RAPORT

Wojna na Ukrainie

Sankcje muszą uderzyć nie tylko w Łukaszenkę, ale też w Putina

Białoruś realizuje plany, z których największe profity czerpie Rosja (fot. Mikhail Svetlov/Getty Images)
Białoruś realizuje plany, z których największe profity czerpie Rosja (fot. Mikhail Svetlov/Getty Images)

Na reżim Alaksandra Łukaszenki muszą zostać nałożone na tyle silne sankcje, by zniechęcić go do kontynuowania ataku hybrydowego na granice Polski i krajów bałtyckich. Nie mniejsze kary muszą spaść na Rosję, której władze współorganizują działania Białorusi i wykorzystują je w swojej walce z Zachodem.

Krzysztof Karnkowski: To jest wojna!

Rok temu na ulice polskich miast wyszły protesty zwolenników ułatwienia dostępu do aborcji i przeciwników wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Obok...

zobacz więcej

Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej ulega pogorszeniu, a polskie służby ostrzegają przed kolejnymi prowokacjami. Nasz kraj otrzymuje poparcie UE, NATO i USA, a Bruksela szykuje kolejne sankcje na reżim w Mińsku. Jednak główny rozgrywający tego konfliktu nie dość że nie ponosi konsekwencji swoich działań, to jeszcze liczy kolejne zyski.

Władimir Putin i jego świta nie tylko odrzucają oskarżenia o inicjowanie konfliktu, ale także o wspieranie Łukaszenki i przedstawiają siebie jako osoby, które mogą co najwyżej pomagać w jego rozwiązaniu, gdyż zależy im, jak zwykle zresztą, na „utrzymaniu pokoju i stabilności w Europie”.

Zobacz także: Przecieki z Białorusi. „Szkolą weteranów do zbrojnych ataków na polską granicę”

W rzeczywistości zaś Kreml stara się narzucić swoją i białoruską narrację, jakoby to Polska i kraje bałtyckie były odpowiedzialne za zaistniałą sytuację. Jego zdaniem to właśnie one wypychają migrantów z powrotem na Białoruś, łamiąc zasady humanitaryzmu i prawa międzynarodowego.

Telefon do Merkel


Dlatego też Moskwa stoi obecnie na stanowisku, że nie będzie uczestniczyć w ewentualnych rozmowach mających na celu zmianę postawy Mińska. Oczywiście, nawet gdyby zachodni rzecznicy „dialogu” z Moskwą zaproponowali takie rozwiązanie, to – podobnie, jak ma t6 miejsce w przypadku rozmów w sprawie uregulowania konfliktu na wschodzie Ukrainy, w których uczestniczy też Rosja – na nic by się ono zdało.

Jak się można było spodziewać, najsilniej tę ideę lansują Niemcy. Nie kto inny, tylko ustępująca kanclerz Angela Merkel podjęła ten temat w rozmowie telefonicznej z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

Bądźmy solidarni z obrońcami granic!

Polska stała się przedmiotem bezprecedensowego ataku. Pierwszy raz po 1989 r. nasze granice są zagrożone – na oczach świata Łukaszenko, dyktator,...

zobacz więcej

Ten zaś zaproponował jej w odpowiedzi, by sytuację na granicy polsko-białoruskiej kraje Unii omawiały bezpośrednio z władzami w Mińsku.

Można założyć, że cały ten zabieg dokonany został na użytek niemieckiej opinii publicznej, pamiętającej liczne rozmowy obu polityków, które rzekomo powodowały unormowanie sytuacji. Efekty takiej „normalizacji” wciąż widzimy w Donbasie czy nadal anektowanym Krymie.

Nie obserwator, a agresor


Udawanie, że Moskwa, tak jak na wschodniej Ukrainie, tak i w kontekście działań Białorusi, jest jedynie zatroskanym obserwatorem, rozjemcą, a nie agresorem i prowodyrem, przynosi jedynie polityczne punkty Rosji, która przekonuje, że powinna być zapraszana do rozmów dotyczących bezpieczeństwa i rozwiązywania konfliktów. Tyle, że w wielu przypadkach, dochodzi do nich właśnie z jej inspiracji. Teraz Rosja stoi na stanowisku, że przyczyną kryzysu migracyjnego jest „awanturnicza polityka USA” wobec państw Bliskiego Wschodu, w tym Syrii i Afganistanu, a także że działania Mińska znajdują się w granicach prawa.

Polska zaś, jak oceniła ostatnio rzecznik rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa, ponosi odpowiedzialność za migrację z Iraku, gdyż w wojnie w tym kraju uczestniczyli nasi żołnierze.

Czas wrogiem Łukaszenki. Atak na granicę Polski

Reżimowi Alaksandra Łukaszenki kończy się czas. Tysiące imigrantów na Białorusi, a granica Polski i Litwy coraz szczelniejsze. Nadciąga zima....

zobacz więcej

Siergiej Ławrow zaś w poniedziałek wezwał Unię do tego, by wzięła odpowiedzialność za uregulowanie kryzysu i zasugerował jej, by przyjmowała migrantów i udzielała pomocy finansowej Białorusi, przywołując porozumienie unijno-tureckiego w sprawie uciekinierów z Syrii.

W czwartek natomiast rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że Rosja nie jest powiązana z wydarzeniami na granicy polsko-białoruskiej, lecz stara się przyczynić do uregulowania tej sytuacji.

Skąd na Białorusi migranci?


Nie odpowiedział przy tym jednak na pytanie o to, w jaki sposób migranci przybywają na tę granicę. A doniesienia o możliwych restrykcjach wobec rosyjskich linii lotniczych Aerofłot za uczestniczenie w tym procederze uznał za „wrzutki informacyjne” i „szalone pomysły”. Ocenił przy tym, że nawet jeśli migranci trafialiby tymi liniami na Białoruś, to nie jest to łamanie żadnych norm międzynarodowych.

Tak jak to widać po tych stwierdzeniach, rosyjskie władze świetnie się bawią, obserwując działania reżimu w Mińsku na granicach, a także widząc słaby odzew podzielonej w sprawie migrantów Unii.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Pomimo tego, że wiele krajów członkowskich zrewidowało swoje stanowiska w sprawie przybyszów i stara się ograniczać to zjawisko, to wciąż znajdują się tacy politycy jak szefowa KE Ursula von der Leyen, którzy idą w zaparte i zapewniają, że Komisja nie będzie wykładać pieniędzy na wsparcie dla budowy murów. Jej upór jest o tyle zastanawiający, że już nawet w Niemczech rośnie liczba wpływowych polityków, którzy apelują o takie wsparcie dla Polski.

Wołodźko: Opozycjo, przynajmniej nie przeszkadzaj!

Opozycja twierdzi, że to PiS chce dla siebie wizerunkowo wygrać hybrydową wojnę na polsko-białoruskiej granicy. Ale wczorajsza debata pokazała...

zobacz więcej

Niemcy boją się powtórki z 2015 roku


Naszych zachodnich sąsiadów przeraża wizja powiększania się kolejnego szlaku, tym razem północnego, którym już teraz dotarło do nich kilka tysięcy migrantów. Większość Niemców nie wyobraża sobie powtórki z 2015 roku, gdy ich kraj zalała fala ponad miliona przybyszów. Nie ma się więc co dziwić, że tamtejsi politycy, czy media, potrafią zaapelować o wsparcie dla Polski, pomimo tego, że część z nich wypowiadała się o niej negatywnie.

To jednak, co często umyka w kontekście rosnących problemów na granicy z Białorusią, to fakt, jak ogromne profity z obecnej sytuacji czerpie Kreml.

Jak zwraca uwagę w analizie dla OSW Piotr Żochowski, Moskwa jest zainteresowana kontrolowaną eskalacją kryzysu, aby wykorzystać go „jako formę politycznej i kinetycznej presji na państwa zachodnie, formalnie nie ponosząc za to współodpowiedzialności.”

„Kontynuowanie przez Łukaszenkę obecnych działań sprzyja interesom Kremla, gdyż podsyca spór polityczny w Polsce w kwestii sposobu reagowania na zagrożenie, doprowadza do zaostrzenia sytuacji na granicy z UE, generuje dyskusję unijną na temat radzenia sobie z problemem humanitarnym, a także testuje odporność systemu bezpieczeństwa RP i jej sił zbrojnych oraz całego NATO” – podkreśla Piotr Żochowski.

Niemcy ulegają szantażowi energetycznemu Kremla. Berlin pcha Europę w objęcia Gazpromu

Wywołanie kryzysu energetycznego przez Rosję pokazuje, jak bardzo jest ona zdeterminowana, by doprowadzić do wyłączenia Nord Stream 2 spod prawa...

zobacz więcej

Uzależnianie Białorusi


Ekspert OSW zaznacza, że sytuacja ta osłabia pozycję Łukaszenki, a tym samym wzmacnia Putina, co ułatwia mu uzależnianie od siebie Białorusi. Buduje także, jak podkreśla Piotr Żochowski, podstawy do rozpoczęcia przez Zachód ewentualnego dialogu z Kremlem. O tym, jak wygląda taki „dialog”, przekonała się ostatnio wyżej wspomniana Merkel.

– Podawanie alarmistycznych i manipulacyjnych informacji ma wywołać w państwach UE panikę i podważyć sensowność zdecydowanych kroków na rzecz blokady granicy. Skutecznym sposobem zażegnania kryzysu ma zaś być przyjęcie migrantów i nawiązanie przez Zachód dialogu z Mińskiem – podkreśla Piotr Żochowski.

Z kolei Anna Maria Dyner w komentarzu dla PiSM ocenia, że białoruskie służby będą wykorzystywały złe warunki pogodowe, zmuszające migrantów do większej determinacji w próbach przedostania się do Polski i dalej do Niemiec.

„Utrzymywanie stanu napięcia będzie miało na celu budowanie poczucia zagrożenia również na Litwie, Łotwie i Ukrainie, dokąd mogą zostać skierowani kolejni migranci. Będzie to też element sprawdzania reakcji NATO i Unii Europejskiej, podważania pozycji Polski w tych organizacjach oraz zwiększania napięcia w regionie” – podkreśla ekspert.

Zaznacza przy tym, że Białoruś będzie też szukała kolejnych sposobów podważenia pozycji Polski jako przyszłorocznego przewodniczącego OBWE, sugerując i nagłaśniając m.in. niehumanitarne postępowanie polskich służb mundurowych.

Lekarstwo Morawieckiego, ludziki Łukaszenki, zwierzątka Bodnara

Zielone ludziki na polskiej granicy i protesty zwolenników aborcji na żądanie – to dwa bieguny emocji, którymi żyli Polacy w minionym tygodniu.

zobacz więcej

Niekontrolowana agresja


Jako jawną prowokację wobec Zachodu, a także pokazanie bliskości z reżimem w Mińsku należy uznać fakt, że Rosja drugi dzień z rzędu wysyła swoje bombowce Tu-22M3 i Tu-160 na Białoruś, które są zdolne do przenoszenia rakiet z głowicami jądrowymi.

Eksperci wskazują również, że realizuje ona w ten sposób strategię przesuwania swoich wojsk jak najbliżej linii stacjonowania sił NATO i dąży do przejęcia kontroli nad białoruskimi siłami zbrojnymi i wywarcia presji na państwa UE i NATO.

Gdy weźmie się pod uwagę agresywne poczynania Moskwy wobec Ukrainy, ostatnie wzmacnianie jej sił przy jej granicach, a także wywołanie kryzysu energetycznego w Europie, w celu wymuszenia zgody na uruchomienie Nord Stream 2 i wyłącznie go spod prawa unijnego, to widać, że Kreml prze do konfliktu. Zatrzymać go w tym pędzie może jedynie zdecydowana postawa Zachodu – czyli silne sankcje.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej