RAPORT

Wojna na Ukrainie

Blamaż na Narodowym. Polacy dalej od rozstawienia

Osłabiony, niegrający o nic rywal, wsparcie kilkudziesięciu tysięcy kibiców, magia Stadionu Narodowego, konieczność zdobycia zaledwie punktu... Wydawało się, że tylko kataklizm może sprawić, że Polacy nie uzyskają z Węgrami korzystnego wyniku. Niestety – tak się właśnie stało. Po bardzo słabym meczu przegraliśmy 1:2.

Pomimo porażki, Polacy wciąć mogą marzyć o rozstawieniu w barażach. Wszystko zależy od wyników wtorkowych meczów. Kluczowe z naszej perspektywy będą starcia Czarnogóry z Turcją, Walii z Belgią i Holandii z Norwegią.

Niezależnie od tych rozstrzygnięć, o awans na mundial z taką grą i z takimi potencjalnymi rywalami będzie bardzo trudno. Wśród zespołów, z którymi może przyjść nam się mierzyć są bowiem m.in. Portugalia czy Włochy.

Jeden mecz, dwa rekordy. Najwyższe zwycięstwo w historii polskich lig

Czegoś takiego w polskiej piłce jeszcze nie było. Wybrzeże Rewalskie Rewal pokonało Pomorzanina Nowogard aż 53:0, co najprawdopodobniej jest...

zobacz więcej

Liderzy odpoczywali


Paulo Sousa zaryzykował. Posadził na ławce m.in. Roberta Lewandowskiego, Kamila Glika czy Piotra Zielińskiego. Z Andorą celowo wykartkował się Grzegorz Krychowiak. Czy Portugalczyk aż tak zlekceważył Węgrów? Może dokonał własnych obliczeń i jest przekonany, że we wtorek Belgia pokona Walię, a Holandia Norwegię? Trudno ocenić, jakie miał intencje. Trudno zrozumieć, dlaczego liderzy odpoczywali w starciu z Węgrami, a wyszli na boisko przeciwko znacznie słabszej Andorze. Mało w tym logiki...

Zwłaszcza, że boisko nie obroniło tych decyzji. Polacy grali przeciętnie, bez pomysłu, a na pochwałę zasługiwały wyłącznie jednostki. Nie było – znów! – drużyny, znów sporo było indywidualnych błędów, kolejny raz straciliśmy gola po stałym fragmencie gry...
Trudno napisać cokolwiek dobrego i konstruktywnego po tym spotkaniu. Wiemy, że bez Roberta Lewandowskiego gra nam się źle. Że obrona bez Kamila Glika wygląda mniej pewnie. Trzeba jednak przypomnieć, że i Węgrzy musieli łatać dziury, że zabrakło kilku ich najważniejszych zawodników. Gdy po bramce Świderskiego w drugiej połowie mieliśmy korzystny wynik, powinniśmy cofnąć się i mądrze go utrzymać. Tego zabrakło.

Od początku kadencji Paulo Sousa miał sporo szczęścia. Teraz go zabrakło... Oby wróciło we wtorek, gdy z nadzieją będziemy spoglądać na kilka innych stadionów.

Polska – Węgry 1:2

Świderski (62') – Schafer (37'), Gazdag (80')

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej