RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Krzysztof Karnkowski: Lekcja Europy i solidarności

„Wysłuchaliśmy uważnie, co miał nam do powiedzenia premier Morawiecki” – mówił po wystąpieniu premiera David Sassoli, przewodniczący PE   (fot. D.Hommel/© European Union 2019/EP)
„Wysłuchaliśmy uważnie, co miał nam do powiedzenia premier Morawiecki” – mówił po wystąpieniu premiera David Sassoli, przewodniczący PE (fot. D.Hommel/© European Union 2019/EP)

„Wysłuchaliśmy uważnie, co miał nam do powiedzenia premier Morawiecki” – mówił po wtorkowym wystąpieniu premiera David Sassoli, przewodniczący PE. Mówił oczywiście dużo dłużej, ale nie warto chyba się tym zajmować, ponieważ już w pierwszym zacytowanym zdaniu pojawia się kłamstwo. Morawieckiego nikt z unijnych liberałów nie słuchał, szczęśliwie nie tylko oni byli adresatami słów premiera. W PE doszło do odwrócenia ról – to premier naszego kraju mówił o Europie i jej wartościach, a większość, atakująca Polskę w imię nadrzędności decyzji TSUE nad krajowym ustawodawstwem konstytucyjnym w pełnym, nie tylko traktatowym wymiarze, powoływała się na… „Solidarność” i Jana Pawła II. Niewątpliwie ostatnie dni są dla nas wszystkich lekcją Europy i solidarności, ale rzeczy, których się dowiadujemy, nie budzą entuzjazmu.

Krzysztof Karnkowski: Rozdwojenie Europy

Trybunał Konstytucyjny nie mógł wydać innego wyroku. Wiedzą to nawet ci, którzy od wczorajszego popołudnia straszą nas wyjściem z Unii...

zobacz więcej

Całe przedstawienie, jakie mogliśmy widzieć na początku tygodnia, pełne było symboliki. Gdybym miał jednak wybrać tylko jedną rzecz, która uderzyła mnie najmocniej, wskazałbym nie na żadne ze słów Mateusza Morawieckiego ani nawet nie żadną wypowiedź jego licznych oponentów czy mniej licznych sojuszników, a na fakt marginalny, na pozór techniczny. Na próby przerwania wypowiedzi Morawieckiego na długo przed umówionym czasem, ot, mocą widzimisię prowadzącego obrady.

Wbrew oczywistym zaklęciom części krajowych komentatorów, premierowi szło bardzo dobrze, w odpowiednich proporcjach w mowie pojawiły się argumenty merytoryczne i odwołania do emocji, a także spora dawka podchwytliwości w wykazywaniu niekonsekwencji i nierównego traktowania Polski i innych krajów Unii Europejskiej. O tym, jak mocne argumenty padły podczas wystąpienia, najlepiej świadczy fakt, że żaden z występujących w debacie unijnych liberałów, w imię jakichś archaicznych i od dawna fałszywych przyzwyczajeń podzielonych formalnie na kilka frakcji, nikt nie próbował nawet z nimi dyskutować.

Morawiecki wypadał więc dobrze i choć było oczywiste, że nie przekona tych, którzy siedząc w parlamentarnych ławach odpowiedzi mieli gotowe, nim jeszcze zdążył otworzyć usta, pojawiło się poważniejsze ryzyko, że jego słowa trafią poza mury tej dusznej instytucji – do wyborców w Polsce. Lecz także do konserwatystów i patriotów w krajach UE, do ekspertów, którzy niekoniecznie mają ochotę na uznanie dyktatu TSUE. Jeśli nie wobec Polski, to na pewno wobec swoich własnych krajów.

I tak też się stało, pomimo prób odebrania głosu człowiekowi, który mówił w imieniu swojego rządu, a, jak się okazało, przy okazji wyraził obawy i postulaty bardzo wielu środowisk politycznych wielu państw Unii Europejskiej. Przez długie lata nasi politycy wychodzili z założenia, że po drugiej stronie mają uczciwych, lecz nie zawsze rozumiejących polskie argumenty partnerów, nie umiejących zmierzyć naszych spraw odpowiednią miarą z powodu innych doświadczeń historycznych, innej politycznej tradycji i wrażliwości. Niestety widać wyraźnie, że za partnerów mamy jednak po prostu silnie zideologizowaną grupę szulerów, która metodą faktów dokonanych próbuje kawałek po kawałku odbierać podmiotowość narodom i prawa obywatelom. Kłamiącą nawet w tak banalnych sprawach, jak czas przyznany na wystąpienie. To lekcja Europy, jaką dostaliśmy.

Polexit, Tusk i worek z pieniędzmi

To trochę męczące, ale niestety wygląda na to, że po raz kolejny przerabiamy to samo przedstawienie. Organy Unii Europejskiej doraźne cele...

zobacz więcej

Jak jednak wskazywałem już w poprzednim komentarzu dla portalu TVP Info, szczęśliwie poznajemy w tej sytuacji również wielu sojuszników, którzy nie zawsze grzać będą ławy opozycyjne, zwłaszcza w swoich własnych krajach. Część Europy czeka bowiem w bliskim czasie konserwatywny zwrot, a dobrym przykładem lęku przed tą zmiana są obawy, z jakimi niektórzy komentatorzy patrzą z góry na prawdopodobny przyszły czeski rząd. Bo choć to premier Babisz był skorumpowanym oligarchą, bliższym standardów postsowieckich niż unijnych, odwołującym się przy tym do bliskiego i naszej prawicy antyelitaryzmu, zapisał się do odpowiedniej politycznej rodziny i choć nad Wełtawą nie było tego widać, w Unii był jednak liberałem.

Przyszły szef czeskiego rządu to natomiast koalicjant PiS i konserwatysta, a to już, jak wiemy, jest źle widziane. Nie ma sensu zakładać niczego z góry, zwłaszcza, że koalicja, która stworzy czeski rząd jest dość barwna, ale zawsze mieć problem z dwoma krajami jest lepiej niż z trzema, prawda?

Trochę ciepłych słów usłyszeliśmy od przedstawicieli Słowacji czy Francji. Oczywiście dla naszych liberałów jest czymś ostatecznie kompromitującym, że adwokatem działań PiS staje się przedstawiciel francuskiego Ruchu Narodowego, jednak zarzut ten można odbić – oto bowiem partyjnemu koledze „proputinowskiej” Le Pen łatwiej zrozumieć polskiego ducha wolności niż kilku posłom, którzy jako przedstawiciele Polski głosują przeciwko polskiemu samostanowieniu.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Czy to nie jest kompromitacją większą? Tymczasem to europoseł Bay z Ruchu Narodowego dostrzega ważną rolę Polski dla losów Europy, mówiąc „Polski Trybunał Konstytucyjny pokazał wreszcie, gdzie jest miejsce Unii Europejskiej. Wspólnota składa się z krajów suwerennych, które mogą podejmować niezależne decyzje i nie wszystkie kompetencje leżą w rękach brukselskich urzędników”. Nicolas Bay porównał też sposób traktowania Polski do stalinowskiego procesu i choć porównanie to idzie bardzo daleko, choćby w głuchocie na wszystko, co mówił Morawiecki, widać pewne analogie.

Z kolei Słowak Miroslav Radačovský, który zakończył swe wystąpienie słowami „dziś jestem Polakiem”, solidaryzując się z sekowaną przez UE Polską, zauważył, że sprawa sporu TK z TSUE „(…)to nie jest problem prawny: to jest problem nadrzędności prawa unijnego nad krajowym; tu potrzeba dialogu. Nie ma innej drogi, bo inaczej będziemy mieli równoległe unie europejskie, a Ursula von der Leyen stanie się królową. Wtedy będziemy mieli elity polityczne, które będą decydować o kwestiach państw członkowskich.” Kolejny cenny, nieusłyszany przez sfanatyzowany parlament głos.

Krzysztof Karnkowski: Unia, TSUE, Solidarność. Elektryczna układanka

Spór, jaki na kilku płaszczyznach toczy się między Unią Europejską a Polską, przybiera coraz poważniejsze wymiary. W chwili gdy jednoosobowe...

zobacz więcej

To lekcja Europy. Pozostaje jednak cień nadziei (nie oszukujmy się, niewielki), że poza rozwrzeszczaną klasą są jeszcze zajęcia zdalne i studenci zaoczni. Jest wysłany dzień przed debatą, czy raczej sądem nad Polską list premiera Morawieckiego do przywódców państw Unii i są wspomniani wyżej widzowie, komentatorzy, eksperci i zwykli wyborcy, których tak przestraszył się najwyraźniej odbierający Morawieckiemu głos prowadzący. Ale jest jeszcze druga lekcja – to lekcja solidarności. Unia wkracza w wielki kryzys energetyczny, a rosnące ceny paliw mogą zaszkodzić jej bardziej niż wszystkie fale pandemii razem wzięte. Tymczasem kilku wpływowych polityków z najbogatszych państw uznało, że za ich ekologiczne fanaberie (zaznaczam – nie piszę tu o faktycznych problemach, związanych z ochroną środowiska, a o pomysłach, zawartych w pakiecie Fit for 55) zapłacić mają słabsze państwa i zwykli obywatele. Tegoroczne lato pokazało, że energia odnawialna jeszcze długo nie będzie w stanie zaspokoić potrzeb rozwiniętych gospodarek, jesień przyniosła gazowy szantaż Putina i galopujące ceny.

Władze Unii jako receptę mają dalsze podnoszenie kosztów uzyskiwania węgla, blokadę atomu i dalsze uzależnienie od Rosji, z której krytyką się nie zgadzają. Ba, samo nazwisko Putin jest przywoływane w złym kontekście, gdy trzeba skarcić Polaków, którzy jako jedno z niewielu państw rozluźniło mocno gospodarcze relacje z Rosjanami. Gdy jednak wypomnieć „starej Unii” bierność wobec Nord Streamu i traktowanie moskiewskiego satrapy jako dobrego partnera w interesach, a więc całkowite ignorowanie zagrożeń i dzisiejszego, fatalnego wpływu Moskwy na gospodarkę UE, słyszymy, że jest to niezwiązane z tematem. Inną receptą ma być opodatkowanie mięsa i mleka, Wspólnota staje się więc dyktatem decydującym, często wbrew rozsądkowi i rachunkowi ekonomicznemu, o tym, czym mamy grzać i palić, a także – co mieć na talerzu. Przy czym jestem dziwnie spokojny, że na talerzach, piecykach i w bakach unijnych grubych ryb nic się nie zmieni. Gdy kończę pisać ten artykuł, inną lekcję solidarności odbiera w Strasburgu „Solidarność”, oglądając zasieki i drut kolczasty, broniące siedzibę TSUE przed frustracją doprowadzonych do ostateczności górników i mieszkańców Turowa. I do tej siedziby, wbrew wcześniejszym ustaleniom, nie zostali wpuszczeni. Ale może i drugą stronę tego wielowątkowego sporu czegoś ten tydzień nauczy?

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej