RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Politolog: Premier złożył Unii bardzo ważną propozycję ws. TSUE

Premier Mateusz Morawiecki w Parlamencie Europejskim (fot. PAP/EPA/ RONALD WITTEK / POOL)
Premier Mateusz Morawiecki w Parlamencie Europejskim (fot. PAP/EPA/ RONALD WITTEK / POOL)

Jaki był najważniejszy punkt wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego w PE? Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski podkreśla w rozmowie z portalem tvp.info, że premier wyjaśnił, iż osią sporu Polski i UE nie jest praworządność, a pozatraktatowe rozpychanie się instytucji unijnych, szczególnie TSUE. – Wskazał ten problem i zaproponował rozwiązanie w postaci powołania izby prawnej, która kontrolowałaby, czy TSUE działa w granicach kompetencji – tłumaczy.

Niemcy dziękują Tuskowi za protesty w Warszawie. „Nawoływał do demonstracji”

Podczas debaty w Parlamencie Europejskim szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber dziękował Donaldowi Tuskowi za organizację demonstracji...

zobacz więcej

Po wtorkowym wystąpieniu premiera Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim zapanowała medialna burza. Każdy polityk i dziennikarz ma własne zdanie. Cytowane są różne komentarze. Jak zwykle, niemal każdy na koniec zostanie przy swojej własnej opinii i niewiele się zmieni.

Eksperta w dziedzinie stosunków międzynarodowych prof. Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego poprosiliśmy więc o wskazanie, co faktycznie warto odnotować z wtorkowej sesji PE.

Zobacz także ->  Dworczyk o wystąpieniu premiera: Pokazało, że można bronić polskich interesów

– Premier wskazał na ważne wyzwania, w tym szczególnie wyzwanie w zakresie nadchodzącego kryzysu energetycznego. Podkreślał, że problemy cen energii uderzą w obywateli, w tym mieszkańców zachodniej części Europy, a będzie to efekt polityki klimatycznej UE i biznesów z Rosją, czyli budowy Nord Stream 2. To wskazanie, że Polska miała rację, bo ostrzegała przed tym od wielu miesięcy – mówi ekspert.

Dodaje, że premier sprecyzował także oś sporu między Warszawą a Brukselą.

– Tym sporem nie jest stan demokracji w Polsce, ale traktatowe przepychanie się instytucji unijnych, szczególnie TSUE. Spór nie dotyczy Polski, tylko natury procesu integracji europejskiej, która jest pogłębiana w kierunku centralizacji UE. Nie dzieje się to na mocy decyzji suwerennych państw członkowskich przekazujących kompetencje Unii, ale na mocy uzurpowania sobie tych kompetencji przez instytucje unijne w sposób pozatraktatowy, czyli nielegalny – podkreśla w rozmowie z portalem tvp.info Przemysław Żurawski vel Grajewski.

Media zaatakowały rzeczniczkę SG. Ujawnia, jak zareagowali jej koledzy z pracy

Straż Graniczna jest pomawiana przez niektóre media o zbrodnie; ostatnio krytykowana jest jej rzeczniczka Anna Michalska. W jednym z artykułów...

zobacz więcej

Ekspert ocenia, że Mateusz Morawiecki wskazał ten problem i złożył Unii bardzo ważną propozycję ws. TSUE. Zaproponował rozwiązanie w postaci powołania przez trybunały konstytucyjne i ich odpowiedniki w państwach członkowskich izby prawnej, która kontrolowałaby, czy Trybunał Sprawiedliwości UE działa w granicach zakreślonych traktatowo kompetencji.

– To najważniejsze przesłanie w przemówieniu premiera – ocenia ekspert odnosząc się do słów Morawieckiego, że „kompetencje UE mają swoje granice i nie wolno dłużej milczeć, gdy te granice są przekraczane”.

Polska nie dopuszcza polexitu


– Premier dał też ważny sygnał, że ustępstwa się skończyły, a Polska się nie cofnie i nie ulegnie żadnemu szantażowi – mówi Przemysław Żurawski vel Grajewski.

Zobacz także ->  Patryk Jaki w PE: Nie podoba wam się polski rząd. Chcecie przywrócić marionetki

W ocenie naszego rozmówcy z przemówienia Morawieckiego jasno wybrzmiało, że Polska nie dopuszcza polexitu, a rząd PiS dementuje plotki opozycji o wyjściu z Unii.

– Bardzo zręcznym zabiegiem było zacytowanie wyroków trybunałów konstytucyjnych i ich odpowiedników. To daje do myślenia – dodaje nasz rozmówca. Przypomnijmy, że w czasie swojego przemówienia premier zacytował wyroki sądów, które uznały, że prawo krajowe jest nadrzędne wobec prawa unijnego. Na koniec zaznaczył, że nie są to wcale fragmenty ostatniego orzeczenia polskiego TK. – Te decyzje dotyczą francuskiej Rady Konstytucyjnej, duńskiego Sądu Najwyższego i niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego – zaznaczył. Więcej na ten temat  TUTAJ.

Szefowa KE o nadrzędności prawa Unii. Legutko: Skąd pani to wzięła?

– Nie boimy się europejskiego prawa. Boimy się europejskiego bezprawia większości, nadużywania władzy, własnych interpretacji traktatów – mówił w...

zobacz więcej

PE jako „polityczny teatr”


Po wtorkowej debacie pojawia się również wiele opinii, że zamiast zająć się realnymi problemami (jak kryzys energetyczny), Parlament Europejski debatuje we wtorek o praworządności w Polsce, w środę zajmie się tematem aborcji w naszym kraju, a niedawno koncentrował się na prawie do przerywania ciąży w Teksasie.

– To wynika z natury Parlamentu Europejskiego. Nie jest on legislatywą. Ma kompetencje doradcze w zakresie prawodawstwa unijnego. Tworzy atmosferę polityczną, a nie podejmuje rozstrzygających decyzji, bo nawet w sprawach budżetowych ostatecznie decydują Niemcy – wyjaśnia prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski.

Zobacz także ->  Morawiecki: To nie tylko zasada traktatów, ale też naszej konstytucji

Dodaje, że „obrady PE mają charakter teatru politycznego, w którym grają nawet nie partie narodowe, ale unijne frakcje”.

– Nikt nie głosuje przecież na Europejską Partię Ludową czy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, bo te nazwy są wyborcom nieznane. Każdy obywatel głosuje na ugrupowania krajowe, takie jak CDU, PiS czy PSOE. Związek między frakcjami politycznymi w PE a obywatelami Unii jest bardzo słaby. W tym wszystkim w każdej frakcji są grupy narodowe, które działają zgodnie z interesem własnych państw – zaznacza ekspert. Jak tłumaczy, właśnie dlatego Europejczykom często ciężko zrozumieć, co tak na prawdę dzieje się w Brukseli.

Premier zacytował orzeczenia, które wstrząsnęły europosłami. To wyroki z Niemiec i Francji

Mateusz Morawiecki zabrał głos podczas debaty w Parlamencie Europejskim. W czasie swojego przemówienia zacytował wyroki sądów, które uznały, że...

zobacz więcej

Chcą przestać płacić, więc atakują


Na koniec profesor wyjaśnia, że ostre polityczne spory w UE to niestety jak zwykle walka o pieniądze.

– W tej chwili mamy trzy obozy. Pierwszy z nich to bogata Północ, czyli „klub skąpców”, gdzie popularne jest hasło „skończmy z unią transferową”. Na przykład Holendrzy bronią się, by ich podatki nie szły na "leniwych południowców" i wstecznych, ich zdaniem, przedstawicieli Wschodu. Nie mogą tego nazwać wprost, więc Polska jest dla nich dobrym pretekstem, aby ograniczać przepływ funduszy w UE – ocenia.

Zobacz także ->  Szefowa KE: Mamy ogromne obawy po wyroku polskiego TK

Druga grupa to Południe, które chciałoby pieniędzy jak najszybciej, bo jest ogromnie zadłużone, a trzecia to Wschód, który ma zdrowe gospodarki, ale jest obyczajowo konserwatywny. W tej sytuacji Parlament Europejski, który niewiele może, jest teatrem demonstrowania przez różne siły, jak bardzo dbają o obsłużenie własnych wyborców w sprawach ideologicznych (LGBT, aborcji) oraz w kwestiach finansowych poprzez odbieranie pieniędzy innym – przekonuje w rozmowie z portalem tvp.info ekspert w dziedzinie stosunków międzynarodowych.

W jego opinii tak zwani skąpcy są dziś bardzo silni. Kreują obraz, w którym ich bogaci obywatele płacą krajom biedniejszym, by utrzymać je na powierzchni.

– Oczywiście nie jest to prawda, bo de facto te transfery finansowe to wykupywanie usługi zniesienia barier, czyli otwarcia naszych rynków i wystawienia naszych słabszych gospodarek na konkurencję z tymi znacznie silniejszymi. Ale oni przedstawiają to inaczej, a żeby zablokować pieniądze, wykorzystują argumenty o rzekomym braku praworządności – podsumowuje.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej