RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Kobieta, która przeżyła dwa zamachy na WTC. Poruszające wspomnienia

11 września 2001 r., minutę po tym, gdy Julita Bergman przyszła do pracy w północnej wieży nowojorskiego World Trade Center w budynek uderzył samolot. – Od razu wiedziałam, że to atak terrorystyczny; najbardziej dramatycznym momentem było zawalenie się bliźniaczego wieżowca, to nastąpiło tuż po tym, gdy po przeszło godzinie wyszłam z płonącego gmachu, myślałam, że zginę – mówi Bergman.

Pomysłodawca ataków na WTC znów przed sądem. Proces trwa od dziewięciu lat

W amerykańskiej bazie wojskowej Guantanamo na Kubie wznowiono proces Chalida Szejka Mohammeda, oskarżonego o zorganizowanie ataków terrorystycznych...

zobacz więcej

– Pracowałam na 82. piętrze północnej wieży WTC. Przyszłam do biura dosłownie w minutę przed tym, gdy samolot uderzył w nasz gmach. Zachwiało tak mocno, że musiałam się trzymać biurka. Myślałam, że budynek sią zawali i razem z nim runę na dół – wspomina Bergman.

Wspomina atak na WTC z 1993 roku


Jak opowiada, ponieważ przeżyła też pierwszy atak na World Trade Center w 1993 r., od razu wiedziała, że to kolejny zamach terrorystyczny. Pomyślała, że aby przeżyć, musi się stamtąd jak najszybciej wydostać.

– Na korytarzu było już ciemno, unosił się czarny, gęsty dym. Tego dnia mieliśmy zaplanowane spotkanie, zamiast spodni i wygodnych butów ubrałam wąską spódniczkę i wysokie szpilki. Schodziłam po schodach wolno. Dostałam skurczu w nogach. Próbowałam iść boso, ale było za dużo szkła – relacjonuje.

Na klatce schodowej było jeszcze światło, co ułatwiało zejście. W 1993 roku Bergman musiała schodzić w dół po ciemku, macając ściany. – Na schodach spotkałam Billy'ego i Roberta którzy pracowali na 85. piętrze, dwie kondygnacje niżej od miejsca, w które wbił się kadłub samolotu. Mówili, że czubek skrzydła walnął w ich biuro i opuszczenie go zajęło im pięć minut, bo nic nie było widać – opowiada ocalona.

Liczyła, że sama sobie poradzi


Bergman natknęła się na nich dopiero około 20. piętra. Zaoferowali pomoc, ale odmówiła mówiąc, że sama sobie poradzi. Nie zważając na to jeden wziął jej torbę, drugi – żakiet. Trzymali ją za ręce, dzięki czemu szybciej zeszła do lobby na poziomie placu przed budynkiem.
Panika na ulicach Nowego Jorku 11 września (fot. Jose Jimenez/Primera Hora/Getty Images)
Panika na ulicach Nowego Jorku 11 września (fot. Jose Jimenez/Primera Hora/Getty Images)

Ochrona radziła, by nie patrzeć w tę stronę. Kierowali wszystkich na niższy poziom, do podziemnego centrum handlowego. Stamtąd wyjścia prowadziły na odleglejsze od WTC ulice.

Wtedy runęła południowa wieża


– Akurat kiedy dotarliśmy do centrum handlowego z hukiem zawaliła się południowa wieża. Biegliśmy z Billym i Robertem, aż nagle potężny podmuch powalił nas na posadzkę. Robert wylądował na mnie. Czułam, że się duszę. Raptownie zapadła ciemność. Byłam gotowa na śmierć. Zaakceptowałam to, że umrę, choć nie byłam z tego powodu szczęśliwa. Modliłam się krótko do Pana Boga. Prosiłam, żeby przynajmniej dwaj młodsi mężczyźni, którzy mi pomagali przeżyli – opisuje najbardziej dramatyczny dla niej tego dnia moment Bergman.

Organizował zamachy na WTC, dostanie szczepionkę szybciej niż weterani

Pakistański terrorysta Chaled Szejk Mohammed, pomysłodawca i główny organizator zamachów na World Trade Center z 11 września 2001 r., może niedługo...

zobacz więcej

Zwraca uwagę, że ona sama i towarzyszący jej mężczyźni mieli dużo szczęścia. Nie uderzyły w nich żadne elementy walącego się drapacza chmur, chociaż wówczas nie wiedzieli jeszcze, co się dokładnie stało. Wokół leżeli martwi ludzie. Kiedy po przeraźliwym grzmocie nastała cisza podnieśli się i szukali po omacku wyjścia brnąc w gruzach i fragmentach metalowych belek.

– Kilkanaście osób złapało się wraz z nami za ręce usiłując się wydostać na zewnątrz. Pomogło nam pojawienie się strażaka z latarką. Wyszliśmy na skrzyżowaniu ulic Vesey i Chambers. Dotarcie tam zajęło nam godzinę i piętnaście minut. Wszystko było szare. Wyglądało jak krajobraz na księżycu – porównuje ocalona.

Armia udzielała pierwszej pomocy


Dopiero tam Bergman dowiedziała się co się stało. Po koszmarze zejścia z płonącego wieżowca na wysokich obcasach nie miała sił iść dalej. W lobby zaginęła jej torebka z okularami, pieniędzmi, adresami i dokumentami. Usiadła na schodkach jakiegoś domu, nie wiedząc co ma robić. Natrafiła na ludzi z biura rezerwistów armii. Udzielili jej pierwszej pomocy. Właśnie wówczas zawaliła się północna wieża WTC. Kiedy jej o tym powiedzieli, zupełnie się załamała.
Północna wieża WTC chwilę przed zawaleniem (fot. Jose Jimenez/Primera Hora/Getty Images)
Północna wieża WTC chwilę przed zawaleniem (fot. Jose Jimenez/Primera Hora/Getty Images)

– Przenieśli mnie stamtąd do pobliskiego szpitala Beekman. Nawdychałam się dymu i podali mi tam dużo tlenu i jakieś antydepresanty. Pielęgniarka zadzwoniła do mojego męża. Ponieważ mieszkam w New Jersey, a wszystkie mosty były zamknięte przenocowałam u koleżanki. Następnego dnia mąż zabrał mnie do domu – wspomina.

Krytyka działań rządu USA po zamachu


Przyznaje, że nie ocenia dobrze działań amerykańskiego rządu po zamachu. Tłumaczy to tym, jak władze potraktowały ludzi ocalałych z ataku i tych, którzy pierwsi pospieszyli im z pomocą. Podkreśla, że wielu z nich ciężko chorowało i miało problemy finansowe. To skandal, że ustawa o pomocy medycznej dla tych grup przyjęto dopiero pod koniec 2010 roku – mówi ocalona.

Nowy Jork: Policja i służby specjalne w najwyższej gotowości przed rocznicą zamachów z 11 września

Policja i służby specjalne w Nowym Jorku są w stanie najwyższej gotowości przed 20 rocznicą ataków terrorystycznych na wieżowce World Trade Center....

zobacz więcej

Po przeżyciu dwóch ataków na WTC Bergman cierpi na zespół stresu pourazowego. Podobnie jak inni odczuwa też tzw. winę ocalonego - poczucie winy związane z tym, że przeżyła zdarzenie, w którym zginęły tysiące ludzi. W jej opinii psycholodzy i psychiatrzy nie wiedzieli, jak leczyć osoby, które przeżyły atak. Eksperci popełniali błędy, do czego nieraz sami się przyznawali. – Zamiast poczuć się lepiej, ich eksperyment wepchnął mnie w depresję na dwa lata – opowiada o swoim leczeniu Bergman.

20. rocznica zamachu bez ocalonych


Staram się jednak wynieść z tej traumy coś pozytywnego, przeżyć tę lekcję i jej nie zmarnować – zaznacza. – Zaakceptowałam fakt, że mogę umrzeć. Wyzwoliło mnie to z lęku przed śmiercią. Nie boję się jej. Wiem o niej wystarczająco dużo. W 1993 r. myślałam, że mogę umrzeć, ale zaakceptowanie tego to coś zupełnie innego – podkreśla.
Księżycowy krajobraz na ulicach Nowego Jorku (fot. mark peterson/Corbis via Getty Images)
Księżycowy krajobraz na ulicach Nowego Jorku (fot. mark peterson/Corbis via Getty Images)

Wizyta w miejscu pamięci poświęconym zamachowi ją przygnębiła, podobnie jak uroczystości rocznicowe. Bergman nie lubi nawet jeździć w tę część Mannhattanu, gdzie zlokalizowane jest WTC. Jest rozgoryczona, że sprawiedliwości nie stało się zadość. W tym roku 11 września wybiera się do filharmonii w Lincoln Center na koncert Requiem Giuseppe Verdiego. Jak zauważyła Bergman, ocalałych nie zaproszono na ceremonię 20-lecia zamachu.

Zobacz także: 20 lat od zamachu na WTC. Koszmar ratowników

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:

Zobacz więcej