RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Krzysztof Karnkowski: Spokojny marsz

Przebieg tegorocznego marszu spowodował szybkie zdezaktualizowanie się z góry rozpisanych narracji (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)
Przebieg tegorocznego marszu spowodował szybkie zdezaktualizowanie się z góry rozpisanych narracji (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)

„To jest Marsz Nienawiści. Przerażające obrazy, hejt w czystej formie. A organizuje to polskie państwo. Przerażające” – załamuje ręce na Twitterze Bartosz Węglarczyk. „Spokojny Marsz Niepodległości. Ale nie ma się czym cieszyć” – pisze dla kierowanego przez Węglarczyka Onetu Michał Broniatowski. „Marsz Niepodległości był spokojny. I właśnie to powinno nas martwić” – to Przemysław Witkowski z „Krytyki Politycznej”. Przebieg tegorocznego marszu, który wbrew obawom odbył się bez problemów i całkowicie pokojowo, spowodował szybkie zdezaktualizowanie się z góry rozpisanych narracji.

Krzysztof Karnkowski: Lekcja Europy i solidarności

„Wysłuchaliśmy uważnie, co miał nam do powiedzenia premier Morawiecki” – mówił po wtorkowym wystąpieniu premiera David Sassoli, przewodniczący PE....

zobacz więcej

Niektórzy, jak Węglarczyk, postanowili jednak w nie brnąć, podczas gdy inni dość szybko wyciągnęli z imprezy swoje wnioski. Tabloidy zaś postanowiły imprezy w ogóle nie zauważyć, studwudziestotysięcznego marszu na piątkowych okładkach nie odnotowały ani „Fakt”, ani „Super Express”. Może to małostkowa zemsta za to, że niektórzy nie doczekali się żadnego dosłownego ani symbolicznego mordobicia, a tłum, którego policzenia warszawski ratusz odmówił, przez Aleje Jerozolimskie, ulicę 3 maja i Most Poniatowskiego przeszedł spokojnie. Barierki, które bardzo mocno dały się we znaki w okolicach Ronda Dmowskiego przetrwały, a przegapione przy wymuszonym przez wojewodę sprzątaniu newralgicznych okolic kamienie pozostały na swoim miejscu. Kamery na balkonie, ustawione przypadkiem obok pustego, jeszcze chwile wcześniej czekającego na wynajem mieszkania, ozdobionego na święto tęczowymi flagami, czekały na próżno, żadna wycelowana a nawet zabłąkana raca nie doleciała. Czym tłumaczyć ten spokój?

Zobacz także: Krzysztof Karnkowski: Rozdwojenie Europy

Po pierwsze, marsz przez lata zmieniał swój charakter, zgodnie z intencjami organizatorów wychodząc z niszy, w której narodził się grubo przed 2010 rokiem jako impreza środowisk narodowych. Które też zresztą przecież krzepły, doroślały przechodząc stopniowo od rozpolitykowanej subkultury do bardziej tradycyjnie rozumianej polityki. Na marsz przychodzi więc coraz więcej zwykłych, pokojowo i świątecznie nastawionych obywateli, którzy, jeśli chcą udowodnić coś swoim ideowym przeciwnikom, to właśnie poprzez spokój i radość. Dlatego każdy, kto łamie ten medialny stereotyp jednolitego, „brunatnego” marszu witany jest tu z otwartymi ramionami, czy będzie to rodzina z dziećmi, czy przedstawiciele zaaklimatyzowanych już i chcących wspólnie z Polakami świętować przybyszów z zagranicy, czasem spolonizowanych już kulturowo w kolejnym pokoleniu.

Krzysztof Karnkowski: To jest wojna!

Rok temu na ulice polskich miast wyszły protesty zwolenników ułatwienia dostępu do aborcji i przeciwników wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Obok...

zobacz więcej

A czasem będący z nami od niedawna i podziwiający ten dzień jako barwną i krzykliwą lokalną atrakcję. Tak, jak marsz odbierają zapewne małe dzieci, dla których później, w miarę wzrostu ich obywatelskiej i polskiej samoświadomości stanie się zapewne jednym z pierwszych, ważnym okruchem wspomnień. Tego dnia w jednym miejscu i czasie wspólnie idą grupy, które nieczęsto mają okazję się spotkać w otwartej, publicznej przestrzeni i nie prowadzi to już do niczego złego. Jednorazowy powrót do mniej przyjaznej przeszłości, jaki widzieliśmy na warszawskich ulicach w pandemicznym roku 2020, nie wyhamował, jak się okazało, tego procesu. Co więcej – i tu przechodzimy do przyczyny drugiej – im bardziej na zadymę, latające kamienie i butelki, a może nawet rękoczyny liczą przeciwnicy marszu, tym bardziej pilnują się jego uczestnicy, nawet ci z bardziej krewkich, kibicowskich czy flirtujących z politycznymi skrajnościami grup.

Te ostatnie zdają się zresztą tracić na znaczeniu w morzu różnorakich postaw, poglądów i motywacji uczestników. I znów – marsz jako całość zaskakująco dobrze z tą swoją różnorodnością zaczyna sobie radzić. Bo choć – i to można uznać za przyczynę trzecią – jego dzisiejszemu głównemu organizatorowi, Robertowi Bąkiewiczowi i stowarzyszeniu Marsz Niepodległości, blisko do części poglądów i działań rządzących (tym właśnie spokój na imprezie tłumaczy przywołany już Witkowski) nie brak było wśród maszerujących zwolenników hasła „PiS – PO jedno zło”. Tyle, że gdy niektóre grupy zaczynały je skandować, inni nie odpowiadali żadną słowną agresją, czy tym bardziej fizyczną ripostą, a po prostu milczeli i szli dalej – z flagami i swoim odświętnym nastrojem. Interesujące, że zwolennicy narracji o przejęciu marszu przez Prawo i Sprawiedliwość próbują używać haseł o „zawłaszczeniu”, „spacyfikowaniu” czy „wrogim przejęciu” i tu najbardziej skrajne grupy nacjonalistów spotykają się z lewicowymi komentatorami. A przecież żadnego przejęcia nie ma, jest jedynie organizacyjne uporządkowanie bałaganu wykreowanego przez nieprzyjazne marszowi władze miasta. Charakter imprezy zostaje zachowany, a jego zmiana jest zauważalna, lecz stopniowa i kierująca się własną dynamiką.

Bez funku na Rondzie Dmowskiego

„Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski nie weźmie udziału w tegorocznym Marszu Niepodległości”. Gdyby ktoś...

zobacz więcej

Ten nowy charakter marszu dezorientuje nie tylko dziennikarzy, ale i komentatorów związanych z polityką. Gdy nie ma się za bardzo do czego przyczepić, marginalne incydenty kreuje się na główną treść wielkiej imprezy. Jedna spalona flaga Niemiec, jeden spalony portret Donalda Tuska – stają się więc wspólną winą ponad stu tysięcy ludzi, których większość dowiedziała się o tym z mediów po powrocie do domu, jeżeli dowiedziała się w ogóle. Z wystąpienia Roberta Bąkiewicza wyłapuje się akcenty krytyczne wobec Unii i jej polityki, tak, jakby krytyka ta stanowiła jakieś tabu. Jednak i ona przesłonięta została przez jedno przejęzyczenie, które dla wielu stało się symbolem całego marszu, co tak naprawdę pokazuje jedynie ich bezsilność i małostkowość wobec wielokolorowego i wielowymiarowego święta i świętowania Polaków. Wreszcie problemem stają się kupujący jakoby masowo alkohol wracający z imprezy uczestnicy, na co narzeka poseł Platformy Michał Szczerba. Alkohol jest jednak w Polsce legalny. Również na czas Marszu Niepodległości nie wprowadzono prohibicji, władze miasta próbowały zabronić ludziom maszerowania, lecz nie – spożywania.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Zostaje jeszcze jeden, ważny czynnik, który przed samym marszem przyczyniał się do mnożenia lęków i obaw, czyli sytuacja na granicy Polski z Białorusią i narastający atak hybrydowy ze strony naszych sąsiadów i ich zaborczych protektorów. Wiele głosów skazywało na zwiększone ryzyko prowokacji, ponieważ odpowiednio dobrane obrazki z Polski mogłyby osłabić solidarność krajów Zachodu, które i tak przecież niezbyt często patrzą na nas ostatnio życzliwym okiem. Dodajmy do tego wymiar praktyczny – „związanie bojem” polskich służb, w tym oddziałów policji w objętych stanem wyjątkowym powiatach przekładał się na zmniejszenie i skrócenie wymiaru mundurowej obstawy marszu. Jeśli atmosfera zagrożenia konfliktem wpłynęła na przebieg imprezy, to jedynie mobilizując i dyscyplinując osoby, które na nią przyszły. Maszerujący okazali się być jednak rozsądniejsi od niejednego polityka i czekających na sensację dziennikarzy. Choć w świetle zachodzącego słońca widziana z mostu lewobrzeżna Warszawa zdawała się płonąć, była to najspokojniejsza edycja tego wydarzenia. I właśnie tego bardzo wielu uczestników naszego życia publicznego maszerującym nie wybaczy.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej