RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

„Rusofile pod głębokim przykryciem”. Podwójne wybory w Bułgarii

(fot. PAP/EPA/VASSIL DONEV)
(fot. PAP/EPA/VASSIL DONEV)

Bułgarzy wybierają prezydenta i parlament. Parlament - już trzeci raz w tym roku. Przeciągający się kryzys polityczny cieszy Rosję, bo zwiększa szanse budowy w Bułgarii systemu prezydenckiego. Łatwiej kontrolować jednego człowieka, niż co najmniej 121 posłów.

Awaria gazociągu w Bułgarii. Wstrzymane dostawy do Serbii i Węgier

Bułgarski operator sieci gazowej Bulgartransgaz poinformował, że w poniedziałek wstrzymał transport gazu ziemnego do Serbii i Węgier w związku z...

zobacz więcej

W Bułgarii odbywają się wybory prezydenckie oraz przedterminowe, trzecie w tym roku wybory parlamentarne. O urząd głowy państwa stara się 23 kandydatów, choć liczy się tylko czterech. O 240 mandatów Zgromadzenia Narodowego walczą 22 partie i siedem koalicji, ale liczy się z nich tylko 6-7. Wybory parlamentarne odbywają się po dwóch nieskutecznych próbach powołania rządu przez poprzednie parlamenty: najpierw ten wybrany w kwietniu, potem w lipcu. Dlatego Bułgarią kierowały kolejno dwa rządy tymczasowe premiera Stefana Janewa - pierwszy powołany w maju, drugi we wrześniu – sformowane z ludzi wskazanych przez prezydenta Rumena Radewa.

Obecną kampanię wyborczą zdominowały tematy rosnących cen, kryzysu energetycznego i sytuacji pandemicznej. W Bułgarii zaszczepiło się mniej niż 20 proc. populacji, co jest najgorszym wynikiem w UE. Jeśli chodzi o tematy czysto polityczne, to znów była to – trzecia z rzędu kampania – w której tzw. partie protestu skupiły się na hasłach walki z korupcją i reformy systemu sądownictwa. Oczywiście największa krytyka spada tutaj na partię GERB, która po wielu latach rządów dopiero wiosną br. oddała władzę. W ostatnim półroczu tymczasowy rząd opublikował szereg dokumentów świadczących o dużej skali korupcji w rządzie Bojko Borysowa. Kwestie polityki zagranicznej w kampanii niemal nie istniały. Jednak wynik wyborów zarówno prezydenta, jak i parlamentu, powinien żywo interesować zagranicę – jak bowiem wskazują bułgarscy komentatorzy, możemy być świadkami poważnego procesu polityczno-ustrojowej transformacji Bułgarii, i to w kierunku dla UE i NATO niepokojącym.

Faworyt absolutny


Ostatnie sondaże wskazywały, że obecny prezydent Rumen Radew jest o włos od zwycięstwa już w I turze. Zdaniem ekspertów, im wyższa okaże się frekwencja, tym większe prawdopodobieństwo takiego rozwiązania. Radew jest kandydatem niezależnym, ale ma wsparcie lewicy oraz wywodzących się z tzw. obozu protestów, partii Kontynuujemy Zmiany oraz populistów z partii Jest Taki Naród. Prezydent od początku popierał antyrządowe protesty i krytykował korupcję rządu Bojko Borysowa, cieszy się znaczącym poparciem społecznym, na jego korzyść działa też wysokie poparcie dla rządu tymczasowego. Nie powinno mu zaszkodzić niekorzystne dla niego orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który 28 października stwierdził, że dekret Radewa mianujący Kiriła Petkowa na ministra gospodarki w tymczasowym rządzie w okresie od maja do września 2021, jest sprzeczny z konstytucją. Powód? Petkow miał w tym czasie podwójne obywatelstwo: Bułgarii i Kanady.

Głównym rywalem Radewa jest prof. Anastas Gerdżikow, rektor Uniwersytetu Sofijskiego. Tego kandydata popiera faworyt wyborów parlamentarnych, centroprawicowa partia GERB. Sondaże dają Gerdżikowowi 25-28 proc. Jeśli obecnemu prezydentowi nie uda się zwyciężyć już 14 listopada, to na pewno jego rywalem w II turze (21 listopada) będzie właśnie kandydat b. premiera Bojko Borysowa. Jeśli chodzi o wyścig do urzędu głowy państwa, warto zauważyć jeszcze tylko dwóch kandydatów. Popierany przez centroprawicową koalicję Demokratyczna Bułgaria przewodniczący Naczelnego Trybunału Kasacyjnego Łozan Panow w ostatnich sondażach miał 6-8 proc. Na nieco więcej (8-9 proc.) mógł liczyć Turek Mustafa Karadajy. Po raz pierwszy bowiem od upadku komunizmu, swego kandydata wystawił przedstawiający się jako reprezentant liczącej ponad 10 proc. mniejszości tureckiej Ruch na rzecz Praw i Swobód (DPS). Karadajy może liczyć na ok. 300 tys. głosów, nie ma żadnych szans, ale mobilizuje Turków, którzy w ewentualnej II turze poparliby Gerdżikowa. DPS jest w ostrym konflikcie z Radewem, zaś współpracuje z GERB.

Nielegalna imigracja. Bułgaria wysyła wojsko na granicę z Turcją

Na granicę Bułgarii z Turcją skierowano 350 wojskowych, którzy mają walczyć z nielegalną migracją – poinformował w wywiadzie telewizyjnym minister...

zobacz więcej

Do trzech razy sztuka?


Jeśli chodzi o wybory parlamentarne to nie ma wątpliwości, że wygra GERB (w sondażach 23-24 proc.). Prawdopodobnie jednak, tak jak w poprzednich dwóch wyborach, gdy nie udało się powołać rządu, partia Borysowa pozostanie w izolacji. Wsparcie jedynie DPS (9-11 proc.) to za mało. Kto za plecami GERB? Albo Kontynuujmy Zmiany, nowa formacja powołana przez byłych ministrów Kiriła Petkowa i Asena Wasilewa, albo lewicowa koalicja Bułgarska Partia Socjalistyczna na rzecz Bułgarii. Obie listy mają dostać po ok. 15-16 proc. Szefów partii Kontynuujemy Reformy określa się czasem jako prozachodnich technokratów-liberałów i porównuje do zaplecza Emmanuela Macrona we Francji. Z kolei lista zdominowana przez socjalistów jest prorosyjska. Postkomunistyczna BSP współpracuje m.in. z Alternatywą Bułgarskiego Odrodzenia (ABW) związaną z byłym prezydentem Georgi Pyrwanowem (zresztą też byłym komunistą i członkiem BSP) czy Komunistyczną Partią Bułgarii. Do parlamentu powinny też wejść Jest Taki Naród (11 proc.), zwycięzca poprzednich wyborów, jak też centroprawicowa koalicji Demokratyczna Bułgaria (10 proc.). Na granicy progu wyborczego balansuje radykalny ruch Wyprostuj Się, Bg. Nadchodzimy.

Ostatnie dni przed zakończeniem kampanii wyborczej upłynęły pod znakiem wzajemnych oskarżeń o kupowanie głosów i próby fałszowania wyborów. Lewica, „partie protestu” i rząd tymczasowy oskarżają GERB i DPS o kupowanie głosów na szeroką skalę, głównie wśród biednego elektoratu. Szef MSW oznajmił, że cena jednego głosu dochodzi do 100 lewów (czyli ok. 50 euro). Poważnym problemem, który może otwierać pole do nadużyć, są też jednak nieaktualizowane od wielu lat listy uprawnionych do głosowania. Jest na nich wiele „martwych dusz”: zmarłych i emigrantów, którzy od dawna nie mają więzi z krajem. Przeprowadzony na przełomie września i października powszechny spis wykazał, że w kraju żyje 6,8 mln obywateli. Tymczasem listy wyborców (a więc tylko dorosłych) zawierają 6,7 mln nazwisk.

Duńskie służby przejęły 750 tys. paczek papierosów. Były ukryte w polskiej ciężarówce

750 tys. paczek papierosów przechwyciły połączone siły duńskiej policji oraz urzędów podatkowego i celnego w pobliżu miasta Frøslev tuż przy...

zobacz więcej

Będą kolejne wybory?


Polityczny impas – którego przejawem jest konieczność przeprowadzenia drugich przedterminowych wyborów w ciągu czterech miesięcy - wynika w dużym stopniu z pojawienia się na scenie politycznej nowych ugrupowań powstałych na fali wielomiesięcznych protestów przeciwko skorumpowanemu rządowi Bojko Borysowa, uważanego za bałkańskiego ulubieńca Angeli Merkel i Europejskiej Partii Ludowej. Borysow rządził Bułgarią, z krótkimi przerwami, od 2009 do wiosny br. To, co mu się udało w tym czasie, to na pewno budowa bułgarskiego odcinka gazociągu TurkStream, którym na Bałkany płynie rosyjski gaz. Ale Bułgaria to wciąż najbiedniejszy kraj UE i unijny outsider w korupcyjnym indeksie Transparency International. Na niekorzyść GERB przemawiają też konsekwencje gospodarcze pandemii, która dotknęła przede wszystkim sektor usług (w 2020 r. straty w turystyce oszacowano na 800 mln euro). Jednak to wszechobecna korupcja wyprowadziła w lipcu 2020 roku na ulice tysiące ludzi. Demonstranci domagali się ustąpienia premiera i przeprowadzenia nowych wyborów. Nie widząc wsparcia ze strony UE, sami zaczęli się o nie dopominać. Przed ambasadą Niemiec w Sofii pojawił się wtedy transparent ze zdjęciem kanclerz Angeli Merkel ściskającej się z Borysowem, podpisany „Oczy szeroko zamknięte”. To nawiązanie do swego rodzaju parasola ochronnego, jaki Niemcy i Bruksela zapewniły Borysowowi. GERB to członek Europejskiej Partii Ludowej. Zresztą delegacja z Bułgarii chciała się w tej sprawie spotkać z szefem EPL Donaldem Tuskiem, ale ten ich nie przyjął.

Za to 2 października 2020 spotkał się z Borysowem, chwaląc go za „drogę, jaką Bułgaria przeszła” pod jego rządami.

Kwietniowe wybory GERB wygrała, ale straciła aż 20 mandatów oraz mniejszego koalicjanta. Tymczasem niemal wszystkie inne partie w nowym parlamencie: socjaliści (też dużo stracili) i „partie protestu” absolutnie wykluczyły współpracę z Borysowem. Turcy z DPS uzyskali za mało mandatów, żeby wspólnie z nimi GERB miała większość. Wydawało się, że izolowany Borysow skazany zostanie na długi pobyt w opozycji. Jednak „obóz protestu” jest wewnętrznie podzielony, a jednym z kryteriów podziału jest stosunek do socjalistów, bez których – przy założeniu, że GERB jest izolowana, a więc i jej sojusznik DPS – nie da się zbudować większości. Z kolei socjaliści odrzucają możliwość współpracy z GERB i DPS. W efekcie przeciwnicy Borysowa nie zdołali zbudować większości ani po wyborach kwietniowych, ani też po lipcowych – choć te drugie wygrała partia Jest Taki Naród. Teraz szanse na zbudowanie większości wydają się być większe – bo z takim hasłem zresztą idzie do wyborów centrowa partia Kontynuujemy Zmianę, powołana ledwie we wrześniu przez Kiriła Petkowa i Asena Wasilewa (absolwentów Uniwersytetu Harvarda, ministrów gospodarki i finansów w pierwszym rządzie tymczasowym). Wiele będzie zależało od tego, kto zajmie drugie miejsce: wspomniani „chłopcy z Harvardu” czy postkomuniści.

Cios w mafię podatkową. Zatrzymano 11 osób ws. oszustw na 13 mln euro

Zatrzymano 11 osób oraz przeszukano 46 budynków w ramach międzynarodowej akcji policyjnej w Niemczech, Włoszech i Bułgarii – przekazała niemiecka...

zobacz więcej

Plan Moskwy?


Ciągnący się kryzys polityczny wynikający z niemożności sformowania większości parlamentarnej odpowiada Radewowi, bo jest argumentem za jego opinią, że republika parlamentarna jest nieskuteczna i należy wprowadzić w Bułgarii rządy prezydenckie. Zresztą wydaje się, że w tym kierunku Radew działał od początku kadencji – choćby wspierając masowe protesty w 2020 roku i nazywają rząd Borysowa „mafią”. Kreml wiąże z popularnym wśród rodaków Radewem wielkie nadzieje. Ten generał w stanie spoczynku, były dowódca sił powietrznych Bułgarii, prezydent od 2016 r. może być kluczem do uczynienia Bułgarii swoistym „koniem trojańskim” Rosji w UE i NATO. Można zresztą uznać, że Rosjanie prowadzą karierę polityczną Radewa od samego jej początku.

W czerwcu 2016 roku na forum putinowskiej partii Jedna Rosja w Moskwie pojawili się goście z Bułgarii. Szef Narodowego Ruchu Rusofilów Bułgarii Nikołaj Malinow (w 2019 r. usłyszał oficjalnie zarzut działalności szpiegowskiej na rzecz Rosji, proces wciąż się nie rozpoczął), przewodnicząca Bułgarskiej Partii Socjalistycznej Kornelia Ninowa i lider centrolewicowej partii ABW Georgij Pyrwanow (prezydent w latach 2002-2012). Miesiąc później Leonid Reszetnikow, ówczesny dyrektor Rosyjskiego Instytutu Studiów Strategicznych (RISS), prominentna postać rosyjskiego wywiadu zagranicznego (SWR), zlecił Malinowowi przeprowadzenie w Bułgarii badań socjologicznych dotyczących profilu następnego bułgarskiego prezydenta (obecnie Reszetnikow jest objęty 10-letnim zakazem wjazdu do Bułgarii z powodu powiązań z Malinowem). Okazało się, że wygrać może ktoś o następujących cechach: mężczyzna nie starszy niż 60 lat, który ma za sobą udaną karierę, ale nie jest intelektualistą; nieskłonny do korupcji; odważny; opowiadający się za większą autonomią Bułgarii w UE i NATO. Bardzo szybko znaleziono odpowiednią osobę. Już 1 sierpnia 2016 roku generał Rumen Radew zrezygnował z wysokiego stanowiska w armii, zaś BSP i ABW zaczęły mówić o nim jako o kandydacie na prezydenta. Reszetnikow w serii wywiadów wyrażał zaś nadzieję, że nowy prezydent Bułgarii na nowo ukierunkuje kraj, zwracając go w stronę Rosji. Radew wygrał wybory w listopadzie 2016 roku, uzyskując w drugiej turze ponad 59 proc. głosów.

Prezydent nie ukrywa prorosyjskich poglądów. Wręcz się z nimi obnosi, choćby ostatnio pojawiając się regularnie w towarzystwie ambasador Rosji w Sofii Eleonory Mitrofanowej. Także w tymczasowym rządzie sformowanym według wskazań Radewa, nie brakuje osób z rosyjskimi powiązaniami. Na jego czele stoi 61-letni generał brygady (w stanie spoczynku) Stefan Janew. Był kiedyś ministrem bezpieczeństwa i obrony, jak też attache wojskowym w USA. Już choćby to ostatnie stanowisko wskazuje, że Janew był związany z wywiadem wojskowym (ta służba została głęboko zinfiltrowana przez Rosjan, co pokazuje seria skandali szpiegowskich z ostatnich lat). Ministrem obrony w jego rządzie jest Georgi Panajotow, absolwent MGIMO, doświadczony dyplomata. Szefem MSZ też jest dyplomata – Swietłan Stojew na początku lat 90. XX w. uczył się w Akademii Dyplomatycznej w Moskwie.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej