RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Krzysztof Karnkowski: Fałszywe śpiewy w parlamencie

Krzysztof Gawkowski i Klaudia Jachira (fot. PAP/Paweł Supernak, Albert Zawada)
Krzysztof Gawkowski i Klaudia Jachira (fot. PAP/Paweł Supernak, Albert Zawada)

Poseł Lewicy Krzysztof Gawkowski chciał namówić wczoraj wszystkich parlamentarzystów do odśpiewania hymnu Unii Europejskiej. Nie udało się to zbyt dobrze, Gawkowskiemu lepiej wychodzi intonowanie „Międzynarodówki” na jednolitych ideowo imprezach. Z mównicy sejmowej udało się za to usłyszeć autorską przeróbkę „Roty” w wykonaniu Klaudii Jachiry, w której jednego Boga zastąpiło wielu liderów opozycji, z Donaldem Tuskiem na czele. I tak – przy towarzyszeniu słów pieśni (zważywszy na specyfikę twórczości Jachiry nie można napisać „w rytmie”) toczy się życie w naszym parlamencie. Posłowie chcą nas za pomocą sztuki ochronić przed wyjściem z Unii Europejskiej, ale samej Europy, gdy przychodzi co do czego, specjalnie bronić wcale nie mają ochoty. Pokazało to głosowanie w sprawie stworzenia na granicy z Białorusią specjalnej zapory.

Lewica ma niezbity dowód, że PiS chce polexitu. Internauci mają ubaw

„PiS nie chce w Sejmie odśpiewać hymnu Unii Europejskiej, bo chcą wyprowadzić Polskę z UE” – ocenił w sieci poseł Lewicy Tomasz Trela. Wpis...

zobacz więcej

Sami politycy powinni odpowiedzieć sobie na takie pytanie, jak to jest, że gdy przychodzi do bezpieczeństwa granic Unii Europejskiej, przeciw rozwiązaniom, mającym zapewnić odpowiednie środki i działania, głosują te partie, które najgłośniej krzyczą o unijnej jedności? Dociekliwy obserwator polityki mógłby zacząć zastanawiać się, czy jest to paradoksem, czy żadnego paradoksu w tym nie ma? Widzieliśmy to wczoraj już trzeci raz w Sejmie, poza Sejmem spotykamy się z tym zjawiskiem o wiele częściej. Politycy radykalnej opozycji uważają, że rząd chce naszego wyjścia z Unii, a w eurosceptycyzmie prześcignął już nawet Konfederację, jedyną parlamentarną siłę polityczną, która oficjalnie zajmuje bardziej krytyczne wobec UE stanowisko.

Fakt podjęcia przez instytucje polskiego porządku prawnego działań, które wcześniej miały miejsce w wielu innych krajach Wspólnoty, traktowane jest przez nich jako zamach zarówno na tę Wspólnotę, jak i na samą Polskę, a więc jak zdradę stanu. Jest to zbieżne z dominującą narracją przekazywaną przez unijne elity polityczne, również tych państw, które same wcześniej zdobyły się na podobne akty prawne. To, że prawa do samostanowienia na poziomie równym innym, nie tylko najsilniejszym graczom, odmawia nam brukselska i strasburska biurokracja, można jeszcze jakoś zrozumieć, co nie znaczy, że trzeba się na to godzić. To zaś, że podobne stanowisko funkcjonuje w debacie krajowej, zrozumieć, bez szukania drugiego dna, dużo trudniej. Patrząc na obie te sprawy można wręcz pomyśleć, że część naszej klasy politycznej Unii Europejskiej bronić chce tylko przed... Polakami.

Wbrew temu, co chcą nam wmówić przeciwnicy decyzji TK, reakcja Europy Zachodniej w tej sprawie nie jest bynajmniej jednolita. Silne głosy poparcia płynące z prasy brytyjskiej nie powinny dziwić, nasze dzisiejsze kłopoty potwierdzają przecież, że intuicje zwolenników brexitu były słuszne. A ci, gdy Anglia zmaga się z wieloma problemami, z których źródeł wielu dopatruje się dziś właśnie w opuszczeniu Unii, takie potwierdzenia są przecież szczególnie cenne. Lecz i w innych krajach „starej Unii” znaleźliśmy adwokatów. Czasem nawet bardzo wpływowych, jak we Francji, gdzie z wyjątkiem administracji Macrona po stronie Polski w sporze z TSUE stanęła niemal cała klasa polityczna reprezentowana przez pozostałych kandydatów w nadchodzących wyborach prezydenckich, w tym przez mającego spore szanse Érica Zemmoura i byłego unijnego negocjatora brexitu właśnie – Michaela Barniera.

Kongres Nowej Lewicy wybierze liderów. Kto będzie kandydatem?

Kongres Nowej Lewicy wybierze dziś w Warszawie dwóch współprzewodniczących tego ugrupowania. Kandydować zamierzają Włodzimierz Czarzasty i Robert...

zobacz więcej

Polskie racje francuskim czytelnikom na łamach „Le Figaro” jako zbieżne ze stanowiskiem i polityką tego kraju przedstawił były sekretarz generalny Rady Konstytucyjnej Jean-Eric Schoettl. Nawet w Holandii, która wysuwa się na czoło politycznych i finansowych nacisków na Polskę, znalazło się kilku sprawiedliwych z partii JA21, którzy prezentują zrozumienie i poparcie dla naszego stanowiska. Tak więc tworzony przez część mediów obraz naszego całkowitego osamotnienia i niezrozumienia w Europie jest z gruntu fałszywy.

Komisja Europejska skłania się według ostatnich przecieków ku uznaniu, że pieniądze z Funduszu Odbudowy nie mogą być środkiem nacisku w kwestii praworządności, odwrotnego zdania jest natomiast większość PE. W sprawie pojawia się jednak dodatkowy wątek – pojawiają się głosy sprzeciwu przeciw pozbawianiu Polski pieniędzy ze strony wyborców, dokładniej zaś niemieckich środowisk gospodarczych. Przedsiębiorcy zza naszej zachodniej granicy zauważyli bowiem rzecz oczywistą, która umknęła zaślepionym i oderwanych od prawdziwego życia biurokratom. Unia Europejska to system naczyń połączonych, a związki między gospodarkami Polski i Niemiec są szczególnie mocne. Działania, mające uprzykrzyć życie Polsce, odbijają się również na Niemczech, a pani Katarina Barley, unijna komisarz chcąca Polaków „zagłodzić” przy okazji obniża racje żywnościowe swoim sąsiadom.

Rzekomo proeuropejska Platforma kilka miesięcy temu chciała doprowadzić do nieprzyjęcia ustawy o funduszach własnych UE, niezbędnej do przyjęcia Planu Odbudowy, nie tylko na szczeblu krajowym. W Sejmie większość udało się znaleźć dzięki rozsądkowi reszty opozycji, w Senacie już tylko za sprawą przypadku. Dziś PO jest przeciwna budowie na granicy z Białorusią nowoczesnej zapory, używając właściwie tego samego argumentu, założenia z góry, że cała operacja służyć będzie nie bezpieczeństwu, a nieuczciwemu wzbogaceniu się polityków PiS i zaprzyjaźnionych z nimi wykonawców. Tym razem, inaczej, niż w sprawie KPO, przeciw jest jednak również Lewica, używająca argumentu, że nie dzieje się nic, co wymagałoby specjalnych kroków.

Białoruska propaganda zachwycona wystąpieniem posłanki opozycji

Klaudia Jachira z Koalicji Obywatelskiej, podobnie jak część jej kolegów z frakcji i z całej opozycji, domaga się przyjmowania nielegalnych...

zobacz więcej

Z mównicy chciałoby się zaśpiewać hymn Europy, lecz już nie wesprzeć bezpieczeństwo jej granic. Proeropejskość kończy się tam, gdy wymaga poparcia działań rządu. I przyznam, że o ile zachowanie Platformy nie dziwi zupełnie, z Lewicą bywało przecież różnie. Przed nami zaś jeszcze Senat. Marszałek Tomasz Grodzki już zapowiedział, że nie zamierza w żaden sposób przyspieszać tempa prac nad ustawą, a o niej samej wypowiadał się kpiąco. Marszałek nie rozumie nawet, ze pojawiające się w kontekście zabezpieczenia granicy słowo „mur” jest jedynie przenośnią, a powstać ma silna, nowoczesna i oparta w dużej mierze na elektronice instalacja, więc kręci nosem i cytuje „Mury” Kaczmarskiego. Tym samym w tej historii pojawia się kolejna ważna pieśń.

Grodzki wyśmiewa stwierdzenie, że ustawę procedować trzeba bez zbędnej zwłoki, więc można już być niemal pewnym, że przetrzyma ją ustawowe 14 dni. Wynik głosowania też nie jest pewny, choć tu arytmetyka daje projektowi spore szanse. Jeśli bowiem za ustawą głosowałoby 47 senatorów PiS i czwórka ludowców, daje to już większość, którą być może wzmocni jeszcze głos Lidii Staroń.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Szturm na granice wzmaga się, jednak strumień uchodźców trafiających na Białoruś drogą lotniczą stopniowo słabnie. Stan wyjątkowy może trwać tylko przez określony czas, więc dwa tygodnie zwłoki w tworzeniu zabezpieczenia granicy to poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i Unii Europejskiej. Być może jednak marszałek Grodzki nie może zwyczajnie odmówić sobie pokazania, że wciąż pozostaje osobą bardzo ważną, po tym, jak jego pozycja w Platformie została bardzo mocno ograniczona przez Donalda Tuska.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej