RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

„Bijcie Polaków, aż im się odechce żyć”. Protest przeciw pomnikowi Bismarcka na Łużycach

Pomnik miałby stanąć na najwyższym szczycie Łużyc, Czornebohu (fot. Shutterstock)
Pomnik miałby stanąć na najwyższym szczycie Łużyc, Czornebohu (fot. Shutterstock)

„Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia. Współczuję sytuacji, w jakiej się znajdują. Jeżeli wszakże chcemy przetrwać, mamy tylko jedno wyjście – wytępić ich” – te słowa Ottona von Bismarcka przypomina budziszyński Serbski Institut. List otwarty został wystosowany przeciw projektowi odbudowy usuniętego po II wojnie światowej pomnika „żelaznego kanclerza” na szczycie najwyższym szczycie Łużyc, Czornebohu. Podobne stanowisko opublikowała główna serbołużycka organizacja, Domowina.

„Niemcy ukradli ponad 200 tys. polskich dzieci, które poddano pełnej germanizacji”

– Szacujemy, że w czasie II wojny światowej z Polski ukradziono nawet 200 tys. dzieci, które zostały zgermanizowane w niemieckich ośrodkach...

zobacz więcej

Z pomysłem „sprezentowania” miastu – z prywatnych funduszy – repliki pomnika Bismarcka wystąpiło Budziszyńskie Towarzystwo Śpiewacze (Bautzener Liedertafel). Zarówno działacze łużyccy jak i miejscowe media twierdzą, że organizacja jest związana z nacjonalistyczną Alternative für Deutschland (AfD). Na początku października projekt zaakceptowała komisja główna rady miasta.

„Z konsternacją i niezrozumieniem” – jak czytamy w opublikowanym w tej sprawie liście otwartym – przyjął tę decyzję Serbski Institut zajmujący się badaniem łużyckich języków, historii i kultury. „Jako instytucja naukowa z siedzibą w Budziszynie współpracująca z wieloma partnerami w kraju i za granicą zdecydowanie dystansujemy się od tej decyzji, która z naszej perspektywy świadczy o niesłychanej ignorancji historycznej” – piszą łużyccy naukowcy.

Autorzy listu podkreślili kontrast między postacią Bismarcka, pod którego władzą Związek Północnoniemiecki i (Druga) Rzesza Niemiecka stały się „państwem nacjonalistycznym i autorytarnym”, a wartościami „demokratycznego, otwartego na świat” Budziszyna, miasta „europejskiego porozumienia”. W tym kontekście przypomniano niedawne obchody tysiąclecia pokoju budziszyńskiego (30 stycznia 1018), zawartego po kilkunastu latach wojen przez Bolesława Chrobrego i Henryka II. Na jego mocy Łużyce (a także Milsko i Morawy) pozostawały w granicach państwa polskiego.

Jak wskazano w liście otwartym, „żelazny kanclerz” prowadził zupełnie odmienną politykę stygmatyzowania „całych grup ludności jako »wrogów Rzeszy« i traktowania ich z największą surowością”. „Ostrze Bismarckowskiej polityki kierowało się to przeciw katolikom, to przeciw liberałom, socjaldemokratom i mniejszościom narodowym” – podkreślili łużyccy naukowcy, przypominając Kulturkampf i represje, jakim państwo Bismarcka poddawało „obywateli narodowości łużyckiej, polskiej, duńskiej i francuskiej” – od zakazu posługiwania się językiem ojczystym w miejscach publicznych, szczególnie w szkole, po wywłaszczenia i wypędzanie całych grup ludności.

120 lat temu zastrajkowały dzieci ze szkoły we Wrześni

120 lat temu – 20 maja 1901 roku – dzieci ze szkoły we Wrześni w Wielkopolsce zbojkotowały naukę religii w języku niemieckim. Uczniów ukarano...

zobacz więcej

Chcąc zilustrować stosunek Bismarcka do mniejszości narodowych, autorzy listu zacytowali słowa, jakie w 1861 r. polityk pisał do swojej siostry: „Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia. Współczuję sytuacji, w jakiej się znajdują. Jeżeli wszakże chcemy przetrwać, mamy tylko jedno wyjście – wytępić ich. Wilk przecież nie jest temu winien, że go Pan Bóg stworzył takim, jakim jest, i zabija go też za to każdy, kto tylko może”.

„Zdecydowanie ostrzegamy przed tym koniem trojańskim, który szybko może stać się miejscem kultu prawicowych ekstremistów (tak w Niemczech określa się nacjonalistów – red.), reichsbürgerów („obywatele Rzeszy” to ludzie negujący legalność Republiki Federalnej, uznający ją za alianckie kondominium, produkt „żydomasońskiego spisku”; twierdzący, że są obywatelami Rzeszy Niemieckiej w granicach z 1937 r. – red.) i innych gardzących demokracją” – pisze Serbski Institut.

W stanowisku opublikowanym przez Związek Serbów Łużyckich „Domowina” stwierdzono, że krytyka wyrażona w liście łużyckich naukowców jest uzasadniona i wyrażono nadzieję na odrzucenie projektu.

„Cóż to za sygnał dla zjednoczonej Europy? Mimo codziennych napięć europejskie narody pożegnały się, dzięki Bogu, z Bismarckowskim sposobem myślenia, według którego wojna jest częścią polityki” – napisali działacze organizacji zwracając uwagę, że „Bismarck był nieprzyjacielem praw człowieka” które dla współczesnych społeczeństw stanowią układ odniesienia.

W środę, już po opublikowaniu listu otwartego i stanowiska Domowiny, podczas sesji rady miasta Budziszyna nie zatwierdzono projektu. Według portalu rozgłośni MDR oznacza to, że będzie on dalej dyskutowany.

Przeczytaj także: Plebiscyty i walka z bronią w ręku. Zmagania o granice od Mazur po Kresy na wystawie IPN

Łużyczanie (Serbowie Łużyccy) są potomkami autochtonicznej słowiańskiej ludności obecnych wschodnich Niemiec. Kilkadziesiąt tysięcy osób, przede wszystkim na terenach na północny zachód od Budziszyna, posługuje się językiem górnołużyckim.

Język dolnołużycki występujący w przeszłości w okolicach Chociebuża i Błot (Spreewald) uznawany jest za wymierający. Żywioł łużycki znacznie osłabiły wysiedlenia wsi w celu prowadzenia wydobycia na ogromną skalę węgla brunatnego.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej