RAPORT

Wojna na Ukrainie

Krzysztof Karnkowski: To jest wojna!

Wciąż pojawiają się w sferze medialnej ataki na polskie służby (fot. Maciej Moskwa/NurPhoto via Getty Images)
Wciąż pojawiają się w sferze medialnej ataki na polskie służby (fot. Maciej Moskwa/NurPhoto via Getty Images)

Rok temu na ulice polskich miast wyszły protesty zwolenników ułatwienia dostępu do aborcji i przeciwników wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Obok innych haseł, nadających się do cytowania lub nie, karierę zrobiło bojowe zawołanie „To jest wojna!”. Komunikat obecny był na bannerach, pojawiał się na niszczonych fasadach biur poselskich i kościołów. Okazuje się, że wojny nie można jednak przywoływać bez konsekwencji jako figury retorycznej - właśnie pojawiła się ona na naszym progu. Paradoksalnie ci, którzy wówczas wznosili ten okrzyk, dziś nie widzą zagrożenia. Wojna lepiej wygląda na transparentach niż gdzieś daleko, pod granicą z Białorusią. 

Straż Graniczna o sytuacji w Usnarzu Górnym

Grupa uchodźców przebywa po stronie białoruskiej; my, jako Straż Graniczna, jesteśmy od obrony integralności granic naszego kraju – przekazała w...

zobacz więcej

Już późną wiosną analitycy Ośrodka Studiów Wschodnich informowali o zwiększonej presji imigracyjnej ze strony Białorusi, mającej być zemstą za wsparcie dla tamtejszej opozycji po sfałszowanych wyborach. Początkowo głównym celem ataku stała się Litwa, choć już wówczas mowa była również o Polsce. Łotwa w pierwszej chwili nie została jeszcze zaatakowana, co OSW tłumaczyło postrzeganiem przez Mińsk tego państwa jako bardziej neutralnego.

Sytuacja zmieniła się jednak dość szybko, dość szybko też, przy konsensusie wszystkich sił politycznych dwa państwa bałtyckie zdecydowały się na wprowadzenie stanu wyjątkowego. Strumień imigrantów uderzył więc w kierunku Polski, gdzie jednak białoruska, a de facto białorusko-rosyjska operacja spotkała się z inną reakcją. Niestety bowiem większa część opozycji uznała, że trafia jej się właśnie znakomita okazja do uderzenia w rząd. Gdy z granicy docierać zaczęły dramatyczne obrazy, zapewne częściowo autentyczne, lecz w olbrzymim stopniu inscenizowane, media i politycy zaczęli przedstawiać polskie służby jako bandytów, a władze jako wspólników Łukaszenki i Putina w zbrodni przeciw oszukanym i marznącym uchodźcom.

Wszyscy pamiętamy gorszące sceny podczas debat parlamentarnych czy zachowania posłów opozycji, próbujących prowadzić na granicy swoją kampanię wyborczą. Wszystko to doskonale widoczne było również z wrogich Polsce, Unii Europejskiej i NATO wschodnich stolic. Oś Moskwy, Mińska i bliskowschodnich przestępców – przemytników ludzi, znalazła wdzięcznych sojuszników. Litwa i Łotwa mogły złapać oddech, ponieważ główny napór ruszył tam, gdzie w granicy znalazło się najwięcej wyrw. I nie chodzi tu o faktyczne zaniedbania pograniczników i służb, a o przemówienia, protesty, wpisy internetowe.

„Idzie zima, a przemytnicza machina nie ustaje w pracy i propagandzie”


Przy czym w tej lawinie hipokryzji i moralizowania nie znalazła się bodaj ani jedna recepta na rozwiązanie realnych humanitarnych problemów. Pisałem o tym kilka tygodni temu i nic się w tej sprawie nie zmieniło. Szkoda, bo przecież faktycznie idzie zima, a przemytnicza machina nie ustaje w pracy i propagandzie. Poza hasłem przyjmowania wszystkich, jak leci, by ewentualnie o konsekwencjach pomyśleć później lub wcale nie warto wspominać, nie odpowiadają one na żadne z palących problemów.

Tysiąc pakietów od Caritas. Parafie przekażą je migrantom na polsko-białoruskiej granicy

Tysiąc pakietów Helps Pack, zawierających ogrzewacz do rąk, batony energetyczne, koc termiczny i wodę dostarczy do diecezjalnych oddziałów Caritasu...

zobacz więcej

Jak pomóc ludziom, którzy przecież nie chcą pozostać w Polsce? Wpuścić ich i skazać na kolejne miesiące tułaczki, tym razem pod granicą Niemiec? Równocześnie przyjmując następnych i następnych, skuszonych „sukcesem” poprzedników? Poseł Sterczewski mówi „Krytyce Politycznej„, że możemy przyjąć milion uchodźców. Inni stawiają znicze i malują kredą chodniki przy siedzibach oddziałów Straży Granicznej. Opłakują dzieci, nie chcąc dostrzec, kto naprawdę skazuje je na ten los. I tego, że sami być może wydają właśnie wyrok na kolejne rodziny, które już wabią handlarze ludźmi z kontrolowanych przez służby Łukaszenki „biur turystycznych”.

 Realną pomoc można okazywać przez sprawdzone i mające doświadczenie organizacje, jak choćby prowadzącą zbiórkę na rzecz uchodźców Caritas (zapewne ktoś niechętny organizacji, związanej z Kościołem znajdzie alternatywę), i ja do takiej pomocy namawiam. Natomiast wszelkie ataki na państwo polskie i robienie zbrodniarzy z jego funkcjonariuszy, wykonujących swoje obowiązki, przy równoczesnym ignorowaniu przestępczego tła dramatu na granicy, nie są żadną pomocą.  A już na pewno nie dla tych, którzy pomocy potrzebują. 

Dwoistość problemu                              


 Kryzys uchodźczy czy raczej, chcąc być w zgodzie z faktami, powiedzieć trzeba – migracyjny, to tylko jedna strona kryzysu. Ta obliczona na generowanie wewnętrznych podziałów i silnych, warunkowanych naturalnymi i szlachetnymi odruchami, emocji. Jest on jednak przecież tylko częścią operacji wojennej, która w ostatnich dniach coraz częściej zrzuca z siebie maskę katastrofy humanitarnej.

Kilka dni temu w jednej z wypowiedzi prof. Andrzej Zybertowicz zwracał uwagę na fakt, że wielu Polakom umyka dwoistość problemu, gdy jedni widzą tylko dramat imigrantów, a drudzy skuteczną obronę granic. Dziś widać coraz lepiej tą złożoność, lecz również dramatyczne konsekwencje skutecznego dotarcia przez propagandę Łukaszenki do części antyrządowo nastawionych Polaków.

 Coraz więcej bezpośrednich ataków na polskich żołnierzy i strażników                            


 Najpierw spójrzmy na fakty. Po kilku próbach siłowego przekroczenia granicy przez duże, wspierane przez Białorusinów grupy, incydenty zmieniły swój charakter. Coraz więcej bezpośrednich ataków na polskich żołnierzy i strażników, coraz śmielsze rajdy na stronę polską i próby niszczenia naszych zabezpieczeń. W czwartek towarzyszący grupie uchodźców białoruscy żołnierze zagrozili otwarciem ognia do Polaków. W piątek poinformowano o nieudanej próbie ostrzału polskich żołnierzy z pistoletu sygnałowego. Być może należy uznać to za element strategii „wiązania bojem” mającej odwracać uwagę od osób, przekraczających granicę w innych miejscach.

Wołodźko: Opozycja i kryzys uchodźczy. Podkładanie zapałek pod własny dom

Bardzo trudno uwierzyć, że większość elektoratu Platformy Obywatelskiej jest zadowolona z tego, co wyprawiają ludzie kojarzeni z tą formacją w...

zobacz więcej

Tymczasem wciąż pojawiają się w sferze medialnej ataki na polskie służby, a informacje o napaściach są kwestionowane i wyśmiewane. Wojna psychologiczna trwa więc już na całego i zbiera swoje żniwo, również wśród celebrytów, o czym świadczy przypadek pani Kurdej-Szatan, która na swoim Instagramie poczęstowała wiązanką przekleństw najpierw strażników, broniących granic, a później zwykłych komentatorów, którzy pozwolili sobie na inne niż jej zdanie w tej sprawie.

Stan wojny


– Jest podstawa formalno-prawna, aby ogłosić, że jesteśmy obiektem agresji – Białoruś na nas napada. Taki stan jest zdefiniowany w prawie międzynarodowym jako stan wojny – mówił dziś w Polskim Radiu 24 były szef MON, Romuald Szeremietiew. Być może nasz rząd wstrzymuje się przed ogłoszeniem takiej sytuacji, wiadomo, jakie konotacje ma u nas stan wojenny. Jest jednak faktem, że sytuacja jest coraz bardziej zaogniona i to bynajmniej nie w przenośni.

Ataki na Polskę są równocześnie atakami na organizacje obronne i międzynarodowe, do których należymy. NATO, niezależnie od przeciwnej nam radykalnej lewicy, jest świadome zagrożeń. Być może zbliża się chwila, gdy potrzebne będzie zaangażowanie naszych sojuszników. Politycy Unii nie zajmują tu jednolitego stanowiska, choć w większości popierają Polskę, jedni bardziej, inni mniej. Nie możemy jednak zapominać, że fakt niedostrzegania przez europejskie elity polityczne gazowego szantażu ze strony Rosji nie sprawi, że nie może on zostać użyty w jeszcze większym stopniu, jeśli konflikt wszedłby w skalę jawną. Wzywana bezrefleksyjnie, używana beztrosko jako figura retoryczna w politycznym i etycznym sporze wojna przyszła, czy raczej podpełzła pod nasze drzwi.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej