RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Karnkowski: Podwójne zasieki

O „małych dzieciach, umierających po lasach” mówi już Szymon Hołownia (fot. PAP/EPA/Leonid Scheglov/Belta)
O „małych dzieciach, umierających po lasach” mówi już Szymon Hołownia (fot. PAP/EPA/Leonid Scheglov/Belta)

Podczas, gdy niemal codziennie byliśmy świadkami szturmów na polska granice, w których ramie w ramie brali udział imigranci i ich opiekunowie z białoruskich służb, przedstawiciele środowisk medialnych zajmowali się kreowaniem świata alternatywnego. Narracje białoruskie i rosyjskie mieszały się w nim z martyrologią uchodźczą, do której dołączyła druga – dziennikarska. Tak, zapewne na granicy ma miejsce niejeden ludzki dramat, choć gdy jednym łatwo przychodzi narażanie życia i zdrowia ściągniętych na miejsce cudzoziemców, inni od razu wskazują winnych tego stanu rzeczy. Szukają (i znajdują) ich jednak nie tam, gdzie należałoby ich szukać, a jak najbliżej siebie. W imię krótkoterminowego interesu politycznego, polityki redakcyjnej i własnych kompleksów.

Mały Jaś poznaje świat. I tupie nóżkami. Opozycja i wojna hybrydowa

W czasie jednego z największych kryzysów geopolitycznych w naszym regionie opozycja wciąż najwyraźniej uważa, że najważniejsze jest to, czy uda się...

zobacz więcej

Nie planuję tu wymieniać wszystkich przykładów powielania obcej narracji przez polskie media, znajdą je Państwo w innych publikacjach naszego portalu. Uzasadnieniem takich postaw ma być fakt niedopuszczania dziennikarzy do granicy od strony polskiej. Jednak w żaden sposób nie usprawiedliwia to przecież bezrefleksyjnego korzystania z materiałów białoruskich i tworzenia medialnej przestrzeni dla przekazu Łukaszenki.

Wszystkie kluczowe figury retoryczne tej wojny informacyjnej, takie jak „bezbronni uchodźcy”, „umierające dzieci”, „nieludzcy Polacy” to broń prosto ze znakomicie zaopatrzonych arsenałów Kremla, po którą nasze elity sięgają nad wyraz chętnie.

Ostatni chyba przykład to nie znajdująca żadnego potwierdzenia w faktach i wiedzy odpowiednich służb historia napotkanej rzekomo w lesie przez aktywistów pary syryjskich lekarzy, która w trakcie swej polsko-białoruskiej tułaczki straciła roczne dziecko. Oczywiście obraz ten poruszy każdego, mającego minimum wrażliwości, człowieka.

Jeden przyjmie ten komunikat bezkrytycznie i podziękuje ratującym honor Polski, Europy i całego gatunku ludzkiego aktywistom, którzy Syryjczyków nakarmili i dali im się ogrzać, inny zacznie pytać.

Pytań jest tu bowiem sporo, a każde oddala od nas ten trudny do zniesienia wyrzut sumienia, jaki próbuje się nam zafundować. Co stało się z ciałem dziecka? – pytają więc internauci. Czy zawiadomiono o tym odpowiednie służby? Wreszcie – i to pytanie kluczowe, jak oceniać rodziców, którzy narażają dziecko na taki los, nad jego życie przedkładając świadomość, że choć mogą uzyskać pomoc od polskich służb (te codziennie kogoś w lesie ratują), łączyć się to będzie z zawróceniem z tej podróży życia i śmierci?

Przeczytaj też: 30 przykładów dlaczego Onetu, TVN i „Wyborczej” nie należy wpuszczać na granicę

Bo przecież tego, że pomoc taka została by udzielona, nie kwestionuje właściwie nikt, nawet w narracjach pro-uchodźczych pojawia się jako zarzut stwierdzenie, że imigranci bywają leczeni a następnie odsyłani z powrotem. A przecież, nawet jeśli celem podróży domniemanych Syryjczyków były Niemcy, czy w obliczu śmierci własnego dziecka nie należało złożyć wniosku o pobyt w Polsce?

Atak Łukaszenki, ofensywa Raua, odwrót Tuska

Obchody Narodowego Święta Niepodległości były w tym tygodniu pokazem solidarności z mundurowymi broniącymi polskiej granicy. Tam sytuacja zaostrza...

zobacz więcej

Pytań jest bardzo wiele, natomiast dowodów na to, że sama historia w ogóle się wydarzyła, właściwie nie ma. Wśród kolportujących ją na twitterze osób, znajdziemy m. in. Jarosława Kuźniara, Ewę Siedlecką, Martę Gordziewicz, Katarzynę Lubnauer, Joannę Kluzik-Rostkowską i polski oddział Amnesty International.

I tłumy poruszonych, naiwnych, oburzonych. Wykorzystywanych i dających się wykorzystywać. O „małych dzieciach, umierających po lasach” mówi już Szymon Hołownia. Hołownia nadal wpuszczać chce wszystkich, wierząc, że chodzi o dwa tysiące ludzi, których wejście do Polski zakończy całą sprawę.

Plotka, niczym w zabawie w głuchy telefon, eskaluje. Najpierw dociera do ludzi, ze zginęło dziecko. Później, że zamarzło. Miesiąc temu. Znany ze swojej wyjątkowo liberalnej postawy poseł Koalicji Obywatelskiej Franek Sterczewski pisze, ze dziecko powinno mieć mamę i tatę, nie powinno natomiast zamarzać na granicy.

Trudno jest rozmawiać na tym poziomie, bo przecież to sama prawda. Aż nie wypada ustalać czy udowadniać, że nie wiemy nawet, czy dziecko w ogóle zmarło, czy zdarzyło się to na terenie Polski czy Białorusi, bo każdy znam zapytania zostanie wykorzystany przeciwko nam. W procesie, w którym oskarży się nas o bezduszność i brak ludzkich uczuć. I chyba dlatego nikt nie pokazuje map pogody z czasu, gdy miało dojść do rzekomego zamarznięcia.

W tym tygodniu w Warszawie odbyła się kuriozalna impreza pod hasłem „Chopin też był uchodźcą”. Ten ni to koncert, ni to pogadanka, a więc impreza słowno-muzyczna w duchu PRL-owskiej akademii szkolnej był dość szeroko nagłaśniany i komentowany, gdy już się odbył, przeszedł jednak bez większego echa.

Komentarze, jakie wywołał były bardzo krytyczne, mam zresztą wrażenie, że jego inicjatorzy nie mieli na celu przekonania Polaków do swoich racji, a co najwyżej odbycie wspólnego z przyjaciółmi seansu terapeutycznego. O tak, by zarazem poczuć się gorzej, pławiąc się w opisach ludzkiej (polskiej) nikczemności, i lepiej, bo jest się przecież ponad to, jednych się potępia a innym współczuje.

Czy można wspierać i krzywdzić jednocześnie? Okazuje się, że można

Wojna hybrydowa rozpętana przez Aleksandra Łukaszenko, a trwająca już kilka miesięcy, dość precyzyjnie ujawnia schizofrenię Unii Europejskiej. Jej...

zobacz więcej

Za najważniejszy punkt programu uznać muszę monolog Mariana Opani, który, wsparty swym niewątpliwym autorskim talentem, czyta wpis z Facebooka Mirosława Miniszewskiego, aktywisty, który organizuje i przekazuje pomoc uchodźcom, równocześnie zaś wysyła światu pewien specyficzny komunikat. Miniszewski, tym razem głosem Opani, mówi o „roku 1943” i eksterminacji, w której mróz zastępuje komory gazowe.

Gdy codziennie oglądamy sceny napaści na funkcjonariuszy, samorządowcy deklarują finansowe wsparcie dla uchodźców, w imię spokoju własnego sumienia fundując piekło kolejnym, którzy uwierzą w mrzonki o bezpiecznej i pewnej drodze przez Białoruś i Polskę do wyśnionych Niemiec. Te zaś zamknęły się na dobre, o czym mówił szef niemieckiego MSZ, więc nawet, gdyby ulec i wpuścić Łukaszenkowych turystów do Polski, byłaby to dla nich jedynie kolejna ślepa uliczka.

Ulice metropolii wypełniają odwołujące się do emocji kampanie reklamowe, a dziennikarze niuansują przekaz, stawiając się na równi z przybyszami w roli ofiar. Jako przykład wojskowej brutalności opisuje się interwencję wobec trójki reporterów, którym nie pozwolono nocą fotografować obiektów wojskowych. A przecież – powiedzieli, że są dziennikarzami. Dętej aferze próbowano nawet nadać wymiar międzynarodowy, ponieważ jeden z zatrzymanych był Czechem i jakoby… niczego z żołnierskich komunikatów i poleceń, nie rozumiał. Cóż, Czech nie rozumiejący prostego komunikatu, którego nie będę tu cytować, to czeska komedia, choć trudno się z tego wszystkiego śmiać.


Przeczytaj także: Krzysztof Karnkowski: Zapytajmy o dzieci

Z narracji niespodziewanie próbuje wypisać się Donald Tusk, mówiący dziś Wirtualnej Polsce o potrzebie wsparcia mundurowych. Czy jest w tym wiarygodny? Nie jest, choć zabezpiecza się obowiązkowym atakiem na rząd. Czy będzie skuteczny? Wątpię. Nastroje zostały już rozhuśtane. W sobotę, jako „matka” na granicę wybiera się Marta Lempart, „po to, by okazać solidarność migrantom, uchodźcom, wesprzeć osoby, które od miesięcy działają na granicy i ratują tym osobom życia”. Piątek przynosi informacje, które według niektórych wskazują na możliwą deeskalację konfliktu. Nawet jeśli tak się stanie, po awanturze Łukaszenki zostaną podwójne zasieki – między Polską a Białorusią, i między naszymi samozwańczymi elitami, a społeczeństwem.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej