RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Gazowy pistolet przy skroni Mołdawii. Jak do tego doszło?

Władimir Putin (fot. PAP/EPA/SERGEI ILNITSKY)
Władimir Putin (fot. PAP/EPA/SERGEI ILNITSKY)

Albo zgodzicie się na drastyczną podwyżkę ceny gazu, albo w ogóle go nie dostaniecie – tak Gazprom szantażuje Mołdawię. Ta zaś płaci teraz pięć razy więcej niż rok temu, a Rosjanie i tak zmniejszyli dostawy o jedną trzecią. Mogą, bo mają monopol. I dbają, żeby nic nie zmieniać w skorumpowanym, chorym modelu dostaw gazu dla Mołdawii.

Niemcy proponowały USA ugodę w sprawie gazociągu Nord Stream 2

Niemcy proponowały USA wsparcie kwotą do 1 mld euro budowy u siebie dwóch terminali do odbioru amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego (LNG) w...

zobacz więcej

Gazprom zawiesi eksport gazu do Mołdawii, jeśli nie otrzyma od niej opłat za poprzednie dostawy oraz nie zostanie podpisany nowy kontrakt na grudzień - ogłosił w sobotę rosyjski koncern. Dotychczasowa umowa na dostawy gazu z Rosji wygasła 30 września, ale strony dały sobie czas na dokończenie negocjacji i przedłużyły ją o miesiąc. Tyle że już z zupełnie inną ceną. Kiszyniów nie miał wyjścia, musiał się zgodzić na 790 dolarów za 1000 m³ zamiast wrześniowej stawki 550 dolarów. Gazprom mówi, że jest skłonny przedłużyć umowę o kolejny miesiąc tylko pod warunkiem, że władze mołdawskie uregulują opłaty za dostawy we wrześniu i październiku. To kolejna odsłona wojny nerwów i gazowego szantażu.

Rosyjski szantaż


Rząd Mołdawii nie chce zgodzić się na dalsze dostawy w cenie 790 dolarów. Dwaj wicepremierzy pojechali do Moskwy na rozmowy z Gazpromem. Mołdawia prosiła Rosjan o obniżenie cen o połowę. Gazprom zaproponował obniżkę jedynie o 25 proc. Delegacja wróciła z niczym, a następnego dnia (22 października) rano premier Natalia Gavrilita zapowiedziała wprowadzenie w kraju stanu wyjątkowego w związku z kryzysem gazowym. Jeszcze tego samego dnia na nadzwyczajnym posiedzeniu parlament zatwierdził stan wyjątkowy. Ma on obowiązywać do 20 listopada. W tym czasie Komisja ds. sytuacji nadzwyczajnych ma „stworzyć warunki dla operacyjnego zakupu brakujących ilości gazu”. Chodzi o uproszczenie schematu zakupu surowca za dodatkowe środki.

Nord Stream 2 jeszcze nie ruszył, a już jest wykorzystywany do szantażowania Europy

Nord Stream 2 okazuje się być zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego i cen energii w Europie zanim jeszcze został oddany do użytku i zanim...

zobacz więcej

Nadzwyczajne środki są konieczne, bo Gazprom postanowił wzmocnić siłę swych argumentów, przykręcając kurek z gazem Mołdawii w październiku. Władze w Kiszyniowie alarmują, że ciśnienie w systemie gazociągowym jest na krytycznie niskim poziomie, zaś deficyt na krajowym rynku wynosi 30 proc. Przy czym separatystyczne Naddniestrze dostaje od Rosjan gaz na niezmienionym poziomie. Gazprom tłumaczy zmniejszenie dostaw dla Mołdawii faktem, że dopiero w ostatniej chwili przedłużono umowę o miesiąc, więc nie było możliwości rezerwacji na październik odpowiednich mocy przepustowych w ukraińskich gazociągach tranzytowych. Co tylko częściowo jest prawdą – procedura rezerwowania pozwoliłaby Rosjanom, gdyby chcieli, słać do Mołdawii więcej surowca. Moce w systemie gazociągowym Ukrainy były bowiem zarezerwowane, Gazprom nie zrobił tego tylko w punktach wejścia do mołdawskiego systemu gazociągowego.

Niedobory gazu początkowo pokrywano sięgając po tzw. gaz techniczny z gazociągów przesyłowych – ale to doprowadziło do krytycznego spadku ciśnienia. Wezwano też dużych odbiorców przemysłowych do ograniczania zużycia i przestawiania się na alternatywne paliwa (gł. ropę i mazut). 11 października wicepremier Andrei Spinu zaapelował o pomoc do UE i Ukrainy. Liczący jedynie 2,6 mln ludności kraj, wciśnięty między Rumunię a Ukrainę, chce tymczasowego wsparcia dostawami. Bruksela bierze pod uwagę możliwości rewersowych dostaw gazu do Mołdawii z Rumunii i Ukrainy (a więc dostawy rurociągami, którymi płynie gaz z Rosji na Zachód). Pewne ilości surowca Mołdawia już stamtąd sprowadza. Rozmowy prowadzone są też choćby z Polską. Oczywiście gaz sprowadzany awaryjnie z UE czy Ukrainy nie będzie tańszy od tego rosyjskiego – co wynika z problemów z zaopatrzeniem w ten surowiec w całej Europie.

Podwyżki w Gazpromie. Rosja korzysta na cenach ropy i gazu

Wzrost dochodów Rosji ze sprzedaży ropy i gazu może w tym roku sięgnąć 50 mld dolarów dzięki wysokim cenom surowców. Tych dodatkowych zysków nie...

zobacz więcej

Chory schemat


Rocznie Mołdawia zużywa ok. 2,8 mld m³ gazu. Wygasły niedawno kontrakt z Gazpromem zawarto jeszcze 15 lat temu i co rok go przedłużano. Cena gazu dla Mołdawii jest zgodnie z tą umową związana z ceną gazu na giełdzie niemieckiej. Więc obecne horrendalne podwyżki w całej Europie musiały uderzyć także w Mołdawię. Jeszcze w 2020 roku Moldovagaz płacił średnio niecałe 150 dolarów za 1000 m³. Dziś? 790 dolarów.

Strona mołdawska odrzuca jednak argument Rosjan, że cena powinna być formułowana wyłącznie na podstawie sytuacji rynkowej, gdyż Gazprom jest w Mołdawii niemalże monopolistą. Nie tylko jako dostawca, ale też dystrybutor surowca i operator sieci gazociągów. Energetyczny koncern działający w Mołdawii, czyli Moldovagaz, jest kontrolowany przez Rosjan. Rząd mołdawski ma w spółce tylko 35,33 proc. udziałów, podczas gdy Gazprom 50 proc., a 13,44 proc. trafiło do spółek obsługujących, zależne od Rosji separatystyczne Naddniestrze (Tiraspoltransgaz).

Kolejny argument Kiszyniowa? Naddniestrze od lat nie płaci Gazpromowi za dostarczany gaz nawet centa, ale oczywiście oficjalnie zadłużenie idzie na konto Mołdawii (Gazprom mówi o 7 mld dolarów – sumie astronomicznej dla niewielkiego i biednego państwa). Oczywiście jest też zadłużenie samego Kiszyniowa – ok. 720 mln dolarów. Co więcej, Mołdawia ma płacić za surowiec, który bezkarnie i bez żadnych obciążeń finansowych, zużywają w Naddniestrzu różne rosyjskie zakłady i firmy. Choćby elektrownia Kuczurgan, którą separatyści sprzedali rosyjskiemu koncernowi energetycznemu Inter RAO JES. Wszystkie te firmy pewne pieniądze za otrzymywany gaz jednak przelewają – tyle że nie Gazpromowi, ale na specjalny rachunek kontrolowany przez separatystów, z którego środki idą dalej do różnych spółek offshore związanych z różnymi politykami i urzędnikami z Rosji.

Kryzys gazowy w Europie. Kolejna decyzja Gazpromu pokazuje kurs Kremla

W czasie, gdy Kreml sugeruje, że uruchomienie gazociągu Nord Stream 2 może pomóc złagodzić rekordowy wzrost cen gazu w Europie, szantażując niejako...

zobacz więcej

Mołdawia jest niemal w 100 proc. uzależniona od dostaw gazu z Rosji. Co gorsza, nie posiada własnych magazynów, gdzie mogłaby gromadzić surowiec, zaś sieć gazociągowa w kraju jest kontrolowana przez Gazprom (za pośrednictwem Moldovagaz). Istnieje co prawda połączenie gazowe na kierunku zachodnim, z UE, ale wciąż ono nie działa. Chodzi o interkonektor Jassy-Ungheni łączący Mołdawię z Rumunią. Maksymalnie można by nim sprowadzać 1,5 mld m³ gazu rocznie - co pozwoliłoby pokryć aż 50 proc. zapotrzebowania. Jednak interkonektor, choć zbudowany jeszcze w 2014 roku (a w ub.r. zakończono budowę połączenia z Jassów do Kiszyniowa) wciąż nie działa.

Polityczna gra


Polityka Gazpromu wobec Mołdawii (w końcu należy pamiętać, że mowa o umowach między koncernem rosyjskim a spółka przez niego kontrolowaną) byłaby na pewno inna, gdyby w Kiszyniowie była poprzednia, promoskiewska ekipa rządząca. Jednak najpierw, rok temu, prozachodnia Maia Sandu pokonała w wyborach prezydenckich prorosyjskiego Igora Dodona, zaś potem doprowadziła do przedterminowych wyborów parlamentarnych (lipiec br.), które wygrała zdecydowanie jej Partia Działania i Solidarności (PAS). W efekcie, tak scentralizowanego i jednomyślnego prozachodniego obozu władzy Mołdawia nie miała chyba nigdy.

Obecny szantaż gazowy ma więc też polityczny aspekt. Nie można wykluczyć, że Moskwa w zamian za porozumienie ws. dostaw gazu będzie chciała pewnych politycznych ustępstw Kiszyniowa. Przy okazji upokarzając Mołdawian. Mówi się, że Rosjanie oczekują, że to sama prezydent Maia Sandu przyjedzie do Moskwy prosić o gaz. Gdy wicepremier Andrei Spinu pojechał na rozmowy do St. Petersburga szef Gazpromu po prostu odmówił spotkania. Aleksiej Miller wysłał na rozmowę swoją zastępczynię Jelenę Burmistrową.

Von der Leyen: Nord Stream 2 to projekt polityczny

Nord Stream 2 to projekt polityczny – podkreśliła w rozmowie z „Rzeczpospolitą” szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Pytana o to, czy...

zobacz więcej

Pytanie, czy Rosja faktycznie zakręci kurek z gazem Mołdawii? Raczej nie. Zakładając bowiem wstrzymanie dostaw przez Gazprom, Kiszyniów dostanie awaryjnie pewne ilości gazu z Polski, Rumunii, Słowacji, Ukrainy. Wystarczy na zapewnienie ogrzewania mieszkańcom – bo na to głównie idzie gaz na rolniczym, prawym brzegu Dniestru. Ale ten gaz nie pójdzie do Naddniestrza, regionu stojącego przemysłem (gdzie choćby wspomniana elektrownia kontrolowana przez Rosjan jest zasilana gazem). Z drugiej strony, pamiętać trzeba, że aż 80 proc. energii elektrycznej zużywanej w prawobrzeżnej Mołdawii pochodzi ze wspomnianej elektrowni Kuczurgan. Oczywiście jeszcze z 10 lat temu w takiej sytuacji Gazprom puściłby dostawy tylko do Naddniestrza z ok. 400 tys. mieszkańców. Ale dziś Ukraina na to nie pozwoli. Skoro nie ma umowy Gazprom-Mołdawia, to znaczy, że nie ma tranzytu.

Wojna nerwów będzie więc toczyć się zapewne do ostatniego dnia października. W Kiszyniowie czekają teraz na przyjazd Dmitrija Kozaka, wiceszefa kremlowskiej administracji, od wielu lat kuratora polityki Rosji wobec Mołdawii. Być może przywiezie bardziej kompromisową ofertę. Pozwalającą przynajmniej przedłużyć umowę o kolejny miesiąc i dać więcej czasu na dalsze rokowania.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej