RAPORT

Wojna na Ukrainie

Socjalistyczny skręt administracji Bidena

Prezydent USA Joe Biden ma na głowie między innymi problemy gospodarcze (fot. Chip Somodevilla/Getty Images)
Prezydent USA Joe Biden ma na głowie między innymi problemy gospodarcze (fot. Chip Somodevilla/Getty Images)

Stany Zjednoczone kuleją. Wychodzenie z kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa jest znacznie trudniejsze dla jednej z najważniejszych gospodarek na świecie niż się spodziewano. Prezydent Joe Biden proponuje bilionowe zastrzyki, ale wielu ekspertów jest krytycznych czy to odpowiednie rozwiązanie. Niepokój rynków wzbudza też skręt w lewo i wyznaczenie senator Elizabeth Warren jako osoby odpowiedzialnej za regulacje finansowe. Tymczasem wyniki sondażowe spadają jak wskaźniki ekonomiczne.

Tajwański zgryz

Dyplomacja Joe Bidena nie razi konsekwencją. Z jednej strony nie radzi sobie z cyberatakami ze strony Rosji, z drugiej – potrafi postawić pewien...

zobacz więcej

Sondaże to w Stanach Zjednoczonych jeden z kluczowych elementów polityki. Stanowią wyznacznik dla prowadzenia polityki przez administrację urzędującego prezydenta.

Dla obecnego sondaże są wyjątkowo nieprzychylne. Badania opinii publicznej przeprowadzone w listopadzie przez telewizję ABC News i dziennik „Washington Post” wskazało, że obecnie 51 proc. zarejestrowanego elektoratu deklaruje poparcie kandydata Republikanów w swoim okręgu kongresowym, a 41 proc. – kandydata Demokratów.

To największa przewaga Republikanów wśród 110 sondaży ABC/„WP”, w których zadano to pytanie, od 40 lat. To zresztą dopiero drugi raz, gdy Republikanie mają statystycznie znaczącą przewagę i dziewiąty raz, gdy w ogóle ma przewagę liczbową. Jako przyczynę takiego stanu rzeczy wskazano problemy z kierowaniem gospodarką.

Główny czynnik, który martwi wyborców to inflacja. Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych osiągnął w październiku wzrost o 6,2 proc. w ujęciu rocznym, oraz o 0,9 proc. w ujęciu miesięcznym – wynika z analizy Biura Statystyk Pracy (BLS). To najwyższa inflacja od przeszło 30 lat.

Inflacja przyspiesza


Eksperci zwracają uwagę, że w październiku wzrost cen przyspieszył po tym, jak we wrześniu wydawał się wyhamować (inflacja wzrosła wówczas o 0,4 proc.). Zdecydowanie największy wzrost zanotowano w cenach energii – o 4,8 proc., zaś średnia cena benzyny wzrosła o 6,2 proc. Cena żywności wzrosła o 0,9 proc. Ceny pozostałych produktów uwzględnionych w indeksie wzrosły o 0,6 proc.

Konsumenci to odczuwają, stąd zmiana preferencji. Wobec rosnącej inflacji aż 70 proc. respondentów twierdzi, że gospodarka jest w złym stanie, w porównaniu z 58 proc. twierdzącymi tak wiosną ubiegłego roku.

Z sondażu wynika również, że podczas gdy zaledwie połowa respondentów obwinia prezydenta Joego Bidena bezpośrednio za nieudaną walkę z inflacją, aprobata dla jego zarządzania gospodarką zmniejszyła się do 39 proc., co oznacza spadek o 6 punktów procentowych od początku września i o 13 punktów od wiosny ubiegłego roku.

Biden przegrywa w cyberwojnę

Jednym z elementów wojny hybrydowej toczonej przez Rosję są cyberataki. Ich celem padła między innymi Polska. W Ameryce straty powodowane przez...

zobacz więcej

Co ciekawe, z sondażu wynika, że inicjatywy polityczne demokratycznego prezydenta cieszą się znacznie większą popularnością niż on sam. 63 proc. ankietowanych popiera przyjętą przez Kongres ustawę infrastrukturalną o wartości 1 biliona dolarów, zaś 58 proc. poparło projekt przegłosowanej ustawy „Build Back Better Act”, pakietu wydatków i reform socjalnych i klimatycznych o wydatkach około 2 bln dolarów przez 10 lat.

Ustawa zawiera wiele zapisów godnych państwa opiekuńczego, są więc powszechny dostęp do przedszkoli, zagwarantowanie – po raz pierwszy w historii – płatnego urlopu rodzicielskiego oraz przedłużenie trwania wprowadzonych wcześniej w tym roku miesięcznych świadczeń 200-300 dolarów na każde dziecko.

Transformacja energetyczna


Z tego pakietu Stany Zjednoczone mają przeznaczać ponad 550 mld dolarów na inwestycje w zieloną transformację energetyczną oraz walkę ze zmianami klimatu. Przewidziane są między innymi ulgi podatkowe dla producentów energii odnawialnych i zielonych technologii, wydatki na wzmocnienie odporności na skutki zmian klimatu takich jak susze i pożary, które cyklicznie nawiedzają stany na Zachodnim Wybrzeżu, głównie Kalifornię i Oregon.

Sfinansowanie kosztownego projektu jest zgodne z tradycyjnym podejściem Demokratów, czyli podniesieniem podatków dla zarabiających najwięcej, w tym przypadku progi to 10 i 25 mln dolarów rocznie. Do tego mają dojść wyższa ściągalność podatków oraz wprowadzenie minimalnej 15-procentowej stawki podatkowej dla największych korporacji.

Oczywiście nie może być zbyt pięknie. Wprawdzie Biden zapewnia, że uda się pokryć w całości wydatki przewidziane w pakiecie, to jednak Biuro Budżetowe Kongresu (CBO) jest sceptyczne. Biuro oszacowało, że ustawa zwiększy dług publiczny Stanów o 367 mld dolarów przez 10 lat. Wątpliwości dotyczą szczególnie zysków ze ściągalności podatków. CBO szacuje się, że uda się ściągnąć ekstra 200 mld, natomiast Biały Dom jest bardziej optymistyczny i liczy na 400 mld dolarów rocznie.

Obalić Trumpa

Próba puczu – trudno nie użyć innych słów, przyglądając się ujawnionym nielegalnym działaniom generała Marka Milleya, najwyższego rangą wojskową...

zobacz więcej

Nadal trwają przepychanki w Senacie, jak ma wyglądać pakiet. Krytykują go nawet demokratyczni Senatorzy Kyrsten Sinema i Joe Manchin. Manchin reprezentuje Wirginię Zachodnią, której przemysł opiera się w znacznej mierze na wydobyciu węgla, chce powstrzymać więc niektóre zapisy dotyczące ochrony klimatu, w tym opłat z emisje metanu. Klimat klimatem, ale wyborcy wyborcami.

Trump połajał


Projekt krytykują również Republikanie, choć niektórzy przedstawiciele Izby Reprezentantów z tej partii go poparli, za co zostali zrugani przez byłego prezydenta Donalda Trumpa. Głównym zarzut GOP dotyczy zadłużania budżetu. Z drugiej strony trudno nie oprzeć się wrażeniu, że gdyby podobny projekt zgłosił Trump, Republikanie wychwalaliby go jako doskonały sposób walki z kryzysem i wtórowałyby im wspierające ich media, między innymi telewizja Fox News i dziennik „New York Post”. Nie jest to oczywiście nic nadzwyczajnego w demokracji.

Pakiet „Build Back Better Act” nie jest jedynym, który będzie miał wpływ na amerykańską gospodarkę. Okazuje się, że Biden tylnymi drzwiami miał wprowadzić do swojej administracji, choć na razie bez żadnej oficjalnej funkcji senator Elizabeth Warren, która w ostatnich wyborach prezydenckich starała się o nominację Demokratów.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Samo ściąganie konkurentów, którzy wycofując się przekazują swoje poparcie nie jest niczym nowym, nadzwyczajnym ani szczególnie nagannym. Do swojej administracji Biden ściągnął przecież Pete'a Buttigiega, którego wyznaczył na stanowisko sekretarza transportu Stanów Zjednoczonych. Warren żadnym sekretarzem na razie nie jest, ale jej zakulisowa rola można być znacznie większa.

Skąd wiemy o nowej aktywności senator z Massachusetts? Szychy z Wall Street zatrudniają lobbystów, żeby ci ustalili, kto się czym zajmuje w administracji, by móc wykonywać odpowiednie posunięcia. Potwierdzeniem było ustalenie, że Biały Dom wysłał informację na temat Warren do kręgu doradców. Mówi się, że jej nowa rola to efekt zabiegów Susan Rice, dyrektor Rady Polityki Wewnętrznej, byłej współpracownicy Baracka Obamy do spraw bezpieczeństwa.
Elizabeth Warren chce się wziąć za największe korporacje, które unikają płacenia podatków (fot. Wiki 4.0/Gage Skidmore)
Elizabeth Warren chce się wziąć za największe korporacje, które unikają płacenia podatków (fot. Wiki 4.0/Gage Skidmore)

Trupy z szafy Huntera Bidena

Władza rodzi pieniądz – w tym stwierdzeniu jest wiele prawdy. W niektórych kulturach profity były powodem do dumy i obnoszenia się, w innych...

zobacz więcej

Z GOP do Demokratów


Kim zatem jest nowa „przewodnicząca ds. regulacji finansowych” – jak określiły media Elizabeth Warren? Można stwierdzić, że jej głównym wyznacznikiem jest zmienność. Jeszcze do połowy lat 90. ubiegłego wieku była zarejestrowana jako członkini Partii Republikańskiej, później związała się z Demokratami i zajęła miejsce w lewym skrzydle tej partii.

Zmieniało się także jej... podejście do pochodzenia etnicznego. Przez lata przekonywała, że jej przodkowie byli rdzennymi Amerykanami z plemienia Czirokezów. Sama zarejestrowała się jako rdzenna Amerykanka.

W 2018 r., gdy szykowała się do wyścigu o Biały Dom, pokazała wyniki testów DNA, które to potwierdzały. Faktycznie miała pięć segmentów, które są charakterystyczne dla tej grupy, ale wątpliwości zostały.

Carlos Bustamante, genetyk z Uniwersytetu Stanforda, który przeprowadził analizę, stwierdził w rozmowie z „Boston Globe”, że wyniki wskazują, iż Warren miała rdzennie amerykańskiego przodka od sześciu do dziesięciu pokoleń wstecz. Do tego przywódcy plemienia Czirokezów skrytykowali senator, argumentując, że uzurpuje sobie tożsamość, na którą nie zasługuje, ponieważ bycie rdzennym Amerykaninem to nie kwestia biologii, tylko tradycji, wierzeń i doświadczeń, a definiowanie etniczności na podstawie kropli krwi to czysty rasizm. Licząc się z utratą głosów grupy, na którą liczyła, w lutym 2019 r. Warren przeprosiła za swoje zachowanie w rozmowie z CNN. Na pewno nie można jej odmówić wykształcenia. Jest prawniczką specjalizującą się w prawie upadłościowym, wieloletnią wykładowczynią Wydziału Prawa Uniwersytetu Harvarda, jednej z najlepszych tego typu szkół na świecie. Do głównego nurtu polityki dołączyła w 2008 r., podczas kryzysu finansowego. Przywódca większości senackiej Harry Reid z Partii Demokratycznej powołał ją do panelu kontrolnego Kongresu nadzorującego dystrybucję 700 mld dolarów z programu pomocy osobom mającym problemy finansowe.

We wrześniu 2010 r. ówczesny prezydent Barack Obama mianował ją jednym ze swoich asystentów i specjalnym doradcą sekretarza skarbu do spraw utworzenia nowego Biura Finansowej Ochrony Konsumenckiej (CFPB). Powstanie CFPB było efektem jej badań nad wprowadzaniem błąd konsumentów w sprawie produktów finansowych, takich jak karty kredytowe czy hipoteki, jednej z przyczyn ówczesnego kryzysu gospodarczego. Instytucja miała dokładnie patrzeć bankom na ręce.

Nuklearny szantażyk. Kim wywołuje Bidena

Zdjęcia satelitarne ujawniły, że Ośrodek Badań Jądrowych w Jongbjon został ponownie uruchomiony przez północnokoreański reżim. Prowadzone tam były...

zobacz więcej

W 2012 r. Warren dostała się do Senatu i dała poznać jako mocno lewicowy polityk. Poszła za ciosem i w 2019 r. ogłosiła start w kolejnych wyborach prezydenckich. W trakcie kampanii potrafiła być nawet na czele sondaży w wyścigu o nominację Demokratów. Szermowała hasłami mocno progresywnymi, jak mówią w Stanach Zjednoczonych, czyli socjalizującymi. Ścigała się w tym z Berniem Sandersem.

Musimy odebrać władzę w Waszyngtonie z rąk bogatych i oddać ją w ręce ludzi, gdzie jest jej miejsce – wzywała podczas jednego z wieców. – Powiedziałam jasno, jakie są moje zasady – koszty wzrosną dla bogatych i wielkich korporacji, dla ciężko pracujących rodzin z klasy średniej koszty spadną – tłumaczyła podczas jednej z debat.

Zadanie dla fiskusa


Najbogatsi nieco odetchnęli z ulgą, gdy Warren wycofała się z wyścigu o Biały Dom. Teraz jednak znów mogą mieć powody do zmartwienia. Warren sugeruje wzięcie największych firm w karby fiskusa.

– Istnieją korporacje, które publicznie zgłaszają ponad miliard dolarów zysku i płacą niewiele lub żadnych podatków – powiedziała w rozmowie z publicznym nadawcą NPR.

Wymieniła przy tym firmę Amazon („Tak, patrzę na was”) i wskazała, że istnieje co najmniej 70 innych korporacji, które również migają się od płacenia podatków.

– Przyjrzymy się waszym tzw. zyskom księgowym, zyskom, które publicznie podajecie do wiadomości. Od tych zysków trzeba zapłacić co najmniej 15 proc. podatków. Zamknie to całą masę luk, które lobbyści od dawna wbudowywali w kodeks podatkowy i przyniesie dużo pieniędzy – wyjaśniła.

Myślę, że powinniśmy podnieść stawki, potrzebujemy w Ameryce podatku od bogactwa – przekonywała. – Ale myślę też, że musimy egzekwować przepisy podatkowe, które już mamy. Unikanie płacenia podatków to łamanie prawa, a nie wykorzystywanie luk. Tak to postrzegam: jako łamanie prawa – argumentowała Warren.

Krycie Bidena juniora

Dziecko ze striptizerką, podejrzane interesy z Ukraińcami, Rosjanami, Chińczykami. Hunter Biden, syn Joe Bidena, przez lata jak mógł wykorzystywał...

zobacz więcej

Rękę senator widać w ruchach kadrowych. Wiceprezesem banku centralnego Systemu Rezerwy Federalnej do spraw regulacji bankowych został Richard Cordray, z którym pracowała w CFPB gdy prezydentem był Obama.

Mówi się także, że Warren ma stać za nominacją Saule Tarikhovnej Omarovej do Biura Kontroli Walut, jednego z kluczowych regulatorów sektora finansowego. Tego nazwiska bankierzy również mogą się obawiać.

Marksistka z ZSRR jedzie do USA


Urodzona w ZSRR i pochodząca z Kazachstanu ekonomistka jest absolwentką Moskiewskiego Uniwersytet Państwowy im. M.W. Łomonosowa, który ukończyła w ramach stypendium Lenina. Jej praca dyplomowa obroniona w 1989 r. nosiła tytuł „Analiza ekonomiczna Karola Marksa i teoria rewolucji kapitału”.

Takie dziełko popełniła, gdy komunizm w Związku Sowieckim chylił się ku upadkowi, który był spowodowany między innymi przez wcielanie w życie kompletnie nietrafionych teorii ekonomicznych. Do USA wyjechała w 1991 r., jak sama opowiadała, z jedną walizką i 50 dolarami.

Wpływom Warren przypisuje się także nominację Gigi Sohn na komisarza w Federalnej Komisji Łączności. To także jeden z kluczowych regulatorów, gdyż nadzoruje najważniejsze branże – telekomunikację, media czy nowe technologie. Sohn, szczęśliwie żonata, jest mocno lewicującą aktywistką, dość powiedzieć, że jej organizacja non profit otrzymała fundusze od miliardera George'a Sorosa.

Dla Republikanów Sohn jest niemal złem wcielonym, choć jej plany ograniczenia władzy firm Big Tech spotykają się z pozytywnym odbiorem nawet tu. Prawica ocenia jednak, że może ona próbować pogwałcać świętą Pierwszą Poprawkę. Podważała bowiem, czy należy przyznać licencję prawicowemu nadawcy Sinclair Broadcasting, zaś o Fox News, jednej z niewielu telewizji, która popiera Trumpa, powiedziała, że jest bardziej „niebezpieczna dla naszej demokracji” niż „brud wypełniający media społecznościowe”.

Sugeruje także, że powinno się moderować „dezinformacje i błędne informacje” w mediach społecznościowych, co – zdaniem Republikanów – może wyglądać na ograniczanie wolności mediów, zwłaszcza, że firmy Big Tech szczególnie lubią używać tego mechanizmu względem środowisk konserwatywnych.

Trudno nie odnieść wrażenia, że jeżeli chodzi o regulowanie finansów Stanów Zjednoczonych administracja Bidena zdaje się skręcać w lewo. Czy podważa to sens wartego ponad 20 bln dolarów programu naprawczego? Raczej nie, amerykańska gospodarka potrzebuje impulsu, i to szybko. Niekorzystna dla Stanów będzie sytuacja, gdy ideologia zacznie brać górę nad zdrowym rozsądkiem.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej