RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Efekt Franka. I polowanie na czarownice

Franek Sterczewski (fot. Forum/FotoNews/GRZEGORZ KRZYZEWSKI)
Franek Sterczewski (fot. Forum/FotoNews/GRZEGORZ KRZYZEWSKI)

Kolejne sondaże potwierdzają, że dla Platformy Obywatelskiej fala wznosząca nie trwała zbyt długo. Efekt Franka okazał się zdecydowanie silniejszy niż efekt Tuska.

Donald Tusk – zawodowy producent fake-newsów

Dokonując krótkiego podsumowania ponad dwumiesięcznej działalności Donalda Tuska po jego powrocie do polskiej polityki, mogę z dużym przekonaniem...

zobacz więcej

Najpierw dłuższy cytat: „Politycy opozycji, zamiast podejść do problemu poważnie, urządzali happeningi, przez co w oczach dużej części wyborców stali się postaciami niepoważnymi. Franciszek Sterczewski, grając w berka z funkcjonariuszami Straży Granicznej, zyskał rozpoznawalność i dla pewnej grupy wyborców stał się bohaterem. Zapewnił sobie w ten sposób ponowny wybór na posła, niezależnie od tego, z jakiego ugrupowania będzie startował. Jednocześnie pogrążył Koalicję Obywatelską i dodał kilka punktów poparcia PiS-owi, a poza pustymi gestami nie zrobił niczego pożytecznego dla grupy koczujących na granicy Afgańczyków”.

Czy to któryś z prawicowych publicystów? Nic z tych rzeczy. Tymi słowami liberalny, opiniotwórczy żurnalista Witold Gadomski na łamach „Gazety Wyborczej” próbował kilka dni temu uspokajać co bardziej rozpalone opozycyjne głowy. Nie tylko dla Gadomskiego, ale dla niemałej części liberalnej opinii publicznej sprawa w którymś momencie stała się tragicznie jasna: radykalna kontestacja rządowych działań na granicy polsko-białoruskiej nie przynosi żadnych efektów. A mówiąc ściślej: przynosi odwrotne od zamierzonych. Niemałej części wyborców lewicowo-liberalna opozycja jawi się dziś nie tyle jako sympatyczny Struś Pędziwiatr, ale jak małpa z brzytwą. I to usadowiona przy gorącej granicy.

  Zobacz także: Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo

Unika tych tematów jak ognia. Tak Donald Tusk chce wygrać wybory

Donald Tusk chętnie zabiera głos ws. głupot i wszelkich tematów zastępczych. Gdy pojawiają się realne problemy: Afganistan, Fit For 55, relacje...

zobacz więcej

Od zawsze powtarzam, że jedyny naprawdę wiarygodny sondaż nastrojów społecznych to wyborczy wynik. Od paru tygodni da się jednak w sondażowych wynikach zauważyć tendencja, która zdaje się potwierdzać ogólniejszy trend. Pomijając sondaż Kantar dla TVN, który dawał Prawu i Sprawiedliwości 30 proc. poparcia, a Koalicji Obywatelskiej aż 24 proc. poparcia, wszelkie badania tego typu wskazują ostatnio wyraźny wzrost poparcia dla PiS i osłabienie KO, czyli de facto Platformy Obywatelskiej.

Gorzej ma tylko Polska 2050, która w nadchodzącym czasie może spodziewać się ostrych ataków swoich największych realnych konkurentów, czyli Lewicy i PO. I najpewniej ciosy nie chybią celu, gdyż od czasu powrotu Donalda Tuska hub polityczny Szymona Hołowni i Michała Kobosko nie ma już nad sobą ochronnego parasola liberalnych środków przekazu. Na marginesie: sondaż Kantar dla TVN był tak powszechnie obśmiewany, że skonsternowani politycy Platformy Obywatelskiej nie zdążyli się nim nawet ucieszyć i pochwalić – badanie z miejsca „zabito śmiechem”.

Dla Platformy i Tuska największym problemem jest efekt Franka. Mało znany dotąd polityk, rozpoznawalny przede wszystkim w gronie miejskich aktywistów i działaczy III sektora, swoim krótkim przygranicznym rajdem zrujnował politykę wyważonej krytyki PiS, którą próbował budować Donald Tusk w sprawie kryzysu uchodźczego. Krótki obraz miał większą siłę niż pogadanki na ten temat starego-nowego lidera Platformy. Wielu ludzi zadało sobie pytanie: jaka jest prawdziwa Platforma? I czy jak zwykle nie jest partią ludzi, którzy może i mają najpiękniejsze hasła na ustach, ale najpewniejsze jest to, że zawsze troszczą się najbardziej o innych – a nigdy nie o nas?

 

Koledzy Tuska, dyplomaci Merkel, szpieg Hołowni

Sejm zatwierdził stan wyjątkowy na pograniczu, mimo sprzeciwu KO i Lewicy. Angela Merkel przyjechała z pożegnalną wizytą do Polski, zaliczając po...

zobacz więcej

Franciszek Sterczewski niedługo będzie miał szansę przegadać tę kwestię z Donaldem Tuskiem. Media donoszą, że lider Platformy wezwał posła Koalicji Obywatelskiej na dywanik. Poseł Franek tłumaczy, że to on sam poprosił byłego premiera o rozmowę, że chce z nim rozmawiać o tym, jak robić politykę: „Wierzę, że dzięki sercu młodych i doświadczeniu starszych uda się wygrać z PiS-em i zmienić ten kraj na lepsze”. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że większość Polaków dziwnym trafem nie chce jednak, by poseł Sterczewski „zmieniał kraj na lepsze”. I że najwyraźniej ta niechęć odbiła się solidnym echem w sondażach Koalicji Obywatelskiej.

Nie bądźmy jednak zbyt surowi dla posła Sterczewskiego. Ani nie przeceniajmy jego roli. Przecież to, co nazywamy efektem Franka, to wspólny wysiłek niemałego grona osób, które dwoją się i troją, żeby PiS-owi w najgorszym razie nie spadały słupki poparcia, a w najlepszym dla tej partii – po prostu rosły. Mowa nie tylko o politykach, posłach i posłankach, ale i dość szerokim gronie rozlicznych autorytetów medialnych, które sympatyzują z liberalną opozycją i są z Platformą Obywatelską kojarzone. Od Sławomira Nitrasa przez Klaudię Jachirę po Leszka Balcerowicza. I tych wszystkich, którzy o milionach swoich rodaków mają zdanie podobne jak wierny kibic opozycji Kamil Durczok.

Efekt Franka, czyli spadające znów notowania Platformy, ma jeszcze jedną, widoczną coraz lepiej stronę. To znów rosnąca frustracja zwolenników liberalnej opozycji. Dziś jeszcze nie mogą ciskać gromów w Tuska, rzucać mu prosto w twarz: zawiodłeś nasze nadzieje, rozczarowałeś nas, obiecywałeś niemożliwe. Bo choć sam Tusk sporo mówi o tym, że trzeba poczekać do kolejnych, terminowych wyborów, niemała część jego zwolenników liczyła na to, że swoim geniuszem odsunie PiS od władzy jeszcze tego lata, jeszcze tej jesieni.

Tusk się schował, liberalna opozycja to dziś Franek Sterczewski

W momencie, gdy pojawił się realny problem, groźba kryzysu uderzającego w Polskę i polskie społeczeństwo, Donald Tusk zrobił to, co zwykle – gdzieś...

zobacz więcej

Nic takiego się nie stało. I znów mamy do czynienia z festiwalem wzajemnych oskarżeń i połajanek. Jedni zrzucają winę na drugich, że PiS jeszcze rządzi. Katarzyna Kolenda-Zaleska łaje w TVN Radka Sikorskiego, a ten nie pozostaje jej dłużny i na Twitterze ciska na nią gromy. I wtedy rusza lawina: rozwścieczony, sfrustrowany niekorzystnymi sondażami proplatformerski komentariat wybiera stronę: o klęski opozycji obwinia dziennikarzy TVN, Katarzynę Kolendę-Zaleską, Konrada Piaseckiego, Andrzeja Morozowskiego. Zarzuca im nawet symetryzm (symetryzm!), choć redaktor Kolenda-Zaleska wprost już pyta, kiedy Platforma odsunie PiS od władzy. I nikt nie wątpi przecież, że pyta szczerze, prosto z serca, a nie tylko z TVN-owskiego obowiązku.

Gdyby co przytomniejsi politycy Platformy mieli trochę oleju w głowie, odpowiedzieliby co bardziej krewkim wśród swoich ulicznych, socjalmedialnych i sejmowych aktywistów: nie możemy żyrować każdego z waszych pomysłów, bo za niektóre naprawdę słono płacimy. Ale za daleko już sami zabrnęli w hejcie i najbardziej odrealnionych pomysłach na „obalenie PiS”.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej