RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

„Ale do latania ze zdjęciami dzieci, które im wyślesz, ich nie namówisz.” „Ja nie namówię?”

W kwestii migrantów Aleksander Łukaszenka współdziała najprawdopodobniej z Władimirem  Putinem (fot. arch.PAP/ITAR-TASS)
W kwestii migrantów Aleksander Łukaszenka współdziała najprawdopodobniej z Władimirem Putinem (fot. arch.PAP/ITAR-TASS)

Dokładnie tak mogła wyglądać rozmowa Władimira Putina z Aleksandrem Łukaszenką kilka tygodni temu, ws. dalszych planów działań imigracyjnych przeciwko Polsce i Unii Europejskiej. To, co obserwujemy od kilku dni, to cyniczna, zaplanowana operacja, gdzie dzieci są przedmiotem, środkiem do osiągnięcia zamierzonych celów: podzielenia Polaków, podkręcenia emocji w naszym kraju, destabilizacji państwa i zastraszenia polskich władz. Po zachowaniu polityków opozycji i ich ulubionej stacji tv na Kremlu codziennie strzelają korki od szampana i możemy być pewni, że takich imigrantów z dziećmi Łukaszenka wyśle więcej.

Żeby wywrzeć presję, „specjalnie zdejmują dzieciom buty i wyrzucają”. SG o działaniach imigrantów [WIDEO]

Do cudzoziemców permanentnie wzywane są karetki pogotowia. Okazuje się, że w dużej mierze oni ściemniają – mówił na sesji rady miejskiej w...

zobacz więcej

„Proszę sobie wyobrazić, że gros dzieci jest bez butów i bez skarpet. Wiecie dlaczego? Nie dlatego, że zgubiły, tylko ich rodzice specjalnie zdejmują i wyrzucają, próbując w ten sposób wzbudzić litość u funkcjonariuszy. To są rzeczy codzienne, z takimi sytuacjami mamy miejsce codziennie” – mówił na czwartkowej sesji rady miejskiej w Michałowie zastępca komendanta tamtejszej placówki Straży Granicznej major Piotr Dederko. Te słowa powinni wziąć sobie do serca politycy, którzy z taką łatwością kolportują zdjęcia dzieci z Michałowa.

Zastanówmy się, jakie wspólne interesy ma reżim Łukaszenki, imigranci i opozycja w naszym kraju? Granie dziećmi. Łukaszence chodzi o zaszkodzenie Polsce i UE, imigrantom o dostanie się do Polski, a dalej do Niemiec, a opozycji w Polsce o zohydzenie, a w konsekwencji obalenie rządu. - Do cudzoziemców permanentnie są wzywane karetki pogotowia. Takich przypadków było może z kilkanaście na pewno. Na chwilę obecną może jeden przypadek, może dwa były takie, że te osoby faktycznie zostały przetransportowane gdzieś do szpitala. (…) Nie chcę używać takiego (…) młodzieżowego słowa, ale cudzoziemcy po prostu ściemniają. Nie potwierdzają się ich informacje, są badani, parametry życiowe są w porządku, wszystko jest w porządku. To jest kolejne wywieranie presji na tych funkcjonariuszy, że tutaj jest ktoś umierający, chorujący itd. – relacjonował w Michałowie mjr Dederko. Warto dodać, że tej presji mają ulec nie tylko strażnicy graniczni, ale również politycy, a przede wszystkim opinia publiczna. Jak trzeźwo zauważył jeden z internautów „BukowyWierch”: Był kotek. Nie poszło. Jest dziecko. Nie idzie. Będzie piesek.

Co naprawdę dzieje się na pograniczu? Białoruski dziennikarz o kulisach operacji „Śluza” [WIDEO]

Lot samolotem z Bagdadu do Mińska to koszt około 550-700 dolarów, choć istnieje także opcja wykupienia „tygodniowej wycieczki”, co oferuje...

zobacz więcej

Rozkręcanie histerii ku radości Kremla


„Poseł Artur Łącki ze zdjęciem dziecka z Michałowa. Szef BBN Paweł Soloch zrzuca je na podłogę” – krzyczał dziś na pasku TVN. Stacja od kilku dni prezentuje zdjęcia imigrantów, którzy trafili na granicę z Polską, wybierając oczywiście te, gdzie widać małe dzieci. „Gdzie są dzieci z Michałowa?” – krzyczeli wczoraj politycy opozycji, którzy pół roku temu równie głośno krzyczeli, że należy odebrać prawa człowieka chorym dzieciom w łonie matki, a jak ktoś uważa inaczej, to niech „wypierd**la”. Dzięki takim zabiegom bardzo szybko zapominamy o tym, że ktoś te dzieci z premedytacją wykorzystuje i będzie to robił dalej, bo zwyczajnie za dużo rodzice zainwestowali w podróż marzeń do Berlina, żeby nie zrobić np. smutnej miny do sesji zdjęciowej Gazety Wyborczej, a jak trzeba zabrania butów własnym (?) pociechom, żeby spotęgować efekt propagandowy.

Pamiętacie romskie dzieci wykorzystywane przez rodziców do żebrania na ulicach miast? Kiedyś był to bardzo częsty widok, z czasem zdarzało się to coraz rzadziej, bo ludzie przestali ulegać emocjonalnemu szantażowi i ten proceder przestał się opłacać. Tego rodzaju chwyty są znane na całym świecie od dawna. Czy tak trudno zrozumieć, że podobne sztuczki będą stosowane teraz wśród imigrantów, którzy za wszelką cenę chcą, żeby ich wpuścić do UE?

Polsce potrzebna jest jedność choćby w tej jednej sprawie


Były premier RP dehumanizuje ministrów polskiego rządu, czego nigdy nie zrobił Putinowi ani Łukaszence. Emocje buzują, latają zdjęcia i najmocniejsze hasła. To już chyba ostatni moment, żeby się zatrzymać na chwilę i zastanowić: jak do tego doszło i jak zablokować operację białoruskich służb.

Zróbmy sobie proste ćwiczenie z wyobraźni. Cofnijmy się w czasie i wyobraźmy sobie, że rok temu dowiadujemy się, że latem 2021 r. Białoruś wpadnie na pomysł, żeby mścić się za sankcje poprzez „zalanie” Europy żywą „bronią”, tj. przyjezdnych z Afryki i Bliskiego Wschodu. Jaka byłaby nasza pierwsza refleksja: jak zostanie rozpisana w punktach jego operacja i jak się przeciwko niej bronić. Pierwsza myśl: jak przed każdym szantażystą, czyli nie ulegać szantażowi. Jeśli terroryści emitują nagranie, na którym przed nacelowanymi karabinami ofiara odczytuje żądania nie do spełnienia, to nikt rozsądny nie zaczyna krzyczeć „spełnijcie wszystkie żądania terrorystów, a nad ich skutkami pomyśli się później!” Druga myśl: jeśli Łukaszenka chce nas zastraszyć, to stańmy przeciwko niemu razem, pokażmy jedność, siłę i odwagę.

Poczobut już szósty miesiąc w białoruskim areszcie

Mija pięć miesięcy od chwili zatrzymania Andrzeja Poczobuta. Polski aktywista i dziennikarz jest przetrzymywany w areszcie w Żodzinie pod Mińskiem....

zobacz więcej

Czy w ten sposób zareagowaliśmy jako naród? Niestety nie. Doszło do absurdalnej (lub agenturalnej) sytuacji, gdzie polskie władze bronią granic, jak na razie zdając bardzo trudny egzamin wobec ataku hybrydowego Białorusi, a jednocześnie tego samego egzaminu nie zdają główne siły opozycyjne, zblatowane z nimi media i organizacje pozarządowe. W sprawie Andrzeja Poczobuta (zapominając o Andżelice Borys, która też siedzi w więzieniu, ale nie pracuje dla „Gazety Wyborczej”) zorganizowano dużą akcję dziennikarską, w ramach której w największych mediach w Polsce pojawiły się materiały o więzionym dziennikarzu. Piękny gest w dniu, gdy minęło pół roku jak reżim Aleksandra Łukaszenki uwięził Poczobuta, ale dokładnie to samo środowisko, które wzięło udział w tej akcji – codziennie gra w orkiestrze Putina i Łukaszenki, grając napisane przez nich etiudy.

W naszym kraju opętanie antypisowskie doszło do takiego stopnia, że niektórzy od początku operacji białoruskiego prezydenta, ani razu nie powiedzieli o nim złego słowa, wszystkie zostawiając dla rządu swojego kraju. Nagle politycy i aktywiści pod hasłem „wypierd**ać” walczący przeciwko przyznaniu praw człowieka dla chorych dzieci, prezentują się jako obrońcy dzieci, których rodzice opłacając turystyczne wizy do Mińska, próbują wedrzeć się do Europy. Epatują zdjęciami w Sejmie politycy, a na antenie dziennikarze TVN, a wszystko po to, żeby zagrać Polakom na emocjach. Mamy przestać myśleć i się podzielić, bo nic tak nie wzmacnia Łukaszenkę, jak brak jedności w Polsce. Nie dopuśćmy do tego. Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej