RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Hybrydowy atak Białorusi. Niemcy zaczynają rozumieć sytuację Polski

Zmiany w podejściu niemieckich polityków wynikają z ataku hybrydowego Łukaszenki (fot. Sean Gallup/Getty Images)
Zmiany w podejściu niemieckich polityków wynikają z ataku hybrydowego Łukaszenki (fot. Sean Gallup/Getty Images)

Podczas wielkiej fali migracyjnej z 2015 roku polski rząd stał twardo na stanowisku, że należy bronić granic zewnętrznych Unii i że przybyszom należy pomagać na miejscu. Taka polityka nie znajdywała wtedy zrozumienia w Niemczech, które szeroko otwierały się na przybyszów. Teraz jednak ulega to zmianie, a wyszydzane wtedy rozwiązania są powszechnie stosowane. U naszych zachodnich sąsiadów rośnie też zrozumienie dla budowy muru na granicy z Białorusią i podnoszone są apele o jego finansowanie z UE.

Strzały na granicy, wyrok TK, Polski Ład dla wsi

Coraz groźniej wygląda sytuacja na polsko-białoruskiej granicy. Tymczasem Polskę atakuje również Komisja Europejska, która nie chce zaakceptować...

zobacz więcej

O tym, jak wielkie zmiany nastąpiły w ostatnim czasie w podejściu niemieckich polityków do problemu Polski i krajów bałtyckich, wynikających z ataku hybrydowego Łukaszenki, świadczy m.in. to, że w przyszłym tygodniu do naszego kraju przyjedzie szef niemieckiej Policji Federalnej Dieter Romann. Spotka się on z komendantem głównym Straży Granicznej gen. dyw. SG Tomaszem Pragą i wspólnie z nim będzie wizytować polsko-białoruską granicę.

Rzecznik SG ppor. Anna Michalska poinformowała, że do spotkania dojdzie w czwartek. Oceniła, że „strona niemiecka jest jak najbardziej zainteresowana tym, co się dzieje na tym obszarze, ponieważ – jak wiadomo – głównym celem dla imigrantów są Niemcy”. Podkreśliła przy tym, że obie służby cały czas wymieniają się informacjami, a komendant główny SG jest w stałym kontakcie z szefem niemieckiej policji.

„UE musi udowodnić swoje zdolności obronne”


Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej jest wciąż bardzo trudna. Tylko w październiku miało miejsce około 15 tysięcy prób nielegalnego jej przekroczenia, a w całym roku liczba ta wyniosła ponad 25 tysięcy.

UE i najbardziej wpływowe europejskie stolice w końcu zauważały ten problem i przyznają, że jest to celowe działanie Alaksandra Łukaszenki, obliczone na wywołanie kryzysu humanitarnego i podważanie granic państwowych i unijnych.

Na Białorusi jest już cicho. Łukaszenka likwiduje ostatnie ośrodki niezależnej myśli

Białoruski reżim nie tylko kontynuuje działania mające na celu wywołanie kryzysu migracyjnego na granicy z Polską i krajami bałtyckimi, ale także...

zobacz więcej

Premier Saksonii, landu, który jest jednym z najbardziej dotkniętych przez falę migrantów z tzw. szlaku północnego, przekonywał w Brukseli, że ogrodzenie na granicy z Białorusią jest konieczne, gdyż jest to skuteczny środek.

– Nawet jeśli to gorzkie i nie daje pięknych zdjęć. Nikt nie jest zainteresowany stawianiem murów, ale teraz liczy się to, że Unia Europejska udowodni swoją zdolność do obrony – podkreślił Michael Kretschmer.

Żeby UE „wyprostowała plecy”


Jego zdaniem kraje bałtyckie i w szczególności Polska powinny z Unii otrzymać w tej kwestii wszelkie możliwe wsparcie, w tym finansowe. Powiedział on również, że nasz kraj i Litwa będą chronić zewnętrzną granicę UE „w znacznie większym stopniu niż Grecja i Włochy”.

Zaznaczył przy tym, że opowiada się przeciwko wprowadzaniu kontroli na granicy polsko-niemieckiej, gdyż, jak podkreślił, sytuacja jest inna niż ta z roku 2015, gdyż teraz przyczyny kryzysu są znane.

– Chciałbym, żeby Unia Europejska była teraz silna i wyprostowała plecy, nie możemy dać się szantażować takiemu dyktatorowi – podkreślił premier Saksonii. Powiedział również, że oprócz zatrzymania napływu migrantów, należy rozmawiać z krajami, z których oni pochodzą, a także nałożyć sankcje np. na linie lotnicze, którymi przylatują na Białoruś.

Czytaj także: Premier Saksonii przekonuje: Potrzebujemy ogrodzeń i prawdopodobnie murów

Krzysztof Wołodźko: A dla polskich dzieci szczaw i mirabelki

Znamy dobrze obrazki znad granicy. I z kilku największych polskich miast. Dobrze złapane w kadr dzieci, które najpierw trafiły z rodzicami do...

zobacz więcej

O sprawie tej Michael Kretschmer rozmawiał z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, która nadal wypowiada się przeciwko finansowaniu ogrodzeń z drutu kolczastego i budowy muru.

Komisja w oparach absurdu


Wczoraj stanowisko to powtórzył rzecznik KE Stefan De Keersmaecker. – Powinniśmy pamiętać o historycznym znaczeniu zburzenia murów i ogrodzeń dzielących kontynent europejski. Misją Unii Europejskiej jest budowanie Europy, która dalej rozwija prawa podstawowe, wolność, demokrację, równość i rządy prawa. Dlatego Komisja nigdy nie finansowała murów ani ogrodzeń – tłumaczył decyzję szefostwa KE.

To absurdalne stanowisko Komisji pokazuje, jak bardzo oddalona jest ona od realnych problemów krajów członkowskich i jak przeżarta jest lewicową ideologią i retoryką.

O tym, że sprawa ta będzie jednak wciąż podejmowana w Unii, świadczy podpisany na początku października apel 12 krajów (Austria, Bułgaria, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Grecja, Węgry, Litwa, Łotwa, Polska i Słowacja) o sfinansowanie barier za pieniądze z UE, a także stworzenie rozwiązań, które pomogą zmierzyć się z instrumentalizacją nielegalnej migracji i innymi zagrożeniami hybrydowymi.

Wpadka kilerów z Rosji. Mieli zabijać emigrantów

Wpadli w Turcji – bo tam mieli wykonać mokrą robotę. Sześć osób, w tym czterech Czeczenów z paszportem rosyjskim. Cel? Wrogowie Ramzana Kadyrowa....

zobacz więcej

Rośnie poparcie dla muru


Ich apel poparł m.in. Niemiec Manfred Weber, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej (EPL) w PE. „Trwa wojna hybrydowa, nie powinniśmy być naiwni. Litwa, Łotwa i inne kraje zasługują na nasze pełne wsparcie, w tym fundusze na fizyczną granicę, jeśli zajdzie taka potrzeba” – napisał na Twitterze, pomijając jednak w wyliczeniu… Polskę.

Swoje zrozumienie dla budowy przez Polskę ogrodzenia na granicy z Białorusią wyraził również szef niemieckiego MSW Horst Seehofer. W wywiadzie dla „Bild am Sonntag” podkreślił: „w duchu idei europejskiej jestem przekonany, że musimy wiedzieć, kto do nas przyjeżdża”. Pochwalił przy tym współpracę z Polską w kwestii granicy i również opowiedział się przeciwko wprowadzaniu regularnych kontroli na niej. Zaznaczył jednak, że krok ten będzie trzeba rozważyć, jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie.

Nie można się dziwić zaniepokojeniu niemieckich polityków sytuacją na granicy z Polską. Kraj ten w ostatnich miesiącach na własnej skórze przekonuje się, że działania Łukaszenki mają realne przełożenie na bezpieczeństwo. Jak poinformowało niedawno niemieckie MSW, od sierpnia do wschodnich Niemiec doszło tym szlakiem do ponad 5 tys. nielegalnych wjazdów, głównie z Syrii, Iraku, Afganistanu i Iranu.

Czytaj także: Premier Saksonii wzywa Niemcy do solidarności z Polską. „Ukrócić działania Łukaszenki”

Śmierć na granicy, kara z Luksemburga, teściowa Tuska

W tym tygodniu poznaliśmy nowego lidera opozycji, którym okazała się teściowa Donalda Tuska. Kto martwił się, że kobiety nie mają dużo do...

zobacz więcej

Blokowanie DW


Uwagę niemieckiej opinii publicznej zwróciło również zablokowanie przez białoruski reżim oferty Deutsche Welle w internecie, i to we wszystkich proponowanych 32 wersjach językowych. Dyrektor generalny tego medium Peter Limbourg ocenił, że jest to „akt desperacji białoruskich władz”.

W piątek w sprawie odblokowania DW interweniował w białoruskim MSZ ambasador Niemiec w tym kraju Manfred Huterer. Władze w Mińsku poinformowały zaś, że DW, jak i rosyjska niezależna telewizja Nastojaszczeje Wriemia oraz białoruska gazeta Nowy Czas, zostały ukarane tego samego dnia za rozpowszechnianie linków „do materiałów uznanych przez sądy za ekstremistyczne”. Brutalne działania białoruskich władz doprowadziły w ostatnim czasie do likwidacji wielu niezależnych stowarzyszeń i mediów, a także uderzyły w przedstawicieli mniejszości polskiej w tym kraju, m.in. w Andżelikę Borys i Andrzeja Poczobuta, którzy wciąż są przetrzymywani w bardzo ciężkich warunkach w aresztach.

Uderzenie Łukaszenki w Polskę i kraje bałtyckie odbija się w końcu silnym echem w Europie. To, że Niemcy na własnej skórze odczuły hybrydowy atak białoruskiego reżimu, daje nadzieję na nałożenie na niego na tyle silnych sankcji, że w końcu będzie on musiał zrezygnować ze swojej agresywnej polityki.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Czytaj także: Premier: Nie jesteśmy zależni od UE w budowie instalacji zabezpieczających na granicy

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej