RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Wagnerowcy na Saharze. Jak „kucharz Putina” rozzłościł Francuzów

Pułkownicy z Bamako poszli w ślady innych afrykańskich krajów (fot. Stringer/Anadolu Agency via Getty Images)
Pułkownicy z Bamako poszli w ślady innych afrykańskich krajów (fot. Stringer/Anadolu Agency via Getty Images)

Rosyjscy najemnicy są już podobno w Mali. Podobno, bo rządząca w tym kraju junta wojskowa zaprzecza. Ale jej sojusz z Moskwą jest faktem. Pułkownicy z Bamako poszli w ślady innych afrykańskich krajów, które zwróciły się o pomoc do Rosji.

Na Kaukazie znów gorąco. Wojna o korytarz Zangezur?

Rośnie napięcie między Azerbejdżanem i Armenią. Niemal codziennie dochodzi do zbrojnych incydentów. Rosja chce to wykorzystać do wzmocnienia swych...

zobacz więcej

Scenariusz jest podobny do tego w Republice Środkowoafrykańskiej. Była francuska kolonia, biedna i pogrążona w wewnętrznych walkach. Międzynarodowa pomoc wojskowa nieskuteczna w konfrontacji z islamistycznymi rebeliantami. Wtedy pojawia się oferta z Moskwy: dostawy uzbrojenia, a przede wszystkim „instruktorzy wojskowi” szkolący wojsko i ochraniający rząd.

Czyli po prostu najemnicy, którzy za sowitą opłatę bardziej narażą swe życie i zdrowie w walce z wrogami rządu, niż żołnierze sił międzynarodowych. Przy okazji oczywiście Rosja zwiększa swoje wpływy wojskowe, ekonomiczne i polityczne w danej części Afryki. To zadziałało w Republice Środkowoafrykańskiej już w 2018 r. Teraz mamy powtórkę w leżącym bardziej na zachód Mali. Pytanie, czy Francja będzie w stanie przełknąć kolejną taką porażkę? Wszak od 2013 roku Paryż angażuje w walce z dżihadystami w Mali i sąsiednich krajach Sahelu tysiące żołnierzy. Po dwóch wojskowych puczach w Bamako w ciągu zaledwie roku Zachód z Francuzami na czele chce dokonać zmian w swojej misji wojskowej w Mali. Pułkownicy z Bamako od razu ogłosili, że Francja ich porzuca. A że od lat mają ścisłe związki z Rosją…

Pułkownicy z Moskwy


Sierpień 2020 roku. Armia przeprowadza zamach stanu. Obalony prezydent Ibrahim Boubacar Keita trafia pod straż do bazy Kati. Leżący niedaleko stolicy kompleks wojskowy to główny ośrodek puczystów. I rodzima baza dwóch pułkowników, którzy tuż przed zamachem stanu wrócili z Rosji. Według francuskiego portalu Jeune Afrique, powołującego się na źródła w armii malijskiej, płk Malick Diaw i płk Sadio Camara przeszli szkolenia w Moskwie w okresie od stycznia do sierpnia 2020 r. Pułkownik Diaw był zastępcą przywódcy junty płk. Assimiego Goity. Dziś stoi na czele Narodowej Rady Przejściowej (czyli „tymczasowego” parlamentu). Pułkownik Camara jest dziś natomiast ministrem obrony.

Były kamienie, potem śmigłowce. Wojna zaczęła się od kamer

Ponad 50 zabitych i blisko 300 rannych. W zdecydowanej większości cywile. To bilans trzydniowego konfliktu granicznego dwóch środkowoazjatyckich...

zobacz więcej

Po puczu sierpniowym „tymczasowym” prezydentem został Ba N’Daou, zaś junta obiecała – pod presją Francji i groźbą sankcji krajów zachodniej Afryki – szybko przeprowadzić wybory prezydenckie i parlamentarne, tak aby władza wróciła w ręce cywilów. Wyborów wciąż jednak nie ma, za to w maju 2021 wojsko znów dokonało przewrotu, zaraz po tym, jak N’Daou ogłosił nowy skład rządu, w którym tylko czterech z 25 ministrów było wojskowymi. Stanowisko stracił N’Daou, a wraz z nim premier i minister obrony. Nowym „tymczasowym” prezydentem został płk Assimi Goita, premierem „tymczasowego rządu” Choguel Maiga, zaś ministrem obrony – jak wspomniano – Sadio Camara. Co ich wszystkich łączy, z płk. Diawem zresztą też? Wszyscy w przeszłości studiowali lub szkolili się w Rosji.

Nowy szef resortu obrony już pod koniec czerwca 2021 r. poleciał do Moskwy, gdzie rozmawiał z szefem sztabu generalnego sił zbrojnych Rosji gen. Walerijem Gierasimowem. Gierasimow mówił wtedy: „Postrzegamy Republikę Mali w charakterze jednego z naszych perspektywicznych partnerów na kontynencie afrykańskim i potwierdzamy zainteresowanie umocnieniem współpracy”. Pułkownik Camara odwiedził w tym roku Moskwę jeszcze co najmniej raz, przynajmniej oficjalnie. Pod koniec sierpnia wziął udział w targach uzbrojenia Armia-2021. Ważniejsze było jednak to, co się działo za kulisami.

Turcja wchodzi, Iran wychodzi. A Rosja? Wielka gra o Kaukaz

Obecne napięcie na linii Teheran-Baku to przede wszystkim skutek irańskich obaw o utratę wpływów na Kaukazie Południowym. To jedna z...

zobacz więcej

Alarm w Paryżu


Gdy 22 września 2020 roku w Bamako, podczas obchodów Dnia Niepodległości, odbyła się demonstracja, której uczestnicy domagali się szybkiego wycofania wojsk francuskich – zaskakiwać mogła ilość prorosyjskich haseł i plakatów. Demonstranci wyrażali poparcie nie tylko dla junty, ale też wzywali do zaproszenia do kraju Rosjan. Gdy na ulice wyszli zwolennicy junty po puczu 24 maja 2021, prorosyjskie hasła były jeszcze głośniejsze. Jak ustalił „The Daily Beast”, organizatorzy demonstracji byli związani z juntą. Dwóch z nich dzień wcześniej spotkało się w bazie wojskowej w Kati. Operacja pt. Rosjanie w Mali przyspieszyła po tym, jak w czerwcu Emmanuel Macron ogłosił zakończenie Operacji Barchan i stopniowe wycofanie francuskich oddziałów z Mali, w szczególności z najbardziej wysuniętych na północ baz Kidal, Timbuktu i Tessalit, tak, aby ponownie skoncentrować siły na granicach Nigru i Burkina Faso. Plan przewiduje redukcję o połowę liczącego teraz 5 000 ludzi kontyngentu francuskiego do 2023 r.

W lipcu francuski wywiad wojskowy w raportach dla kierownictwa państwa zaczął podkreślać, że groźbę „rosyjskiego przeniknięcia” nie tylko dla Mali, ale całego Sahelu, należy traktować priorytetowo. 6 lipca portal Jeune Afrique donosił o „wielu prorosyjskich i antyfrancuskich manifestacjach” organizowanych w stolicy Bamako i drugim pod względem wielkości mieście Sikaso. Pierwsze doniesienia, że junta wojskowa chce dogadać z się z wagnerowcami pojawiły się w sierpniu, po wizycie ministra obrony Mali w Moskwie. Chwilę potem opublikowano sondaż mówiący, że 87 proc. Malijczyków popiera decyzję rządu, aby sprowadzić wagnerowców. Kto był autorem tego „badania”? Fundacja Ochrony Wartości Narodowych, na czele której stoi Maksym Szugalej, a jego bezpośrednim kuratorem jest Jewgienij Prigożin. To biznesmen bliski Kremlowi, nazywany „kucharzem Putina” (jego firma seryjnie wygrywa wielkie przetargi na zaopatrzenie żywnościowe szkół i jednostek wojskowych w Rosji). Przede wszystkim jednak Prigożin znany jest jako „frontman” polityki rosyjskiej w Afryce. Nie przypadkiem wspomniana fundacja (znajdująca się zresztą na czarnej liście Departamentu Skarbu USA za szerzenie dezinformacji) podobne „badania” robiła wcześniej w Republice Środkowoafrykańskiej.

Mógł być nawet następcą Putina. Kogo cieszy śmierć generała?

Wciąż niejasne są okoliczności śmierci ministra ds. sytuacji nadzwyczajnych Jewgienija Ziniczewa. Oficjalna wersja przedstawiająca generała jako...

zobacz więcej

Wizja wagnerowców w kolejnym kraju afrykańskim należącym do tradycyjnej strefy wpływów Francji wywołała oczywiście alarm w Paryżu. Według źródeł „Le Monde”, 19 sierpnia podczas rozmowy telefonicznej z Putinem Emmanuel Macron poruszył kwestię „sytuacji w Sahelu”. Co ciekawe, w komunikacie Pałacu Elizejskiego nie ma o tym słowa. Za to w komunikacie Kremla czytamy: „omówiono szereg innych regionalnych kwestii, dotyczący m.in. kontynentu afrykańskiego”. Informator „Le Monde” z otoczenia prezydenta twierdzi, że Macron miał Putinowi stanowczo powiedzieć, że Francja ma pracę do wykonania w Mali i się stamtąd nie zabiera. Putin miał odpowiedzieć, że Rosja wcale nie zamierza zajmować miejsca zwolnionego przez Francję w Mali. Rozmowy toczyły się jednak dalej, bo chyba Kreml nie przekonał Pałacu Elizejskiego.

Wagnerowcy wchodzą do gry


Francja uznała rosyjskie wejście do Mali za tak groźną sytuację, że Macron na ten temat rozmawiał telefonicznie z szeregiem przywódców różnych państw afrykańskich. Według ustaleń Jeune Afrique, na liście rozmówców byli prezydenci Wybrzeża Kości Słoniowej, Senegalu, Gwinei-Bissau, Nigru, a także szef Wspólnoty Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej (ECOWAS). 8 września w Moskwie pojawił się szef Departamentu Afryki i krajów Oceanu Indyjskiego MSZ Francji. Christophe Bigot raz jeszcze przedstawił Rosjanom argumenty Paryża w sprawie Mali. Na początku września w Bamako mieli pojawić się przedstawiciele Kompanii Wagnera. W tym samym czasie do Mali przyleciał szef sztabu generalnego armii francuskiej Thierry Burkhard w ramach dłuższej podróży po Sahelu. Nie przyjął go minister obrony Camara zajęty negocjacjami z Rosjanami. To już poważnie zaniepokoiło Francuzów. Paryż od początku wiedział, że toczą się malijsko-rosyjskie rozmowy, ale chciał Moskwie wyperswadować angażowanie się w Mali za kulisami, po cichu. W połowie września o sprawie poinformował jednak Reuters i sprawa znalazła się w mediach na całym świecie.

Dyplomatyczna ofensywa Paryża na niewiele się zdała. Rosja oficjalnie umywała ręce, zaś junta w Mali podkreślała swoją niezależność, także w podejmowaniu decyzji, kogo o pomoc wojskową prosi. 14 września szef MSZ Mali Abdoulaye Diop przyjął ambasadora Rosji w Mali i Nigrze Igora Gromykę.

Tego samego dnia ministerstwo obrony Mali przyznało, że prowadzi rozmowy z wagnerowcami. Zaś 17 września premier Maiga powiedział, że Mali ma pełne prawo do „planu B” w przypadku, jeśli uzna, że jest to konieczne dla bezpieczeństwa kraju. Wówczas Francja zdecydowanie zaostrzyła retorykę. W wywiadzie dla France Info minister spraw zagranicznych Jean-Yves Le Drian jasno wyraził opinię Paryża na temat wagnerowców: „Poznaliśmy ich już w Syrii, poznaliśmy na Ukrainie. Teraz spotykamy ich i są oni bardzo aktywni w Republice Środkowoafrykańskiej. Znamy ich z Libii. A teraz oferują swoje usługi juncie, która przejęła władzę w Mali. Są to ludzie, których cechuje wymuszanie, łamanie prawa humanitarnego, grabieże, wykorzystują państwa i surowce, które może posiadać to czy inne państwo. I są oni znani z tego, że (wbrew temu, co twierdzą) zwiększają niestabilność w danych państwach...”.

Tego samego dnia, 16 września, szef dyplomacji Nigru powiedział, że ECOWAS życzy sobie, aby rosyjscy najemnicy „nie znajdowali się w naszym regionie i nie pogarszali jeszcze bardziej sytuacji bezpieczeństwa”. Ostro zareagowało MSZ Mali, nazywając wypowiedź szefa dyplomacji sąsiedniego kraju „niedopuszczalną” i „nieprzyjazną”.

20 września w Bamako wizytę złożyła minister obrony Francji Florence Parly. Rozmawiała z Sadio Camarą. Junta liczyła, że być może Paryż w obliczu groźby wejścia Rosjan pójdzie na takie obietnice finansowe i polityczne, że przebiją one ofertę Moskwy. Nic takiego się jednak nie stało. Podczas pobytu w Nowym Jorku na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ premier Choguel Maiga oznajmił, że jego kraj czuje się porzucony przez Francję i poszukuje pomocy wojskowej. Macron odpowiedział mu szybko, że „legitymacja obecnego rządu, wynikająca z dwóch zamachów stanu, w sierpniu 2020 r. i maju 2021 r., jest demokratycznie nieważna”.

Przy otwartym sporze z juntą, Francuzom pozostały już tylko rozmowy z Moskwą. Jeszcze 23 września w kuluarach Zgromadzenia Ogólnego ONZ Le Drian rozmawiał na ten temat z Siergiejem Ławrowem. Ale dwa dni później Ławrow rozwiał ostatnie nadzieje Paryża, publicznie informując, że władze Mali „zwróciły się do prywatnej spółki wojskowej z Rosji w związku z tym, że, jak rozumiem, Francja chce znacząco ograniczyć swój wojskowy kontyngent, który tam się znajdował i powinien, jak wszyscy rozumieli, walczyć z terrorystami”.

Gorsi od talibów. Nie pomogła matka wszystkich bomb

Przeprowadzili krwawy zamach przed lotniskiem w Kabulu. Walczą z talibami, walczą z Amerykanami. Jedna z najokrutniejszych organizacji...

zobacz więcej

Nowi sojusznicy


Wojsko francuskie prowadzi działania przeciwko dżihadystom w Mali już od 2013 roku (Operacja Serwal, a następnie Operacja Barchan). Zresztą także wtedy skierowane tam zostały siły ONZ mające pomóc w normalizacji sytuacji na północy kraju. Mandat ONZ z 2013 r. dla misji pokojowej w Mali (MINUSMA) przewiduje maksymalną liczebność wojskową na ponad 13 000. Do tego dochodzą jeszcze misje afrykańskich członków ECOWAS oraz Unii Europejskiej (EUTM Mali) – mające cele stabilizacyjne i szkoleniowe. 7 września na spotkaniu ministrów obrony UE w Bratysławie wiceminister obrony Czech Jan Havranek poinformował, że Rosja w ostatnim czasie organizowała w Mali „różne propagandowe akcje” w celu przekonania ludności miejscowej, że UE używa międzynarodowej misji wojskowej do „okupacji ich kraju”, jak też próbuje narzucić Zachodniej Afryce „stare kolonialne porządki”. 15 września minister obrony Niemiec zagroziła, że Berlin może wycofać swoich żołnierzy, jeśli w Mali pojawią się wagnerowcy. Takie samo stanowisko zajmuje Estonia.

Największe znaczenie ma jednak podobna deklaracja Francji, bo to Paryż ponosi największy ciężar wojskowy w Mali. 24 września, tuż przed oświadczeniem Ławrowa o zaproszeniu wagnerowców przez rząd w Bamako, premier Maiga zarzucił Francji porzucenie Mali w trudnym momencie poprzez redukcję kontyngentu wojskowego bez uprzedzenia. Maiga zażądał też bardziej ofensywnej postawy w wojnie z dżihadystami ze strony łącznie ok. 13 000 wojskowych misji ONZ. Reakcja Paryża była bardzo ostra. - Francja nikogo nie porzuca – oznajmiła minister Parly. - Jeśli trzyma się 5 000 żołnierzy i po prostu porzuca trzy pozycje, zamierzając zostawić jeszcze parę tysięcy wojskowych, i kiedy wykorzystuje się w Sahelu najnowszą broń, to nie jest to zachowanie kraju, który zamierza się wycofać – mówiła 27 września Parly. I krytykowała władze Mali, przypominając, że w przeddzień wystąpienia premiera Maigi, w Mali zginął kolejny, 52. już francuski żołnierz. Minister Parly stwierdziła też, że junta malijska chce się oprzeć na Rosjanach, bo wtedy nie będzie zmuszona do spełnienia podjętego zobowiązania przeprowadzenia wyborów. Junta zobowiązała się do tego najpóźniej do lutego 2022 roku, ale już idą z jej strony sygnały, że wybory zostaną przełożone. Nie wiadomo nawet o ile.

Komendant Wiernych i „wielka trójka”

Pierwsi ministrowie już są. Ale to nie oni stoją na czele Talibanu. Nie wiadomo nawet jeszcze, jak będzie wyglądał nowy system rządów w...

zobacz więcej

Tymczasem, do Bamako dotarły 30 września wieczorem z Rosji cztery śmigłowce Mi-171. Pułkownik Sadio Camara poinformował, że była to realizacja kontraktu zawartego w grudniu 2020 roku. Rosjanie dołożyli w charakterze bonusu uzbrojenie i amunicję do śmigłowców.

Za gotówkę i złoto?


Rząd Mali nie potwierdził dotychczas oficjalnie przyjazdu wagnerowców. Natomiast jeszcze 15 września na konferencji prasowej Adama Ben Diarra, członek junty oświadczył: „Już od miesiąca w Mali znajduje się 50 ekspertów rosyjskich. Są tutaj, aby poznać sytuację bezpieczeństwa, i obiecują skończyć z wojną i dżihadystycznym zagrożeniem w ciągu sześciu miesięcy”. Kim jest Adama Ben Diarra? To lider ruchu Yerewolo, który sprzymierzył się z puczystami. Według francuskiego wywiadu, rosyjscy emisariusze dotarli do niego i przekonali do wsparcia sojuszu Mali z Moskwą. Pod koniec maja lider Yerewolo zorganizował kilka demonstracji w Bamako, m.in. przed ambasadą Rosji, domagając się usunięcia z kraju Francuzów i przyjęcia Rosjan. - Jeśli wagnerowcy oswobodzili Syrię, jeśli wagnerowcy oswobodzili Republikę Środkowoafrykańską, to my witamy wagnerowców w Bamako, żeby oswobodzili Mali. Dla wojny asymetrycznej proponujemy asymetryczne rozwiązania, pod nazwą grupa Wagnera – krzyczał na manifestacjach Ben Diarra. Który jednakże zaprzecza, jakoby miał jakiekolwiek kontakty z Rosjanami czy przyjmował od nich pieniądze.

Wymiana ognia na granicy dwóch postradzieckich państw. Są ofiary śmiertelne

Na spornym odcinku granicy między Tadżykistanem i Kirgistanem doszło do wymiany ognia – poinformowało Radio Azattyk, regionalna redakcja Radia...

zobacz więcej

Tymczasem najemnicy, według źródeł BBC, zaczęli „pracę” w Mali już w sierpniu. Być może chodzi o wspomnianych 50 „ekspertów”. Zaś na poligonie w Kraju Krasnodarskim trwa nabór chętnych do misji w Afryce. Szczególne zapotrzebowanie jest na saperów, górników oraz operatorów dronów. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że Mali miałoby płacić Kompanii Wagnera 10,8 mln dolarów miesięcznie w zamian za usługi 1000 najemników – mieliby oni szkolić wojsko malijskie i ochraniać wysokich urzędników. Tymczasem pojawiły się doniesienia, że współfinansować misję rosyjskich najemników w sąsiednim Mali gotowa jest Algieria – pozostająca obecnie w ostrym konflikcie z Francją. 14 października MSZ Algierii wydało oświadczenie, w którym dementuje te doniesienia. Gotówka nie będzie zresztą na pewno jedynym wynagrodzeniem dla Rosjan. Należy raczej spodziewać się modelu znanego z Republiki Środkowoafrykańskiej, czyli wpuszczenia spółek związanych z Prigożinem do malijskich kopalni złota. Zresztą nie są tajemnicą bardzo bliski relacje Kompanii Wagnera z malijskim ministerstwem gónictwa. Jego szef, Lamine Seydou Traore pojawił się w połowie października w Moskwie na imprezie pod nazwą Russia Energy Week.

Póki co, lokalne władze zaprzeczają obecności wagnerowców w Mali. Oficjalny przedstawiciel sztabu generalnego armii francuskiej także potwierdził, że francuskie oddziały rozlokowane w regionie Sahelu „nie natrafiły na jakikolwiek ślad obecności wagnerowców w Mali”. Wydaje się to jednak być tylko kwestią czasu. Czy pomoc rosyjskich najemników przechyli szalę zwycięstwa na stronę rządu? Dotychczasowe doświadczenia z Libii czy Republiki Środkowoafrykańskiej raczej tego nie zapowiadają.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej