RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Wołodźko: Czyje miasto, tego sztandary? Niebezpieczny precedens w Warszawie

Rafał Trzaskowski (fot. Maciej Luczniewski/NurPhoto via Getty Images)
Rafał Trzaskowski (fot. Maciej Luczniewski/NurPhoto via Getty Images)

Na naszych oczach rozgrywa się bardzo ważny spór. Konflikt o to, kto ma prawo do przestrzeni publicznej nie tylko największych polskich miast. Rafał Trzaskowski właśnie tworzy bardzo niebezpieczny precedens – starą regułę „czyja władza, tego religia” wprowadza jako obowiązującą do stolicy Polski.

Publiczne pieniądze warszawiaków na walkę z PiS. Trzaskowski znów zaszalał

Na przystankach, ulicach i w komunikacji miejskiej pojawiły się plakaty i grafiki uderzające w Polski Ład. Zamiast sprzedać te powierzchnie...

zobacz więcej

To dzieje się na naszych oczach – stołeczny Ratusz, wsparty korzystną dla siebie decyzją Sądu Okręgowego w Warszawie, próbuje właśnie zablokować Marsz Niepodległości. Nie rozmawiajmy o pretekstach, które temu służą. Porozmawiajmy o możliwych skutkach. I o kontekście, bo on w tej sprawie decyduje bodaj o wszystkim.

  Zacznijmy od przypomnienia bardzo ważnej rzeczy. Jesienią ubiegłego roku Rafałowi Trzaskowskiemu kompletnie nie przeszkadzały anty-PiS-owskie tłumy na ulicach Warszawy. Nie tylko osobiście uczestniczył w ośmiogwiazdkowych wydarzeniach. Bez wsparcia stołecznego Ratusza nie byłaby pewnie możliwa specjalna iluminacja Pałacu Kultury i Nauki, władze miasta nie byłby też tak chętne do udawania, że wielkie zgromadzenie w środku pandemii nie stanowi potencjalnego zagrożenia dla bezpieczeństwa i zdrowia publicznego.

  Liczyło się tylko jedno – fakt, że mistrzyni rewolucyjnego krótkiego dystansu Marta Lempart wyciągnęła na ulice anty-PiS-owskie tłumy. I że dało się je dobrze skadrować w liberalnych, opiniotwórczych mediach. Władze stolicy nie pomstowały na wymalowane sprayem miasto, na wysprejowane witryny sklepów, fasady prywatnych kamienic i publicznych budynków – to wszystko było wliczone w koszta ze względu na antyrządowy wydźwięk wydarzeń.

Hipokryzja Trzaskowskiego ws. Marszu Niepodległości

Sędzia Andrzej Sterkowicz z Sądu Okręgowego w Warszawie uwzględnił odwołanie stołecznego ratusza i uchylił decyzję wojewody mazowieckiego o...

zobacz więcej

Choć Donald Tusk mocno powściągnął apetyty Rafała Trzaskowskiego, dotyczące jego pozycji w Platformie Obywatelskiej, jest oczywiste, że prezydent stolicy chce utrzymać pozycję lidera lewego skrzydła tej partii. Ma za sobą znaczną część opiniotwórczych lewicowych środowisk i sympatię niemałej części młodszego lewicowo-liberalnego elektoratu. Właśnie tym ludziom musi pokazać, że Warszawa jest dla nich. Musi im wciąż na nowo przypominać i udowadniać, że to oni mają prawo do przestrzeni publicznej w stolicy.

  Sprawa ma szerszy kontekst. To, kto ma prawo używać swoich symboli w przestrzeni publicznej, buduje realne strefy wpływów. Pokazuje, kto jest promowany, a kto wykluczany. Czyje przekonania i idee liczą się w sferze publicznej, a czyje są w niej nieważne. Przypomnijmy, że w czasach PRL jedynie władza mogła decydować, co wolno i komu wolno nosić w oficjalne uznanych pochodach. Chłopi i robotnicy, spragnieni apanaży artyści nie tylko wznosili okrzyki ku czci pierwszych towarzyszy, realnego socjalizmu, Związku Radzieckiego. Szli w pochodach z transparentami, pokazując gapiom w oknach, kto tu naprawdę rządzi. A do tych, co wychodzili wówczas na ulice z niesłusznymi hasłami – w najgorszym razie strzelano, w „najlepszym” bito ich pałami i oblewano wodą z armatek.

  W III RP, choć nie jest to idealne państwo, udało się wypracować istotny kompromis. Polki i Polacy odzyskali prawo do świętowania na ulicach własnych miast – małych i dużych. Wymagało to czasu – pierwsze Marsze Niepodległości były ważnym świadectwem, że polskie społeczeństwo pozbywa się kompleksów, że na nowo uczy się pokazywać publicznie swój patriotyzm – prawdziwy, szczery, a nie pod dyktando narzuconej z Moskwy władzy.

Gigantyczna kwota. Tyle Warszawa wyda na kładkę

Zarząd Dróg Miejskich rozstrzygnął przetarg na budowę kładki pieszo-rowerowej przez Wisłę za 120 mln zł. Nietypowy most nad rzeką ma mieć 452 metry...

zobacz więcej

Ulicami tych samych miast mogą dziś maszerować, mogą na nich świętować i uczestniczy marszów dla rodziny, i euroentuzjaści, prawicowcy, liberałowie, socjaliści. Doskonale wiemy, jak liczne są poszczególne wydarzenia, jak niejednorodne ideowo, jak różne transparenty i symbole gromadzą Polki i Polaków. Jak dotąd to wszystko działało bez większych zgrzytów – kto chciał, mógł iść pod unijno-tęczowymi flagami. Kto chciał – mógł iść pod flagą biało-czerwoną.

  Zasada „Cuius regio, eius religio” – „czyja władza, tego religia” kojarzy nam się z czasami Reformacji i wojen religijnych. Wygląda na to, że Rafał Trzaskowski, polityk który lubi przedstawiać się jako tolerancyjny liberał, usiłuje właśnie wprowadzić niebezpieczny precedens. Na ulicach Warszawy pod jego rządami radośnie będą witani przedstawiciele tylko jednej opcji – jedynie słusznej bo radykalnie postępowej i jeszcze bardziej radykalnie anty-PiS-wskiej.

  Podkreślmy – to naprawdę niebezpieczny precedens, bo w czasach narastającej polaryzacji światopoglądowo-politycznej łatwo wyobrazić sobie kolejne zakazy. W dużych miastach, ze względu na ich specyfikę, dotkną one przede wszystkim tych, których liberałowie i lewica nazywają choćby „faszystami”. Jak wiemy, to pojęcie bardzo szerokie i w zależności od miejsca i okoliczności, a także od potrzeby, można nim przyłożyć każdemu, przed kim trzeba będzie akurat zamknąć ulice polskich miast.

  Pretekst zawsze się znajdzie, bo duże manifestacje rzadko przebiegają stuprocentowo spokojnie. I nie ma co się pocieszać myślą, albo wykpiwać przeczucia, że to zjawisko będzie się tylko wzmacniać. Dobrze widać, że „opiłowywanie nielewomyślnych” to nie jest pomysł rzucony przypadkowo w ogniu gorącej dyskusji. To jest projekt i narastająca polityczna wola całkiem sporego grona lewicowo-liberalnych wyborców i wyborczyń. Kto ma wątpliwości co do ich fanatyzmu, niech przypomni sobie historię z urodzinami Mazurka.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej