RAPORT

Wojna na Ukrainie

Tajwański zgryz

Joe Biden i Xi Jinging mają rozbieżne interesy w kwestii Tajwanu (fot. PAP/EPA/SARAH SILBIGER / POOL)
Joe Biden i Xi Jinging mają rozbieżne interesy w kwestii Tajwanu (fot. PAP/EPA/SARAH SILBIGER / POOL)

Dyplomacja Joe Bidena nie razi konsekwencją. Z jednej strony nie radzi sobie z cyberatakami ze strony Rosji, z drugiej – potrafi postawić pewien opór Chinom mającym zakusy na Tajwan. Departament Obrony poinformował o zwiększeniu swoich sił na wyspie. Na razie w wymiarze symbolicznym, ale w dyplomacji ważne są gesty. Czy Biały Dom będzie miał dość determinacji, żeby uchronić sojusznika przed coraz bardziej prawdopodobną inwazją?

Największe w historii wtargnięcie chińskich samolotów nad Tajwan

Tajwan poinformował o największym w historii wtargnięciu chińskich sił powietrznych w jego strefę obrony powietrznej. Wzięło w nim udział 38...

zobacz więcej

Podczas wrześniowej sesji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych prezydent Chin Xi Jinping dowodził, że jego kraj ma jak najbardziej pokojowe intencje w stosunkach międzynarodowych, że „nie ma zamiaru ani nikogo najeżdżać, ani zastraszać, ani starać się narzucać komukolwiek swojej hegemonii”.

– Spory między krajami należy rozwiązywać poprzez dialog i współpracę. Sukces jednego kraju nie musi oznaczać porażki innego. Świat jest wystarczająco duży, by pomieścić wspólny rozwój i postęp wszystkich państw – mówił górnolotnie Xi.

Jednocześnie pogroził Stanom Zjednoczonym, choć nie wymienił ich z nazwy. Przekonywał, że „interwencje wojskowe z zewnątrz i transformacje demokratyczne pociągają za sobą wyłącznie szkody”. – Musimy dążyć do dialogu i inkluzywności zamiast konfrontacji i wykluczenia – mówił prezydent Chin. Za tymi słowami pobrzmiało ostrzeżenie przed próbami mieszania się w sprawy Tajwanu.

Rozmowa Biden-Xi


W listopadzie doszło do rozmowy online Xi z Bidenem i wiadomo, że został poruszony temat wyspy. Rzeczniczka Białego Domu zapowiadała, że rozmowa miała dotyczyć między innymi „prowokacyjnego zachowania Chin wobec Tajwanu”, a także nieuczciwych praktyk handlowych Pekinu, cyberbezpieczeństwa, praw człowieka – z kwestią prześladowań Ujgurów w Sinciangu włącznie – czy klimatu.

– Obydwaj mamy odpowiedzialność wobec świata i naszych narodów, by nasza rywalizacja nie przerodziła się w konflikt – powiedział Joe Biden na rozpoczęcie spotkania, które na tym etapie odbywało się jeszcze z udziałem mediów. Xi wyraził nadzieję, że oba kraje zwiększą intensywność komunikacji i współpracy. – Ludzkość żyje w globalnej wiosce i razem stoimy w obliczu wielu wyzwań. Chiny i USA potrzebują zwiększenia komunikacji i współpracy – argumentował.

Biden przegrywa w cyberwojnę

Jednym z elementów wojny hybrydowej toczonej przez Rosję są cyberataki. Ich celem padła między innymi Polska. W Ameryce straty powodowane przez...

zobacz więcej

Dyplomacja to jedno, realne działania to zupełnie co innego. W październiku państwowa telewizja CCTV-7 opublikowała nagranie od Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej przedstawiające czołgi załadowane na statek i przygotowane do inwazji, czyli działania agresywnego. Ustalono, że jednostką był prom Zhong Hua Fu Xing.

Wpisuje się to we wcześniejsze doniesienia mówiące, że Pekin planuje wynajęcie rorowców – statków handlowych przystosowanych do przewożenia pojazdów – aby zwiększyć zdolność do inwazji desantowej na Tajwan. Jednostki takie mają wbudowane rampy, na których można parkować czołgi oraz pojazdy desantowe, przy czym te ostatnie można wypuścić jeszcze na morzu, by zwiększyć szybkość ataku. Nawet jeżeli Chiny nie planują na razie wykorzystać tych statków, przekaz dla Tajwanu oraz świata jest jasny – interesuje nas Tajwan, prowincja „renegatów”, i zajęcie go jest kwestią czasu.

Determinacja USA


Dowodów potwierdzających intencje Pekinu mieliśmy ostatnio masę. Chiny regularnie naruszają przestrzeń powietrzną Tajwanu czy straszą lotniskowcem podpływającym w okolice wyspy. Można to traktować również jako przymiarki do „zjednoczenia”, jak zajęcie Tajwanu eufemistycznie nazywa prezydent Xi, bądź sprawdzenie determinacji USA, by stanąć po stronie sojusznika z małymi wyjątkami nieuznawanego przez społeczność międzynarodową.

Niepokojące były słowa rzecznika chińskiego MSZ Zhao Lijiana po ostatnim plenum KPCh. – Osiągnięcie całkowitego zjednoczenia Chin jest aspiracją podzielaną przez wszystkich synów i córki narodu chińskiego. Z największą szczerością i wysiłkami będziemy dążyć do perspektywy pokojowego zjednoczenia. Jeśli separatystyczne siły działające na rzecz »niepodległości Tajwanu« sprowokują nas, przekroczą czerwoną linię, będziemy zmuszeni do podjęcia zdecydowanych środków – groził Zhao.
Tajwan obawia się chińskiej inwazji (fot. PAP/EPA/RITCHIE B. TONGO)
Tajwan obawia się chińskiej inwazji (fot. PAP/EPA/RITCHIE B. TONGO)

Strategia salami

Dżammu i Kaszmir to ponury górzysty region w Azji, do którego prawa roszczą sobie aż trzy państwa dysponujące bronią jądrową. Regularnie staje się...

zobacz więcej

Obecna strategia Waszyngtonu wobec Pekinu została opracowana przez administrację Baracka Obamy. Zakłada między innymi próbę ograniczania wpływów oraz przeciwstawiania się roszczeniom terytorialnym ChRL. Od tego czasu jednak Kraj Środka urósł w się siłę, przede wszystkim ekonomiczną, ale także militarną. W minionym tygodniu komunistyczny reżim pochwalił udaną próbą pocisku hipersonicznego, który miał pięciokrotnie przekroczyć barierę dźwięku.

Donald Trump uzupełnił strategię względem CHrL o twardszą postawę jeżeli chodzi o kwestie ekonomiczne. Do tego dochodziły deklaracje o poparciu dla Tajwanu i wysyłanie okrętów wojennych w okolice Chin kontynentalnych co zawsze spotykało się z ostrą reakcją Pekinu. Dotąd Joe Biden stawiał głównie na deklaracje.

Deklaracja Bidena


W październiku prezydent USA zadeklarował, że Stany Zjednoczone będą bronić militarnie Tajwanu, jeśli zostałby on zaatakowany przez Chiny. Jak zaznaczył, „jesteśmy zobowiązani to zrobić”. Waszyngton faktycznie jest zobowiązany do działań w ramach traktatów sojuszniczych, ale wiadomo, że opuszczanie sojuszników jest stosowaną praktyką, co obserwowaliśmy choćby w ostatnich latach.

Wydaje się, że w tym jednak przypadku Amerykanie zamierzają przynajmniej na razie dotrzymać danego słowa. W ostatnich miesiącach Pentagon zwiększył kontyngent wojskowy na Tajwanie. Jak wynika z danych przedstawionych przez Departament Obrony, na wyspie stacjonuje niemal 40 żołnierzy, niemal dwa raz więcej niż jeszcze rok temu. Ich zadaniem jest ochrona Amerykańskiego Instytutu na Tajwanie, pełniącego de facto rolę ambasady USA oraz szkolenie tajwańskich żołnierzy.

Defense Manpower Data Center, biuro Pentagonu odpowiedzialne za kontrolowanie gdzie przebywają żołnierze precyzuje, że na wyspie służy 29 marines, pięciu lotników, trzech marynarzy i dwóch żołnierzy. Jeszcze w czerwcu było to 30 żołnierzy służby czynnej i piętnastu cywilów, w tym 23 marines. Za czasów administracji Obamy i w początkach rządów Trumpa było to zaledwie 10 wojskowych i kilkunastu cywilów.

W tajnej służbie jego sekretarzowskiej mości

Chiny to najbardziej ekspansywny kraj na świecie. Na szczęście nie zajmują się eksportem ideologii komunistycznej, gdyż już dawno neoimperialny...

zobacz więcej

Ostatni wzrost to ciągle niewiele, ale z drugiej strony także ważny sygnał dla Pekinu oraz dowód, że Waszyngton niepokoi się o los sojusznika. Sprawa jest jednak niezwykle delikatna. Od 1979 roku USA utrzymają tylko nieoficjalne stosunki z Republiką Chińską i gdy w zeszłym tygodniu Biden określił Tajwan mianem „niezależnego”, zrywając z dotychczasową polityką oficjalnego uznawania wyłącznie ChRL, wyżsi urzędnicy administracji musieli potem tłumaczyć, że nie doszło do zmiany polityki.

Chińskie prowokacje


Niektórzy eksperci oceniają, że Waszyngton robi za mało względem sojusznika wobec chińskich prowokacji, czy kolejnych manewrów wojskowych w okolicach spornej wyspy. Gestami, który pokazałyby większą determinację mogłyby być wizyty na wysokim szczeblu amerykańskich urzędników wojskowych i cywilnych.

W styczniu na Tajwan miała przylecieć ambasador Stanów Zjednoczonych przy ONZ Kelly Craft. W programie miała spotkania z wysokimi rangą przedstawicielami tajwańskich władz, w tym z prezydent Caj Ing-wen i ministrem spraw zagranicznych Josephem Wu. Wobec wrogiej postawy Chin Departament Stanu USA odwołał jednak wizytę. Pekin oświadczył wówczas, że Waszyngton „igra z ogniem”. O tym jak Chiny są wrażliwe na punkcie republiki świadczy fakt, że gdy w listopadzie Litwa pozwoliła Tajwanowi na otwarcie ambasady w tym kraju, ChRL obniżyła rangę swoich stosunków dyplomatycznych z Litwą, do poziomu charge d'affaires, szczebel poniżej ambasadora. „Wzywamy stronę litewską do natychmiastowego skorygowania swoich błędów i nie lekceważenia stanowczej determinacji narodu chińskiego i nieugiętej postawy w obronie suwerenności narodowej i integralności terytorialnej” – przekazało chińskie MSZ. „Bez względu na to, co robi Tajwan, nie może on zmienić faktu, że jest częścią Chin” – podkreślił resort.

– Nie wiem, czy rząd USA poważnie myśli o obronie Tajwanu – ocenił cytowany przez magazyn „Foreign Policy” Ian Easton, dyrektor Project 2049 Institute, skoncentrowanego na Chinach think tanku z siedzibą w Arlington w stanie Wirginia. – W tej chwili wciąż jest zbyt wiele starych złych nawyków, które narosły w stosunkach amerykańsko-tajwańskich. Amerykanie zachowują się tak, jakbyśmy się wstydzili, że tam jesteśmy. A może właśnie robimy coś złego, broniąc podobnie myślącej jak my demokracji i nie chcemy denerwować Pekinu? – postawił pytanie.
Chiny dążą do „zjednoczenia” z Tajwanem (fot. Wiki/Weibo.com/public domain)
Chiny dążą do „zjednoczenia” z Tajwanem (fot. Wiki/Weibo.com/public domain)

Przyczajony tygrys, ujawniony smok

O ile Rosja może stanowić jedynie czasowe zagrożenie – dopóki Władimir Putin jest u władzy – o tyle Chiny stanowią nie tylko stałe, lecz także...

zobacz więcej

Lobbing Boltona


Z militarnego punktu widzenia 40 żołnierzy to tyle co nic. Dla tajwańskiej armii ważniejsze jest jednak to, że Amerykanie prowadzą szkolenie z obsługi sprzętu wojskowego kupowanego od USA. W ciągu ostatnich dwóch lat dzięki lobbingowi byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Trumpa Johna Boltona Pentagon pomaga sojusznikom także w ćwiczeniach mających na celu odparcie możliwego chińskiego desantu oraz przygotowuje tajwańskich żołnierzy do kontynuowania zbrojnego oporu w przypadku zajęcia wyspy.

Z drugiej strony pojawiają się głosy, że zbytnie zaangażowanie wojskowe na Tajwanie wciągnie Stany Zjednoczone w konieczność obrony wyspy i wprowadzi konflikt z Chinami na niebezpiecznie wysoki poziom. Jednocześnie obecna administracja zdaje się woleć ograniczać amerykańską obecność wojskową w regionach, w których trwa konflikt.

Sytuacja jest dynamiczna i raczej niekorzystna dla światowego pokoju. To Pekin zdaje się mieć inicjatywę i determinację, żeby swój plan wcielić w życie. Świadczą o tym nie tylko kolejne manewry czy naruszanie przestrzeni powietrznej Tajwanu przez chińskie samoloty. Komisja ds. Przeglądu Gospodarczego i Bezpieczeństwa USA-Chiny amerykańskiego Kongresu zwróciła uwagę w swoich corocznym raporcie, że reżim zwiększył presję militarną w rejonie Cieśniny Tajwańskiej oraz Morza Wschodniochińskiego i Południowochińskiego.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Komisja wezwała Kongres do podjęcia „znaczących kroków” w stosunkach USA z Tajwanem. Zasugerowano przyznanie republice wieloletniej pomocy wojskowej USA oraz priorytetowych dostaw amerykańskich systemów uzbrojenia, zezwalających na rozmieszczenie w regionie przeciwokrętowych pocisków manewrujących i balistycznych, oraz przeznaczanie pieniędzy na lepszą obronę przeciwrakietową i wzmacnianie amerykańskich baz przed możliwym chińskim atakiem.

Wcielenie tego planu w życie będzie wymagało przemodelowania polityki prowadzonej przez Biały Dom i Departament Stanu względem zarówno Tajwanu jak i Chin. Decyzji nie można odwlekać, gdyż przeciwnik nie śpi i cały czas zwiększa swój potencjał militarny. Wydaje się, że obojętnie jakie Waszyngton zajmie stanowisko, Pekin będzie miał gotową odpowiedź. Wzmocnienie sojuszu z Tajwanem będzie powodowało dalszy wzrost napięcia na linii USA-Chiny, zostawienie sojusznika to wydanie go na pastwę komunistycznego reżimu. Na razie Biden zaprosił Tajwan na grudniowy na „Szczyt na rzecz Demokracji”. Reakcję Pekinu można przewidzieć.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej