RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Sztuka unikania wzroku

Antonio del Pollaiuolo Portrait of a Young Lady, © National Museums in Berlin, Jörg P. Anders
Antonio del Pollaiuolo, Portrait of a Young Lady, c 1465 Berlin, National Museums in Berlin, Gemäldegalerie © National Museums in Berlin, Jörg P. Anders

Jeszcze tylko do niedzieli w berlińskim Bode-Museum można oglądać niezwykłą ekspozycję. Organizatorom udało się zgromadzić imponujący zbiór ponad 160 prac – XV-wiecznych włoskich portretów. Amerykańskie i europejskie muzea udostępniły swoje najcenniejsze dzieła: jest Botticelli, Ghirlandaio, Mantegna, Antonello da Messina, Bellini. Realizację zadania, jakie przed sobą postawili historycy sztuki – ukazania szczególnego charakteru włoskiego portretu – ułatwia obecność kilku reprezentantów sztuki Północy – Van der Weydena i Memlinga. Przez pewien czas atrakcją ekspozycji był krakowski Leonardo. Teraz „Damę z gronostajem” można oglądać w Londynie.

Pieczołowicie dobrane prace wywołują u zwiedzających zdziwienie. Przyzwyczajeni do obrazów swobodnej ekspresji na fotografii czy w filmie, w salach Bode-Museum napotykamy kamienne twarze i utkwiony w dal wzrok.

Dlaczego? XV-wieczny portret na terenie Włoch uzyskał szczególny charakter. Anachroniczny wobec równoległej twórczości w tej dziedzinie na północ od Alp i wobec późniejszej – włoskiego Cinquecenta.

Artyści Quattrocenta malowali wizerunki, które można określić jako formę pośrednią między ikoną a świeckim portretem. Mieli uchwycić nie detalicznie rysy portretowanego czy jego charakter albo nastrój, lecz jak najbardziej obiektywny, ale wyabstrahowany wygląd. Modela wyróżniała jego pozycja społeczna. Portret miał wyrażać stopień jego etycznej doskonałości.

 Sandro Botticelli Profile Portrait of a Young Lady, © National Museums in Berlin, Jörg P. Anders
Sandro Botticelli Profile Portrait of a Young Lady, © National Museums in Berlin, Jörg P. Anders

Przedstawienie naturalnej reakcji bohatera czy umieszczenie go w sytuacji z życia codziennego zamazywałoby – jak uważano – obraz jego życia wewnętrznego, skoncentrowanego na myśli o wieczności. Portret był malowany przede wszystkim dla potomnych.

Realizację takich założeń ułatwiało twórcom ujęcie profilowe, które pozwalało dokładnie przenieść na powierzchnię obrazu proporcje i kształt twarzy modela i jednocześnie uniknąć oddania jej wyrazu. Nie bez wpływu na takie postrzeganie funkcji portretu miały starożytne numizmatyka i medalierstwo.

Zwiedzanie dwóch pierwszych części wystawy – prezentacji sztuki Florencji, księstw Mantui, Ferrary i Neapolu – przypomina wędrówkę aleją sfinksów. Większość bohaterów przestawień pręży się na płótnach, prezentując profil.

Bardziej naturalną pozę przybierają postacie w trzeciej części – na obrazach weneckich. Są lekko zwrócone w stronę widza, pozwalają zajrzeć w utkwiony w dal wzrok, dają oznaki życia – na ich twarzach widać ślady ekspresji. To dlatego, że Wenecja chętniej czerpała z doświadczeń malarstwa północnego. I cieszyła się większą swobodą, bo nie wypracowała restrykcyjnego języka teorii sztuki. Florentczyków na przykład obowiązywał nakaz »artificio« i »invenzione« – popis malarskiego rzemiosła i pomysłowości, czyli konwencje kierujące uwagę raczej na autora niż bohatera obrazu.

Profil – uważano we Włoszech – szczególnie przystoi damom. Wygląda na to, że piętnastowieczni wielbiciele kobiecych wdzięków uważali, że takie ujęcie najwierniej pozwala oddać urodę pań. Może sądzono także, że damy powinny unikać kontaktu wzrokowego ze względu na skromność.

Wobec takich domysłów, zaskakuje jeden z kobiecych portretów pędzla Botticellego, tajemnicza „Dama w oknie”.

http://s.v3.tvp.pl/repository/images/7/e/2/7e24868725f4097610f319aed6bf1f871418229771708.jpg

Skierowane na widza spojrzenie modelki próbowano tłumaczyć filozoficznym kontekstem, czyniąc z niej bohaterkę platonicznego związku. Na tablicy brak jednak wymaganej w takim przypadku symboliki odnoszącej się do piękna czy cnót. Damę łączono też z postacią z utworu Dantego, a otwór okienny i wykreślone zgodnie z zasadami perspektywy centralnej wnętrze – ze słynną koncepcją Albertiego, zgodnie z którą obraz miał imitować widok z okna. Żadna z interpretacji jednak nie zadowala. Kompozycja swoim nowatorstwem znacznie przekracza nawet dokonania przedstawicieli ówczesnej sztuki niderlandzkiej, wynalazców portretowej pozy trzy czwarte i daleko posuniętego realizmu. Poruszenie modelki, wskazane gestem dłoni opartej o framugę i jej sugestywne spojrzenie sugerują, że kobieta nie jest prezentowana, ale dokonuje autoprezentacji. Oparciem o framugę podkreśla zarazem swoje oddalenie, odseparowanie od widza. Niewykluczone, że Botticelli ukazał w przełomowym dla florenckiego portretu obrazie wizerunek osoby zmarłej.

W Berlinie pokazano także rysunki, rzeźbę i przykłady sztuki medalierskiej. Album osobistości i artystów włoskiego Quattrocenta uzupełnia maska pośmiertna Wawrzyńca Wspaniałego. Nie zachował się żaden z portretów najpotężniejszego z Medyceuszy, nieformalnych władców Florencji. Przez pewien czas atrakcją ekspozycji był krakowski Leonardo. Teraz „Damę z gronostajem” można podziwiać w Londynie. O wizerunek Cecylii Gallerani zazdrosna była Izabella d’Este, żona markiza Mantui. Arystokratka, zwana pierwszą damą renesansu, doczekała się jednak tylko rysunkowego portretu autorstwa wielkiego Leonarda (obecnie w Luwrze). Musiała zadowolić się portretami malowanymi przez Tycjana. Ale to już późniejsza epoka – wyzwolone z konwencji Cinquecento.



Po finisażu z Berlinie wystawa „Renesansowy portret. Od Donatella do Belliniego” jedzie do Nowego Jorku. Będzie ją można oglądać od 21 grudnia do 18 marca w Metropolitan Museum of Art.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej