RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Omikron, czyli „Dzień świstaka”

Wstępny raport mówi, że Omicron jest 1,3-1,6 razy bardziej zakaźny niż Delta (fot.  Spencer Platt/Getty Images)
Wstępny raport mówi, że Omicron jest 1,3-1,6 razy bardziej zakaźny niż Delta (fot. Spencer Platt/Getty Images)

Gdy z każdej strony słyszę kakofonię nazwy „Omikron”, nowego wariantu pandemicznego koronawirusa, poza wkurzeniem na kolejną rozbujaną infodemię, w pamięci staje mi grany przez Billa Murraya prezenter telewizyjnej prognozy pogody Phil, który przyjeżdża do małego miasteczka na amerykańskiej prowincji, by zrelacjonować Dzień Świstaka. Następnego ranka stwierdza, że znowu jest ten sam dzień. I tak niemal bez końca. „Mamy nowy, groźny wariant!” krzyczą nagłówki, a ja z rezygnacją dodaję w duchu: znowu.

Czy amantadyna leczy COVID-19? Kolejni naukowcy zabrali głos

Czy amantadyna ma potencjał w leczeniu Covid – 19? Tak uważają naukowcy, którzy na portalu nature.com sugerują, że amantadyna powinna być brana...

zobacz więcej

W całym tym zgiełku na razie danych – ale takich realnych, nie wstępnych, nie szczątkowych – na razie nie ma skąd wziąć. Wiadomo, że w samym białku Spike wirus ten ma ponad 40 mutacji punktowych w porównaniu z pierwotnym koronawirusem z Wuhan. Jest zatem – na podstawie dedukcji z tego, co wiemy o wpływie każdej z tych mutacji na funkcjonowanie SARS-CoV-2, a nie eksperymentów laboratoryjnych czy szerokich obserwacji epidemiologicznych – czymś w rodzaju Delty ze „srogim dopalaczem”. Czy to oznacza, że jest bardziej zakaźny?  

Popularny na Tweeterze epidemiolog i ekonomista zdrowia dr Eric Feigl-Ding (@DrEricDing), na bieżąco zbierający i aktualizujący naukowe informacje na temat wariantu Omikron, donosił na początku tygodnia, że w ciągu dwóch tygodni w prowincji Gauteng w RPA nastąpiło pięciokrotne zwiększenie liczby hospitalizacji z powodu COVID-19, kolejny tydzień i liczby poszybowały kolejne dwa razy w górę (czyli łącznie z 11-16 nowych hospitalizacji na ostatecznie 100-170 dziennie). Podwojenie natomiast liczby zakażonych nowym wariantem zależy od miejsca na globie.

W RPA, gdzie zaszczepionych jest realnie mniej niż 30 proc. populacji, wynosi 3-4 dni, zaś w Hiszpanii i Portugalii: 12-14 dni. Wstępny raport mówi, że Omicron jest 1,3-1,6 razy bardziej zakaźny niż Delta, a nieszczepiony ma 2,4 razy większe ryzyko ciężkiego zakażenia. Niepokojące jest również, że ok. 30 proc. nowych infekcji tym wariantem w RPA dotyczy osób, które już COVID-19 przechorowały wcześniej, rośnie też populacja zainfekowanych i hospitalizowanych w związku z tym dzieci. 

Czy to jest bardzo źle? I tak i nie. Tak – bo ochrona zdrowia w krajach o niskim poziomie wyszczepienia przeciw COVID-19 może „pęknąć” i nie dać rady dostarczać podstawowych procedur medycznych, mimo, że wirus wcale nie jest bardziej chorobotwórczy, a właśnie dlatego, że jest bardziej zakaźny. Już dziś, bez Omikrona, Polska znalazła się na liście Departamentu Stanu USA, gdzie się umieszcza kraje bardzo ryzykowne ze względu na sytuację epidemiologiczną, jako cele podróży obywateli amerykańskich. Obok Nigerii, która znalazła się na tej liście, bo Omikron już tam jest.

Zaszczepieni w szpitalach: winny wariant Delta. „Trzecia dawka ma sens”

Sytuacja epidemiczna wskazuje na to, że po pół roku od szczepienia odporność immunologiczna może słabnąć; do szpitali we Włoszech zaczynają też...

zobacz więcej

I to – a nie Omikron per se – powinno być źródłem naszej głębokiej troski. Jak bardzo sami się wpakowujemy w tę sytuację, głównie odmawiając szczepień. Do tego, dlaczego nie musi to być tylko bardzo zła wiadomość, wrócę na końcu tej opowieści.

Wyizolowany po raz pierwszy w Botswanie (a, jak się dziś dowiadujemy, już kilka tygodni wcześniej w Nigerii, tylko tam wolniej sekwencjonują), Omikron stał się potem epidemiczny w północno-wschodnim rejonie RPA (gdy to pisze, 6 na 9 prowincji tego kraju). Ten mutant SARS-CoV-2 nazwany został Omikronem nie w wyniku jakiegoś spisku, tylko żeby uniknąć niezręczności z „new ny” i „xi”, które jest popularnym nazwiskiem, zatem – chcemy tego czy nie – ta grecka literka w transkrypcji może działać stygmatyzująco.

Tyle wyjaśnień WHO; to ono wciągnęło tydzień temu Omikrona na listę wariantów koronawirusa, których pojawianie się i rozprzestrzenienie należy monitorować,
oraz ostatecznie takich, na które należy zwracać baczną uwagę, bo wzbudzają zaniepokojenie (tzw. variants of concern), np. ze względu na gwałtowne rozprzestrzenianie się epidemiczne, zwiększoną zjadliwość czy obserwowane osłabienie ochrony szczepionkowej przeciwko danemu wariantowi. 

Ja wiem, że greki nie uczą dziś w liceum nawet szczątkowo, zatem pozostaje mi uświadomić, że jak wynika z greckiego alfabetu, takowych wariantów monitorowanych pojawiło się przed Omikronem już 12, zaś „variant of concern” jeden – Delta, dawniej zwany wariantem indyjskim. Zmiótł on dosłownie wszelkie inne warianty, przynajmniej na naszej hemisferze. Pojawił w przededniu wprowadzenia szczepień (grudzień 2020), w dodatku w kraju, który miał nikłe szanse na szybką akcję szczepionkową, choć sam produkował preparat Astra Zeneca masowo na eksport.

Od roku zatem nie było kolejnej Delty, tylko jeszcze bardziej zakaźnej – i chyba się pojawiła; w krajach środkowej Afryki, gdzie służba zdrowia czy służby epidemiologiczne są, jakie są, a zaszczepionych przeciw COVID-19 jest 2 czy 5 proc. populacji, czy kilka razy więcej, jak w RPA. W dodatku populacji dotkniętej dramatycznie HIV/AIDS, czyli chorobą zakaźną drastycznie obniżającą potencjał układu odporności organizmu ludzkiego.

Nowy wariant SARS-CoV-2 z dużym potencjałem mutacji. Kolejna epidemia?

W Botswanie zidentyfikowano nowy wariant koronawirusa, który zdołał przedostać się do RPA i Hongkongu. Mnogość jego kolców i potencjał do mutacji...

zobacz więcej

Skąd się biorą warianty? Z tego, że wirus replikuje swój materiał genetyczny. Podczas powielania RNA wirusa dochodzi do pomyłek – tak jak kopista myli się, przepisując książkę. To jest nieuniknione i dzieje się losowo, w przypadkowych miejscach.

Większość mutacji nic nie zmienia w wirusie, niektóre dają mu jakieś nowe cechy. Wszystkim tym następnie zajmuje się dobór naturalny – selekcja w naszych organizmach i w innych zwierzętach, które pandemiczny koronawirus obrał sobie za gospodarzy. Wirus mutuje głównie podczas namnażania, a zatem tylko w komórkach gospodarzy, np. ludzi.  

Tu sama niezwykła sekwencja mutanta Omikron, niespecjalnie pokrewna innym powszechnym wariantom SARS-CoV-2, wskazuje na powstanie poprzez długotrwałe namnażanie w jakimś bardzo osłabionym immunologicznie pacjencie (np. chorym na nieleczone AIDS). Zdarzyć się mogło również, że gdy w jednym organizmie pojawiły się dwa pokrewne wirusy (np. SARS-CoV-2 i któryś z czterech ludzkich koronawirusów „przeziębieniowych”), doszło do wymieszania, dosłownie przekrzyżowania ich materiału genetycznego.

Powstały mieszaniec może w sobie łączyć cechy obu wirusów. Podobnie selekcja – odbywa się w gospodarzu. Powstające w nim cząsteczki potomne wirusa są wyrzucane z organizmu wraz z oddechem, kasłaniem czy kichaniem i szukają nowego gospodarza – infekują kolejną osobę.  

Nie ma w tym żadnego celu, żadnej myśli czy chęci wirusa. To nieożywiona cząsteczka, zbudowana z RNA i białek. Od posiadania mózgu i ewentualnego używania go jesteśmy tutaj my. Jeśli dajemy się wirusowi mnożyć, bo nie unikamy infekcji tak bardzo, jak się da (dystans, dezynfekcja, maseczka, szczepienia), to on nie musi być mądry, by z tego skorzystać. Po prostu wystarczy, że my masowo głupio się zachowujemy.

Wariant Omikron. Włoscy badacze wykonali pierwszą fotografię

W szpitalu pediatrycznym Bambino Gesù w Rzymie po raz pierwszy sfotografowano nowy wariant koronawirusa o nazwie Omikron. O osiągnięciu grupy...

zobacz więcej

Im więcej infekcji, tym więcej zachorowań – nawet jeśli wirus nie jest groźniejszy, czy jak się mówi w żargonie medycznym – zjadliwszy. Śmiertelność będzie zawsze prostą funkcją liczby zakażeń, zatem trzeba tę liczbę ograniczać.

Co nie znaczy – panikować, gdy dokładnie niewiele jeszcze wiemy poza tym, że istotnie zakaźność wydaje się wyższa, wcześniejsze przechorowanie przestało chronić zasadniczo, a dotychczasowe szczepienia mogą słabiej sobie radzić z ochroną ludzi przed tym nowym wariantem. Ta ostatnia kwestia jest teoretyczna, wysnuta z analizy wariantów mających pojedyncze lub po kilka mutacji, które Omikron nagromadził na pęczki.

Zasadniczo zatem oczywiście nie warto pozwolić się rozprzestrzenić epidemicznie jakiemukolwiek drobnoustrojowi chorobotwórczemu, bo mają one cechy, które coraz trudniej jest kontrolować standardowymi metodami. W tym wypadku np. mogą „umykać szczepionkom”. Oznacza to, że w wyniku mutacji powstaje wariant wirusa, którego nasz układ odporności nie rozpoznaje, mimo że został wcześniej zaszczepiony. Lub rozpoznaje rzadziej – czyli efektywność szczepionki spada. Jeśli szczepienia się wloką lub są unikane przez wielu, czy jeszcze gorzej fałszowane, tak właśnie może się zdarzyć.  

Podstawowym zatem, ale być może przedwczesnym lękiem, jest masowa „ucieczka” wariantu Omikron z pułapki zastawionej na niego przez szczepienie, które nauczyło nasz organizm rozpoznawać pierwszy, jeszcze „chiński” wariant wirusa. Od tamtego czasu, w wyniku absolutnie naturalnych zmian wynikłych z namnażania się wirusa w ludzkich komórkach w milionach ludzi jednocześnie, powstały również warianty bardziej zakaźne.  

Wyobraźmy sobie jednak, że wirus jest małym ostrym pociskiem, który tysiącami uderza w nasze ciało. Czy wolimy stanąć naprzeciw takiej ostrej masy nadzy, czy jednak mając na głowie jakiś kask i na brzuchu jaką taką osłonę? Odpowiedź jest oczywista.

Intensywność objawów COVID-19 silnie związana z masą ciała

Otyłość wiąże się z gorszymi wynikami wśród osób hospitalizowanych z powodu COVID-19, ale – czego dowodzi najnowsze badanie naukowców z University...

zobacz więcej

Nawet jeśli szczepienie nie jest już tak doskonałe, jak było, i nie zapewnia ochrony 90 proc. zainfekowanych przed ciężkim przebiegiem choroby, hospitalizacją i ryzykiem śmierci, nadal zapewnia ochronę. Jak jednak podkreślają specjaliści, szczepienie trzecią dawka dla chętnych nie zastąpi szczepienia jak najszerzej populacji dwiema podstawowymi dawkami.

W wywiadzie dla ostatniego numeru „The Economist” Ugur Sahin szef BioNTech, firmy, która wynalazła pierwszą skuteczną szczepionkę przeciwko wirusowi wywołującemu COVID-19, nie panikuje z powodu rozprzestrzeniania się Omicrona, jego najnowszego wariantu. Stwierdza jedynie, że będzie się trzeba szczepić przeciw SARS-CoV-2 co roku, jak to robimy przy grypie.

Względny optymizm Sahina kontrastuje ze złym tonem, w jaki uderzył dyrektor naczelny Moderny, czyli konkurencyjnego producenta szczepionki RNA, Stéphane Bancel, który powiedział w tym tygodniu „Financial Times”, że nastąpi „istotny spadek” skuteczności szczepionek. Uwagi Bancela pojawiły się dzień po tym, jak Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegła, że Omicron stwarza „bardzo wysokie globalne ryzyko”, co dodatkowo pogrążyło rynki akcji na całym świecie. Oczywiście jednocześnie WHO powiedziało, że zamykanie granic i uniemożliwianie lotów z Afryki przez państwa EU jest „przedwczesną i irracjonalną” reakcją.  

Dookoła zaś tych – pozwolę sobie na sarkazm – szczytów precyzyjnego ujmowania myśli przez najwyższe czynniki, nie pierwszy niestety raz podczas tej pandemii, gdzie każdy próbuje być kryty z każdej strony, bo jeszcze wszystko się może zdarzyć, szaleje już absolutna infodemia. Media odmieniły nazwę Omikron przez wszystkie przypadki, wzbudzając panikę u jednych, a gniew u innych. Zagrano na emocjach, nie dostarczając absolutnie żadnych pewnych informacji. Pytam więc: po co? 

Naukowych danych jeszcze po prostu nie ma. Udało się na razie uczonym z Hong Kongu wyizolować wariant Omikron od osoby zakażonej i to jest wspaniała wiadomość. Zatem wirusolodzy mają w ręku całą sekwencję genomu wirusa, mogą badać aktywność wobec niego różnych przeciwciał, wykorzystać go w doświadczeniach na zwierzętach stwierdzających efektywność dotychczasowych i planowanych leków. Sprawdzić wreszcie – także w obserwacji epidemiologicznej rosnącej liczby przypadków – po kolei wszystkie teoretyczne przewidywania wyprowadzone z fragmentarycznych sekwencji uzyskanych w kilkanaście dni temu po raz pierwszy w RPA.

Żucie gumy może ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa

Eksperymentalna guma do żucia może ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa SARS-CoV-2, wirusa wywołującego COVID-19 – wynika z badań...

zobacz więcej

Tymczasem również klinicyści przyglądają się w RPA i innych krajach objawom, które daje Omikron, zwłaszcza jak są poważne, dla kogo infekcja jest najgroźniejsza;na razie dane mówią o niezaszczepionych, którzy stanowią 65 proc. hospitalizacji z powodu COVID-19 w prowincji Gauteng, gdzie kolejne 10 proc. hospitalizowanych z w pierwszych dniach epidemii było zaszczepionych nie w pełni.

Z wszelkich obecnie dostępnych danych medycznych (uzyskanych w Izraelu, Wielkiej Brytanii i USA) trzecia dawka, tzw. booster szczepienia przeciw COVID-19, podnosił skuteczność szczepionki do wysokości pierwotnej jeśli podany w około pół roku po drugiej dawce. Jest jednak jasnym również, że szczepienie nie zabezpiecza przed infekcją (bezobjawową) czy roznoszeniem wirusa na innych w okresie dłuższym, niż trzy miesiące po podaniu, o czym pisałam wcześniej .

Co tak naprawdę może to wszystko oznaczać? Jak obiecałam, na końcu podzielę się swoją opinią, dlaczego wieść na temat pojawienia się Omikrona w dłuższej perspektywie nie musi być zła.

Po pierwsze, jeśli potwierdzą się wstępne obserwacje, że on nie zagraża społeczeństwom niemal w pełni zaszczepionym w wielkim stopniu (Polska nie jest takim społeczeństwem, ale „sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”), a wywoływane przez niego schorzenie nie jest bardziej dramatyczne w przebiegu, niż zakażenie wariantem Delta, to być może wirus wszedł na właściwą sobie drogę ewolucji. Ku większej zakaźności i mniejszej zjadliwości. I to jest dla ludzkości wiadomość dobra, choć jeszcze niepewna.

Po pierwsze – mamy szczepionkę, która działa i daje się ją w kilka miesięcy zmodyfikować, by działała jeszcze lepiej. Nie jesteśmy zatem w pozycji „nagiego w pokrzywach”. Cóż, po raz kolejny okazać się może, że warto i trzeba się zaszczepić.

Szczepionka Novavax i lek przeciw COVID-19 w grudniu będą w Polsce

Przeciwwirusowy doustny lek molnupiravir i kolejna szczepionka przeciw COVID-19 mogą pojawić się w Polsce w grudniu – poinformował w rozmowie w...

zobacz więcej

Po drugie – „ucieczka” wirusa w stronę większej zakaźności przy jednoczesnej redukcji ciężaru klinicznego wywoływanego schorzenia, to przewidywana wcześniej droga rozwoju sytuacji pandemicznej, na którą uczeni mieli nadzieję. Swoista „grypizacja” COVID-19.

Tak się prawdopodobnie stało z pozostałymi – poza SARS i MERS – koronawirusami krążącymi w populacji ludzkiej od setek i tysięcy lat. Wywołują one ok. 20 proc. wszystkich przeziębień, czasem, ale bardzo rzadko zakończonych poważnymi komplikacjami. Bardzo dużo mutacji nagromadzonych w niedługim czasie to może być symptom swoistego „gonienia w piętkę” przez drobnoustrój chorobotwórczy. A taki wyścig ewolucyjny ma swoją cenę. Można się zagonić na śmierć. 

Co zrobi zatem człowiek mądry w zetknięciu z Omikronem? Cóż, przede wszystkim nie będzie panikował, ale rozumnie będzie się starał zabezpieczyć przed infekcją i przed ciężkim zachorowaniem. Wirusy mają tylko ten swój mutacyjny bieg do przodu, wyścig z naszym układem odporności. My mamy rozum, sposoby w postaci szczepień, by nauczyć układ odporności rozpoznawać wirusa i się z nim rozprawiać, oraz nowe klinicznie skuteczne leki doustne – już na dobrej drodze do zarejestrowania.

Oczywiście… lepiej mieć nadzieję, niż ją stracić, co jest dość proste, gdy doliczono się już niemal 180 tys. tzw. nadmiarowych zgonów od początku pandemii. A mówiąc bardziej po ludzku, a mniej bezdusznie, pochowano 180 tys. ofiar COVID-19 w Polsce. To nie są numery, to byli żywi ludzie, którzy nadal mogliby żyć, gdyby nie wirus i zbyt często ich własna niefrasobliwość czy uleganie lękom i dezinformacji.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej