RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

52 błędy w tekście „Press”. Boczek pomylił prawie wszystko

PAP pozywa „Press” i Krzysztofa Boczka (na zdjęciu) (fot. FB; Shutterstock)
PAP pozywa „Press” i Krzysztofa Boczka (na zdjęciu) (fot. FB; Shutterstock)

W tekście na łamach „Press” Krzysztof Boczek zaatakował Polską Agencję Prasową, zarzucając jej dziennikarzom uzależnienie od władzy i propagandowy przekaz. Okazuje się, że w artykule roi się od błędów – i nie chodzi wcale o literówki. „Pomylił Braunów, pracowników PAP, zmienił cytaty, wymyślił fikcyjne wydarzenia; w sumie minął się z prawdą... 52 razy” – opisuje Salon24.pl, który dotarł do pozwu PAP przeciwko „Press”. Co ciekawe, autor „Press” niedawno przedstawiał historie o domniemanej ciężarnej Kongijce „przerzuconej” przez Polaków nad zasiekami na granicy z Białorusią i o „przepędzaniu” imigrantów przez polskich strażników granicznych. Wygląda na to, że Boczek ma na koncie niejeden „hit”.

Fake news magazynu „Press”. Oskarża premiera o „ocieplanie wizerunku” po śmierci Adamowicza

Po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza kancelaria premiera zorganizowała tweetup z udziałem Mateusza Morawieckiego – stwierdził magazyn...

zobacz więcej

Tekst o sensacyjnym tytule „Polska Agencja Pisowa” ukazał się w listopadowym numerze „Press”. Krzysztof Boczek – jak twierdzi – rozmawiał m.in. z byłymi, anonimowymi dziennikarzami agencji „zwolnionymi za rządów PiS”, pisze o anulowanych depeszach, o „cenzurze” i „zniekształcaniu rzeczywistości”.

Gorzej jak za komuny? Chybiona sensacja


Autor przytacza nawet tezę jednego z rozmówców, że „takiej cenzury jak teraz to nie było w PAP nawet za PRL-u”.

Z informacji Salon24.pl wynika, że do sądu wpłynął pozew przeciwko „Press” ze strony PAP. Wytknięto w nim 52 błędy „naprawdę ciężkiej wagi”.

Jak czytamy, chodzi m.in. o „pomylenie Grzegorza Brauna z Juliuszem Braunem, czy opisywanie pracy »dziennikarzy PAP«, którzy w agencji nigdy nie byli zatrudnieni”.

Boczek myli Braunów i zmyśla pracowników PAP


Nieprawdziwe informacje w tekście Krzysztofa Boczka to także zarzuty o „przemilczenie protestu medyków” w „białym miasteczku”.PAP dowodzi w pozwie, że tylko 14 września, gdy trwał protest, w Codziennym Serwisie Informacyjnym PAP (CSI PAP) ukazało się 10 depesz, w tym kilka przedstawiających perspektywę i żądania medyków.

Grand Press za wywiad z „Margot”? Dziennikarze zszokowani „od prawa do lewa”

Nie cichną kontrowersje po nominacji do nagrody Grand Press dla dziennikarki Radia ZET Beaty Lubeckiej. Informacja zszokowała środowisko...

zobacz więcej

„Redaktor Boczek nie mógł o tym wiedzieć, ponieważ redakcja magazynu „Press” nie jest klientem Polskiej Agencji Prasowej” – opisuje Salon24.pl.

Boczek zarzuca też PAP usuwanie depesz „niezgodnych z agendą rządu”. Chwali się, że rozmawiał na ten temat z prezesem agencji Wojciechem Surmaczem. Jak twierdzi PAP w pozwie, sens wypowiedzi Surmacza został „całkowicie przekręcony”.

Mylone są też osoby. W tekście „Press” można przeczytać, że Grzegorz Braun, były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, żądał dymisji Surmacza. Ten jednak nigdy nie kierował KRRiT – której prezesem w latach 1999-2003 był Juliusz Braun. „Autor artykułu wielokrotnie posługiwał się w swoim tekście nazwiskami, które z PAP nigdy nie były związane. Myli również nazwiska osób, o których pisze” – dodaje Salon24.

„Press” przeprosi za artykuł?


W sumie tych i innych błędów naliczono aż 52. PAP domaga się od „Press” i Krzysztofa Boczka opublikowania przeprosin i oświadczenia oraz wpłacenia 100 tys. złotych na cel społeczny. Autor poza współpracą z „Press” pisze także dla Oko.press. To tam pisał o „rzucaniu przez polskich mundurowych” 29-letnią Kongijką nad zasiekami na granicy. W tekście lansował tezę, że polscy i białoruscy żołnierze traktują imigrantów „jak zwierzęta”.

Rewelacje Krzysztofa Boczka. „To, co podałem, nie jest prawdą”


Innym razem na Facebooku opublikował zdjęcie mężczyzn przedzierających się przez granicę w pobliżu rzeki i napisał, że to polskie służby „przepędzają Kurdów”.


Po tym, gdy swoim wpisem wywołał falę hejtu na polskie służby przyznał, że to był fake news. „Dostałem info, iż to, co podałem za innym kontem na TT, nie jest prawdą” – stwierdził.

W ostatnich tygodniach, gdy media obiegła podawana w wątpliwość przez wiele osób historia TVN o Ibrahimie „pływającym przez sześć dni rzeką”, Boczek jej bronił. „Czemu fizycznie niemożliwe jest 6 dni spędzone w rzece i spływanie nią”. Na Twitterze przekonywał, że historia jest z „ciepłego października”, a opisywany imigrant wcale nie musiał pływać, tylko „chodził” po rzece. Zobacz także: Bohaterka TVN o pływającym Ibrahimie: To prawdziwa historia, bo mi ją osobiście powiedział

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej