RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Niemieckie władze jedynie deklarują walkę z antysemityzmem. Obawiają się reakcji muzułmanów

Przestępstwa antysemickie są w Niemczech wykorzystywane do politycznych rozgrywek (fot. Florian Gaertner/Photothek via Getty Images)
Przestępstwa antysemickie są w Niemczech wykorzystywane do politycznych rozgrywek (fot. Florian Gaertner/Photothek via Getty Images)

Obchodzona w tym roku 1700. rocznica obecności Żydów na ziemiach niemieckich nie jest dla tych środowisk powodem do radości, gdyż skala antysemickich wystąpień u naszych zachodnich sąsiadów bije rekordy. Jednak władze w Berlinie, spętane polityczną poprawnością, jedynie deklarują poważne zajęcie się tym tematem. W rzeczywistości obawiają się krytykować środowiska muzułmańskie, które są głównym źródłem antysemickich wystąpień i wolą wszystkie tego typu ataki zrzucać na prawicowych ekstremistów.

„Opiłowywanie” katolików na Zachodzie już trwa. Nitrasy w Polsce też chcą rewolucji

Słowa Sławomira Nitrasa o „opiłowywaniu” katolików, to nie jedynie wybuch zbyt narwanego posła KO, ale element planu, który totalna opozycja będzie...

zobacz więcej

Podczas niedawnego wywiadu dla PAP, mieszkający w Niemczech historyk prof. Bogdan Musiał zwracał uwagę, że władze w Berlinie, chociaż deklarują, że chcą zwalczać antysemityzm, to w tym samym czasie manipulują danymi tak, by przypisywać te przestępstwa prawicowym ekstremistom, a unikać łączenia ich ze środowiskami muzułmańskimi.

Zaznaczył on przy tym, że politycy starają się nie widzieć antysemityzmu w tych środowiskach, pomimo tego, że jest on tam wyjątkowo silny. Ocenił on, że pomimo tego, że „większość występków o antysemickim charakterze jest dziełem młodych muzułmanów”, to służby, gdy nie zidentyfikują sprawców, automatycznie przypisują je jako spowodowane prawicowym ekstremizmem.

Jak wynika z danych Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA), w zeszłym roku liczba ataków o charakterze antysemickim wzrosła o ponad 15 procent w porównaniu do roku poprzedniego (2351 takich czynów), w tym prawie 95 procent przypisano prawicowym radykałom.

Zarówno dane, jak i sposób kwalifikowania czynów pokazują, że niemieckie władze jedynie deklarują poważne zajęcie się tym procederem, a nie chcą zajmować się jego rzeczywistymi źródłami.

Skrępowani polityczną poprawnością


Winna jest oczywiście polityczna poprawność i obawa, że publiczne mówienie o antysemityzmie części środowisk muzułmańskich czy skrajnie lewicowych będzie źle przyjęte, a w pierwszym przypadku wywoła pytania o politykę migracyjną władz, w drugim spowoduje reakcję liberalno-lewicowych mediów.

Połknęli Hongkong, teraz wyciągają ręce po Tajwan. Tylko USA mogą powstrzymać chiński apetyt

Władze w Pekinie nawet nie udają, że ćwiczenia wojskowe w pobliżu Tajwanu są rutynowe, że zbieżność miejsca i czasu to czysty przypadek. Stawiają...

zobacz więcej

To zaś bezpośrednio uderzy w ustępującą koalicję CDU/CSU i SPD, a także w kanclerz Angelę Merkel, która prowadziła niezwykle otwartą politykę wobec migrantów, co spowodowało, że do kraju przybyło wielu muzułmanów, często z państw, w których antysemityzm i nienawiść do Izraela jest na porządku dziennym.

Profesor Musiał zwrócił również uwagę, że prawicowy antysemityzm opiera się na radykalizacji jednostek w internecie, zaś islamski antysemityzm jest kształtowany przez meczety oraz stowarzyszenia i dociera do szerszej grupy odbiorców. Lewicowy antysemityzm jest zaś wymierzony w Izrael jako państwo mające reprezentować imperializm i kapitalizm.

Antysemityzmem w przeciwników


Dla władz w Berlinie – zarówno dla chadeków jak i socjaldemokratów – wygodne jest przypisywanie wszystkich antysemickich ataków skrajnej prawicy, gdyż mogą one dzięki temu połączyć je ze swoim politycznym przeciwnikiem – Alternatywą dla Niemiec (AfD).

Federalny komisarz ds. antysemityzmu Felix Klein przekonuje tymczasem, że federalne i landowe organy śledcze coraz częściej stosują wobec tego typu przestępstw zasadę „zero tolerancji”. Zostały one do tej pory przyjęte w 9 z 16 krajów związkowych. Na ich bazie przestępstwa te z zasady nie powinny być umarzane, nawet wtedy, gdy dotyczą one niewielkiej winy.

Felix Klein zwraca przy tym uwagę, że powinny być one ścigane także w sytuacji, gdy pokrzywdzony nie złoży skargi i bez względu na to, w którym kraju związkowym mieszka.

Niemcy ulegają szantażowi energetycznemu Kremla. Berlin pcha Europę w objęcia Gazpromu

Wywołanie kryzysu energetycznego przez Rosję pokazuje, jak bardzo jest ona zdeterminowana, by doprowadzić do wyłączenia Nord Stream 2 spod prawa...

zobacz więcej

Atak za atakiem


Debata o bezpieczeństwie Żydów mieszkających w Niemczech ponownie rozgorzała we wrześniu, gdy zatrzymano 16-letniego Syryjczyka, który miał planować zamach bombowy na synagogę w Hagen. - Życie żydowskie bez strachu nie jest jeszcze w Niemczech możliwe, mimo wszystkich dobrych słów – powiedział wtedy przewodnicząca gminy żydowskiej w Monachium Charlotte Knobloch.

Na początku października napadnięto zaś 29-letniego Żyda z Berlina, który został zaatakowany gazem i przewrócony na ziemię na stacji kolei miejskiej.

We wrześniu w Hamburga kilku młodych ludzi zaczepiało i obrażało uczestników „Czuwania dla Izraela - Przeciw Antysemityzmowi”. Gdy ich zachowaniu sprzeciwił się biorący udział w zgromadzeniu 60-letni Żyd, został pobity przez jednego z napastników.

Do podobnego ataku doszło też pod koniec sierpnia w Kolonii, gdzie doszło do ataku na 18-letniego Żyda przez grupę około 10 napastników. Został on najpierw obrzucony antysemickimi wyzwiskami, następnie zerwano mu z głowy jarmułkę i pobito go.

Gorzkie słowa


Prawie przed rokiem, podczas obchodów 82. rocznicy nocy kryształowej, gdy w 1938 roku Niemcy dokonali pogromu ludności żydowskiej, przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech dr. Josef Schuster powiedział, że „życie żydowskie wciąż jest zagrożone i nie wszyscy akceptują je jako naturalną część społeczeństwa”.

Dezinformacja, agresja, zastraszanie. Scenariusz Zapad-2021 wzbudza niepokój

Już za kilka dni, 10 września, w zachodnich rejonach Rosji, w tym przy granicach Polski, w Obwodzie Kaliningradzkim, a także na Białorusi,...

zobacz więcej

Na razie nie widać, by niemieckie władze w jakikolwiek sposób przejęły się tymi słowami. Co najwyżej, co jakiś czas, któryś z polityków uderza się w nieswoją pierś, zrzuca odpowiedzialność na prawicowych radykałów i apeluje o wyplenienie takich postaw.

Takie podejście niemieckich władz, które nie chcą powiedzieć wprost, że już sam system kwalifikowania czynów antysemickich zaciemnia prawdziwy obraz tego procederu, pokazuje, że nie są one gotowe zmierzyć się z rzeczywistością.

To zaś powoduje, że wciąż synagogi, żydowskie domy kultury czy ośrodki edukacyjne będą musiały znajdować się pod stałą ochroną służb.

Berlin nie musi się obawiać krytyki


Niemieckie władze nie muszą też obawiać się, że ktoś z Unii czy z USA czy też z Izraela będzie poddawał je jakiejś szczególnej krytyce w tej sprawie. W końcu zawsze można powiedzieć, że zjawisko to jest, niestety, obecne w wielu środowiskach, w wielu krajach i wyrazić swoje zaniepokojenie.

Lepiej przecież ogłosić, że to w Polsce, czy na Węgrzech szerzy się antysemityzm, a odpowiedzialność za to spada na konserwatywne władze tych krajów.

W Brukseli nadal będą pojawiać się wysoko postawione postacie, które będą widzieć na Marszu Niepodległości rzekomych 60 tysięcy faszystów, ale nie będą zauważać paradujących środkiem niemieckich miast tysięcy członków ruchów neonazistowskich.

A w Izraelu wpływowi politycy będą w dalszym ciągu rozprawiać o Polakach, którzy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki” i nawet nie zająkną się o fali przemocy i atmosferze strachu środowisk żydowskich żyjących u naszych zachodnich sąsiadów.

Petar Petrović


Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej