RAPORT

Wojna na Ukrainie

Od Herodota po Sonderkommando. „Zło nie istnieje” – nowy film Rasoulofa, prowokuje do pytań

Ehsan Mirhosseini, odtwórca głównej roli w pierwszej noweli filmu Mohammada Rasoulofa pt. „Zło nie istnieje” (fot. materiały prasowe)
Ehsan Mirhosseini, odtwórca głównej roli w pierwszej noweli filmu Mohammada Rasoulofa pt. „Zło nie istnieje” (fot. materiały prasowe)

W filmie „Zło nie istnieje” jest genialna sekwencja, za sprawą której zostajemy zmuszeni do postawienia pytań po to, by na koniec otrzymać szokującą podpowiedź. Sprawa nie jest bowiem błaha. Dotyczy jednej z form przemocy i wprzęgniętych w jej tryby osób trzecich. Dziś polska premiera najnowszego filmu Mohammada Rasoulofa. Obraz przyniósł Irańczykowi w ubiegłym roku Złotego Niedźwiedzia.

Pierwsze nagrody w Cannes. Triumf irańskiego filmu

Dramat obyczajowy „Lerd” Irańczyka Mohammada Rasoulofa wygrał w sobotę w konkursie Un Certain Regard na 70. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w...

zobacz więcej

Problem nie jest nowy. Przemoc, o której mowa, może działać w majestacie prawa, ale może też być stosowana jako narzędzie psychicznych tortur właśnie wobec owych osób trzecich. Ofiarą sadystycznej sztuczki tego rodzaju miała na przykład paść – według Herodota – żona Intafrenesa. Skalę niewyobrażalnej zbrodni podobna przemoc osiągnęła w Birkenau, potwornie okaleczając psychicznie więźniów wcielonych do Sonderkommando.

Rasoulof opowiada o niej nie tylko z perspektywy poranionych. W wywiadach (dla Filmmaker Magazine czy w rozmowie z publicystką Seattle International Festival) deklaruje, że nie chce wyrokować o zasadności przemocy systemowej. Mówi, że interesowało go, jak ona sama oddziałuje na wprzęgniętego w jej tryby człowieka – jego myślenie, aktywność, relacje, człowieczeństwo. Przekonuje, że chciałby zdystansować się nawet do warunków irańskich, pokazać wymiar uniwersalny możliwości funkcjonowania w obrębie jej działania. Podobnie jak w filmie „Rękopisy nie płoną” poprzez tytuł Irańczyk sięga do literatury i filozofii. „Zło nie istnieje” – w farsi, jak tłumaczy, był zmuszony użyć słowa „szatan” – nawiązuje do słynnego pytania Hannah Arendt o banalność zła.

Mroczną aurę „Rękopisów” przywołuje pierwsza z czterech nowel składających się na całość. Widzimy ogrodzoną przestrzeń i mężczyzn ładujących do bagażnika samochodu duży wór. Taki, w jakim główny bohater wcześniejszego filmu woził uprowadzonego opozycjonistę. Wkrótce okazuje się, że to tylko gra z widzem. Towarzyszymy przeciętnemu człowiekowi w kieracie, który po opuszczeniu murów pracy do późnego wieczora pozostaje na usługach rodziny. Budzi się po kilku godzinach od zaśnięcia, żwawo myje się, ubiera i wreszcie jedzie samochodem pustymi ulicami miasta na nocną zmianę.

Właśnie w drodze do pracy staje na światłach i wtedy po raz pierwszy ma czas na zebranie myśli. Dosłownie zamiera na dłuższą chwilę. Przegapia zielone, chociaż patrzy przed siebie. Widzimy montaż dwóch ujęć – na zmianę plam sygnalizacji świetlnej i twarzy, w której odbija się raz czerwień, raz zieleń. Scena się wydłuża. Nie sposób nie zgadywać, o czym ten człowiek myśli. W przeglądzie zdarzeń z poprzedniego dnia uderzała kołtuneria żony i rozkapryszenie dziecka. Kto wie, może w bohaterze dojrzewa bunt?

Podpowiedź przynoszą kolejne sceny, kiedy mężczyzna przyjeżdża na miejsce. Wtedy ponownie, ale w innej funkcji pojawia się konstelacja czerwonych i zielonych świateł. Jesteśmy w szoku. Okazuje się, że chwilę wcześniej całkowicie źle postawiliśmy pytania. Czarno na białym widać, że najistotniejsze jest to, o czym bohater wtedy nie pomyślał, i jak to możliwe. Uświadomienie sobie, że nie skojarzył tych dwóch systemów świetlnych poraża, ale nie ma wątpliwości – dowodzi tego spokój i staranność, z jakimi w pracy przygotowuje sobie śniadanie.

Górą love story. Znamy zwycięzców festiwalu filmowego Berlinale

W stolicy Niemiec ogłoszono listę zwycięzców głównego konkursu 71. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Berlinale. Tym razem statuetka Złotego...

zobacz więcej

Ta sekwencja to jedno z najbardziej interesujących nawiązań do pytania Arendt. Jak trzeba postrzegać siebie i świat, jaki mieć stosunek do siebie i bliskich, żeby pozostać obojętnym na tego rodzaju przemoc? Te pytania, zadawane z rozmaitych pozycji, powrócą w kolejnych nowelach składających się na film.

Chociaż Rasoulof w ostatnich wywiadach dystansuje się zarówno od roli dysydenta – mówiąc, że interesuje go swoboda wypowiedzi artystycznej, a nie polityka – jak i poetyckiego języka swoich dotychczasowych filmów, to w najnowszej jego produkcji znajdziemy dowody na to, że nie jest w tym konsekwentny. Natrafimy tu na podobne typy postaci, wśród nich krystalicznych opozycjonistów, i symbolikę, w tym oczyszczającej mocy wody. Reżyser robi sobie z tego żarty. Jak mówi, spotkał się już z opinią, że u Rasoulofa zawsze ktoś bierze prysznic.

Kształt fascynującej sekwencji z pewnością zawdzięczamy w jakimś stopniu montażyście. W rozmowie z Amirem Ganjavie, zamieszczonej w magazynie „Film Comment”, reżyser tak opowiada o współpracy z Mohammadem Rezą Moeinim: „Zmontował blisko 80 filmów fabularnych, z których większość to najlepsze produkcje kina irańskiego. Współpracując z nim odczuwam całkowity spokój. Podobnie jak jego syn, Meysam Moeini. W trójkę tworzymy świetny zespół. Współpracę zaczynamy już na etapie scenariusza i kontynuujemy ją aż do etapu postsynchronów i ścieżki dźwiękowej. Osobiście osiągnąłem mistrzostwo w kwestiach hardwarowych i softwarowych montażu i z łatwością mogę (mógłbym – red.) montować obraz na podstawie tego, jakie mam o nim wyobrażenie, ale nie tego oczekuję od procesu montażu filmu. Gdy reżysera łączą z montażystą głębokie relacje, to ma on znacznie mniej obaw o to, że podczas pracy z zespołem odtworzy (po prostu – red.) własny świat wyobrażony. (Gdyż to – red.) czysta relacja wynikająca (jedynie – red.) ze współpracy sprzyja odzwierciedleniu na ekranie tego, co reżyser ma w głowie.

Podczas zdjęć staram się rozmaicie filmować każdą scenę, tak żeby można je było ciąć na różne sposoby. To sprzyja kreatywności podczas montażu. (…) Ekipa montażowa dostaje surowy materiał i dokonuje pierwszych cięć scen, bazując na scenariuszu, scenopisie i przestrzeni pozostawionej im na kreatywność. Potem oglądamy te sceny i dyskutujemy o sposobie montażu, rytmie filmu. Na podstawie tych kilku scen wypracowujemy dialektykę pozwalającą kontynuować proces montowania”.

Internet o irańskim artyście i przyjacielu Rasoulofa – Moeinim, właściwie milczy.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej