RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Karnkowski: „Generał mróz” powraca

Biden dał zielone światło dla Nord Streamu, tym samym odbierając Ukrainie jej największą gwarancję bezpieczeństwa, bycie państwem pośredniczącym w przesyle rosyjskiego gazu na Zachód  (fot. Chip Somodevilla/Getty Images)
Biden dał zielone światło dla Nord Streamu, tym samym odbierając Ukrainie jej największą gwarancję bezpieczeństwa, bycie państwem pośredniczącym w przesyle rosyjskiego gazu na Zachód (fot. Chip Somodevilla/Getty Images)

Najnowsze

Popularne

W sierpniu prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden uznał, że nie można już zablokować budowy gazociągu Nord Stream 2, ponieważ była ona już wtedy na ukończeniu. W zamian za odpuszczenie tematu, Biden uzyskał od Niemiec zapewnienie, że w przypadku podjęcia przez Rosje działań wrogich wobec Ukrainy, to oba państwa na to odpowiedzą. Równocześnie prezydent USA informował, że kanclerz Angela Merkel wraz ze swoimi ministrami pracuje nad rozwiązaniami ewentualnej sytuacji kryzysowej, w której Rosjanie próbowaliby zaszkodzić Ukrainie lub innemu państwu. Porozumienie Waszyngtonu z Berlinem miało zapewnić bezpieczeństwo dla Kijowa, a zarazem uniemożliwić Moskwie wykorzystywanie gazociągu jako broni. Polska była sceptyczna, na Ukrainie wprost mówiono o zdradzie.

Żaryn: Kreml znów stawia się w roli mediatora w kryzysie, który sam wykreował

Rzecznik koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn uważa, że Rosja próbuje wykorzystać kryzys migracyjny na granicy polsko-białoruskiej do...

zobacz więcej

Mamy grudzień. Europa, choć broni się jak może przed zauważeniem tego faktu, pada ofiarą gazowego szantażu Rosji, która prowadzi za pośrednictwem Białorusi wojnę hybrydowa z Polską i szykuje się do ataku na Ukrainę.

Przez cały czas trwania prezydentury Donalda Trumpa, liberalne media zarzucały mu prorosyjskość, co więcej, uważając, że Rosjanie pomogli mu manipulować społecznymi nastrojami i w rezultacie wygrać wybory. Choć Trump w swej polityce nie był żadnym szczególnym przyjacielem Moskwy, odnosił się również bardzo sceptycznie wobec Nord Stream 2 (niestety, zbyt późno i oszczędnie decydując się jednak na sankcje), oskarżenia te nigdy na dobrą sprawę nie zamilkły. Sytuacja ta przypomina nam medialne klisze, znane z polskiego podwórka, na którym od niedawno przypomnianej narracji, sprowadzającej się do suflowania wyborcom obawy, że PiS wywoła wojnę z Rosją, w sensie dyplomatycznym, handlowym, a może nawet dosłownym płynnie przeskoczono do robienia z jego polityków rosyjskich agentów.

Zapewne też niektórzy wierzą i będą chcieli, byśmy również uwierzyli w to, że najbardziej antyrosyjskim polskim premierem był i znów mógłby być Donald Tusk, a szefem dyplomacji – Radosław Sikorski. Tyle, że medialne archiwa pełne są ich wypowiedzi w zupełnie innym duchu, a i działania mówiły nam wielokrotnie co innego, nie tylko bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej, lecz również wcześniej i później – aż do 2014 roku, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę i odebrała jej część terytorium.

W Ameryce tymczasem antyrosyjskim jastrzębiem miał być Joe Biden i trzeba przyznać, że nawet nieźle zorientowani w amerykańskiej polityce eksperci twierdzili, że choć to sam demokratyczny kandydat na prezydenta miał duży udział w polityce resetu (czyli de facto ustępstw i naiwności) prowadzonej wobec Moskwy przez administrację Baracka Obamy, nie ma już do niej powrotu. Sam Biden popisywał się bardzo ostrą retoryką, posunął się nawet do nazwania Putina mordercą – co jest zgodne z powszechną wiedzą i odczuciem, lecz przecież nie ze standardami dyplomacji. Wystarczyło to jednak, by wzbudzić zachwyt mediów, również w naszym kraju.

Biden zapowiedział sankcje w razie rosyjskiej inwazji

– Prezydent USA Joe Biden ostrzegł prezydenta Rosji Władimira Putina, że jeśli dojdzie do nowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę, to USA wprowadzą...

zobacz więcej

Tyle, że szybko okazało się, że prezydentura Joe Bidena ma inne priorytety. Kluczowe dla dzisiejszej Ameryki jest bowiem starcie z Chinami, a w starciu z państwem środka Amerykanie potrzebują i Niemiec, i, co gorsza Rosji. Gotowi są więc na daleko idące ustępstwa wobec tych pierwszych, a że oba państwa mają wspólny gazowy interes, to i wobec drugich. Czy ta strategia pozwoli osiągnąć cel? Nowa niemiecka administracja, zwłaszcza Zieloni, nie musi kochać Chińczyków, jednak wiara w to, że Rosja stanie w tym sporze po stronie Stanów jest naiwna i niepoparta niczym. W imię tej mrzonki Biden dał jednak zielone światło dla Nord Streamu, tym samym odbierając Ukrainie jej największą gwarancję bezpieczeństwa, bycie państwem pośredniczącym w przesyle rosyjskiego gazu do państw Europy Zachodniej.

Z oficjalnych komunikatów strony amerykańskiej wynika, że nie doszło w czwartek do żadnych ustępstw wobec Rosji, a stanowisko, przedstawione przez prezydenta było twarde i zdecydowane. Trudno jednak przyjąć to z pełnym zaufaniem, skoro równocześnie zaplanowane wobec Rosjan sankcje zostały niespodziewanie w ostatniej chwili znacząco osłabione, a zapisy, które mogły realnie uderzyć w interesy i imperialne plany Putina i jego ludzi zniknęły z nowej wersji amerykańskiego budżetu obronnego.

Zbyt wielka samodzielność


Sytuacja staje się więc absurdalna. Putin uzyskuje idealne warunki do napaści na Ukrainę przy bierności Stanów Zjednoczonych, które równocześnie twierdzą, że ceną za ich uzyskanie ma być rezygnacja z wykorzystania tego, co realnie dają one Rosji. Tymczasem Władimir Putin jest politykiem, od lat kierującym się wyjątkowo silną niechęcią wobec Ukrainy, zaś interesem jego kraju jest zatrzymanie przemian u jego zachodniego sąsiada, który wybił się na zbyt wielką samodzielność.

Antyukraińska obsesja rosyjskiego przywódcy nie tak dawno znalazła ujście w jego oficjalnym artykule „O historycznej jedności Rosjan i Ukraińców”, w którym kwestionował narodową odrębność sąsiedniego państwa. Tekst Putina można uznać za specyficzne „bombardowanie miłością” Ukraińców, którzy jawią się w nim jako podstępem oddzieleni politycznie bracia Rosjan, których emancypacja była jedynie sztucznym procesem, kreowanym przez wrogie żywioły – Austro-Węgry, Polskę, dziś zaś Zachód jako taki.

Zełenski po rozmowie z Bidenem o formatach rozwiązania konfliktu w Donbasie

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że rozmawiał z przywódcą USA Joem Bidenem. Tematem były m.in. możliwe formaty rozwiązania...

zobacz więcej

Dlaczego Rosja miałaby się zatrzymać, mając po drugiej stronie najsłabszego (politycznie i kondycyjnie) prezydenta Stanów Zjednoczonych, uzupełnianego przez dramatycznie niepopularną i niekompetentną wiceprezydent Harris, i Europę Zachodnią, uzależnioną od dostaw gazu? Zwłaszcza, gdy w mijającym roku byliśmy świadkami nie tylko zgody USA na Nord Stream 2 kosztem bezpieczeństwa Ukrainy i innych krajów środkowowschodniej Europy, lecz i innej gorzkiej lekcji – wycofania wojsk USA z Afganistanu i talibańskiego blitzkriegu przy bezsilności świata Zachodu. I Putin również był tego świadkiem.

Zdecydowany gracz


Politycy, w zależności od tego, kto patrzy, robią więc do złej gry miny dobre lub groźne, jednak wynika z tego zbyt mało, byśmy mogli poczuć się w pełni bezpiecznie. Oczywiście wszelkie działania, opisywane jako ofensywa dyplomatyczna Polski, są w tej sytuacji jak najbardziej wskazane, im więcej nas w rozmowach i wystąpieniach, tym dla nas lepiej. Jednak największym problemem pozostaje, że Rosja wydaje się tu jedynym zdecydowanym graczem. Kolejny raz nie można uciec od zacytowania frazy „Wygra, kto się nie boi wojen” z nieśmiertelnej (niestety!) „Jałty” Jacka Kaczmarskiego.

Przeczytaj też: Krzysztof Karnkowski: Gazowa Jałta

Ameryka stanowcza w deklaracjach na użytek Zachodu, lecz niekonsekwentna i zbyt miękka przy ustalaniu sankcji; Niemcy, robiące swój gazowy interes życia; Europa, podpięta pod gazową kroplówkę i osłabiona kryzysem energetycznym i towarzysząca mu niepewnością i inflacją – to wszystko składa się na mało budujący obraz, w którym, wspólnie z najmocniej zdającymi sobie sprawę z niebezpieczeństwa krajami naszej części kontynentu musimy budzić i uświadamiać silniejszych, lecz wciąż uśpionych graczy. Rosję w jej kolejnych potyczkach ratowała zima i przysłowiowy „generał mróz”. Wydaje się, że zaczyna on właśnie swoją kolejną ofensywę, po raz pierwszy nie u siebie, a na zachodzie Europy. I po raz pierwszy z nowym towarzyszem, „generałem gazem” u boku.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej