RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Pozostanie tylko czarna plama na dziejach Senatu

Tomasz Grodzki (fot. PAP/Piotr Wittman)
Tomasz Grodzki (fot. PAP/Piotr Wittman)

- Gdzie są granice bezczelności Tomasza Grodzkiego? – próbowali kilka dni temu ustalić moi redakcyjni koledzy z tygodnika „Sieci”, w debacie przeprowadzonej na antenie rodzimej stacji internetowej TV Polska. Pytanie to w głównej mierze odnosiło się do blokady wniosku prokuratury o uchylenie immunitetu Tomasza Grodzkiego w związku z zarzutami o przyjmowaniu przez niego łapówek w czasie, kiedy był dyrektorem jednego ze szpitali szczecińskich. Gdybym miał jedynie dwa zdania do dyspozycji, aby wyrazić swoją opinię, brzmiałaby ona tak. Po pierwsze – nie ma granic bezczelności Tomasza Grodzkiego jako polityka i jako człowieka. Po wtóre – przesuwa te granice w nieskończoność, gdyż ma w tej sprawie wsparcie własnej partii - Platformy Obywatelskiej, która nie może sobie pozwolić na uchylenie jego immunitetu, ponieważ byłaby to jej klęska wizerunkowa, a tym samym prawdopodobnie największy uszczerbek polityczny, jakie mogłaby doznać w swej historii, ze względu na wyjątkowo bezduszne postępowanie jej polityka.

Senat zdecydował ws. Grodzkiego. Prokuratura: Sabotowanie postępowania

Decyzja o pozostawieniu bez rozpoznania wniosku o uchylenie immunitetu marszałkowi Senatu Tomaszowi Grodzkiemu jest bezpodstawna, ma na celu...

zobacz więcej

Krótka saga o losach wniosku prokuratury


Po pierwszym głośnym sygnale, jaki pojawił się w mediach blisko dwa lata temu, który ujawnił kompromitujące zachowanie w przeszłości prof. Tomasza Grodzkiego, do dziennikarzy, ale i prokuratury zaczęli zgłaszać się inni byli pacjenci bądź ich bliscy, opowiadający swoje dramatyczne historie, w których niechlubną rolę łapówkarza miał odgrywać dzisiejszy marszałek Senatu. Musiało minąć półtora roku, zanim prokuratura była w stanie zebrać dowody, pozwalające jej sformułować na tyle silne zarzuty wobec Tomasza Grodzkiego, aby skierować do Senatu wniosek o uchylenie jego immunitetu. Prokuratura zrobiła to w drugiej połowie marca tego roku.

Zaakceptowanie tego wniosku przez Senat jest pierwszym i zarazem niezbędnym krokiem, żeby prokuratura mogła przesłuchać Tomasza Grodzkiego i zdecydować, czy sformułować akt oskarżenia i przesłać go do sądu, czy być może sprawę umorzyć. Dopóki Senat nie rozpatrzy tego wniosku, organa ścigania i wymiar sprawiedliwości są bezsilne. W przypadkach, gdy chodzi o pozbawienie jakiegoś senatora immunitetu, sprawą wniosku – przynajmniej oficjalnie – zajmuje się marszałek Senatu. W przypadku Tomasza Grodzkiego – aby ustrzec się od zarzutu, iż jest sędzią we własnej sprawie - ten obowiązek przekazał w ręce wicemarszałka Senatu Bogdana Borusewicza, swego partyjnego kolegi z Platformy Obywatelskiej.

Zastępca marszałka Bogdan Borusewicz – nazywany w tej sprawie oficjalnie „władzami Senatu” - w połowie kwietnia odesłał prokuraturze wniosek z uzasadnieniem, że prawnicy Senatu doszukali się w nim uchybień formalnych. Wezwał jednocześnie prokuraturę do ich usunięcia. Jeszcze w kwietniu Prokuratura Krajowa podała, że poprawiła uchybienia i po raz drugi skierowała do Izby Wyższej wniosek.

Jest decyzja Senatu ws. immunitetu marszałka Grodzkiego

Senat nie zajmie się wnioskiem prokuratury o uchylenie immunitetu marszałka izby Tomasza Grodzkiego. Wicemarszałek Izby Bogdan Borusewicz...

zobacz więcej

I oto po pół roku, 19 października, czyli nie cały tydzień temu, wicemarszałek Izby Wyższej polskiego parlamentu Bogdan Borusewicz poinformował prokuraturę, że postanowił pozostawić wniosek bez biegu, ponieważ nie został on należycie poprawiony.

Mówiąc zwykłym językiem, Bogdan Borusewicz, czyli „Władze Senatu” uznał, że wniosek stracił jakąkolwiek moc urzędową. Może mieć co najwyżej wartość archiwalną, jako leżący w szufladzie jego biurka dokument, który dowodzi nieudolności prokuratury. W każdym razie coś blisko tego.

Koniec kariery z końcem kadencji


Wracając do debaty, która była punktem wyjścia tego felietonu. Otóż, podzielam w pełni ocenę polityczną Marka Pyzy, który podsumował rozmowę w nieco ironicznym tonie, życząc marszałkowi Senatu, aby możliwie jak najdłużej opierał się stanięciu przed prokuraturą, a następnie przed sądem. Najlepiej do czasu wyborów w 2023 roku. Myśl Marka Pyzy jest klarowna. Dopóki marszałek Tomasz Grodzki prowadzi z prokuraturą grę w ciuciubabkę, dopóty stanowi potężne obciążenie Platformy Obywatelskiej. Im dłużej będzie ono trwało, tym jest to korzystniejsze dla obozu Zjednoczonej Prawicy. Jego obecna - formalnie względnie wysoka – pozycja polityczna skończy się wraz z obecną kadencją parlamentu.

Radykalna decyzja PO ws. Grodzkiego. Prof. Domański: Podejrzenie, że się boi

Od dwóch lat media informowały o mocnych zarzutach korupcyjnych, a od 200 dni prokuratura czekała na uchylenie immunitetu i możliwość postawienia...

zobacz więcej

Do momentu, w którym automatycznie zamieni się w kupkę żelastwa chroniąca go zbroja – jaką jest w tej chwili immunitet. Taką prognozę wysunęła zgodnie trójka uczestników debaty – obok wspomnianego już Marka Pyzy, Jacek Karnowski oraz Marcin Wikło w roli prowadzącego. Ich zdaniem, z którym trudno się nie zgodzić, sprawa zarzutów korupcyjnych, które nie ulegną przedawnieniu – nawet jeśli byłby to tylko jeden przypadek – podczas procesu sądowego uruchomi w tle obraz wieloletniej, bezlitosnej działalności Tomasza Grodzkiego jako dyrektora szpitala, ordynatora, jednocześnie uznanego, wybitnego chirurga. Taki portret , to raczej pewne, zrujnuje kompletnie jego karierę polityczną. Być może zamknie mu drogę do parlamentu, jeśli miałby odwagę startować, a PO przyjąć go na listę.

Bogdan Borusewicz marnuje swój opozycyjny dorobek


Jest jeszcze jedna kwestia, muszę przyznać dla mnie niezrozumiała, ale przede wszystkim bolesna, ze względu na bliskie ideowe i koleżeńskie więzy, jakie połączyły mnie z Bogdanem Borusewiczem grubo przed ponad 30 laty– mówiąc górnolotnie - w dobie walki o przełom polityczny w Polsce. Więzy, które trwały następnie przez kolejne dekady, mimo rozchodzenia się naszych ścieżek politycznych. W najmniejszym stopniu nie chodzi mi o wybory polityczne, jakich dokonał. To jego w pełni autonomiczne decyzja i nie mam najmniejszych praw, by je oceniać.

Dla nikogo nie ulega wątpliwości, że Tomasz Grodzki powierzył - a może zlecił - Bogdanowi Borusewiczowi rolę człowieka, którego zadaniem jest zablokowanie możliwości doprowadzenia marszałka Senatu przed oblicze sprawiedliwości. W istocie rzecz ma charakter wielowymiarowy, a każdy z tych aspektów jest niekorzystny dla Bogdana Borusewicza. Po pierwsze, z niewiadomych powodów Bogdan Borusewicz dal się tak dalece zdominować, żeby stać się mimowolnym powiernikiem podłej sprawy. Czyżby „zapłatą” za taką funkcję miało być utrzymanie „posady” wicemarszałka Senatu? Trudno mi w to uwierzyć.

Budowa muru na granicy. RPO w piśmie do Grodzkiego kwestionuje konstytucyjność ustawy

Niektóre rozwiązania zawarte w ustawie o budowie zabezpieczenia granicy budzą wątpliwości z punktu widzenia konstytucyjnych standardów ochrony praw...

zobacz więcej

Po wtóre, o wiele gorsze jednak jest co innego. Mianowicie fakt, że Bogdan Borusewicz - przecież nie mimowolnie, lecz z własnego wyboru - stał się strażnikiem wybiegów, kluczenia i kłamstw, jakie od początku pojawienia się sprawy stosuje Tomasz Grodzki. Trzecim wymiarem – utrwalanym każdego dnia – jest to, że Bogdan Borusewicz staje się już nie tylko sojusznikiem Tomasza Grodzkiego, ale wspólnikiem wyzutego ze współczucia ludzkiego drapieżnika materialnego, ogołacającego swoje ofiary - pacjentów i ich bliskich – nie rzadko z resztek przysłowiowych ostatnich groszy.

Najważniejszym wątkiem, który najbardziej mi doskwiera – może od niego powinienem zacząć – to fakt, że Bogdan Borusewicz niepotrzebnie, a zarazem lekką ręką, trwoni - bo nie chcę mówić niszczy - swój dorobek wieloletniej działalności w opozycji demokratycznej czasów PRL. Tym bardziej jest to bolesne, że robi to, by chronić tak marnego człowieka i miernego polityka o rozdętym do niebywałych wprost rozmiarów ego. Gdybym pisał list, zakończyłbym go tak.

- To prawda, że polityka żyje aktualnym dniem. Czy jednak za kilka lat, nie będziesz pytał siebie z wyrzutem: - Bogdan, po co ci to było?

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej