RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Kuba dryfuje w kierunku junty

Czarne Osy uczestniczyły w tłumieniu protestów (fot. Yander Zamora/Anadolu Agency via Getty Images)
Czarne Osy uczestniczyły w tłumieniu protestów (fot. Yander Zamora/Anadolu Agency via Getty Images)

Niedawne krwawo stłumione protesty na Kubie dokonały ważnego przesunięcia w tamtejszym politycznym establishmencie. Komunistyczny reżim przyspieszył przemianę w juntę wojskową. Wydaje się, że stłamszenie opozycji ostatecznie obnażyło słabości władzy cywilnej prezydenta Miguela Diaza-Canela i otworzyło furtkę wojskowym. Zwykle takie sytuacje oznaczają, że niedługo w powietrzu zacznie się unosić zapach prochu.

Brak żywności, galopująca inflacja i spadek PKB. Media o protestach na Kubie

Wyspa dotknięta galopującą inflacją, rządzona monopartyjnie, importująca 70 proc. tego co spożywa, wskutek pandemii pozbawiona wpływów dewizowych z...

zobacz więcej

Protesty na Kubie, które wybuchły 11 lipca były konsekwencją narastającego od lat niezadowolenia mieszkańców. Główne przyczyny to niedobór żywności i leków oraz fatalna reakcja władz na pandemię COVID-19. Kraj zmaga się z wariantem Delta, który niemal doprowadził do paraliżu i tak niewydolną kubańską służbę zdrowia.

Choć początek epidemii był na wyspie stosunkowo łagodny, ostatnio Kuba zaczęła zgłaszać najwyższą liczbę przypadków zakażeń na mieszkańca w całej Ameryce Łacińskiej. Symbolem fatalnej sytuacji stała się prowincja Matanzas, z której pochodzi niemal połowa zakażeń.

Korytarz humanitarny


Kubańczycy wezwali władze do otwarcia korytarza humanitarnego, który ułatwiłby napływ międzynarodowej pomocy i pozwolił złagodzić niedobory żywności i leków. Reżim nie ugiął się, a za kryzys humanitarny obwinił amerykańskie embargo, do tego rzucił bezczelne hasło, że kubańscy lekarze „krzepną w przeciwnościach losu”. Ludzie zniesmaczeni obojętnością władz wyszli na ulice i szybko pojawiły się hasła wolnościowe. Byli wściekli na władzę, która nie radziła sobie z pogłębiającym się kryzysem gospodarczym, domagali się też zwiększenia swobód obywatelskich. Modelowy przykład.

Sytuacja kryzysowa była pierwszym poważnym testem dla prezydenta odkąd w kwietniu zdobył pełnię władzy w kraju po wyborze na stanowisko Pierwszego Sekretarza Komunistycznej Partii Kuby (PCC), na którym zastąpił Raula Castro. Wśród żądań protestujących były między innymi jego rezygnacja ze sprawowanych funkcji, a także inne raczej nierealne wezwania jak zakończenie komunistycznych rządów czy interwencja wojskowa Stanów Zjednoczonych.

Tajemnicze zgony wysokiej rangi dowódców na Kubie. Władze nie podają przyczyn

W ciągu 10 dni po wybuchu masowych protestów na Kubie zmarło sześciu wysokiej rangi wojskowych. Ministerstwo Rewolucyjnych Sił Zbrojnych nie podało...

zobacz więcej

Demonstracje odbywały się w postaci marszów, ale dochodziło też do starć ulicznych czy rabowania państwowych sklepów. Stosunkowo mniejszy zasięg niż w innych krajach miała aktywność obywateli w mediach społecznościowych, gdyż internet wciąż jest poza zasięgiem większości mieszkańców. Zresztą gdy doszło do pierwszych protestów władze odłączyły dostęp do sieci.

Z szacunków niezależnego Kubańskiego Obserwatorium ds. Konfliktów (OCC) wynika, że w antyrządowych protestach uczestniczyło w lipcu ponad 187 tysięcy osób, które wzięły udział łącznie w 584 demonstracjach.

Oficjalnie jedna ofiara


Oficjalnie zginął jeden protestujący, choć organizacje pozarządowe mówią o pięciu ofiarach. Wielu protestujących oraz policjantów zostało rannych. Choć demonstracje miały zwykle pokojowy charakter, były pacyfikowane przez siły bezpieczeństwa i oddziały policji, której liczni funkcjonariusze wmieszali się w tłum, udając cywilów.

Gdy manifestacje wygasły Sąd Najwyższy opublikował dane, z których wynika, że odbyły się 62 procesy. Skazano 53 osoby, z czego większość usłyszała wyrok 12 miesięcy pozbawienia wolności.

Prokuratura utrzymywała, że nikt nie zaginął. Dane te stoją w sprzeczności z tymi zebranymi przez organizacje zajmujące się prawami człowieka. Dowodzą one, że zaginęło ponad 150 osób, zaś około 750 trafiło do więzień. Zatrzymany został między inny internauta, który miał rozpowszechniać hasztag #SOSCuba. Oskarżono go o wzywanie do zagranicznej interwencji wojskowej na Kubie.

Łącznie podczas ostatnich 12 miesięcy na Kubie było osadzonych w więzieniach ze względów politycznych 525 osób, co jest rekordową liczbą pozbawionych wolności obywateli – wynika z najnowszego raportu niezależnej organizacji praw człowieka Prisoners Defenders (PD).

Zbrodnia i prezydentura

Iran zaostrzy kurs? Taki sygnał może płynąć z Teheranu po zaprzysiężeniu prezydenta Ebrahima Raisiego, ultrakonserwatywnego duchownego. W tym...

zobacz więcej

Działania prowadzą służby także wobec przeciwników reżimu, którzy uniknęli więzienia. Mają być oni zmuszani do usuwania nieprzychylnych komentarzy z internetu. Władze uruchomiły też kampanię propagandową. Zgodnie z oficjalną linią partii, za protestami stoją Stany Zjednoczone, podsycające w czasie pandemii antyrządowe nastroje. Waszyngton chce poprzez wywoływanie zamieszek doprowadzić do obalenia komunistycznego ustroju na wyspie – dowodzi Hawana.

Bez lidera


Owszem jest zgodność między interesem Stanów Zjednoczonych a Kubańczykami chcącymi żyć bezpiecznie, dostatnio i bez komunistycznego trepa nad głowami, ale to oczywiście nie przesądza, że USA stały za protestami. Świadczy o tym duża oddolność ruchu i brak scentralizowanego przywództwa – podczas protestów nie wypłynął żaden lider opozycji jak Juan Guaido czy Swiatłana Cichanouska.

Po stłumieniu manifestacji władze wprowadziły Dekret 35, który zwiększył kontrolę nad platformami internetowymi, co także przyczyniło się do nałożenia amerykańskich sankcji na przedstawicieli reżimu. Z drugiej strony Hawana czasowo zniosła limity na bezcłowy import żywności oraz lekarstw. To co najważniejsze rozegrało się jednak w zaciszu gabinetów i willi najwyższych rangą przedstawicieli władz wojskowych. Komunistyczny reżim czuje rosnącą presję od 1994 roku i protestów Maleconazo, które były efektem załamania gospodarczego będącego skutkiem upadku ZSRR. W ostatnich latach zwiększający się dostęp do mediów społecznościowych i niezależnych źródeł informacji, doniesienia o skali represji wobec dysydentów, wciąż fatalna sytuacja gospodarcza sprawiły, że kolejne protesty były tylko kwestią czasu. Ubiegłoroczne były wstępem do tegorocznych.
Prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel (fot. Hector Vivas/Getty Images)
Prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel (fot. Hector Vivas/Getty Images)

Antyrządowe protesty w kilku miastach na Kubie. Prezydent oskarża USA

W kilku miastach Kuby doszło w niedzielę do antyrządowych demonstracji – według opozycyjnych portali internetowych – największych od 1994 roku....

zobacz więcej

Ludzie nie czują już bezwarunkowej lojalności do ideologii Fidela Castro, która była im wpajana od najmłodszych lat. Reżim nie ma niczego do zaoferowania kolejnym pokoleniom poza straszeniem Stanami Zjednoczonymi. Jedynym atutem są siły bezpieczeństwa, które mogą tylko zwiększać falę represji licząc na wywołanie paraliżującego strachu u obywateli, ale ten mechanizm przestaje już działać.

Czarne Osy


Represje nie są dla Kubańczyków niczym nowym, mimo to tegoroczne protesty sprawiły, że nastąpił pewien zwrot w mentalności. Dotąd wojsko, czyli Rewolucyjne Siły Zbrojne (Fuerzas Armadas Revolucionarias; FAR) nie było wykorzystywane przeciwko protestującym, mało tego, na ogół cieszyło się szacunkiem w społeczeństwie. Teraz to się zmieniło, gdy okazało się, że przy tłumieniu protestów władze sięgnęły po komandosów z Jednostki Wojskowej nr 4895, nazywanych „Czarnymi Osami” (Avispas Negras). Pomagali oni siłom MSW aresztować demonstrantów, z wieloma z nich do dziś nie ma kontaktu.

Użycie żołnierzy świadczy o tym, że FAR nie są już niezależną instytucją, którą oficjalna propaganda przedstawia jako wciąż szykującą się do krzewienia szlachetnych idei rewolucji kubańskiej poza granicami kraju, lecz stały się dominującą siłą polityczną, która aktywnie wspiera cywilne władze. To też dowód na to jaką władzę w kraju zdobyli wojskowi od początku lat 90. ubiegłego wieku, w szczególności po ustąpieniu Fidela Castro w 2008 roku.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Kubańskie wojsko dotąd nie miało większych ambicji politycznych. Powstało z powstańczej armii, która w 1959 roku obaliła wspieranego przez USA dyktatora Fulgencio Batistę. O ile przez dziesięciolecia internacjonalizm jako idea była wyznacznikiem armii, o tyle ostatnio wojskowi stali się ona podporą reżimu komunistycznego na wyspie i korzystają ze swojej pozycji w sposób niemal niekontrolowany.

Kuba liberalizuje gospodarkę. Reakcja na kryzys gospodarczy

Władze komunistycznej Kuby zdecydowały o umożliwieniu działalności w kraju małych i średnich prywatnych firm. Na mocy nowych regulacji legalnie...

zobacz więcej

Znacząca zmiana zaszła podczas „okresu specjalnego” na Kubie w latach 1990-1993, po upadku ZSRR, gdy pozbawiona rosyjskiej kroplówki gospodarka doznała zapaści, która zaowocowała spadkiem PKB o około 36 procent. Aby ustabilizować sytuację ekonomiczną i zapewnić państwowy nadzór nad działalnością gospodarczą w kraju, wojsko przejęło wiele branż. Reżim mógł zmniejszyć budżet wojska, ale kosztowało to utratę władzy między innymi nad górnictwem, branżą turystyczną, transportem lotniczym czy krajowym rynkiem walutowym.

Imperium gospodarcze


Wojskowi mający tworzyć internacjonalistyczną armię wyzwoleńczą stworzyli własne imperium gospodarcze, które zapewniło im mocną pozycję polityczną. Szacuje się, że wojsko nadzoruje obecnie około 800 firm. Konglomerat o nazwie Grupa Administracion Empresarial SA (GAESA) – coś jak Hermann Goering Reichswerke czy SS-WVHA tylko na znacznie większą skalę – zarządza między innymi hotelami, supermarketami, agencjami nieruchomości, sklepami z walutami wymienialnymi czy przedsiębiorstwami zajmującymi się przewozami powietrznymi.

Wiele firm wchodzących w skład grupy założono w celu ominięcia amerykańskiego embarga oraz ściągnięcia do kraju twardej waluty. W efekcie powstały osobliwy układ – gospodarka podzieliła się na część formalnie państwową oraz nieoficjalnie państwową, która dominują nad znaczną częścią sektora prywatnego.

GAESA działa jak państwo w państwie. Hawana nie chwali się gospodarczym gigantem, jego wynikami ekonomicznymi, co można tłumaczyć tym, że władze nie chcą się przyznać jak bardzo wojsko opanowali kluczową sferę życia jaką jest gospodarka. Wojskowi szybko nauczyli się biznesu. Dzięki dotacjom państwowym konglomerat może oferować pracownikom wyższe pensje i lepsze warunki, do tego nie musi się przejmować przeszkodami administracyjnymi na jakie ciągle natrafiają prywatne przedsiębiorstwa.

Satrapa Robocop stopniowo przejął pełnię władzy

Talibowie przejmują Afganistan, Alaksandr Łukaszenka zwiększa presję migracyjną na Unię Europejską, Xi Jinping podgryza Tajwan – w cieniu...

zobacz więcej

Generał trzęsie gospodarką


Taki model spokojnie rozwijał się gdy rządził Fidel Castro, zaś przyspieszył po objęciu władzy przez jego brata Raula w 2008 roku. Kontrolę nad armią przejął wówczas generał Luis Alberto Rodriguez Lopez-Calleja, były zięć Raula. Dzięki jego relacjom z młodszym z braci Castro GAESA stała się jedną z najważniejszych instytucji mających wpływ na kubańską ekonomię.

Lopez-Calleja kieruje GAESA od ponad 20 lat i stał się jednym z najpotężniejszych ludzi na Kubie. Jego pozycja wykracza daleko poza władzę, jaką gwarantuje po stanowisko generała FAR czy nawet członka Biura Politycznego Komunistycznej Partii. Jest dowodem na to, że kubański reżim skręcił w kierunku dyktatury wojskowej.

O sile armii w strukturach władzy świadczy fakt, że minister Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Alvaro Lopez Miera, minister spraw wewnętrznych Lazaro Alberto Alvarez Casas czy premier Manuel Marrero Cruz to wszyscy wojskowi, którzy decydują o kształcie kraju. Żadnemu z nich nie jest po drodze z demokratyzacją Kuby, która mogłaby skutkować utratą przez nich wpływów nie tylko politycznych, ale przede wszystkim gospodarczych.

Zaczęła się nakręcać niepokojąca spirala na Kubie. Presja wywierana na władzy choćby poprzez protesty jakie miały miejsce w lipcu nie prowadzą do poważniejszych zmian ułatwiających obywatelom życie, lecz powodują wzmożenie represji i wzmocnienie wpływów wojska. Im większą wojskowi będą mieli władzę, także gospodarczą, tym usilniej będą jej bronili. W takim układzie o demokratyzacji, liberalizacji czy choćby lekkim odkręceniu śruby nie może być mowy. To gotowy przepis na kolejną tragedię całego narodu.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej