RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Polexit, Tusk i worek z pieniędzmi

Każdy spór, każdą niezgodę na pomysły unijnych biurokratów opozycja przedstawia jako polexit (fot. Omar Marques/Getty Images)
Każdy spór, każdą niezgodę na pomysły unijnych biurokratów opozycja przedstawia jako polexit (fot. Omar Marques/Getty Images)

To trochę męczące, ale niestety wygląda na to, że po raz kolejny przerabiamy to samo przedstawienie. Organy Unii Europejskiej doraźne cele polityczne przedkładają nad zapisy traktatowe, lecz nie można im o tym powiedzieć, bowiem wtedy już na miejscu, w kraju, cały chór ogłasza, że właśnie weszliśmy na drogę wiodącą do „polexitu”. Co tam drogę – autostradę wręcz.

Krzysztof Karnkowski: Ani słowa po niemiecku

Gdyby, zgodnie z sugestią Donalda Tuska, TVP Info połowę czasu, który poświęca na „lekcje niemieckiego z jego udziałem”, przeznaczyło na...

zobacz więcej

Trafnie rzecz oddał na Twitterze adwokat Robert Smoktunowicz – „Gdy na tt w trendach znajdujecie hasło #Polexit nie przejmujcie się. To tylko stała grupa polityków i dziennikarzy miewa nawracające - antykaczystowskie nocne koszmary, poranne urojenia i omamy oraz biegunkę myśli połączoną z napadem paniki. To niestety choroba nieuleczalna…”.

O tym, że PiS wyprowadza nas z Unii, a może i Europy jako takiej, słyszymy od wielu lat. Każdy spór, każda niezgoda na pomysły unijnych biurokratów przedstawiana jest jako jednoznaczna deklaracja opuszczenia. Wspomnieć, choćby tylko cicho i z powołaniem się na przykład Anglii jako kraju, którego mieszkańcy w części wystarczającej do wygrania w referendum mieli Brukseli dość, to dla wielu jak trzasnąć drzwiami, zamykając je za sobą z drugiej strony. Szalenie utrudnia to wszelką dyskusję o Unii, czyni ją wręcz niemożliwą.

Tymczasem jako jedno z państw stanowiących Wspólnotę mamy do tego pełne prawo. UE nie jest bytem stałym i niezmiennym, dzisiejsza Unia jest już wyraźnie inna od tej, do jakiej wchodziliśmy, a i tamta różniła się już od swojej wersji z chwili, gdy dopiero zaczynaliśmy myśleć o akcesji. Samo wejście w skład organizmu kolejnych państw jest przecież zmianą rewolucyjną. A za nim idzie zmiana podejścia urzędników, z reguły polegająca na okopaniu się na własnych pozycjach wobec nowego żywiołu.

Nowi zawsze, niezależnie od nie wiadomo jak górnolotnych deklaracji, będą traktowani jako pewne zagrożenie dla status quo, stabilizacji, stylu życia i rozumienia polityki, a także jako potencjalna konkurencja dla najsilniejszych graczy. Doświadczamy tego od lat, najlepszym przykładem są regulacje dotyczące przemysłu stoczniowego, a w ostatnich latach narzucana przez Niemcy polityka energetyczna. Po co więc Unia Europejska w ogóle się rozszerza? Bo musi – to najprostsza odpowiedź.

Karnkowski: Polexit – Platformie na ratunek

Gdyby ktoś swoją wiedzę na temat wydarzeń politycznych w połowie lipca 2021 roku czerpał tylko z kont twitterowych sympatyków polskiej opozycji,...

zobacz więcej

Nowe państwa stanowią bowiem równocześnie wzmocnienie rynku wewnętrznego, stanowią rynki zbytu i, choć na pozór wręcz altruistycznie dokarmiane dotacjami i tanimi pożyczkami, finalnie same również wspierają gospodarkę gigantów. Wystarczy znaleźć dane, pokazujące, jak wiele z unijnej pomocy finalnie, w rozmaitej postaci, zwraca się wielkim „płatnikom netto”, zwłaszcza Niemcom.

Nowi wzmacniają równocześnie całą organizację w starciu konkurencyjnym z innymi globalnymi graczami. Podsumowując – Unia Europejska nie jest, jak wciąż chce się nam przedstawić, klubem skupiającym filantropów i pasożytów, a wspólnotą, w której obecność opłacalna i dobra jest dla wszystkich uczestników. Opłacalna wielokierunkowo – każde państwo Unii czerpie pewne korzyści z obecności każdego innego kraju w tym ciele i za każdym razem jest to relacja obopólna i wzajemna.

Od kilku dni kolejny raz próbuje się nas przekonać, że choć na co dzień wolność słowa na sztandarach mają właściwie wszyscy, jest jedna sfera wyłączona spod swobody dyskusji. Jest nią zachowanie Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i TSUE. Unia, mająca być według wielu gwarantem wolności, sama nie może podlegać krytyce i ma prawo do ustalania granic wybieralnych ciał i instytucji państw członkowskich wedle własnego widzimisię. „Dobrze albo wcale” – pouczają nas, choć przecież UE ma się chyba całkiem nieźle i zasady dotyczące wypowiedzi o zmarłych jeszcze długie lata nie będą jej dotyczyły.

Tym razem sygnał do wzmożenia okrzyków o polexicie dała wypowiedź marszałka Terleckiego, który wspomniał jedynie o tym, że mamy pewne, dalej niż dotąd idące, możliwości prowadzenia rozmów i negocjacji. Mamy też prawo oczekiwać respektowania zawartych z nami umów i ich zakresu, wreszcie oczekiwać dotrzymywania terminów, które wyznaczały sobie unijne instytucje, zwłaszcza tych, które dotyczą środków finansowych przeznaczonych na usuwanie skutków pandemii. Nasza opozycja i większość mediów wciąż żyją sugestią jednego z unijnych komisarzy, że ta popandemiczna pomoc miałaby zostać Polsce odebrana w związku z nieprzestrzeganiem przez nas zasad tzw. praworządności. Ta nie została jednak zdefiniowana w traktatach, nie jest też nimi objęty nasz wymiar sprawiedliwości.

Czytaj także: Tusk twierdzi, że odzyskał miliardy dla Polski. Dlaczego TVN nie przerwało transmisji?

Karnkowski: Odwrót Donalda Tuska?

Donald Tusk wrócił do polskiej polityki na początku lipca. Minęły więc prawie dwa miesiące od tego wydarzenia, na które niektórzy czekali kilka...

zobacz więcej

W przypadku, gdy UE czy TSUE próbują regulować ten wymiar naszego życia publicznego, mamy do czynienia z uzurpacją. Jeśli jednak ktoś próbuje użyć tej kwestii jako instrumentu nacisku ekonomicznego, jest to atak nie tylko na naszą suwerenność, lecz również dość ordynarny skok na kasę (do której w pewnej części się dorzucamy, a resztę, na zasadach solidarności, wspólnie z Unią pożyczymy).

Nasz rząd dość długo przyjmował wobec tych działań stanowisko ugodowe, opierające się na cierpliwych tłumaczeniach i chwilami naiwnej wierze w to, że jeśli czegoś nie ma w traktatach, to znaczy, że Bruksela lub Strasburg tego nie zrobią. Dlatego próbowano przekonywać tych, którzy nie chcieli dać się przekonać, rezygnując z leżących w naszej gestii kroków prawnych, zaskarżeń i procedur odwoławczych. Ten sposób traktowania biurokratów i unijnych liberalnych elit zdaje się odchodzić w przeszłość, co z kolei powoduje mocno przesadzone reakcje naszej opozycji. Nie ma bowiem żadnego polexitu.

Straszenie Polaków rzekomo prorosyjską wymową krytyki obecnego sposobu działania Unii brzmi szczególnie groteskowo w dniu, w którym, przy bezsilności Unii i z udziałem jej głównych rozgrywających, zakończono pracę nad gazociągiem Nord Stream 2. Tym samym, który sam minister Sikorski kiedyś potrafił wprost nazwać nowym paktem „Ribbentrop-Mołotow”. Czy prorosyjskie jest trwanie przy własnej niezawisłości, czy robienie z Putinem interesów, pomagających mu w trzymaniu w szachu poważnej części Europy – to pytanie retoryczne, na które jednak zbyt wielu przedstawicieli EPL czy socjaldemokratów unijnych (i polskiej lewicy) nie spieszy się odpowiadać. Ponieważ jednak zablokowanie funduszy covidowych nawet dla dzisiejszej Unii byłoby prawdopodobnie jednym krokiem za daleko, dodatkowo obarczonym sporym ryzykiem politycznym, można było spodziewać się, że pieniądze z tego tytułu w końcu trafią do Polski. Być może na tyle późno, by w pełni wybrzmiał koncert lamentów lub satysfakcji z tego, jak to Bruksela zagrała na nosie nielubianemu rządowi.

Imprezę postanowił jednak przerwać Donald Tusk, który uznał za stosowne poinformować Polaków, że przekonał Unię, by nie karała ich za działania rządu. Zwłaszcza, że, jak z kolei wskazał Roman Giertych, pieniądze te będą wydatkowane, gdy u władzy będzie nie kto inny, jak sam Tusk. Niczym w przepowiedni Rafała Trzaskowskiego o mrożeniu i odmrażaniu pieniędzy dla Polski w zależności od tego, kto sprawuje w warszawie urzędy.

Deklaracja Tuska wprowadziła pewną dezorientację wśród sympatyków, wiernych dotychczasowej narracji o słusznej karze, która pozwoli odebrać sejmową większość, jeśli nie w tej, to w kolejnej kadencji. Zapewne jednak jest to przypisanie sobie nieistniejącej zasługi, trudne z tego powodu do zweryfikowania. Gdy już powrót okazał się niezbyt spektakularny, były premier postanowił zrobić na Polakach wrażenie workiem nie swoich pieniędzy. Przyznam, że nie wróżę tej nowej strategii przesadnego powodzenia.

Czytaj także: Wiceprzewodniczący TS: Jeżeli nam wstrzymają to, co nam się należy, to my wstrzymamy składkę Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej