RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Petrović: W Rosji wszystko po staremu, tylko że gorzej. Pseudowybory w pseudodemokracji

Podczas wyborów parlamentarnych w Rosji doszło do bezprecedensowej skali fałszerstw (fot. PAP/EPA/MAXIM SHIPENKOV)
Podczas wyborów parlamentarnych w Rosji doszło do bezprecedensowej skali fałszerstw (fot. PAP/EPA/MAXIM SHIPENKOV)

Kreml może mieć powody do zadowolenia. Wielomiesięczne przygotowania do zapewnienia wygranej Jednej Rosji w wyborach zakończyły się pełnym sukcesem. Nie tylko dlatego, że partia ta zwyciężyła i będzie wciąż mieć pełnię władzy, ale też dlatego, że reżimowi udało się stosunkowo łatwo stłamsić opozycję i uciszyć Zachód, który odważył się jedynie na wydanie rutynowych komunikatów o swoim zaniepokojeniu. Wszystko wskazuje na to, że Putin i jego świta będą dalej podążać w kierunku sprawowania kontroli nad społeczeństwem w duchu totalitarnym.

Wybory w Rosji bez niespodzianki. Komuniści drugą siłą w Dumie

W wyborach do niższej izby parlamentu Rosji, Dumy Państwowej, zdecydowanie prowadzi rządząca partia Jedna Rosja z wynikiem 45,9 proc. głosów –...

zobacz więcej

Konkurencyjne, jawne i po prostu uczciwe – taką ocenę wystawił wyborom do Dumy Państwowej (niższej izby parlamentu Rosji) rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, który podkreślił przy tym, że również prezydent Władimir Putin jest zadowolony z ich przebiegu.

Władca Kremla i jego ludzie mają prawo otworzyć szampany i świętować kolejny udany etap poszerzania swojej władzy i niszczenia drobnych przejawów wolności w coraz bardziej zniewolonym, a przy tym pogodzonym z losem i apatycznym społeczeństwie.

Nie ma sensu ekscytować się wynikami rządzącej partii Jedna Rosja – według oficjalnych danych uzyskała ona prawie 49 procent - gdyż zdobyła ona tyle procent głosów, ile miała zdobyć, by utrzymać większość konstytucyjną w izbie, zanim jeszcze pierwsi wyborcy udali się do urn.

Trzydniowy festiwal fałszerstw


Nie ma też co mówić o sztucznym zawyżaniu frekwencji, gdyż skala fałszerstw została dodatkowo wzmocniona przez wydłużenie głosowania do trzech dni.

Jak czytamy w analizie Marii Domańskiej dla Ośrodka Studiów Wschodnich „wysoki oficjalny wynik jest formalnym sukcesem Jednej Rosji, ale został osiągnięty z trudem, w wyniku licznych manipulacji i fałszerstw w czasie elekcji”.

„Rezultat ten ułatwiło m.in. trzydniowe głosowanie oraz znaczna liczba głosów oddanych poza lokalami wyborczymi. Na największą od kilku lat skalę utrudniano pracę niezależnym obserwatorom. Można wstępnie zakładać, że skala fałszerstw wyniosła ok. 30 procent” – podkreśla ekspert.

Kreml zażądał od Google'a usunięcia listy kandydatów w wyborach wspieranych przez Nawalnego

Rosyjski państwowy regulator mediów i internetu, urząd Roskomnadzor zażądał w sobotę od wyszukiwarki Google, by usunęła pliki Google Docs...

zobacz więcej

Władze, oczywiście, broniły decyzji o trzydniowym głosowaniu, argumentując, że wynika to z pandemicznej sytuacji, jednak, jak można się domyślić, utrudniło to pracę niezależnym obserwatorom, a także pozwoliło na jeszcze większe manipulacje przy kartach do głosowania, które pozostawiano na dwie noce w lokalach wyborczych.

Prowadzący obserwację wyborów niezależny ruch Gołos oceniał, że podczas tegorocznych wyborów doszło do systemowego utrudniania pracy obserwatorów, stosowania nacisków, także w użyciem siły wobec nich, jak i członków komisji. Organizacja ta również zwracała uwagę na masowe głosowania za inne osoby i nieprzestrzegania procedur podczas głosowania w domu.

Niszczenie niezależnych


Niezależne media, te, które jeszcze nie zostały zniszczone przez reżim, informowały o licznych przypadkach podrzucania kart do urn wyborczych. W podmoskiewskich Chimkach, jak podawała telewizja Dożd, w trzech komisjach wyborczych znaleziono w kabinach do głosowania długopisy, których atrament można było wywabić po podgrzaniu karty zapalniczką.

Jak podają niezależne media, do głosowania przez pracodawców i lokalne władze zmuszani byli szczególnie pracownicy zatrudnieni w sektorze budżetowym, a poszerzenie możliwości głosowania w domu, uniemożliwiło praktycznie kontrolę tego procesu. Co więcej, w siedmiu regionach, w tym w Moskwie wprowadzono możliwość głosowania online. Tu też dochodziło do licznych przypadków przymuszeń.

W sieci znalazły się też nagrania dokumentujące, jak członkowie komisji wyborczych są instruowani, jakie wyniki mają trafić do protokołów.

Wybory w Rosji. Obrońcy praw człowieka informują o fałszerstwach

Rosyjski ruch obywatelski „Gołos” poinformował o próbach sfałszowania wyników wyborów. Rosjanie od wczoraj wybierają deputowanych do Dumy...

zobacz więcej

Do tak masowej skali fałszerstw wyborczych nie mogłoby dojść, gdyby nie długie przygotowania władz, by wszystko przebiegło bez „niepotrzebnych” zgrzytów.

Symboliczne w tym kontekście było aresztowanie na początku roku znanego przeciwnika Kremla Aleksieja Nawalnego i osadzenie go w kolonii karnej, do czego doszło pomimo protestów Zachodu.

Ugodowa postawa Zachodu


Tak jawne i ostentacyjne zwalczanie przeciwnika politycznego przez rosyjski reżim nie spotkało się z żadną konkretną karą. Zachód, w szczególności Niemcy, pomimo zgłaszania protestów i wyrażania swojego zaniepokojenia, dalej stoją na stanowisku, że z Moskwą trzeba prowadzić dialog i… interesy.

Dochodzi do tego również pomimo kolejnych sankcji nakładanych na Moskwę. Są one jednak na tyle słabe, że nie wymuszają rezygnacji przez Rosję z prowadzenia agresywnej polityki.

Kreml uderzył jednak nie tylko w samego Nawalnego, ale także w jego współpracowników, w niezależne media, środowiska społeczne, aktywistów, naukowców. Dochodziło do licznych zatrzymań, aresztowań, przeszukań mieszkań i redakcji.

Wiele mediów zostało zmuszonych do używania określenia „zagraniczny agent”, które utrudnia prowadzenie działalności, czy płacenia wysokich grzywien. Brutalne rozbijanie demonstracji, wysokie kary dla ich uczestników sprawiły, że ruch sprzeciwu został rozbity.

Znamienne jest też to, że na wyborach, po raz pierwszy od 1993 roku, nie byli obecni obserwatorzy OBWE.

Rosyjskie wybory; mieszkańcy Donbasu zmuszani do udziału w głosowaniu

Mieszkańcy części Donbasu kontrolowanej przez separatystów są zmuszani przez Rosję do udziału w wyborach do rosyjskiej niższej izby parlamentu,...

zobacz więcej

Przed samym plebiscytem i w jego trakcie, władze blokowały strony i aplikacje związane z projektem Nawalnego - „inteligentne głosowanie” - które promowało strategię poparcia kandydatów opozycji, którzy mieli szansę pokonania przedstawicieli partii rządzącej.

Mówią o wolności, ulegają Kremlowi


Reżim czuł się na tyle zagrożony, że zażądał w ostatnich dniach od serwisu YouTube zablokowania nagrania wideo promującego „inteligentne głosowanie”. Rosyjski państwowy regulator mediów i Internetu, urząd Roskomnadzor, oświadczył, że nagranie rozpowszechnia informacje o organizacji uznanej w tym kraju za ekstremistyczną.

Ten sam organ zażądał również od wyszukiwarki Google, by usunęła pliki Google Docs z nazwiskami popieranych przez Nawalnego kandydatów. Listy te zostały zablokowane, a przy próbie ich otworzenia pojawiła się informacja, że naruszają one zasady korzystania z serwisu.

Wcześniej koncerny Apple i Google usunęły ze swoich ofert aplikację Nawalny, która umożliwiała sprawdzenie nazwiska kandydatów rekomendowanych w ramach „inteligentnego głosowania”.

Nic dodać, nic ująć. Wykonywanie poleceń płynących z Kremla przez światowych gigantów, szczycących się walką o wolność słowa i popierających m.in. cenzurowanie byłego amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, to niebywała kompromitacja.

Rozszarpywanie Ukrainy


Rosyjskie władze wykorzystały wybory także do umocnienia swojej władzy nad kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów ukraińskim Donbasem, a także anektowanym Krymem. Jak same podały, w głosowaniu wzięło udział 150 tysięcy mieszkańców stworzonych na tym terytorium dwóch separatystycznych republik (rosyjskie paszporty ma około 600 tys. mieszkańców).

Rosja. Międzynarodowe centrum dziennikarzy śledczych zawiesiło działalność

W Rosji nie będzie działać międzynarodowe centrum dziennikarzy śledczych. Kierownictwo projektu, w którym bierze udział kilkadziesiąt redakcji z...

zobacz więcej

Jak informowało portal Donbas Realii (projekt Radia Swoboda), mieszkańców zawożono specjalnymi autobusami i pociągami na wybory w Rosji. Otrzymywali oni przy tym poczęstunek i rosyjskie flagi. Media donoszą o przymusowych wyjazdach na głosowanie zarówno pracowników sektora publicznego, jak i studentów.

Przez trzy dni punkty kontrolne na odcinku granicy ukraińsko-rosyjskiej, kontrolowanych przez wspieranych przez Rosję separatystów, były prawie całkowicie zamknięte, a przepuszczano jedynie uczestników wyborów.

W Donbasie otworzono 255 punktów informacyjnych, w których mieszkańcy mogli otrzymać pomoc przy rejestracji do głosowania elektronicznego. Podlegające separatystom media podkreślały zaś, że jest to czas „święta i dumy”.

Przeciwko przymusowemu angażowaniu do udziału w rosyjskich wyborach obywateli ukraińskich w Donbasie zaprotestowały władze w Kijowie.

Zachód… zaniepokojony


Z kolei rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu Ned Price powiedział, że USA nie uznają wyborów do rosyjskiej Dumy przeprowadzonych na terytorium Ukrainy, a także ocenił, że nie były one wolne i uczciwe.

Jak można było się spodziewać, reakcja UE na to, w jaki sposób przeprowadzono w Rosji wybory, była jak zwykle powściągliwa i pozbawiona groźby zastosowania silniejszych środków wobec reżimu.

Jak podkreślił w oświadczeniu wydanym w imieniu UE szef unijnej dyplomacji Josep Borrell, w kraju tym nasiliły się represje wobec przedstawicieli opozycji, organizacji społeczeństwa obywatelskiego i niezależnych mediów, a także dziennikarzy.

„Zdobył Reichstag szturmem”. Niemieckie media przypominają słowa Putina sprzed 20 lat

Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” opisuje relacje z Moskwą w 20 lat po pamiętnym przemówieniu Władimira Putina w...

zobacz więcej

Zaznaczył przy tym, że UE nie godziła się i nie godzi na aneksję Krymu i Sewastopola przez Rosję i dlatego nie uznaje tzw. wyborów przeprowadzonych na okupowanym Półwyspie Krymskim. Josep Borrell ocenił również, że włączenie mieszkańców terytoriów obwodów donieckiego i ługańskiego na Ukrainie w rosyjskie wybory „jest sprzeczna z duchem i celami porozumień mińskich”.

Z kolei rzecznik Komisji Europejskiej Peter Stano powiedział, że „wybory w Rosji odbyły się w atmosferze zastraszania osób wyrażających głosy krytyczne i bez wiarygodnej obserwacji międzynarodowej”.

Kreml wygrał wybory. Krótkoterminowy sukces nie przykryje jednak rosnących niepokojów społecznych, słabnącego poparcia dla prezydenta i partii rządzącej, zniechęcenia dużej części obywateli realiami.

Totalitarny duch Kremla


Maria Domańska w analizie dla OSW podkreśla, że „(…) w obliczu słabnącego poparcia dla reżimu należy w kolejnych latach spodziewać się nasilenia represji i coraz większych ambicji Kremla ku temu, by sprawować polityczną kontrolę nad społeczeństwem w duchu totalitarnym”.

Będzie to konieczne do przeprowadzenia udanych, z pespektywy reżimu, wyborów prezydenckich, które powinny odbyć się w 2024 roku. Udanych – bo gwarantujących reelekcję Putinowi.

Jej zdaniem, władze skoncentrują się na zmniejszaniu wpływu niezależnych środowisk w kraju i za granicą na postawy obywateli, a także będą dalej blokować niezależne, a przy tym niewygodne dla siebie treści w Internecie. Maria Domańska podkreśla jednak, że działania te mogą „okazać się kontrproduktywne w obliczu narastającego niezadowolenia społecznego, a wręcz sprzyjać radykalizacji nastrojów”.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia



Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej