RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Dziewicze piękno Pomorza Zachodniego

Jezioro Dubie i Drawa (fot. Agnieszka Wasztyl)
Jezioro Dubie i Drawa (fot. Agnieszka Wasztyl)

Krystalicznie czyste jeziora, meandrujące malownicze rzeki, bogata fauna i flora, polodowcowe głazy i świętojańskie legendy. Drawieński Park Narodowy leży na terenie trzech województw, ale ja postanowiłam odkryć jego uroki na Pomorzu Zachodnim. Malownicze szlaki kajakowe, piesze, konne czy rowerowe zadowolą nawet najbardziej wybrednego turystę. I nie tylko turystę... Według legend sam diabeł chciał w Puszczy Drawskiej wybudować swoją siedzibę. To właśnie tu gwiazdy świecą najmocniej w regionie, ale astronomów przyciągają z całego kraju.

Maluchem dookoła Polski

Tylko w 2020 roku odwiedził 9 krajów. I choć mieszka w Wielkiej Brytanii, to teraz chce objechać Polskę dookoła, by pokazać jej piękno. Piotr...

zobacz więcej

Jest rześki, wczesny poranek, a bukowe lasy otulone są jeszcze poranną mgłą, przez którą delikatnie przebija się słońce. Wychodzę na taras i napawam się ciszą. Szum Drawy i świergot ptaków działają na mnie kojąco. Jestem w samym sercu Drawieńskiego Parku Narodowego. Gospodarstwo agroturystyczne, w którym się zatrzymałam, znajduje się w środku lasu. Stąd do najbliższego sklepu w Drawnie są ponad 2 kilometry. Zamawiam u gospodyni jajecznicę z ekologicznych jaj. Kilkanaście kur wolno biega po podwórzu. W symbiozie z nimi żyje dziesięć kotów i trzy psy, które przyjaźnie witają gości.

- Ale z ciebie ranny ptaszek – zagaduje Arthur, jeden z turystów, który do Drawnika przyjeżdża co roku. - Można naładować akumulatory – dodaje z uśmiechem. Arthur jest Polakiem mieszkającym w Niemczech, ale Puszcza Drawska skradła jego serce. W gospodarstwie nocuje jeszcze kilku turystów, w tym małżeństwo z Niemiec. Od gospodarza dowiaduję się, że nasi zachodni sąsiedzi są częstymi gośćmi nie tylko tutaj, ale w wielu agroturystykach w okolicy. Przez pandemię koronawirusa, uroki Drawieńskiego Parku Narodowego odrywa także coraz więcej Polaków, którzy chcą odpocząć od tłumów w górach czy nad Bałtykiem.

W milczeniu wypijam kawę i obserwuję zmagania kajakarzy, którzy próbują poradzić sobie z powalonym drzewem na rzece. Drawa w tym miejscu płynie leniwie głębokim kanionem, ale kilka kilometrów dalej jest już wartka i ma charakter górskiej rzeki. To jeden z najpiękniejszych szlaków kajakowych w Polsce – choć jeszcze nie jest tak rozreklamowany jak szlaki na Mazurach. Rzeka ma blisko 200 kilometrów długości, z czego około 40 kilometrów przepływa przez teren Drawieńskiego Parku Narodowego. Już w średniowieczu stanowiła szlak żeglugowy. W młodości po rzece pływał papież Jan Paweł II. Miejscowi pamiętają, jak odprawiał tu msze. Podobno ołtarz robił z kajaka i krzyż z wioseł...Dziś Drawą prowadzi tzw. Srebrny Szlak kajakowy im. Karola Wojtyły.

Wsiadam na rower i ruszam przed siebie. Mijam drewnianą przydrożną kapliczkę w kształcie słupa. W Puszczy Drawskiej jest ich wiele, podobnie jak kamiennych drogowskazów. Wdycham wilgotny zapach lasu i jadę leśną ścieżką po żółtobrązowym dywanie liści. Przejeżdżam przez most na jeziorze Dubie i dojeżdżam to Drawna. To niewielkie, senne miasteczko. Ma jednak dużą zaletę. Ze względu na swoje położenie jest doskonałą bazą wypadową do zwiedzania okolicy. Słynie także z wód artezyjskich. Źródła przyciągały kuracjuszy już w XIX wieku. Niemiecki cesarz Wilhelm II Hohenzollern nadał miasteczku rangę uzdrowiska klimatycznego. Jedną z najładniejszych studni artezyjskich można zobaczyć przy placu Zgody.

Warto zajrzeć także do kościoła p. w. Matki Bożej Nieustającej Pomocy, w którym znajduje się barokowy ołtarz, ambona z XVII wieku i drewniana chrzcielnica z XIX wieku. W przeszłości nad miastem dumnie górował zamek Wedlów zbudowany w 1296 roku. Dziś pozostały po nim tylko ruiny. W XVII wieku twierdza została zniszczona przez Szwedów, a później także przez Rosjan podczas wojny siedmioletniej. Do naszych czasów zachowały się wschodnie narożniki.

W centrum tego niewielkiego miasteczka można zobaczyć także pomnik poświęcony pomordowanym Żydom i spichlerz zbożowy z drugiej połowy XIX wieku, w którym dziś mieści się Centrum Informacji Turystycznej.

W okolicy znajduje się kilkadziesiąt kilometrów szlaków pieszych, rowerowych i konnych. Trasy są bardzo malownicze. Biegną pośród lasów, pól, torfowisk i jezior. Miłośnicy przyrody będą zachwyceni. Drawieński Park Narodowy zamieszkuje ponad 100 gatunków ptaków, dziki, lisy, wilki i wydry - które znajdują się w herbie parku.

Ołomuniec – dawna stolica Moraw

Dawna stolica Moraw. Miasto pałaców, zabytkowych kościołów i barokowych fontann. Ołomuniec uchodzi za jedno z najładniejszych miast w Czechach....

zobacz więcej

Diabeł i pogańskie dziewice


Docieram do Barnimia. To mała wioska położona zaledwie 6 kilometrów od Drawna. Z przewodnika dowiaduję się, że w 1326 roku Barnimie zostało zniszczone przez armię polsko – litewską króla Władysława Łokietka. W 1655 roku przejeżdżał tędy szwedzki monarcha Karol X Gustaw, który był w drodze do Wielkopolski i rozpoczął „potop szwedzki”.

Mój wzrok przyciąga gotycki kościół pod wezwaniem Serca Pana Jezusa z przylegającą do niego drewnianą wieżą. Świątynia została zbudowana z kamieni polnych, ale obecnie jest otynkowana. Wewnątrz znajdują się renesansowa ambona, ołtarz główny z początku XVII wieku i neogotycka chrzcielnica z XIX wieku.

Zostawiam rower w lesie i schodzę Grabowym Jarem nad Drawę. Rosną tu nie tylko graby, ale także ponad 170-letnie sosny oraz modrzewie, brzozy, jawory, olsze, świerki, topole osiki.

Na zboczu głębokiego wąwozu podziwiam ogromy głaz narzutowy nazywany „Diabelskim Głazem”, który w 1955 roku uznano za pomnik sił natury. Ma ponad 10 metrów w obwodzie i wysokość około 2 metrów. W Drawieńskim Parku Narodowym wiele jest takich głazów. To pozostałość po epoce lodowcowej, choć miejscowi wiedzą swoje. Podobno sam diabeł zachwycony okolicą chciał wybudować przy ujściu Drawy swoją siedzibę. Ale upuścił wielki głaz, który wpadł tak głęboko, że powstał jar nad brzegiem rzeki. Według innej legendy odbyła się tu krwawa bitwa między rycerskim rodem Wedlów, a rycerzami z pogranicza Marchii – Pomorza i Wielkopolski. Wedlowie bitwę wygrali i pojmali jeńców, których doprowadzono do Drawna i wrzucono do lochu w zamku. Zabitych pochowano pod Diabelskim Głazem.

Kapadockie rarytasy

Pradawne podziemne miasta, wykute w skałach kościoły i niesamowite formy skalne. Kapadocja - niezwykła kraina w środkowej Turcji - zachwyca...

zobacz więcej

Legendami owiany jest także „Dziewiczy Głaz” - największy głaz w Drawieńskim Parku Narodowym. Jego obwód przekracza 14 metrów. W czasach pogańskich mieszkańcy wsi Barnimie szli po zachodzie słońca w dzień św. Jana na najwyższe wzgórze. Tam wcześniej chłopcy układali wysoki stos z suchych gałęzi. Przy ognisku młodzież tańczyła i trzymała się za ręce. Później młode kobiety udały się do lasu i rzucały miłosny urok na wybranków. Siadały na ogromnym głazie i rzucały wianki do Drawy. Podobno jeszcze dziś można zobaczyć pogańskie dziewice, które tańczą w lesie, śpiewają i siadają na Dziewiczym Głazie.

Mekka astronomów


Ruszam dalej w kierunku Zatomia przez rezerwat – uroczysko Drawski Matecznik. Przez tę niewielką wieś już w średniowieczu prowadził szlak handlowy z Kołobrzegu do Wielkopolski. Kupcy przewozili przede wszystkim sól znad Bałtyku. Zanim rozejrzę się po Zatomiu najpierw postanawiam zobaczyć najstarszy i najgrubszy klon w Polsce nazywany Klonem Solarzy. Według mojego przewodnika, drzewo ma około 320 lat i obwód ponad 5 metrów. W jego cieniu podobno odpoczywali kupcy, którzy przewozili sól. Niestety od miejscowych dowiaduję się, że potężne drzewo nie przetrwało ostatnio gwałtownej burzy. Dziś po ogromnym klonie nie zostało właściwie nic. Jestem rozczarowana, że nie udało mi się tu przyjechać wcześniej. Lokalni mieszkańcy podkreślają, że drzewo robiło na wszystkich duże wrażenie.

Zatom to przyjemny przystanek na mojej trasie. Pierwsze wzmianki o wiosce sięgają XV stulecia. I choć nie ma tu za dużo do zobaczenia, to warto zwrócić uwagę na chaty ryglowe z XIX wieku. To tutaj także można zobaczyć na rozgwieżdżonym niebie wyjątkowy nocny spektakl. Wskaźnik „light pollution” - zanieczyszczenia światłem jest tu bardzo niski, dzięki czemu niebo jest tu najciemniejsze i okolica jest chętnie wybierana przez astronomów do obserwacji. Nic dziwnego, że w Zatomiu ogromną popularnością cieszą się zloty astronomiczne.

Przyrodnicza perełka Turcji

To jedna z największych atrakcji Turcji. Wapienne tarasy w Pamukkale powstały dzięki 17 gorącym źródłom. Ich właściwości docenili już starożytni...

zobacz więcej

Zabytkowe kościoły i pałace w małych wioskach


Wracając do Drawnika odbijam jeszcze do osady Niemieńsko, w którym znajduje się okazały pałac myśliwski, potocznie nazywany zamkiem. Budynek zbudowano z cegły i kamienia na początku XX wieku w stylu neorenesansu niemieckiego. Ma dwie wieże, taras widokowy, otacza go urokliwy park. W zamku mieści się Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla dzieci i młodzieży. Według mnie, to najładniejszy budynek w okolicach Drawna.

Przejeżdżam przez wieś Dominikowo. Przyglądam się budynkom z cegły z przełomu XIX i XX wieku. Wchodzę do romańskiego kościoła z XIV wieku zbudowanego z kamienia polnego. Nawa pokryta jest stropem belkowym. Przylega do niego szachulcowo - drewniana dzwonnica z pierwszej połowy XVIII stulecia. W środku można zobaczyć ołtarz główny z 1610 roku z pięknymi płaskorzeźbami, ambonę z 1600 roku i zabytkową chrzcielnicę. Przy kościele znajduje się mały cmentarz i kaplica. Największą atrakcją jest znajdujące się niedaleko wioski krystalicznie czyste jezioro Dominikowo Duże. Ma prawie 71 hektarów. Można odpocząć na zadbanej piaszczystej plaży. Pozostałe brzegi są zalesione.

Wracam do Drawnika pełna wrażeń i dotleniona świeżym powietrzem. Zanim jednak oddam się błogiemu lenistwu, postanawiam pokonać jeszcze 10 kilometrów, żeby zobaczyć w Brzezinach kościół pod wezwaniem Nawiedzenia NMP o konstrukcji szachulcowej z XVIII wieku i wyremontowany osiemnastowieczny pałac z kwadratową wieżą. Dziś mieści się w nim Dom Pomocy Społecznej dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie. Budynek nie robi na mnie tak dużego wrażenia jak zamek w Niemieńsku, ale warto po drodze na chwilę tu się zatrzymać. Pałac został wpisany do rejestru zabytków w 1958 roku. 300 lat temu wnętrza budynku były bogato zdobione. Znajdowały się w nim barokowe schody i pilastry. Po zakończeniu drugiej wojny światowej w pałacu stacjonowali żołnierze - najpierw radzieccy, a później polscy. Przed budynkiem znajduje się zabytkowa fontanna i niewielki park.

Zmęczona wracam do Drawna przez małą wieś Borowiec. Na początku XX wieku zbudowano w niej niewielki pałac z cegły ze strzelistą wieżą, który później przebudowano. Dziś znajduje się w nim kwatera myśliwska. Miejscowi mówią, że podczas drugiej wojny światowej zatrzymywali się tu funkcjonariusze III Rzeszy. Dookoła znajduje się park z kilkoma dębami pomnikowymi.

Wśród pól, łąk i lasów


Przed południem budzi mnie pianie koguta. Dostojny ptak niepodzielnie rządzi w gospodarstwie, choć chyba tak jak ja - trochę zaspał. W pośpiechu schodzę na późne śniadanie i pakuję prowiant na drogę. Dziś czeka mnie spływ kajakiem. Pogoda dopisuje, choć zapowiadają deszcze. Wybieram krótki odcinek z Prostyni do Drawna. Przyjaciel gospodarza zawozi mnie busem do małego mostu, przy w którym rozpoczynam spływ. Ostrożnie wchodzę do kajaka i niespiesznie ruszam z nurtem rzeki. Drawa płynie tu leniwie i wolno, pokryta jest żółtymi grążelami. To bardzo łatwy i przyjemny odcinek. Mam do przepłynięcia około 13 kilometrów. Płynę przez pola i lasy. Rozłożyste korony drzew kołyszą się na wietrze, a do kajaka wpadają brązowawe i rudawe liście. Dopływam do Rościna. Tu nurt Drawy jest bardziej bystry. Na szlaku można natknąć się na kilka powalonych drzew, nie stanowią one jednak dla mnie problemu. Na szczęście nie muszę wychodzić z kajaka, żeby ominąć przeszkody. Kąpiel w jesiennej Drawie na pewno nie należałaby do najprzyjemniejszych.

Rzeka delikatnie meandruje. Płynę wśród starych drzew i malowniczych łąk. Jest cicho, spokojnie i dziewiczo. Nawet ptaki uparcie milczą... Słyszę tylko monotonny odgłos uderzania wioseł o taflę wody. Mogę skupić się na własnych myślach, zrelaksować się i wyciszyć.

Po czterech godzinach wpływam na jezioro Grażyna (Dubie Północne). Na brzegach szumią trzciny. Jezioro delikatnie marszczy się od wiatru, a białe grzywki fal delikatnie muskają nabrzeże. Dopływam do przystani, z której odbiera mnie gospodarz gospodarstwa agroturystycznego.

Wybieram się jeszcze na krótki spacer po lesie, mając nadzieję na spotkanie jeleni. Te dostojne zwierzęta często można spotkać w Drawieńskim Parku Narodowym. Mi niestety to się nie udaje. Mijam tylko kilku lokalnych mieszkańców z koszami po brzegi wypełnionymi grzybami.

- Pani, wystarczy kilka minut i już kosz pełny. Nie trzeba się nachodzić. Grzyby można znaleźć wszędzie. Aż dziw, że jeszcze ich wszystkich ze zebrano – zaczepia mnie staruszka w chuście na głowie. Ja jednak nie ryzykuję, bo nie znam się na grzybach. Przyglądam się jak kobieta sprytnie szuka grzybów pod liśćmi. Znajduje je w miejscach, na które ja bym nawet nie wpadła, że mogą rosnąc. Zresztą, w tym kolorowym dywanie wszystko mi się zlewa. Nie mam wprawnego oka, choć muszę przyznać, że natura jest bardzo szczodra.

Słońce już zaszło i momentalnie zrobiło się chłodno. Dziarskim krokiem wracam do gospodarstwa agroturystycznego. Drogę znam na pamięć, zresztą nigdy nie schodzę ze szlaku. Las pogrążony jest we śnie, choć to zapewne tylko złudzenie. W oddali słychać szczekanie psów, choć do miasta są ponad 2 kilometry. Spoglądam w niebo. Jeszcze nigdy nie widziałam tylu gwiazd. Światła z pobliskiego Drawna już tu nie dochodzą. Gdy przed oczami pojawia się spadająca gwiazda szybko wypowiadam życzenie. Chcę wrócić tu w przyszłym roku. Podobno dawniej na Bliskim Wschodzie wierzono, że spadające gwiazdy są strzałami używanymi przez anioły w bitwie z demonami. Tu demonów nie ma. Jest tylko cisza, szum drzew i niebo piegowate od gwiazd...

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej