RAPORT

Rosja gotowa do inwazji na Ukrainę

Kuriozalna konferencja. Sousa nie przyznał się do błędów

Paulo Sousa, z sobie tylko znanych przyczyn, postanowił, że jeden z najważniejszych meczów tych eliminacji rozpoczniemy bez trzech najważniejszych piłkarzy: Kamila Glika, Piotra Zielińskiego i Roberta Lewandowskiego. Po spotkaniu, przegranym 1:2, tłumaczył, że mecz z Węgrami był dobrym momentem, by... „budować” pewność siebie wśród młodszych graczy. Sugerował też, że podjąłby podobną decyzję jeszcze raz.

Blamaż na Narodowym. Polacy dalej od rozstawienia

Skrót z ostatniego spotkania reprezentacji Polski w grupie I eliminacji mistrzostw świata. Rywalami na PGE Narodowym byli Węgrzy.

zobacz więcej

Nie było posypywania głowy popiołem. Nie usłyszeliśmy, że Sousa „popełnił błąd”, że z Lewandowskim pewnie sięgnęlibyśmy po upragniony punkt, a w marcu przynajmniej jedno spotkanie rozegralibyśmy na Stadionie Narodowym. Portugalski selekcjoner postanowił za to przekonywać, że „mądry Polak po szkodzie”, choć już w sobotę wielu pukało się w czoło, gdy ogłosił, że nasi liderzy z Węgrami nie zagrają. Jak zwykle barwnie opowiadał o nauce, doświadczeniu i braku na siebie odpowiedzialności. Pomeczowa konferencja prasowa przyniosła jednak głównie... niesmak. Poniżej zapis kilku najciekawszych pytań.

Jan Kałucki, Canal Plus: – Jesteśmy „mądrzejsi po szkodzie”. Czy nie warto było, żeby Robert Lewandowski nie zagrał z Andorą, a zagrał z Węgrami? Rozstawienie wymyka nam się z rąk.
– Decyzje podejmuje się przed i w trakcie, nie po meczu. Łatwo krytykować po fakcie. Gdybyśmy zremisowali lub wygrali, nie musielibyśmy o tym rozmawiać. Nie jestem osobą, która boi się podejmować trudne decyzje. Uważam, że to spotkanie było dobrą szansą, by nasz zespół postawił krok naprzód. Bez Lewandowskiego, Glika, Krychowiaka – ważnych piłkarzy, wielkich osobowości. Wiemy, że nie będą z nami zawsze. Kiedy zapewniliśmy sobie grę w barażach, pomyślałem, że to dobry moment, by „zbudować” młodych graczy, nauczyć ich odpowiedzialności, wykształcić nowych liderów... Niestety nie wszyscy byli w poniedziałek w najwyższej formie.

Tomasz Włodarczyk, Meczyki.pl: – Jakie znaczenie ma dla pana rozstawienie w barażach?
– To naprawdę ważne. Chcieliśmy meczów barażowych przed własnymi kibicami, na Stadionie Narodowym, ale z Węgrami zagraliśmy tylko sercem. Zawiedliśmy taktycznie, zabrakło chłodnej głowy. Nikt nie osiągnął swojego optymalnego poziomu. (...) Po strzeleniu wyrównującego gola postanowiliśmy zaatakować, iść po zwycięstwo. Rozpadł nam się środek pola, więc po stracie piłki zostawiliśmy Węgrom za dużo miejsca. Pragnąłem zwycięstwa, ale chciałem też, żeby zespół poczuł, że powierzam im sporą odpowiedzialność i mogą dźwignąć ją nawet bez kilku liderów. Nie udało się.

Tomasz Włodarczyk, Meczyki.pl: – Nie martwi pana to, jak nasz zespół spisuje się w defensywie? Zwłaszcza przy stałych fragmentach.
– Myślę pozytywnie. Uważam, że spisujemy się coraz lepiej. Przy rzucie wolnym, po którym straciliśmy pierwszego gola, zawiodła komunikacja. Dwóch-trzech zawodników pozostawiliśmy bez opieki, pozwoliliśmy też Węgrom wbiec pomiędzy nas... To coś, nad czym musimy pracować. Oczywiście łatwiej jest wtedy, kiedy cały czas grają ze sobą ci sami piłkarze. Gdy dochodzą nowi, trudniej o porozumienie. Na pewno musimy być w tej kwestii bardziej odpowiedzialni.

Wojciech Piela, Weszło FM: – Marco Rossi, selekcjoner Węgrów, powiedział, że mieliby znacznie trudniejsze zadanie, gdyby zagrał Robert Lewandowski. Punkty były nam bardzo potrzebne do rozstawienia. Rozumiejąc pańskie dotychczasowe tłumaczenia, nie ma pan w głowie, że utrudniliśmy sobie drogę do rozstawienia?
– Będę cały czas powtarzał: zdarzą się momenty, gdy zabraknie Lewandowskiego, Glika, reszty liderów... Tylko w takich meczach, ważnych, o stawkę, reszta drużyny może nabierać prawdziwego doświadczenia, tylko wtedy możemy mówić, że „czegoś się nauczyliśmy”. Łatwo krytykować po fakcie. Jestem trenerem, podjąłem decyzję, którą uznałem za dobrą. Nie udało się, szkoda. Wciąż mamy spore szanse na awans, bo pokazywaliśmy już – czy to u siebie, czy na wyjeździe – że potrafimy zagrozić każdemu zespołowi w Europie. Mam nadzieję, że w marcu wszyscy będą zdrowi i w formie. Czekamy na wtorkowe mecze, wiemy, że nasz los nie jest już w naszych rękach, ale cokolwiek się wydarzy – będziemy gotowi.

Michał Białoński, Interia: – Mówimy o Robercie Lewandowskim, ale zabrakło też Glika, Krychowiaka, Zielińskiego... Czy zespół nie dostał w ten sposób sygnału, że to nieważne spotkanie, że wynik się nie liczy?
– Nie, było wręcz przeciwnie. Tłumaczyłem piłkarzom, jak ważne jest to spotkanie. Niestety, zarówno oni, jak i ja – bo wina spoczywa również na mnie – nie byliśmy tego dnia w najlepszej formie.

Mateusz Ligęza, Polskie Radio: – Wspominał pan, że niektórzy zawodnicy nie byli w formie. Kto konkretnie zawiódł?
– Nie będę skupiał się na indywidualnością. Wszyscy spisali się poniżej możliwości, również ja. Wszyscy.

Przemysław Ofiara, „Super Express”: – Selekcjoner Węgrów mówił na konferencji, że na brak Roberta Lewandowskiego mogły mieć wpływ naciski ze strony Bayernu. Jak pan to skomentuje?
– To my podjęliśmy decyzję. Ja decyduję, nie kluby czy zawodnicy. Do moich obowiązków należy wybieranie piłkarzy i nikt inny nie ma na to wpływu.


***

Prawdopodobnie Sousa zyskałby znacznie więcej – zarówno w oczach dziennikarzy, jak i kibiców czy ekspertów – gdyby przyznał, że decyzji żałuje, że popełnił błąd, że Lewandowski i spółka mogli odpoczywać podczas znacznie łatwiejszego (przynajmniej na papierze) starcia z Andorą, a nie z rywalem, który kilka miesięcy temu grał na mistrzostwach Europy, a niedawno zremisował na Wembley z Anglią. Nie zrobił tego. Niestety.

Trudno rozstrzygać, czy Portugalczyk wierzy w opowieści, które próbuje „sprzedać” kibicom. Jeśli chciał „budować młodych”, to dlaczego teraz? Dlaczego w tak ważnym momencie? Bo „przyjdzie czas, że nie będzie Lewandowskiego, Glika czy Krychowiaka”? No nie będzie, ale teraz, na szczęście, są. Krzysztof Stanowski, dziennikarz „Kanału Sportowego”, żartował po spotkaniu, że Sousa mógłby też wyjść z założenia, że przyjdzie taki moment, że będziemy grali w dziesiątkę. Albo w dziewiątkę. Po co wystawiać jedenastu, skoro można „budować” coś na przyszłość?

Uciekając od ironicznych komentarzy: Sousa przegrał mecz, ale podczas pomeczowej konferencji przegrał znacznie więcej. Dostał szansę, by uratować twarz. Nie wykorzystał jej.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej