RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Co „trzaśnie” na Ukrainie? Wojenne pomruki z Moskwy

Jeśli Zełenski nie ulegnie, możliwy jest scenariusz zbrojny (fot. Shutterstock)
Jeśli Zełenski nie ulegnie, możliwy jest scenariusz zbrojny (fot. Shutterstock)

Obecny kryzys gazowy w Europie to zła wiadomość przede wszystkim dla Kijowa. Rosja oczyszcza sobie pole do rozprawy z Ukrainą. Jeśli ekipa Zełenskiego nie ulegnie pod presją polityczno-energetyczną, możliwy jest scenariusz zbrojny. Wiele będzie zależało od postawy Zachodu.

Zełenski użył „opcji atomowej”. Putin: my tak tego nie zostawimy

Lider prorosyjskiej opozycji Wiktor Medwedczuk oskarżony o zdradę stanu. Rosja zapowiada reakcję na represje wobec kuma Putina. Czy to oznacza...

zobacz więcej

To była mieszanina gróźb i obelg. 11 października w „Kommiersancie” pojawił się tekst pt. „Dlaczego bezsensowne jest układanie się z obecnym ukraińskim kierownictwem”, pod którym podpisał się Dmitrij Miedwiediew, były prezydent i premier Rosji, obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa FR.

Już zamieszczone jako motto artykułu powiedzenie o kozie i wilku mówi wszystko nie tylko o przesłaniu tego tekstu, ale też wszystkich wypowiedzi i działań Rosji w ostatnich dniach. No bo łatwo się domyślić, że wilkiem jest Rosja, zaś Ukrainą kozą, z której po zadaniu się z wilkiem zostaje tylko skóra…

Dyktował Putin, pisał Miedwiediew


W artykule opublikowanym w dzienniku „Kommiersant” (zapewne nie jest przypadkiem, że akurat w gazecie kojarzonej z Gazpromem) Miedwiediew napisał, że należy „czekać na pojawienie się na Ukrainie poczytalnych rządzących, których celem będzie nie totalna konfrontacja z Rosją na granicy wojny i nie organizowanie debilnych Krymskich Platform (...), ale budowanie równoprawnych i wzajemnie korzystnych relacji z Rosją”. Są obraźliwe określenia nie tylko Zełenskiego, ale też generalnie ukraińskiej elity politycznej, o której były prezydent Rosji pisze „niesamodzielni, słabi i prymitywni”. Z pisanego wręcz knajackim językiem tekstu można wyciągnąć szereg interesujących wniosków. Na przykład Miedwiediew oskarża Wołodymyra Zełenskiego, że „całkowicie zmienił orientację polityczną i moralną” i zaczął „służyć najbardziej zajadłym siłom nacjonalistycznym” na Ukrainie.

O czym to świadczy? Potwierdza, że Kreml bardzo głęboko rozczarował się Zełenskim, który pokonał uznawanego przez Rosjan za nacjonalistę Petra Poroszenkę szermując hasłami pokoju z Moskwą, ale gdy zorientował się, że pokój to kapitulacja, zmienił politykę.

Mógł być nawet następcą Putina. Kogo cieszy śmierć generała?

Wciąż niejasne są okoliczności śmierci ministra ds. sytuacji nadzwyczajnych Jewgienija Ziniczewa. Oficjalna wersja przedstawiająca generała jako...

zobacz więcej

To potwierdza, że Rosjanie liczyli na dogadanie się z Zełenskim, którego uważali za niedoświadczonego polityka, na dodatek uwikłanego z porozumienia z oligarchami (Kołomojski) i będącego zakładnikiem rosyjskojęzycznej części elektoratu na Ukrainie. Skalę frustracji Kremla polityką Zełenskiego potwierdza inne zdanie Miedwiediewa na temat prezydenta Ukrainy: „człowiek o określonych korzeniach etnicznych”.

Antysemicka obsesja Moskwy i uparte używanie tezy o „żydobanderowcach” widoczna jest w kolejnym zdaniu Miedwiediewa o „moralnym salto mortale” Zełenskiego: „Przypomina to obłąkaną sytuację, kiedy przedstawiciele inteligencji żydowskiej w nazistowskich Niemczech z przyczyn ideowych zgłosiliby się do służby w SS”.

Według Miedwiediewa Zełenski, chcąc nie chcąc, „gra z najbardziej radykalnymi siłami nacjonalistycznymi na Ukrainie”. Dlatego nie ma mowy o negocjowaniu z nim.

Drugi powód, dla którego - z punktu widzenia Kremla – nie ma sensu rozmawiać z obecnymi władzami w Kijowie? To „wasale USA”, więc po co rozmawiać z „wasalem”, skoro można z „suwerenem”? Według Miedwiediewa obecne kierownictwo ukraińskie zależy od „zagranicznego zarządzania” i „zastrzyków gotówki” z Zachodu, jest kontrolowane przez „amerykańskich panów poprzez agencje wywiadu”.

Kolejny zarzut to rzekome ciągłe okłamywanie przez ukraińskich polityków zarówno Rosji, jak i Zachodu.

Schröder broni Rosji: Nie jest wrogiem w gazowej zimnej wojnie

„Rosja nie jest wrogiem w gazowej zimnej wojnie” – głosi tytuł, a zarazem przekaz artykułu autorstwa byłego kanclerza RFN, Gerharda Schrödera....

zobacz więcej

Niepokoi, że w otoczeniu Zełenskiego niektórzy próbowali bagatelizować publikację, tłumacząc, że to przecież Miedwiediew, że nie ma on teraz większego znaczenia, że z Putinem to można jednak rozmawiać. Nic bardziej mylnego. Nie ma wątpliwości, że takie jest stanowisko Putina. Tyle że prezydentowi nie wypadało podpisać się pod tekstem z tak obraźliwymi sformułowaniami.

Tego typu publiczne teksty w przypadku Rosji zawsze są przemyślanym politycznym działaniem. W tym przypadku przesłanie skierowane jest do trzech odbiorców. Po pierwsze, prezydenta Zełenskiego i jego otoczenia. Po drugie, sporej części społeczeństwa ukraińskiego. Po trzecie, tych krajów Zachodu, które chcą dogadać się z Moskwą w celu uniknięcia wojny na Ukrainie (i nie tylko) na wciąż nieokreślonych warunkach. Kreml takim zastraszaniem dąży do wzmocnienia swojej pozycji negocjacyjnej.

Nad głową Zełenskiego


Wniosek z artykułu Miedwiediewa (czyli Putina)? Rosja poczeka na „pojawienie się bardziej odpowiedzialnego kierownictwa ukraińskiego”. Należy więc zakładać, że Putin będzie odmawiał spotkania z Zełenskim, nawet jeśli ten drugi zaakceptuje oczekiwanie moskiewskie wyłączenia kwestii Donbasu i Krymu z agendy spotkania. Jak czytamy w najnowszym manifeście polityki Rosji wobec Ukrainy, „Rosja może poczekać. Jesteśmy cierpliwym narodem”.

Artykuł na łamach „Kommiersanta” został precyzyjnie wpisany w kalendarz wznowienia dwóch równoległych procesów negocjacyjnych dotyczących agresji rosyjskiej na Ukrainę i zajęcia Donbasu. Jeden to dialog USA-Rosja, drugi to format normandzki (Rosja, Niemcy, Francja, Ukraina).

Ambasador Rosji broni polityki gazowej Putina. List opublikował Onet

Nie należy winić Rosji za ceny gazu w Europie, a Europa potrzebuje Nord Stream i Nord Stream 2 – twierdzi – na łamach mediów publikujących w...

zobacz więcej

Nic dziwnego, że główne przesłanie artykułu brzmi: Rosja chce rozmawiać o losach Ukrainy nie z Ukrainą (na pewno nie Zełenskim), lecz z Zachodem. Publikacja „tekstu Miedwiediewa” zbiegła się z przylotem do Moskwy podsekretarz stanu USA Victorii Nuland. Tego samego dnia w trakcie wideokonferencji Merkel, Macron, Zełenski i Putin zgodzili się co do sensu odblokowania „procesu normandzkiego”.

Prezydent Ukrainy poinformował 11 października, że rozmawiał z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Francji Emmanuelem Macronem o aktywizowaniu rozmów, by zakończyć wojnę w Donbasie. Kijów zapowiadał wcześniej, że chciałby przeprowadzić szczyt formatu normandzkiego w sprawie konfliktu w Donbasie jeszcze przed zakończeniem przez Merkel kadencji.

Do ostatniego spotkania liderów czwórki normandzkiej doszło niemal dwa lata temu: w grudniu 2019 roku. Przebieg konsultacji Macrona i Merkel najpierw z Zełenskim, a następnie Putinem potwierdził, że gospodarz Kremla ani myśli spotykać się z prezydentem Ukrainy, co tylko potwierdza doktrynalne znaczenie artykułu Miedwiediewa.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
O ile po rozmowie z Zełenskim pojawił się temat organizacji szczytu przywódców państw formatu normandzkiego, to już po paru godzinach, po rozmowie liderów Niemiec i Francji z Putinem, rzecznik niemieckiego rządu poinformował, że uzgodniono iż powinien odbyć się szczyt normandzki – tyle że na szczycie szefów dyplomacji. Moskwa nie chce spotkania bilateralnego Putina z Zełenskim zresztą także dlatego, że mogłoby to potwierdzać (faktyczny) stan spraw: w Donbasie jest konflikt rosyjsko-ukraiński, a nie ukraińsko-ukraiński.

Ciężka klęska Putina. „Koniec rządów złodziei”

Smutek na Kremlu. Zwycięstwo prozachodniej partii PAS w przedterminowych wyborach otwiera przed Mołdawią niewidzianą od trzech dekad szansę: na...

zobacz więcej

Fakt, że pod tekstem podpisał się Miedwiediew, jest dla strony rosyjskiej wygodny także na wypadek, gdyby trzeba było zmienić szybko stanowisko. Zawsze można wtedy powiedzieć, że to było osobiste stanowisko niewiele znaczącego w strukturach państwa wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa, a tak naprawdę to należy słuchać prezydenta, premiera, szefa MSZ.

Od gazu do wojny


Jeśli Moskwa wyklucza z góry rozmowy z Zełenskim, nie tylko bilateralne, ale nawet w formacie normandzkim, to pojawia się pytanie, co w zamian? Jakiej polityki rosyjskiej wobec Ukrainy można się teraz spodziewać?

Na pewno bardziej agresywnej. Kreml wie, że otworzyło się dla niego okno możliwości, żeby osiągnąć cele na kierunku ukraińskim, jakiego dawno nie było i może za jakiś czas nie być. Stany Zjednoczone skupiły się na Chinach i Pacyfiku, czego jednym z dowodów zgoda prezydenta Joego Bidena na dokończenie Nord Stream 2 i scedowanie na Berlin obowiązku „obrony” interesów Ukrainy w energetycznym starciu z Rosją.

Tyle że Niemcy nie mają ku temu wielkich możliwości, a poza tym można mówić o swego rodzaju „interregnum” w Berlinie. W tym kontekście słowa Ursuli von der Leyen w Kijowie podczas szczytu UE-Ukraina, że Ukraina musi zostać państwem tranzytowym, brzmią nadzwyczaj – nawet jak na standardy brukselskie – pusto.

Komisja Europejska czy Niemcy nie mają żadnych narzędzi, by zmusić Rosję do utrzymania tranzytu gazu przez Ukrainę. A co to oznacza? Lada moment – bo wątpliwe, by Moskwa była tak słowna i dotrzymała kontraktu aż do 2024 roku – Rosjanie zakręcą kurek Ukrainie. Gdy tylko będzie to możliwe.

Zapach resetu w Genewie. Putin liczy na małe punkty

Joe Biden chce stabilnych i przewidywalnych relacji z Rosją. Pytanie, czy to się opłaca Władimirowi Putinowi? Nowy reset jest mało prawdopodobny,...

zobacz więcej

Pokazała to sprawa eksportu rosyjskiego gazu na Węgry. Ledwie Budapeszt podpisał nową umowę z Gazpromem i surowiec zaczął płynąć do Madziarów z kierunku południowego (Turecki Potok), Rosjanie zaprzestali dostaw na Węgry tradycyjną drogą, czyli przez Ukrainę. Oznacza to dla niej nie tylko utratę zysku z opłat tranzytowych, ale też mniejsze możliwości pozyskania gazu dla siebie – bo pamiętać należy, że Ukraina importuje gaz z kierunku zachodniego, ale tzw. rewersem. Czyli pobiera określoną część gazu z dostaw płynących z Rosji do krajów UE.

Ale to może być dopiero początek kłopotów Kijowa. Dziś Rosja szantażuje Europę, korzystając z niedoborów surowca w UE i jego kosmicznych wręcz cen. Putin mówi jasno: damy więcej gazu, ale gdy pozwolicie szybko otworzyć Nord Stream 2. Więcej nawet: gdy wyłączycie Gazprom spod ograniczeń wynikających z trzeciego pakietu energetycznego. Na razie bowiem Bruksela mówi jasno: Gazprom będzie mógł korzystać tylko z połowy mocy Nord Stream 2. To dobra wiadomość dla Ukrainy – bo wymusza na Rosji utrzymywanie tranzytu przez jej terytorium. Ale co, jeśli szantaż Moskwy zadziała?

Gazowe uduszenie Ukrainy to scenariusz nr 1 agresji rosyjskiej. Bez używania wojska, nawet przy akceptacji Zachodu, podporządkowanie sobie Kijowa, który będzie pozbawiony nie tylko wpływów z tranzytu, ale też dużej części importu gazu na własne potrzeby (co wynikać będzie z braku tranzytu – pamiętajmy o rewersie).

Prezydent Putin podczas wystąpienia na forum energetycznym Russia Energy Week właściwie rozwiał wszelkie wątpliwości co do przyszłości tranzytu przez Ukrainę. Ocenił bowiem stopień zużycia systemu rurociągów ukraińskich na 80-85 proc. i uznał, że mogą one w każdej chwili ulec gigantycznej awarii, uniemożliwiającej tranzyt gazu do Europy. Mogą „trzasnąć”, jak obrazowo stwierdził Putin.

Bułgarskie podsłuchy: demontaż układu czy zemsta za rosyjskich szpiegów?

Bułgarią rządzą dziś prorosyjski prezydent i prorosyjski premier. Przed przedterminowymi wyborami w lipcu zajmują się głównie czystkami...

zobacz więcej

Brzmi to niepokojąco, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie historię sprzed kilkunastu lat, gdy Gruzja nie chciała zgodzić się na warunki Gazpromu i wtedy „nieznani” sabotażyści wysadzili w powietrze gazociąg dostarczający rosyjskie surowiec Gruzinom.

Putin powiedział, że Rosja jest gotowa utrzymać umowę tranzytową z Ukrainą po roku 2024, ale „jeśli będą zapewnione warunki ekonomiczne i ekologiczne”. Przez co należy rozumieć przedstawienie przez stronę rosyjską warunków tranzytu korzystnych wyłącznie dla niej.

Dzień wcześniej, 12 października, na szczycie UE-Ukraina w Kijowie Ursula von der Leyen zapewniała, że Ukraina musi pozostać państwem tranzytowym. Tyle że nie jest powiedziane, na jakich zasadach. Putin powiedział, że należy gazociągi ukraińskie doprowadzić do dobrego stanu – co może sugerować powrót do starej koncepcji konsorcjum rosyjsko-niemiecko-ukraińskiego zarządzającego całym systemem. To by oznaczało przejęcie przez Moskwę kontroli nad gazociągami ukraińskimi.

Putin może czuć się coraz pewniej. Sam gigantyczny wzrost cen węglowodorów sprawi, że do 2024 roku środki Funduszu Narodowego Dobrobytu mają wzrosnąć z obecnych 190,5 mld dolarów do ponad 300 mld dolarów. Ile z tego pójdzie na zbrojenia, nie wiadomo.

Wiadomo że już teraz Rosja ma dużą przewagę militarną nad Ukrainą. Czy zrealizuje groźbę z wiosny tego roku – ale już w przyszłym roku? To może zależeć od tego, czy uda się Moskwie osiągnąć swe cele na Ukrainie przez zimę innymi środkami – głównie tymi gazowymi. Bo jeśli Zełenski nie ulegnie, Rosja raczej nie będzie chciała długo czekać na nową władzę, choć zapewnia o tym w artykule Miedwiediewa.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej