RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Krzysztof Karnkowski: Rozdwojenie Europy

Wątek „polexitu” pojawiał się już w kolejnych kampaniach (fot. Shutterstock/Wiola Wiaderek)
Wątek „polexitu” pojawiał się już w kolejnych kampaniach (fot. Shutterstock/Wiola Wiaderek)

Trybunał Konstytucyjny nie mógł wydać innego wyroku. Wiedzą to nawet ci, którzy od wczorajszego popołudnia straszą nas wyjściem z Unii Europejskiej. W trwającej od wczoraj awanturze (trudno przy takim poziomie emocji drugiej strony mówić o „dyskusji”) nie zetknąłem się z ani jednym głosem mówiącym, że decyzja TK powinna uznać wyższość prawa unijnego nad konstytucja RP. Sposobem na uniknięcie problemu miało być wycofanie stosownego pytania, najlepiej, by nie pojawiło się nigdy – tak, jak przez lata nie pojawiało się pytanie o przesłankę eugeniczną aborcji, ponieważ (co stwierdzali sami weterani TK) i tu sąd konstytucyjny zwyczajnie nie miał pola do manewru. Tak więc, zgodnie z ustawą zasadniczą i dotychczasowym orzecznictwem udzielono premierowi odpowiedzi i tak wpadliśmy w kłopoty. A raczej w od dawna wyżłobione koleiny.

Tusk mówi o referendum ws. polexitu. „Sformułowaliśmy konkretny projekt”

Projekt zmian w konstytucji autorstwa PO ma trafić w poniedziałek do Sejmu – poinformował Donald Tusk. Zapewnił, że pod wnioskiem zebrano już...

zobacz więcej

Można bowiem odnieść wrażenie, że zwolennicy pełnej wyższości prawa unijnego nad krajowym lub raczej zwolennicy zapominania, że istnieją dziedziny, w których nie przekazaliśmy Unii i TSUE takiego zwierzchnictwa, w świat wysyłają od wczoraj komentarze, które przygotowane zostały już bardzo dawno. Marszałek Stanisław Karczewski w piątkowym „Kwadransie Politycznym” zwrócił uwagę na fakt, że Platforma kreuje nastroje swego elektoratu poprzez zarządzanie strachem. W kampanii wyborczej była to narracja o czekającej nas niechybnie „drugiej Grecji”, mającej być ceną za socjalne pomysły Prawa i Sprawiedliwości z 500 Plus na czele.

Wątek „polexitu” pojawiał się już w kolejnych kampaniach, co ciekawe, najmocniej akcentowany był przy okazji wyborów samorządowych i faktycznie pomógł, według analityków sceny politycznej, utrzymać Platformie bardzo wysokie poparcie w dużych ośrodkach i największych miastach. Przecież pomysł, by o obecności w UE obywatele zdecydowali w referendum, Grzegorz Schetyna rzucił już w kwietniu 2016 roku. Z kolei w lutym 2020 roku podpisanie przez prezydenta ustawy dyscyplinującej sędziów to krok w stronę polexitu. Dziś również kreowanie lęku przed opuszczeniem Unii wydaje się być podstawową strategią służącą mobilizacji własnego elektoratu.

Jest to pomysł bezpieczniejszy niż próba uderzenia w PiS poprzez podważanie oficjalnego przekazu i polityki wobec imigrantów, szturmujących wschodnią granice, którzy Platformie zbyt dużych korzyści nie przynosi. Również dlatego, że chyba jedyną grupą wyborców, która w pełni popiera bezwarunkową pomoc dla każdego, kto znajdzie się przy granicy, niezależnie od przyczyn jego pojawienia się, są młodzi, radykalni socjalnie lewicowcy, którzy nie dopuszczają możliwości wsparcia PO. Tymczasem członkostwo w Unii Europejskiej dotąd popierała przecież doskonała większość Polaków.

Zobacz także: Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo

Kukiz: Polexitu nie będzie. UE sama nie może nas wyrzucić

Żadnego „polexitu” nie będzie, bo UE sama nas wyrzucić nie może. Nie ma bowiem ani przepisów, ani procedur, które umożliwiają „wyrzucenie”...

zobacz więcej

Tu jednak wracamy do kwestii pytań, które bano się na ogół zadawać. Chcecie być w Unii? Ośmiu na dziesięciu Polaków zapewne odpowie „tak” i znajdą się w tym gronie również – oczywiście nie wszyscy - wyborcy PiS, Kukiza, czy nawet Konfederacji. Jednak nie znaczy to przecież, a liderzy opozycji zdają się w to dziś wierzyć, że takie osoby porzucą swoje dotychczasowe wybory polityczne, jeśli powiedzieć im, że Kaczyński wyprowadzi Polskę z Unii, a Bosak z Kukizem pomogą mu to przegłosować. Nie stanie się tak właśnie dlatego, że nie chodzi o Unię w każdym kształcie.

Gdyby w kampanii przedreferendalnej ktoś powiedział Polakom, że obecność w UE łączyć się będzie z takimi wydarzeniami, jak jednoosobowo wydana decyzja w sprawie zamknięcia w trybie natychmiastowym „Turowa” i pozbawienie ich prądu, zapewne mało kto wziąłby to na poważnie. Przeciwnicy koncentrowali się na „pracy u bauera”, nie zakładając raczej, że unijne instytucje nie będą przestrzegać własnych traktatów. Ba, zwolennicy spodziewali się raczej, że Unia wymusi uporządkowanie pewnych spraw, a nie zabetonowanie części patologii III RP na amen. I jeśli dziś większość sympatyków prawicy chce faktycznie pozostania w Unii, to zapewne dlatego, że wciąż wierzy w odwracalność procesu odchodzenia Wspólnoty od swoich korzeni i idei Schumana na rzecz tworzenia prawniczo-urzędniczego kondominium. A im mniej będzie w to wierzyć, tym bardziej przeciwna będzie pozostawaniu w UE, która przecież cały czas zmienia się – i to zmienia się na gorsze, zarówno, jeśli chodzi o stopień ingerencji w sprawy państw członkowskim, jak i wzrost kompetencji organów, niepodlegających bezpośredniej kontroli wyborców.

Oczywiście w te niuanse nikt nie będzie wchodził, ponieważ nie służą one logice niekończącej się awantury. Dlatego też Donald Tusk wzywa na wielką demonstrację, choć nawet wyborem terminu pokazuje, że nie uważa sprawy za tak ważną. PiS wraz z TK „wyprowadzają nas z Unii” w czwartkowe popołudnie, na protest sympatycy mają więc przyjść w niedzielny wczesny wieczór. W ten sposób lider PO upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu – obrzydzi uroczystości związane z kolejna miesięcznicą smoleńską ich uczestnikom, równocześnie nie dezorganizując sobie zbytnio wcześniejszych weekendowych planów.

Do niedawna na sztandarach „konsTYtucJA”. Platforma odtrąbiła polexit po wyroku TK

Radosław Sikorski nazywa prezes Trybunału Konstytucyjnego „kucharką Kaczyńskiego”, Rafał Trzaskowski wieszczy polexit, a rzecznik PO Jan Grabiec...

zobacz więcej

Całe lata skandowania „konstytucja” odniosły skutek i potwierdzono właśnie prymat ustawy zasadnoczej, ale obrońcy ustawy zasadniczej nie są już z tego faktu zadowoleni. W sukurs przychodzą im politycy państw zachodnich, którzy z zaniepokojeniem, a czasem nawet oburzeniem, przyjmują decyzję polskiego TK, potwierdzającego de facto zarówno literę polskiej konstytucji, jak traktatów. Niektórzy z nich pochodzą z krajów, których trybunały chwilę wcześniej zrobiły to samo. Znajdujemy też w tej bitwie niespodziewanych sojuszników, choćby wśród francuskiej prawicy, jednak głośniejsze są oczywiście głosy przeciwne, odmawiające nam prawa do podejmowania decyzji, które innym krajom podejmować wolno.

Najgorsze jest jednak, że opinie takie podchwytywane są również na miejscu, co ośmiela instytucje unijne do eskalowania szykan wobec Polski. Tak jak i skupienie uwagi części opinii publicznej na krytyce polskich władz i służb codziennie potwierdza Łukaszence słuszność wyboru kierunku polskiego jako głównego szlaku dla współprowadzonego przez jego kraj przerzutu ludzi. Do niedawna wielu z nas łudziło się, że przynajmniej w sytuacji jawnego konfliktu z Polską, będziemy jeszcze potrafili się zjednoczyć. Tymczasem najpierw Smoleńsk, później pandemia, wreszcie konflikt z Unią i hybrydowe ataki Białorusi pokazują nam dużo groźniejszy obraz kraju całkowicie podzielonego.

W imię doraźnej politycznej walki niektórzy gotowi są zrezygnować i z bezpieczeństwa, i z części suwerenności – nie jest to konstatacja nowa, niemniej nieustająco przykra. Być może sądzą, że suwerenność zostanie im zwrócona, gdy tylko oprócz władzy z nadania wyborców dostaną również koncesję od TSUE i reszty unijnej biurokracji. To jednak płonne nadzieje. Jeśli pozwolimy, by wśród teoretycznie równych państw Wspólnoty, było nam wolno mniej, tak już pozostanie. A przecież fakt, że dziś Polskę za decyzję TK krytykują przedstawiciele państw, które zrobiły wcześniej to samo, a w poprzednich tygodniach odmawiano nam legalności przepisów, które wzorowane były na prawodawstwie państw Unii, pokazuje, że mamy do czynienie nie tyle z „Europą dwóch prędkości”, co „Europą dwóch kategorii”. „Konstytucja” po cichu znika ze sztandarów, a koszulki z zapisywanym w trzech kolorach wyrazem idą na dno szafy. No tak, przecież przyszła już jesień.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej