RAPORT

Rosja gotowa do inwazji na Ukrainę

Ile kosztuje przemyt „białoruskim szlakiem”? Imigranci mówią, jak dotarli do UE

„Z Mińska zawieźli mnie samochodem do Brześcia” (fot. Maciej Luczniewski/NurPhoto via Getty Images, zdj. ilustr.)
„Z Mińska zawieźli mnie samochodem do Brześcia” (fot. Maciej Luczniewski/NurPhoto via Getty Images, zdj. ilustr.)

Około pięcio-, siedmiokrotnie wzrosła liczba imigrantów przebywających w Eisenhüttenstadt. W położonym na wschodzie Niemiec, nad samą Odrą, zbudowanym w czasach NRD mieście funkcjonuje ośrodek dla uchodźców. Według kierownictwa placówki chodzi o nielegalnych migrantów przybywających do UE „szlakiem białoruskim”. Tylko we wrześniu przybyło ich 1,4 tys. Jeden z nich ujawnił, ile zapłacił za przemyt do Unii.

Setki migrantów koczują na lotnisku w Mińsku [WIDEO]

Każdego dnia kilkaset migrantów przylatuje do Mińska, skąd białoruskie służby rozwożą ich na granicę z Polską, Litwą lub Łotwą. Białoruski...

zobacz więcej

– Poleciałem samolotem najpierw do Bejrutu, potem do Mińska. Z Mińska zawieźli mnie samochodem do Brześcia. Potem przeszliśmy granicę z Polską. No i jestem. Przyjechałem tydzień temu. Niemcy traktują nas bardzo dobrze, ale ja chce jechać dalej, do Wielkiej Brytanii, gdzie przebywa moja mama i brat. Cały szlak kosztował mnie 10 tys. – opowiadał dziennikarzom Balan z Iraku.

Obecnie w ośrodku w Eisenhüttenstadt przebywa 2,5 tys. imigrantów. Większość z nich dotarła do UE „szlakiem białoruskim”. Codziennie pojawiają się nowi – od 50 do 100 osób. Aby ich pomieścić, władze placówki rozstawiają kolejne namioty i kontenery. Ci, którzy przybyli wcześniej, mieszkają w ogrzewanych budynkach.

Co 10. migrant ma koronawirusa


Głównym jednak problemem jest pomoc lekarska. Wielu z przybyszów choruje, odsetek zakażonych koronawirusem sięga 10 %.

Dziennikarze Deutsche Welle, która opublikowała reportaż z nadodrzańskiego ośrodka skarżą się na brak realizacji porozumień dublińskich, zgodnie z którymi uchodźcy zarejestrowani wcześniej w jakimś kraju UE powinni być deportowani do tego właśnie kraju. Przyznają jednak, że sami migranci tego nie chcą. „Wielu migrantów ukrywa, że już zostali zarejestrowani w innym kraju, by pozostać w Niemczech”. Chciałoby się, by porozumienia dublińskie były ściślej przestrzegane. Drugi problem to to, że niektóre kraje pochodzenia migrantów, takie jak Irak, Iran, Liban, odmawiają przyjmowania własnych obywateli. To niedopuszczalne – skarży się dyrektor ośrodka Olaf Jansen.

„Wszyscy chcą do Niemiec, nie pracują, nadużywają gościnności”


Po zarejestrowaniu i odbyciu kwarantanny migranci – których liczba przekroczyła już 10 proc. ludności Eisenhüttenstadt – mogą wychodzić na miasto. – Z samymi uchodźcami nie mamy problemów – powtarzają, jak mantrę, pytani przez dziennikarzy mieszkańcy.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Nieraz jednak w kolejnych zdaniach ujawniają zastrzeżenia. – Nie podoba mi się, że wielu ludzi nadużywa naszej gościnności. Miesiącami, nawet latami nie pracują – mówi jeden z nich. – Od 2015 r. każdy chce do Niemiec, Wszyscy powołują się na słowa Angeli Merkel „damy radę” (deklaracja kanclerz RFN wygłoszona w sierpniu 2015 r. – red.). Tu, na wschodzie, nikt jej tego nie zapomniał – dodaje drugi. Przyznaje jednak, że „to, co robi Łukaszenka, to kompletne świństwo”.

Przeczytaj także: „Frakcja Łukaszenki” w Sejmie. Usiłowali zagłuszać ministra spraw wewnętrznych

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej