RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Miła Merkel, ostry Scholz. Jedno się nie zmieni: Niemcy wciąż będą patrzeć z góry na Polskę

Angela Merkel i Olaf Scholz (fot. Clemens Bilan Pool/Getty Images)
Angela Merkel i Olaf Scholz (fot. Clemens Bilan Pool/Getty Images)

Rządy Angeli Merkel nie będą, wbrew intencjom lewicowo-liberalnych mediów, wspominane nad Wisłą jako dobre dla polsko-niemieckich relacji. Nachalna propaganda, której celem było przekonanie nas, że pani kanclerz lubi Polskę i rozumie nasz region, starała się łagodzić wydźwięk jej niekorzystnych dla nas posunięć. Teraz, gdy wiele wskazuje na to, że jej następcą zostanie socjaldemokrata Olaf Scholz, możemy usłyszeć, że jeszcze zatęsknimy za przywódczynią chadeków. Czy tak będzie, zobaczymy. Są jednak rzeczywiście przesłanki, by sądzić, że przyszłe relacje polsko-niemieckie będą jeszcze chłodniejsze niż do tej pory.

Angela Merkel rządziła za długo

Angela Merkel zaakceptowała sytuację, w której Unia Europejska została zdominowana przez Niemcy. Szesnaście lat jej rządów wiązało się ze spadkiem...

zobacz więcej

Po Angeli Merkel nie będą płakać nie tylko Polacy, ale też sami Niemcy. W sondażu gazety „Augsburger Allgemeine” na pytanie o to, czy będzie im brakować Merkel na stanowisku kanclerza, 52 proc. pytanych odpowiedziało, że „zdecydowanie nie” lub „raczej nie”.

Nad Wisłą sprawująca przez 16 lat funkcję kanclerza liderka chadeków, zostanie przede wszystkim zapamiętana jako obrończyni zagrażającego europejskiemu bezpieczeństwu gazociągu Nord Stream 2.

Pomimo tego, że wspierające ją media starały się ją pokazywać jako krytyka rosyjskiego reżimu, w rzeczywistości jak mało który przywódca państwa unijnego starała się ona promować „dialog” z Moskwą. Prowadził on do osłabiania nakładanych na reżim Władimira Putina sankcji, a także umożliwiał prowadzenie z nim intratnych interesów.

Berlin wyznaczył nam podrzędną rolę


Merkel wielokrotnie deklarowała zrozumienie dla naszego regionu i zainteresowanie nim, ale nie przekładało się to zbytnio na zwiększenie jego bezpieczeństwa czy rozwoju. Kwestie te Polska i nasi sąsiedzi musieli wywalczyć sobie sami, często przy sprzeciwie czy oporach Berlina.

Dla naszego kraju Niemcy wyznaczyły bowiem zarówno gospodarczo, jak i politycznie podrzędną rolę i nakazały trzymanie się „europejskiego mainstreamu”,
równoznacznego z zachwycaniem się wszystkimi pomysłami z niego płynącymi.

Wybory w Niemczech. Kto zastąpi Merkel?

O godzinie 8 rano otwarte zostały lokale wyborcze w RFN. Niemcy mogą oddawać swoje głosy w wyborach do Bundestagu do godziny 18. Nowy parlament...

zobacz więcej

Brak wypełniania tej roli, przeciwstawianie się jej, próby wybijania się na samodzielność, podkreślanie swojej suwerenności były nie tylko w Niemczech niemile widziane, ale zostały określone jako podważające istnienie samej Unii Europejskiej.

Podwójne standardy


Na postawę taką wskazywał m.in. europoseł PiS, a przy tym znawca Niemiec prof. Zdzisław Krasnodębski, który przed dwoma laty zaznaczał w dzienniku „Die Welt”, że Niemcy traktują Polskę nie fair i stosują podwójne standardy.

- Jesteśmy ambitni gospodarczo i możemy stawiać niewygodne pytania. Wydaje się, że nie jest to po myśli takich krajów jak Niemcy - mówił europoseł. - Rząd federalny powinien uznać, że kraje Europy Środkowej i Wschodniej również mają uprawnione interesy – dodał.

To właśnie negatywna postawa Merkel wobec Polski, a wcześniej Węgier, a co za tym idzie, powolnych jej instytucji unijnych, była główną przyczyną ataków płynących nieprzerwanie na nasz kraj od momentu, gdy rządy w nim przejęło PiS.

Bez względu na to, czy suwerenne decyzje władz w Warszawie dotyczyły kwestii klimatycznych, reparacji za II wojnę światową, spraw światopoglądowych czy nawet stosunku do byłego prezydenta USA Donalda Trumpa.

Deputowani SPD na grupowym zdjęciu bez masek. Kara może ich zrujnować

Ponad 200 deputowanych socjaldemokratycznej partii SPD zrobiło sobie w Bundestagu zdjęcia grupowe, do którego prawie wszyscy zdjęli maseczki....

zobacz więcej

Merkel i jej ludzie, a także wspierające ją media, przez wszystkie te lata sumiennie pracowały nad doczepienie Polakom łatki: antydemokratów, homofobów, antysemitów i ksenofobów. Przywódczyni chadeków nigdy nie zrobiła nic – mimo tego, że prezentowała się jako polityk, który lubi nasz region i rozumie go – do zmiany tej optyki.

Celem upadek rządu


Nie zrobiła tego, gdyż, jak niedawno mówił w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” prof. Bogdan Musiał, „w medialnym przekazie dominuje podział: dobry Polak to Donald Tusk i każdy z jego zwolenników, a zły – to Jarosław Kaczyński”.

„Ich celem jest - o czym zresztą mówią otwarcie - żeby ten rząd upadł. Dopóki Polska była krajem przez Niemcy „skolonizowanym”, dopóty można było tam zarabiać pieniądze – ocenił prof. Bogdan Musiał.

To, że Merkel wpisywała się w ten stosunek do naszego państwa to fakt. Nie zmienią tego żadne wystawiane jej medialne laurki.

Nie oznacza to jednak, że możemy oczekiwać polepszenia relacji między naszymi krajami, gdy jej następcą na stanowisku kanclerza zostanie socjaldemokrata Olaf Scholz.

SPD pokonała chadecję, ale nie na tyle wyraźnie, by odebrać jej szanse na sformułowanie rządu. To osłabienie ewentualnych rządów Olafa Scholza mimo tego, że prawie dwie trzecie Niemców widziałoby go na stanowisku szefa rządu, a jego głównego przeciwnika, chadeka Armina Lascheta, jedynie co czwarty.

Niemcy. SPD wygrała wybory do Bundestagu

Socjaldemokraci z SPD wygrali niedzielne wybory do Bundestagu, zdobywając 25,7 proc. głosów i wyprzedzając nieznacznie CDU/CSU z 24,1 proc. –...

zobacz więcej

Kolejnym minusem są dla niego dobre rezultaty otrzymane w wyborach przez Zielonych i liberałów (FDP), które pozwalają im dziś na szachowanie czy to SPD, czy CDU/CSU. Ich siłą jest fakt, że bez nich nie uda się stworzyć rządu. Oczywiście, jest szansa na kontynuowanie obecnej koalicji CDU/CSU i SPD, ale jest to mało prawdopodobne i nie zyskuje poparcia w elektoracie obu ugrupowań.

Osłabiona pozycja nowego kanclerza


O tym, że pozycja ewentualnego kanclerza z SPD może być słabsza już na starcie, świadczą też nawoływania Scholza do tego, by jak najszybciej utworzyć rząd, co należy odczytywać, jako jednoznaczny sygnał do obu partii – jestem gotowy na ustępstwa, nie negocjujcie z chadekami, z nami ugracie więcej.

W tym samym czasie Zieloni i FDP umacniają swoje pozycje negocjacyjne ostentacyjnym spotkaniem się przed rozmowami z ewentualnym trzecim (pozornie najsilniejszym) koalicjantem i wymianami uprzejmości, które mają wskazywać, jak świetnie się dogadują.

Wyścigi między socjaldemokratami a chadekami w deklaracjach szybkiego utworzenia rządu pozwalają wierzyć, że powstanie on szybciej niż po wyborach w 2017 r., gdy Merkel potrzebowała do tego pół roku.

Czy do jakichś ustaleń dojdzie w niedzielę, gdy SPD najpierw spotka się z FDB, a później z Zielonymi? Zobaczymy.

Zaostrzenie kursu


Nas najbardziej interesuje to, jaki stosunek do Polski i szerzej, do naszego regionu i do Rosji, będzie miał przyszły niemiecki rząd i kanclerz. Niemieckie media, które podejmują ten temat, oceniają najczęściej, że należy się spodziewać „zaostrzenia kursu” wobec Warszawy i Budapesztu w kwestii praworządności i polityki klimatycznej, a przy tym zacieśnienia relacji z Moskwą.

Czy Niemcy będą tęsknić za kanclerz Merkel? Najnowszy sondaż

Kanclerz Angela Merkel rządzi Niemcami od 16 lat. Teraz, po czwartej kadencji, jej era dobiega końca. Większości Niemców nie będzie jej brakowało –...

zobacz więcej

Z ocen tych przebija się ton, że Merkel była dla Polski dotychczas zbyt łagodna, a Scholz, jako niezbyt zainteresowany naszym regionem i kierujący się przede wszystkim w stronę wzmocnienia relacji z Francją, będzie o wiele ostrzejszy.

Nie musi być to jednak z naszego punktu widzenia minus, gdyż do tej pory, pod pozorami dialogu z Polską i pragmatyzmu, Berlin i tak atakował i szczuł na nasz kraj. Jeśli Scholz nie będzie przebierał w słownych atakach, chociażby po to, by umocnić swoją pozycję i wykazać się w swoim „zdecydowaniu” w ganieniu „antydemokratycznej” Polski, to tym bardziej pokaże rzeczywiste intencje niemieckich władz.

Polityka klimatyczna


Zagrożeniem dla rządu w Warszawie mogą być także Zieloni, którzy pomimo tego, że mają najbardziej krytyczny stosunek z partii niemieckich do Rosji, to jednak mogą wykorzystywać kwestie klimatyczne do wzmacniania ataków.

Tym bardziej, że Niemcy przyjęły nowe, „ambitniejsze” cele redukcji emisji (o 65 proc. do 2030 r.; o 88 proc. do 2040 r. i osiągnięcie neutralności emisyjnej w 2045 r.) i będą zapewne domagać się, by też Polska szła w tym kierunku. Będzie to miało miejsce mimo tego, że to właśnie Niemcy są największym trucicielem w Europie, a ich „zielona” polityka jest przeżarta przez hipokryzję i medialnie maskowana.

Należy też wspomnieć, że Zieloni są zaciekłymi przeciwnikami energii atomowej, co może zderzyć się z naszymi planami budowy elektrowni jądrowej.

Kolejnym zagrożeniem, tym razem pośrednim dla Polski, jest zgoda wszystkich członków ewentualnej koalicji na to, by za wszelką cenę utrzymać cele eksportowe niemieckiej gospodarki. W przypadku planów SPD będzie to oznacza chęć zacieśniania współpracy z Rosją i Chinami. Obiekcje do tego mogą mieć jednak Zieloni i FDP, ale nie wiadomo, czy zaproponują alternatywę.

Wybory w Niemczech. Szef CSU pogratulował liderowi SPD

Szef bawarskich chadeków Markus Soeder (CSU) podkreślił podczas konferencji prasowej, że utworzenie nowego rządu jest zadaniem SPD jako...

zobacz więcej

Współpraca z Francją


W przeciwieństwie do Merkel, której działania wzmocniły falę imigracyjną w 2015 r., Scholz nawet wbrew wielu członkom swojej partii opowiada się za ograniczeniem napływu nielegalnych migrantów do RFN.

Wszystkie trzy partie chcą wprowadzenia w UE głosowania większościowego w sprawach dotyczących polityki zagranicznej. To zaś będzie oznaczać kolejną próbę narzucenia inicjatyw płynących z Berlina całej wspólnocie.

Co prawda ugrupowania te uważają NATO za podstawę ochrony Europy, jednak z wyjątkiem FDP są niechętnie nastawione do przeznaczania 2 proc PKB na obronność. Polska tymczasem apeluje o wypełnianie tego zobowiązania i wzmacnianie wschodniej flanki.

Jak podkreślał w Programie 1 Polskiego Radia Michał Kędzierski z Ośrodka Studiów Wschodnich, wydaje się, że z perspektywy Emmanuela Macrona, kanclerz Scholz będzie wygodniejszym partnerem niż Angela Merkel.

- Socjaldemokrata podziela spojrzenie Macrona i Francji na Unię Europejską. Można spodziewać się więcej wspólnych inicjatyw w zakresie pogłębiania integracji w polityce zagranicznej i obronnej, np. poprzez próbę wprowadzenia głosowania większościowego, zamiast jednomyślności, czy w kwestii zacieśnienia współpracy w polityce fiskalnej czy monetarnej w strefie euro - twierdzi Michał Kędzierski.

To zaś oznacza, że jednym z możliwych do zrealizowania się scenariuszy na najbliższą przyszłość - jest nowy niemiecki rząd, który będzie wzmacniał sojusz z Francją i Rosją, a przy tym, jeszcze bardziej niż poprzedni, marginalizował interesy Europy Środowo-Wschodniej.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia


Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej