RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Preludium rzezi wołyńskiej

Bojownicy OUN dokonali zbrodni ludobójstwa (fot. IPN)
Bojownicy OUN dokonali zbrodni ludobójstwa (fot. IPN)

Rąbanie siekierami, rozpruwanie nożami, nabijanie na widły – między innymi takie metody stosowali Ukraińcy dokonując na Polakach masakry na Wołyniu w 1943 roku. Zbrodnia nie spadła jednak jak grom z jasnego nieba. Swoisty poligon doświadczalny mordercy z OUN mieli już we wrześniu 1939 roku, gdy przez lata wspierani przez Abwehrę, dokonywali masakr w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu. Mija właśnie kolejna rocznica jednej z największych – zbrodni w Sławentynie.

Odwaga i poświęcenie. Jak wyklęci pobili komunistów

Gdy myślimy o żołnierzach wyklętych, pojawiają się obrazy rotmistrza Witolda Pileckiego czy Danuty Siedzikówny. Widzimy samotną walkę, w zasadzie...

zobacz więcej

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, która dokonała masakry w Sławentynie powstała w 1929 roku w Wiedniu w wyniku połączenia Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO), Związku Ukraińskiej Młodzieży Nacjonalistycznej (SUNM) oraz Legii Ukraińskich Nacjonalistów (LUN). Już od połowy lat 20. Ukraińcy prowadzili dywersję na terenach II Rzeczpospolitej. UWO stworzyło kilka oddziałów partyzanckich, ale zostały one rozbite przez polskie służby bezpieczeństwa.

Po powstaniu OUN powrócono do koncepcji tworzenia oddziałów partyzanckich złożonych z bojowników, którzy mieliby chronić się w lasach w razie aresztowań. Podczas narady Krajowej Egzekutywy OUN w lutym 1934 roku, w której uczestniczyli między innymi Stepan Bandera, Jarosław Stećko i Ołeksandr Paszkewycz zdecydowano, że partyzanci będą operowali na Wołyniu, a jednym z ich zadań będzie odbijanie działaczy z więzień oraz działania dywersyjne.

UWO od początku istnienia była finansowana, wspierana i kontrolowana przez Abwehrę, czyli niemiecki wywiad, zaś jej dowódcy byli cały czas w kontakcie w niemieckimi oficerami łącznikowymi. Trzeba przypomnieć, że Abwehra nie była wynalazkiem III Rzeszy, powstała w 1921 roku i od początku grała na osłabienie między innymi i Polski i Czechosłowacji, stąd zainteresowanie ukraińskimi ruchami niepodległościowymi.

Szpieg Abwehry


Żeby mieć lepszą kontrolę nad UWO, Berlin oddelegował w charakterze kierownika politycznego Riko Jaryja, urodzonego w Rzeszowie agenta, który rzekomo prowadząc badania naukowe szpiegował na rzecz Abwehry i zbierał dane o sytuacji w Polsce i jej potencjale zbrojeniowym. Agent doprowadził do tego, że Niemcy mieli łatwy dostęp do materiałów wywiadowczych i to niskim kosztem – pewnymi środkami materialnymi oraz dzięki obietnicom politycznym, których – jak to w polityce – nie mieli zamiaru spełniać.

Ukraińcy wynegocjowali w 1922 roku porozumienie z Niemcami, w ramach którego bojownicy odbywali przeszkolenie w Reischwehrze. W następnym roku powstał specjalny ośrodek szkoleniowy dla Ukraińców w Monachium, a po kilku miesiącach zorganizowano kolejny, w którym kładziono nacisk na dywersję, szpiegowanie i działania terrorystyczne.

Premier o rzezi wołyńskiej: Nigdy nie pozwolimy na wymazanie z pamięci czy zakłamanie

Nigdy nie zapomnimy o męczeńskiej śmierci wielu dziesiątek tysięcy Polaków, jak też o bohaterstwie tych, którzy stawali w ich obronie; nigdy też...

zobacz więcej

W 1928 roku w Wolnym Mieście Gdańsku zaczęto natomiast szkolić ukraińskich dowódców, podobne kursy Abwehra zorganizowała także w Czechosłowacji. Dodatkowe szkolenia urządzano w Królewcu, były one przeznaczone dla osób mających prowadzić wywiad i dywersję w Związki Sowieckim.

O roli Niemiec w kierowaniu UWO świadczy fakt, że siedzibę organizacji utworzono w Berlinie. Przedstawiciele Abwehry przekazali podczas jednej z narad, że oczekują od sojuszników danych szpiegowskich dotyczących Wojska Polskiego oraz sytuacji politycznej i gospodarczej II RP.

Materiał wywiadowczy


Materiały szpiegowskie zbierali między innymi Ukraińcy pełniący służbę wojskową w polskiej armii, kolejarze, pocztowcy, urzędnicy czy pracownicy leśni. Polski kontrwywiad miał z tymi agentami dużo pracy, tylko w 1928 roku w polskich więzieniach przebywało około stu agentów związanych z UWO.

Nasilenie akcji o charakterze terrorystycznym, dywersyjnym i rabunkowym nastąpiło po powstaniu OUN. Celem było zantagonizowanie Polaków z Ukraińcami. W lipcu 1930 roku przystąpiono do tak zwanego drugiego wystąpienia, na który odpowiedzią była akcja pacyfikacyjna w Małopolsce Wschodniej.

Ukraińcy atakowali między innymi konwoje pocztowe przewożące gotówkę, ale też zabijali policjantów, jak miało to miejsce na posterunku Policji Państwowej w Hajkach czy w przypadku zamachu na podkomisarza Policji Państwowej Emiliana Czechowskiego.

Jednym z najgłośniejszych zamachów było zamordowanie 29 sierpnia 1931 roku w Truskawcu przez Wasyla Biłasa i Dmytro Danyłyszyna posła Tadeusza Hołówki, należącego do grona najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego. Wśród inicjatorów zamachu był niesławny Roman Szuchewycz. Mordercy zostali schwytani i straceni. W tym przypadku polskie służby nie mogły zawieść, gdyż zamach odbił się głośnym echem także za granicą.
Ukraińscy nacjonaliści byli wspieranie przez Abwehrę (fot. UINP.gov.ua)
Ukraińscy nacjonaliści byli wspieranie przez Abwehrę (fot. UINP.gov.ua)

77. rocznica krwawej niedzieli. Wspomnienie ludobójstwa na Wołyniu

11 lipca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. W sobotę...

zobacz więcej

Zamach na ministra


15 czerwca 1934 roku OUN dokonała jeszcze głośniejszego zamachu. Ofiarą padł inny bliski współpracownik Piłsudskiego, minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki. Zginął przed budynkiem Klubu Towarzyskiego przy ulicy Foksal 3 w Warszawie, gdzie często spotykali się politycy obozu rządzącego, wysokiej rangi wojskowi i przemysłowcy.

Rozkaz zamachu wydał prowidnyk krajowy OUN na Polskę Bandera i został skazany za to na dożywocie (zwolniono go z Berezy Kartuskiej podczas kampanii wrześniowej – przyp. red.). Jego bezpośredni wykonawca Hryhorij Maciejko „Honta”, zdołał uciec za granicę. W 2015 roku rada miejska w Konotopie w obwodzie sumskim zdecydowała, że jedna z ulic miasta będzie nosić imię Maciejki.

Działania polskiego kontrwywiadu doprowadziły do fali aresztowań i latem 1934 roku OUN praktycznie była sparaliżowana. Utraciła też łączność z Abwehrą – po pierwsze Niemcy nie bardzo mieli kim kierować, po drugie byli zajęci transformacją ustrojową – powstawało państwo nazistowskie. Dopiero w lipcu 1937 roku Ukraińcy podjęli próbę tworzenia nowych oddziałów dywersyjnych, ale i one wkrótce samorozwiązały się po fali aresztowań. Kontakty z Niemcami zostały wznowione po układzie monachijskim we wrześniu 1938 roku, gdy Berlin zaczął eskalować naciski na Warszawę. Nowy wywiad III Rzeszy poparł organizację ukraińskich jednostek paramilitarnych w ramach Siczy Karpackiej. W 1939 roku Abwehra pomogła w organizacji Legionu Ukraińskiego i usiłowała doprowadzić do wybuchu na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej antypolskiego powstania.

O tym, że Niemcy traktowali OUN instrumentalnie świadczy fakt, że szef Abwehry admirał Wilhelm Canaris, stracony pod koniec wojny za spiskowanie przeciw Adolfowi Hitlerowi, namawiał Führera, by w zbliżającej się wojnie z Polską wykorzystać „kartę ukraińską”. Ukraińcy bojownicy byli także mamieni wizją możliwości przeprowadzenia na Kresach II RP „narodowej rewolucji” i utworzenia „zachodniej Ukrainy”.

Polacy upamiętnili w Łucku i Bielsku-Białej ofiary ludobójstwa na Wołyniu

W katedrze Św. Apostołów Piotra i Pawła w Łucku w obwodzie wołyńskim na Ukrainie odprawiono w niedzielę mszę świętą w intencji ofiar zbrodni...

zobacz więcej

W tym czasie przybierały na sile działania dywersyjne skierowane przeciw Polsce. Tylko od września 1938 do marca 1939 roku zanotowano 397 wystąpień demonstracyjnych, 47 aktów sabotażu i 34 akty terrorystyczne organizowane przez ukraińskich nacjonalistów. Policja Państwowa odpowiedziała między innymi prewencyjnymi aresztowaniami członków i sympatyków OUN.

Tuż przed wybuchem wojny nowy przewodniczący OUN Wołodymyr Tymczij rozpoczął przygotowania do rebelii. Organizacja liczyła wówczas około 8-9 tysięcy członków, oraz drugie tyle członków młodzieżówki – Junactwa. Do tego dochodziła liczna grupa niezrzeszonych sympatyków. Latem 1939 roku w co najmniej połowie okręgów OUN utworzono leśne obozy szkoleniowe. Ich uczestnicy uczyli się posługiwania bronią palną oraz taktyki. Po 24 sierpnia do lasów na Kresach zaczęli też uciekać młodzi Ukraińcy chroniący się przed mobilizacją do Wojska Polskiego.

Powstanie na tyłach


Niemcy dokładnie zaplanowali użycie Ukraińców w celu dodatkowego osłabienia zaatakowanej Polski. Powstanie miało tylko taki cel, III Rzeszy nie interesowała walka narodowowyzwoleńcza sojuszników. Broń miała być przerzucona drogą lądową z kontrolowanej przez nazistów Słowacji bądź drogą powietrzną z Prus Wschodnich.

OUN wyznaczono opanowanie Podola oraz linii kolejowej Stryj-Nowy Targ, co miało zapewnić dostęp do zaopatrzenia. Do walk miał włączyć się Legion Ukraiński. Niemcy liczyli również na sympatyków OUN oraz dezerterów z Wojska Polskiego pochodzenia ukraińskiego. Powstała także specjalna siatka dywersyjna.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Płk Erwin Lahousen z Abwehry omawiał wybuch powstania z dowódcą Legionu Ukraińskiego Romanem Suszką, ale tuż przed wybuchem wojny Niemcy zmienili zdanie i wycofali swoje poparcie. Zdecydowało o tym zawarcie 23 sierpnia 1939 roku paktu Ribbentrop-Mołotow. Hitler wiedział, że sowieci zwalczają ukraiński ruch niepodległościowy, więc Abwehra musiała zmienić front. Stalin był bez porównania ważniejszym sojusznikiem Rzeszy. Sam Legion został rozwiązany, zapadła też decyzja, że Niemcy nie wykorzystają ukraińskich oddziałów podczas agresji na Polskę.

Jeszcze przed wybuchem wojny Naczelny Komitet legalnego Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo-Demokratycznego uchwalił jednogłośnie deklarację o wypełnieniu obywatelskiego obowiązku względem państwa polskiego w przypadku wojny. Podobne deklaracje złożyli między innymi emigracyjny rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej czy metropolita Andrzej Szeptycki. Mimo to, po 1 września polskie służby prewencyjnie zatrzymały kilka tysięcy Ukraińców obawiając się akcji dywersyjnych z ich strony.

Po zdjęciu do zbrodniarza

Na sali siedzi łysiejący mężczyzna w okularach z grubymi oprawkami, wygląda jak nauczyciel, ale to jeden z największych zbrodniarzy w historii....

zobacz więcej

Danina krwi


Podczas kampanii wrześniowej w Wojsku Polskim służyło ponad 100 tysięcy Ukraińców. Trzeba przyznać, że zapłacili potężną daninę krwi. Zginęło co najmniej 7,8 tysiąca żołnierzy, zaś około 15 tysięcy zostało rannych. Niemcy wzięli do niewoli około 60 tysięcy Ukraińców, zaś Rosjanie około 20 tysięcy.

Po 12 września, gdy klęska Polski stawała się coraz wyraźniejsza, zaczęło dochodzić do pierwszych akcji zaczepnych OUN. Pierwszy atak nastąpił w Stryju, miasto zostało opanowane przez oddział liczący kilkuset bojówkarzy. Rebelię szybko stłumiono, zaś 40 powstańców schwytanych z bronią w ręku rozstrzelano.

Większość ataków z łatwością była tłumiona przez wojsko oraz policję. Pierwsze starcia ukraińskiej ludności, która zaczęła organizować własne oddziały porządkowe, z wojskiem polskim miały miejsce koło Jawornika Ruskiego i Rzęsnej Ruskiej. Po sowieckiej agresji, wobec panującego chaosu ukraińscy ekstremiści nasilili tego typu akcje. Do OUN zaczęli dołączać dezerterzy z Wojska Polskiego, tak jak zakładała Abwehra.

Bez wsparcia Niemców Ukraińcy próbowali organizować lokalne powstania, ale bez większego powodzenia. OUN postawiła więc na masakry ludności cywilnej w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu. Dochodziło do pojedynczych morderstw, jak i rzezi całych wsi. Była to zapowiedź późniejszego ludobójstwa.

Cel masakr


Celem byli głównie polscy osadnicy, rozbrojeni żołnierze, a także zwykli chłopi. Do oddziałów OUN dołączała miejscowa ludność ukraińska, która mordowała swoich sąsiadów, kolegów ze szkolnych ławek. W masakrach brali też udział renegaci z bojówek komunistycznych oraz wszelkiej maści margines społeczny – każdy kto chciał bezkarnie mordować i rabować. Kto nie miał broni palnej szedł z nożami, widłami i rozmaitymi narzędziami rolniczymi, czy zwykłymi sztachetami – co kto miał pod ręką.
Większość uczestników masakr nigdy nie odpowiedziało za zbrodnie (fot. UINP.gov.ua)
Większość uczestników masakr nigdy nie odpowiedziało za zbrodnie (fot. UINP.gov.ua)

Premier o rzezi wołyńskiej: Nie ma słów, które potrafiłyby opisać jej okrucieństwo

„Nie ma słów, które potrafiłyby opisać okrucieństwo zbrodni; nie ma pojednania bez pamięci i prawdy” – napisał w sobotę na Twitterze premier...

zobacz więcej

Największych masakr dokonano we wsiach Koniuchy i Potutory, gdzie zginęło łącznie około stu Polaków. w Kolonii Jakubowice zamordowano około 20 Polaków i spalono aż 57 gospodarstw. Największa pojedyncza rzeź miała miejsce w nocy z 17 na 18 września we wsi Sławentyn, leżącej powiecie podhajeckim, w województwie tarnopolskim około 60 kilometrów na południowy wschód od Lwowa.

Sławentyn był położony w rejonie działań okręgowego prowidnyka OUN Hryhorija Goliasza „Beja”. Stowarzyszenie Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów ustaliło, że wieś zaatakowała bojówka OUN, do której dołączyli ukraińcy mieszkańcy miejscowości. Polacy byli mordowani przy pomocy siekier, noży i wideł, uciekających goniły kule. Niektórzy byli torturowani przez śmiercią.

Trzeba zaznaczyć, że nie wszyscy ukraińscy mieszkańcy zachowywali się jakby wstąpiły w nich bestie. Niektórzy Ukraińcy udzielali schronienia swoim polskim sąsiadom. Zdarzały się przypadki bohaterstwa, za które płacono najwyższą cenę. Mężczyzna o nazwisku Perekop został zamordowany, gdyż odmówił wskazania miejsca ukrycia Władysława Świrza.

Fala nienawiści


Według różnych źródeł zamordowano od 50 do 85 Polaków oraz spalono część zabudowań. Nieszczęsny Sławentyn jeszcze raz ogarnęła fala nienawiści. W drugiej połowie 1943 roku doszło do kolejnej zbrodni. Członek OUN-B (odłamu OUN, któremu przewodził Bandera – przyp. red.) zabił 75-letnią kobietę o nazwisku Trybus oraz trzyosobową rodzinę Wierzbickich.

Wtedy szalała już rzeź wołyńska, której masakry w Sławentynie i innych miejscowościach we wrześniu i październiku 1939 roku były poligonem doświadczalnym. Wypróbowywano wówczas metody działań, czyli bestialskich mordów, sprawdzano lojalność mieszkańców.

Szacuje się, że w akcjach ukraińskich nacjonalistów przeciwko polskiej ludności cywilnej na początku II wojny światowej zginęło około 2 tysięcy Polaków w Małopolsce Wschodniej oraz około tysiąc na Wołyniu. Większość zbrodni popełnili członkowie i sympatycy OUN, ale aktywni byli również petlurowcy, Ukraińcy, którzy ulegli propagandzie nacjonalistów oraz zwykli kryminaliści.

Witek o rzezi wołyńskiej: Nierozerwalna więź między Polakami, którzy tam zostali

Jest nierozerwalna więź między Polakami, którzy tam zostali i którzy tu uciekali – mówiła podczas Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa...

zobacz więcej

Ataków dokonano w 183 miejscowościach leżących przed wojną w granicach II RP, z czego cztery zniszczono. Uczestniczyło w nich około 8 tysięcy osób. Ukraińcy zdobyli pewne ilości uzbrojenia przejętego od Wojska Polskiego. Ponieśli też straty – głównie na skutek akcji oddziałów Wojska Polskiego i policji – zginęło co najmniej 150 napastników. W ramach akcji odwetowych Polacy spalili pięć wsi ukraińskich.

Śledztwo IPN


Oddziałowa Komisja Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu przeprowadziła śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1939-1945 na terenie powiatów: Podhajce, Przemyślany, Brzeżany i Buczacz w województwie tarnopolskim. Klasyfikacja czynów była oczywista.

Zbrodnie popełnione przez nacjonalistów ukraińskich miały na celu wyniszczenie polskiej grupy narodowej. Zamiar ten wynika przede wszystkim z tego, że sprawcy dokonywali zabójstw niemal wyłącznie Polaków. Pozbawiali życia nie tylko mężczyzn, ale również osoby w podeszłym wieku, kobiety i dzieci. Ukraińcy atakowali przeważnie wsie zamieszkałe przez najczęściej bezbronną ludność cywilną” – zwrócił uwagę IPN.

„Ofiary wielokrotnie umierały w męczarniach, bądź ich zgon poprzedzały okrutne formy tortur. Należy zaznaczyć, że rozmiary popełnionych zbrodni oraz brak możliwości uniknięcia kolejnych pacyfikacji, powodowały iż ludność polska opuszczała zajmowane tereny, w obawie przed kolejnymi napadami. Zachowania sprawców wyczerpują zatem znamiona zbrodni ludobójstwa z artykułem 118 paragraf 1 Kodeksu karnego” – wskazano. Śledztwo ostatecznie umorzono.

Zbrodnia w Sławentynie stanowiła preludium jednej z największych akcji eksterminacyjnych podczas II wojny światowej – rzezi wołyńskiej. Kosztowała ona życie kilkudziesięciu tysięcy osób, których jedyną winą było to, że urodzili się Polakami.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej