RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Politolog: Dobrze, że polski rząd nie ustąpi wobec bezprawnych działań UE

Politolog o wystąpieniu polskiego premiera w PE (fot. PAP/EPA/RONALD WITTEK)
Politolog o wystąpieniu polskiego premiera w PE (fot. PAP/EPA/RONALD WITTEK)

To dobrze, że premier Mateusz Morawiecki jasno oświadczył w Parlamencie Europejskim, że Polska nie ustąpi wobec bezprawnych działań UE. Oznacza to tzw. koniec kapitulacji i zdecydowany sprzeciw wobec szantażu unijnego mainstreamu – powiedział politolog prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski.

Szydło o von der Leyen: Chciałabym, by działała zgodnie z prawem i kompetencjami

Chciałabym, aby Ursula von der Leyen, jako szefowa KE, działała zgodnie z prawem i ze swoimi kompetencjami, które są zapisane w prawie europejskim...

zobacz więcej

Zdaniem naukowca z Uniwersytetu Łódzkiego mocną stroną wystąpienia polskiego premiera w Parlamencie Europejskim było w wielu kwestiach zdecydowane i bezkompromisowe stanowisko naszego kraju. Ważną kwestią w przemówieniu premiera, jak podkreślił profesor, jest też przekonanie większości krajów członkowskich, że to instytucje UE łamią prawo unijne wobec Polski, a nie odwrotnie.

– Mateusz Morawiecki wyraźnie zakomunikował, że Polska nie ustąpi wobec bezprawnych, pozatraktatowych działań Unii Europejskiej wobec nas. Oświadczył, że to tzw. koniec kapitulacji i sygnał, że nie pozwolimy się szantażować mainstreamowi unijnemu, czyli głównym graczom politycznym, na przykład Niemcom i Francuzom – podkreślił prof. Żurawski vel Grajewski.

– Premier przedstawił realne, a nie wyimaginowane wyzwania, przed którymi stoi UE. Na przykład nadchodzący kryzys energetyczny będzie silnie odczuwany przez obywateli państwa tzw. starej Unii i będzie wpływał na nastroje wyborcze w wielu państwach Europy – przekonywał.

– Szef polskiego rządu wskazał rzeczywistą oś sporu. To nie polega na tym, że coś się dzieje w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej, gdzie postępuje proces centralizacji – podał. – Odbywa się to, wbrew przepisom traktatowym, poprzez zawłaszczania sobie prawa do kompetencji integracyjnych, których - w traktatach - państwa członkowskie Unii nie udzieliły – wskazał.

– Dążenie mainstreamu unijnego do pogłębiania skali centralizacji UE przez transfer kompetencji państw członkowskich do instytucji centralnych, wobec zablokowania tego procesu w 2005 r. przez referenda we Francji i Holandii, jest w tej chwili realizowane w sposób nielegalny przez instytucje unijne, które same sobie nadają kompetencje – wyjaśnił Żurawski vel Grajewski.

Premier Morawiecki: Nie zgadzam się na to, by politycy szantażowali i straszyli Polskę

Odrzucam język gróźb, pogróżek i wymuszeń – napisał na Facebooku premier Mateusz Morawiecki. „Niedopuszczalne jest narzucanie innym swoich decyzji...

zobacz więcej

Tłumaczył, że po kryzysie covidowym w Unii Europejskiej nakłada się teraz na siebie wiele zjawisk społeczno-politycznych.

– Jest to matematycznie niemożliwa do wypełnienia niemiecko-francuska wola, aby pozycja tych dwóch państw w Unii 27 państw była taka sama, jak we Wspólnocie 15 państw, czyli ponad ćwierć wieku temu – argumentował profesor.

– Aby uzyskać taki efekt, trzeba było zmienić system głosowania w Radzie Unii Europejskiej, co proponowano w projekcie odrzuconego traktatu konstytucyjnego. Później zostało to przeforsowane w traktacie lizbońskim z 2007 r. – przypomniał.

Kryzys strefy euro


– To zaaprobowały wszystkie duże i silne gospodarczo państwa tzw. starej Unii, ale mieliśmy krótko potem, w 2008 r., kryzys południa strefy euro, który na tyle osłabił Włochy i Hiszpanię i zaczął uderzać we Francję, że te państwa znacznie ustępują potężniejącym Niemcom – zaznaczył politolog.

– Właśnie Niemcy, stabilizując finanse unijne na zasadzie „kto płaci, ten wymaga”, zyskują wpływy polityczne – zaakcentował Żurawski vel Grajewski. – Przykładem były obrady komisji finansów Bundestagu nad budżetem Irlandii, jeszcze przed postanowieniami parlamentu w Dublinie – przypomniał.

Czytaj także: Premier: Środki z UE nie mogą zależeć od urzędniczych kaprysów

„To jest chamstwo”. Minister Czarnek komentuje słowa szefowej KE [WIDEO]

Bezczelny atak na wyrok niezależnego sądu konstytucyjnego to poważne pogwałcenie niezawisłości sądów – ocenił w TVP Info prof. Przemysław Czarnek,...

zobacz więcej

Profesor powiedział, że na kryzys finansowy sprzed kilkunastu lat nałożył się kryzys imigracyjny z 2015 r., który znowu uderzył w południowe kraje UE i - w mniejszym ekonomicznie stopniu - w Niemcy.

– Aż tak to jednak Berlina nie osłabiło, bo Niemcy nie były państwem, które bezpośrednio ponosiło koszty związane z obroną unijnych granic – podkreślił.

Politolog wskazał również trzeci stan kryzysowy odpowiedzialny jego zdaniem za obecną kondycję UE, czyli pandemię z początku 2020 r. – Ów kryzys znowu najbardziej dał się we znaki unijnemu południu – mówił. – Krótko przedtem było ostateczne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – przypomniał.

Nowe uwarunkowania polityczne w Europie


Profesor ocenił, że te kryzysy zasadniczo zmieniły uwarunkowania geopolityczne Starego Kontynentu.

– Z dawnej tzw. wielkiej piątki najsilniejszych państw UE, czyli Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch i Hiszpanii, pozostały już tylko Niemcy – tłumaczył.

Czytaj także: „PE atakuje nie tylko Polskę, ale też von der Leyen. Chcą ją odwołać”

Dwa komentarze w Politico miażdżą unijnych krytyków Polski

„Polska ma rację w sporze o nadrzędność unijnego prawa” – piszą w opinii dla serwisu Politico profesorowie prawa międzynarodowego Stefan Auer i...

zobacz więcej

– Niegdyś unijne instytucje miały moc hamowania wielkich europejskich mocarstw, teraz stały się instrumentem wpływu Niemiec i w dużo mniejszym stopniu Francji – dodał.

– Zamiast jednego wysokiego urzędnika unijnego mamy teraz trzech, co nie oznacza tylko rozrostu biurokracji, ale świadczy o tym, że każdy z tych trzech notabli jest trzykrotnie słabszy. Chociażby podczas rozmów z kanclerzem Niemiec czy prezydentem Francji, od których zresztą zależy przedłużenie kadencji tych urzędników unijnych – dowodził naukowiec.

To elementy - podkreślił - „erozji systemu zarządzania UE”. To z kolei, jak stwierdził profesor, może odbić się na sytuacji naszego kraju, ale już teraz negatywnie rzutuje na finanse innych unijnych państw, w tym tych najpotężniejszych ekonomiczne.

Chodzi m.in. o opóźnienia w wypłacie pieniędzy dla Polski z Funduszu Odbudowy po pandemii. – Już teraz przedsiębiorcy na przykład w Niemczech skarżą się, że stracą na opóźnieniach wypłat dla Polski – zaznaczył.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
– Środowiska polityczne rządzące w głównych państwach Unii zorientują się, że źle zrobiły, kiedy będą musiały rozliczyć się przed swoimi elektoratami, a to wkrótce nastąpi – powiedział naukowiec.

W jego opinii prawnie te pieniądze się Polsce należą, a wiele zależy też od stanowiska pozostałych członków UE. Zdaniem profesora zdają sobie oni sprawę, że przykład Warszawy i Budapesztu, a wkrótce również Pragi i Lublany może pociągnąć podobne zagrożenia dla innych państw.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:

Zobacz więcej