RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Krzysztof Wołodźko: Wojna o Polskę, wojna z Polską

Polexit pozwala odwrócić uwagę od o wiele poważniejszego problemu z Unią Europejską – pisze autor (fot. PAP/EPA/RONALD WITTEK / POOL)
Polexit pozwala odwrócić uwagę od o wiele poważniejszego problemu z Unią Europejską – pisze autor (fot. PAP/EPA/RONALD WITTEK / POOL)

Lewicowo-liberalna opozycja chętnie straszy polexitem, gdyż pozwala jej to łatwo odwrócić uwagę od o wiele poważniejszego problemu z Unią Europejską. To stopniowe przekształcanie jej struktur w scentralizowany organizm, w którym państwa narodowe będą miały coraz mniej do powiedzenia. Poza elitami tych krajów, które wygrają dla siebie walkę o kontrolę unijnych instytucji i unijnej legislacji.

Polacy atakowani za rzekomy „faszyzm”. Puknijcie się w głowę

Na Strajku Kobiet łamano prawo, na manifestacji Donalda Tuska łamano prawo, na Paradach Równości łamano prawo i na Marszach Niepodległości też...

zobacz więcej

To dzieje się na naszych oczach. Jeśli Polska stałaby się kozłem ofiarnym takich przekształceń, to żadne wyjście nie będzie dla nas dobre – ani polexit, ani pozostanie w Unii w roli wschodniego terytorium pod brukselskim zarządem. Tym bardziej, że Bruksela to pewnego rodzaju teatr, w którym o rolę wszechmocnego dyrektora coraz chętniej dopominają się Niemcy.

Zacznijmy od istotnego przypomnienia, gdyż 2004 rok to dość już zamierzchła przeszłość, szczególnie dla młodszych roczników. Wejścia Polski do Unii chciała większość naszego społeczeństwa. Warto jednak pamiętać, że znaczna część Polek i Polaków patrzyła na Unię dość pragmatycznie, postrzegała ją jako wspólnotę międzynarodową gwarantującą nie tylko finansowe środki, ale także – swobodę podróży i pracy. Wiedzą o tym doskonale wszyscy zarobkowi emigranci z Polski z tamtych czasów. Dwucyfrowe bezrobocie, brak perspektyw w całych regionach kraju, słaba siła nabywcza portfeli sprawiała, że chętnych do emigracji nie brakowało.

Zobacz także: Andrzej Duda: Polska i Litwa wspólnie bronią Europy przed tyranią [WIDEO]

I kłamcą jest ten, kto twierdzi, że Polacy i Polki masowo wyjeżdżali wówczas na Zachód, bo najbardziej marzyła im się walka o prawa mniejszości seksualnych albo daleko idący multikulturalizm. Niemała część z tych, którzy dziś hejtują PiS za ksenofobię i tym podobne, wtedy pakowała manatki, bo miała po prostu dość III RP urządzonej przez liberałów od Leszka Balcerowicza. Bo nie było w niej dla nich miejsca, bo dusili się od lęku i niepewności o własną przyszłość w kraju urządzonym przez ultraliberałów pobożnych i bezbożnych.

Co „trzaśnie” na Ukrainie? Wojenne pomruki z Moskwy

Obecny kryzys gazowy w Europie to zła wiadomość przede wszystkim dla Kijowa. Rosja oczyszcza sobie pole do rozprawy z Ukrainą. Jeśli ekipa...

zobacz więcej

Do tego doszły środki unijne, które w szybkim czasie pozwoliły bogacić się nie tylko lokalnym elitom, ale wniosły spore ożywienie gospodarcze i infrastrukturalną poprawę choćby na polską wieś. Lata 90. były tam właściwie czasem marazmu, czasem powolnego wylizywania się z ran zadanych na początku transformacji. Po 2004 roku jak grzyby po deszczu zaczął wyrastać choćby cały sektor usług związanych z obsługą unijnych środków – skorzystała na tym przynajmniej część pokolenia ówczesnych trzydziestolatków, którzy przed wejściem Polski do Unii także nie mogli liczyć na jakiekolwiek sensowne kariery – bo po prostu w kraju nie było ich gdzie robić.

Nic też dziwnego, że wejście Polski do Unii z westchnieniem ulgi przyjęła także cała klasa polityczna – środki unijne plus wentyl bezpieczeństwa w postaci emigracji zarobkowej być może ocaliły ją przed poważnymi wstrząsami społecznymi. To wcale nie było niemożliwe – warto sobie przypomnieć, że w nieco już lepszej sytuacji społeczno-gospodarczej, w 2015 roku, Platforma nie poradziła sobie z potężną frustracją społeczną. W znacznej mierze wywołaną tym, że większość społeczeństwa znów zaczęła odczuwać, iż lewicowo-liberalnym elitom i jej wyborcom z wąskiej, ale wpływowej klasy średniej żyje się zdecydowanie lepiej niż zwykłym ludziom, którym jako remedium na problemy proponowano to jedno rozwiązanie: „zmień pracę, weź kredyt”.

To wszystko nie znaczy, że Polacy i Polki nie zdawali sobie sprawy również ze światopoglądowych czy wręcz ideologicznych założeń Unii Europejskiej. Wydawało się jednak – przekonywał do tego także Jan Paweł II, a za nim polski Kościół – że uda się połączyć unijny kanon wartości społecznych, obywatelskich i politycznych z katalogiem wartości bliższym polskiemu społeczeństwu. W 2004 rok dość powszechnie nazywanym „katolickim społeczeństwem” także przez tych, którzy dziś boją się tego określenia jak diabeł święconej wody. Zakładano, że w relacjach państwo / społeczeństwo polskie – unijne instytucje i prawo uda się zachować światopoglądowy balans – właśnie na poziomie prawa i jego praktycznych zastosowań.

Na Białorusi jest już cicho. Łukaszenka likwiduje ostatnie ośrodki niezależnej myśli

Białoruski reżim nie tylko kontynuuje działania mające na celu wywołanie kryzysu migracyjnego na granicy z Polską i krajami bałtyckimi, ale także...

zobacz więcej

Wiele zaczęło się jednak zmieniać. Po pierwsze, spore podziały nastąpiły w łonie polskiego społeczeństwa: dziś nikt już nie ma wątpliwości, że kwestie światopoglądowe dzielą Polki i Polaków o wiele bardziej niż jeszcze w momencie naszego przystąpienia do Unii Europejskiej.

Po drugie, zdecydowanie zaczęła zmieniać się Unia – procesy integracyjne coraz bardziej skupiają się na wzmacnianiu i poszerzaniu kontroli unijnych instytucji nad państwami narodowymi; widać wyraźnie, że chodzi o takie ujednolicenie struktur, które – w najgorszym razie – rządy poszczególnych państw uczyni menedżerami średniego szczebla, a ich parlamenty – mało znaczącymi klubami dyskusyjnymi albo maszynkami do przegłosowywania brukselskich dyrektyw. Z zastrzeżeniem wyżej już dodanym: ktoś w tym pociągu będzie musiał być równiejszy; ktoś będzie nim kierował i siedział w wagonach I klasy. I nie bez powodu wskazuje się w tej sprawie na Berlin, choć w gruncie rzeczy mówimy o nieco bardziej skomplikowanym układzie, złożonym przede wszystkim z przedstawicieli zachodnich elit politycznych.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Po trzecie wreszcie, unijne ośrodki władzy dość szybko spostrzegły, że ideologiczny nacisk związany ze stopniową reinterpretacją praw człowieka, położeniem większego nacisku na upolitycznienie kwestii obyczajowych daje im całkiem spore pole manewru w postępowaniu z niektórymi krajami środkowo-wschodniej Europy, na czele z Polską i Węgrami.

Po co Rosji kawał pustyni? Mali w układance Kremla

Kiedyś mówiło się, że gdyby na Saharze zapanował komunizm, to po pewnym czasie zabrakłoby tam piasku. Nigdy się tego nie dowiemy, choć Sowieci...

zobacz więcej

Tak zwane europejskie wartości służą jako świetny pretekst do presji na „krnąbrne rządy” państw takich jak Polska, które mają przecież w pełni demokratyczny mandat do sprawowania władzy. Przy okazji: nie dowiemy się nigdy, jak do współczesnej wykładni „europejskich wartości” odnieśliby się ojcowie założyciele unijnego projektu, na czele z Robertem Schumanem; ani polscy chadecy i euroentuzjaści tej miary co Tadeusz Mazowiecki. Ale to raczej nie obchodzi ideologicznych pałkerów, nawet z tytułami doktorów, którym za całą myśl polityczną wystarczą ośmiogwiazdkowe manifesty.

To nie wydumany polexit jest dziś problemem dla Polski i Europy. Problemem jest to, że Unia Europejska może zmierzać do powolnego przekształcenia się w kieszonkowe imperium europejskie (kieszonkowe, jeśli porównać z możliwościami Chin czy USA). I to takie, które od swoich poddanych i zarządców poszczególnych państw-regionów będzie żądało „aktu świeckiej wiary” i bezwzględnej lojalności wobec struktur władzy wciąż udających demokratyczne.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej