RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Petar Petrović: Krzyczą o „marionetkach” Putina, a sami robią z nim interesy

Niemcy są najbardziej prorosyjskim państwem w UE. Nowy rząd w Berlinie utrzyma ten status (fot. PAP/EPA/ERDEM SAHIN; Mikhail Metzel\TASS via Getty Images)
Niemcy są najbardziej prorosyjskim państwem w UE. Nowy rząd w Berlinie utrzyma ten status (fot. PAP/EPA/ERDEM SAHIN; Mikhail Metzel\TASS via Getty Images)

Lewicowo-liberalne media uwielbiają dzielić polityków na europejskich i antyeuropejskich, których oskarżają o bycie agenturą Putina. Tego samego Putina, z którym Berlin robi intratne interesy, uzależniając przy tym Europę od Rosji i przyzwalając tym samym na jej agresję. Pomimo tego, że nowa niemiecka koalicja najprawdopodobniej przebije w swojej obłudzie skompromitowany bliskimi relacjami z Moskwą gabinet Angeli Merkel, to jednak nie musi się ona obawiać, że będzie oskarżana o prorosyjskość. Takie epitety zarezerwowane są bowiem dla tych, którzy będą przeszkadzać w zacieśnianiu relacji Berlina z Rosją i realizowaniu projektu federalizacji UE.

Rosja czeka na odpowiedni moment, by odpalić bośniacką bombę

Kreml wykorzystuje dziś „szaleństwa” Białorusi do tego, by naciskać na UE i narzucać jej swoje zasady gry. W każdym momencie może jednak uruchomić...

zobacz więcej

Podczas gdy niemiecka chadecja pomału podnosi się po wyborczej klęsce i stara się wypełnić lukę po odejściu Angeli Merkel na emeryturę, zwycięzcy - socjaldemokraci (SPD) i ich koalicjanci (Zieloni, i liberalna FDP) prezentowani są przez dominujące w maistreamowie lewicowo-liberalne media jako siła, która zrewolucjonizuję europejską politykę i będzie prowadziła o wiele aktywniejszą politykę zagraniczną niż poprzedni rząd (który współtworzyło SPD).

Nowe władze w Berlinie przekonują, że dotychczasowa kanclerz była za grzeczna, zbyt koncyliacyjna, a przez to za mało skuteczna. Teraz przyszedł Olaf Scholz. I on zrobi porządek – zarówno w UE, poprzez narzucenie federalizmu, jak i w relacjach z Rosją.

Zobacz także: Niemcy ulegają szantażowi energetycznemu Kremla. Berlin pcha Europę w objęcia Gazpromu

Górnolotne zapowiedzi nowej koalicji, dotyczące ostrego traktowania reżimów w Moskwie czy Pekinie nie powinny jednak nikogo zwieźć. Berlin będzie z nimi prowadził taki sam „dialog” co zwykle, oparty na frazesach i apelach o respektowanie prawa międzynarodowego.

Biznes jak zwykle


Po ich wygłoszeniu zaś, jakby nigdy nic, będzie dalej prowadził rozmowy o zacieśnianiu współpracy biznesowej, czego koronnym przykładem jest Nord Stream 2. Taki model też Berlin będzie chciał narzucać jeszcze mocniej niż dotychczas całej Europie. Co nie będzie wcale kolidować z zarzucaniem przeciwnikom europejskiego establishmentu powiązań z Putinem, bycia jego marionetkami – agenturą dążącą do rozbicia Unii.

Petrović: Parasol medialny przestaje chronić. Prezydentura Bidena na równi pochyłej

Gdy Joe Biden pokonał w wyborach prezydenckich Donalda Trumpa, liberalno-lewicowe media odetchnęły z ulgą. Nie minęło jednak kilka miesięcy, gdy...

zobacz więcej

Każdy europejski polityk, który w jakimś stopniu zagraża narzucanemu „ładowi”, kierunkowi, w którym ma podążać unijny projekt, celom wyznaczanym w Berlinie, a następnie przekazywanym do dalszego dystrybuowania przez Brukselę, będzie z miejsca oskarżany o to, że jest „marionetką” w rękach Putina.

Przykładem tego, jak łatwo dziś środowiska lewicowo-liberalne, zarówno europejskie, jak i powiązane z polską opozycją, rzucają takimi hasłami, były ataki na Warsaw Summit, w trakcie którego doszło do spotkania liderów europejskich partii konserwatywnych i prawicowych.

I podczas gdy część z zaproszonych tam europejskich polityków różni się z PiS stosunkiem do Rosji, to kłamstwem, manipulacją i przejawem hipokryzji jest ocenianie, że doszło tam do spotkania „ludzi Putina”.

PiS, zarówno w opozycji, jak i sprawując władzę, wielokrotnie występowało przeciwko działaniom Kremla, ostrzegało kraje unijne przed ustępstwami wobec reżimu Putina, apelowało o nałożenia na Moskwę kolejnych, surowych, skutecznych sankcji, wspierało rosyjskie niezależne, opozycyjne środowiska, krytykowało europejskie rządy i polityków realizujących prorosyjską politykę.

Nikt też tak mocno jak polskie władze nie opowiadał się za wsparciem dla Ukrainy, a wcześniej dla Gruzji, czy przeciwko zagrażającemu bezpieczeństwu europejskiemu projektowi NS2.

Fakty się nie liczą


To jednak w narracji zarówno lewicowo-liberalnych mediów europejskich, jak i polskiej opozycji, nic nie znaczy – dla nich PiS to „agenci Kremla”, którzy chcą rozbić UE. Tej narracji nie może zmienić ani jakikolwiek przejaw agresji Rosji wobec naszego kraju, nawet tak namacalny jak hybrydowe działania Mińska na polsko-białoruskiej granicy, ani jakiekolwiek działania rządu krytyczne wobec polityki Moskwy.

Sankcje muszą uderzyć nie tylko w Łukaszenkę, ale też w Putina

Na reżim Alaksandra Łukaszenki muszą zostać nałożone na tyle silne sankcje, by zniechęcić go do kontynuowania ataku hybrydowego na granice Polski i...

zobacz więcej

Jest to, oczywiście, zamierzone działanie. Obrzydzanie polskiego rządu ma bowiem odebrać mu legitymizację, a to oznacza, że również osłabić jego… antyputinowską politykę.

Gdy na Warsaw Summit zebrali się przedstawiciele kilkunastu europejskich partii, które sprzeciwiają się projektowi federalizacji Unii, za którego realizacją tak mocno opowiedziała się nowa niemiecka koalicja, liberalno-lewicowe media koncentrowały się nie na tej kwestii, ale na tym, by „obrzydzić” całe to towarzystwo, pokazać je jako zgromadzenie niepoważnych osób, które chcą rozbić UE, gdyż realizują tajne plany… Putina.

Tego samego Putina, z którym te same władze niemieckie - zarówno w czasie trwania gabinetu Merkel, jak i teraz Olafa Scholza - robiły i będą cały czas robić intratne interesy, oskarżając swoich przeciwników politycznych o prokremlowskie sympatie.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Absurd? Tak, absurd. Ale nie ma w tym szaleństwa. Jest to bowiem perfidna manipulacja, która, niestety, odnosiła dotychczas sukcesy.

Uderzali w Trumpa, czekali na Bidena


Tak było przez lata z Donaldem Trumpem, którego oskarżano o to, że realizuje plany Putina, za to, że ośmielił się rzucić rękawicę światowej lewicy. Niemcy, a za nimi inne państwa unijne, krytykowały go od samego początku jego prezydentury i postanowiły ją… przeczekać.

Dzięki temu dziś Berlin osiąga w rozmowach z Waszyngtonem to, czego nigdy by mu się nie udało osiągnąć, gdyby w Białym Domu zasiadał Republikanin.

USA ostrzegają przed rosyjską inwazją na Ukrainę. Putin gra na kilku fortepianach

Sytuacja przy granicy rosyjsko-ukraińskiej przypomina tę z 2014 roku, gdy Moskwa wywołała kryzys na Ukrainie i anektowała Krym. Teraz USA...

zobacz więcej

Joe Biden zaś, chociaż jeszcze jako kandydat do fotelu prezydenta USA, zapewniał, że jest przeciwnikiem Nord Stream 2, po kilku miesiącach sprawowania tej funkcji zgodził się na jego powstanie, zastrzegając, że … jest mu przeciwny. Niemieckie władze jednak naciskały na tyle zdecydowanie, na tyle przekonująco, że amerykański przywódca postanowił wziąć udział w tej niebezpiecznej grze, której ryzykiem jest bezpieczeństwo europejskie.

Co więcej, Biden jest dziś głównym przeciwnikiem nakładania na ten projekt amerykańskich sankcji. Przeciwko sobie ma nie tylko Republikanów, z wpływowym senatorem Tedem Cruzem, ale też wielu Demokratów, pomimo tego, że, jak ustalił portal Axios partia ta otrzymała maksymalną dotację dopuszczoną prawem od lobbysty NS2.

Kompromitujące tezy


Ten sam portal przed kilkoma dniami ujawnił niepubliczną notę, którą 19 listopada niemiecki rząd wysłał do członków Kongresu USA w sprawie NS2, a której celem jest przekonanie ich do rezygnacji z nałożenia nowych restrykcji na podmioty zaangażowane w realizację projektu.

Najprawdopodobniej ten ruch odchodzącego rządu został uzgodniony z następcami, chociaż w nowej koalicji znajdują się deklarujący krytyczny stosunek do NS2 – Zieloni i liberałowie.

USA nałożyły sankcje na dwa podmioty zaangażowane w Nord Stream 2

Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na dwa powiązane z Rosją podmioty, zaangażowane w budowę gazociągu Nord Stream 2 – poinformował sekretarz stanu...

zobacz więcej

Jak zwracają uwagę eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich, dokument ten zawiera szereg nieprawdziwych tez. „Rząd RFN twierdzi w nim m.in. że Nord Stream 2 nie stanowi obecnie zagrożenia dla Ukrainy, dopóki zapewniony jest tranzyt gazu przez jej terytorium, co jest sprzeczne z doświadczeniem ostatnich miesięcy (spadek tranzytu przez terytorium Ukrainy pomimo podpisanego kontraktu tranzytowego)” – piszą eksperci w analizie.

Uciszyć niepokornych


Niemieckie władze przekonują również, że sankcje wymierzone w sojusznika USA byłyby zwycięstwem Putina, a Rosja nie ponosi istotnej odpowiedzialności za wzrost cen energii. W rzeczywistości to działania Gazpromu są „jednym z kluczowych czynników wpływających w ostatnich tygodniach na sytuację na rynku europejskim, a rosyjscy politycy jednoznacznie wiążą możliwość zwiększenia dostaw surowca do UE z uruchomieniem NS2”.

Te skrajnie absurdalne tezy jednak, dla lewicowo-liberalnego maistreamu medialnego i politycznego, nie są problemem. Problemem są jedynie ci, którzy mają inny stosunek do nielegalnej migracji, ideologii LGBT, aborcji, federalizacji UE i … są rzeczywiście krytycznie nastawieni do Putina.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej