stream 2, ponieważ była ona już wtedy...

zobacz więcej

Chyba uczciwiej byłoby zgodnie z sowiecką tradycją przenieść to na nowy rok, skoro Boże Narodzenie tak bardzo boli. Czasem znika z miejsc, w których nie powinno nikomu wadzić, nawet w świecie chorej i zaborczej poprawności politycznej. Jak kilka lat temu, gdy motywy religijne niemal zniknęły z prac niepełnosprawnych artystów, rozsyłanych zawsze w ostatnich tygodniach roku pocztą dla regularnych i nowych darczyńców.

O miejskich plakatach napisaliśmy już wystarczająco wiele. O tym, jak bardzo brakuje w tej formule świętowania świąt, świadczy, z jakim entuzjazmem spotkała się, nie tylko w prawicowym internecie, praca ursynowskiego grafika, który w konwencję turbolaickiej ratuszowej grafiki wpisał przypomnienie chrześcijańskiej tradycji.

A przecież świat nie zatrzymuje się w miejscu, w którym jesteśmy. W Hiszpanii w jednym z rządzących przez socjalistów miast ulice udekorowano odwróconymi krzyżami i wężowymi ornamentami, tak, by poszukiwacze diabelskich spisków w światowej i lokalnej polityce nie musieli się już trudzić, wszystko dostają na wierzchu. Taki to specyficzny prezent gwiazdkowy.

Przed laty wielkim hymnem rockowej dobroczynności pod sztandarem „Live aid” była piosenka „Do they know it’s Christmas” Boba Geldofa. Po latach zresztą i ten przebój stał się kontrowersyjny, niektórzy krytycy uznali bowiem, że tekst, choć pisany w dobrej intencji, jest w swej wymowie zły. 

„Piosenka opiera się na zbyt powszechnym założeniu, że zachodnie chrześcijaństwo i tradycje, które podtrzymuje (takie jak Boże Narodzenie), są centrum wszechświata. Geldof i Ure zamierzali, aby ich kompozycja miała zasięg globalny, ale nie myśleli globalnie” – pisał kilka lat temu publicysta Jeremy Helligar.

Krzysztof Karnkowski: Nie samotność, nie bezczynność

Żyjemy w światach równoległych, nazywanych niekiedy „bańkami informacyjnymi”. Czasem jest to zabawne, lecz bywa i niebezpieczne, zwłaszcza, gdy...

zobacz więcej

Helligar krytykował nawet odwołania do śniegu, które znalazły się w tekście, znajdując w nich wyższość białych artystów, którzy nie sprawdzili nawet, czy w Etiopii, której chcieli pomagać, faktycznie takowy nie pada. Słowem – białe, kulturowe uprzywilejowanie, którego dziś już nie da się zamaskować dobrymi intencjami.

Ba, może nawet jest w tym ostatnim trochę racji. Zresztą nawet w czasach „Live aid” organizatorów spotykała krytyka z własnego, rockowego podwórka. Kanadyjski zespół Forgotten Rebels wyśpiewał wówczas bardzo uniwersalny tekst, który i dziś zadedykować można wielu celebrytom dobroczyńcom: „Send money here and send money there / Our livid country makes starve it's ware / Why do we ignore our own poor? / With rich rock stars, celebrity wars (Wysyłasz pieniądze tu i tam, gdy zastępy głodnych produkuje nasz kraj/Ignorujesz naszych własnych biednych/Z rocka gwiazdami, celebrytów wojenkami – tłum. własne)”.

Niewiele tu można dodać, może tylko zastanowić się nad dalekowzrocznością jako tą wadą wzroku, która każe dziś szykować świąteczne ozdoby z drutem kolczastym i uchodźczymi dziećmi w lesie, a równocześnie gardzić gorzej sytuowanym rodakiem, który źle głosuje, słucha złej muzyki i w ogóle rzadko spełnia oczekiwania rozczarowanych nim gwiazd estrady. 

Ale pytanie, „czy oni wiedzą, że są święta”, wraca do mnie również w innym kontekście. Używa się świąt jako okazji do zaznaczenia własnej moralnej wyższości, choć w tak chętnie używanym jako narzędziu szantażu chrześcijaństwie jałmużna nie lubi krzykliwości i poklasku. Bywają one też okazją do politycznej demonstracji, gdzie obraźliwe hasło staje się świątecznym życzeniem, a takiż pierniczek nagle okazuje się być domową wersją wulgarnego ulicznego transparentu. Święta obdzierane z tradycyjnych znaczeń zyskują więc nowe, które jednak obdzierają je z ciepła i dobra, tego pisanego małą i wielką literą. Czy na pewno tego chcemy?

Wracając myślą do nie tak dawnego przecież czasu, chciałbym życzyć czytającym takich świąt, jakich potrzebują najbardziej, białych, wesołych, rodzinnych i zdrowych, z miłością i nadzieją w samym ich centrum i z wiarą, która sięga dalej niż tych kilka dni, które powinny być lepsze niż poprzedzający je rok. Życzę też wszystkim, by słowa „Wesołych Świąt!” znaczyły znów tyle co kiedyś, byśmy słysząc je lub czytając nie zastanawiali się, czy ten przedwcześnie postawiony wykrzyknik nie jest próbą odebrania nam czegoś bardzo ważnego.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej