RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Krzysztof Karnkowski: Campus Polska 1991

(fot. Forum/Mateusz Wlodarczyk)
(fot. Forum/Mateusz Wlodarczyk)

Campus Polska Przyszłości, impreza zorganizowana przez Rafała Trzaskowskiego, trwał ponad tydzień i mógł imponować rozmachem. Rozmowy, warsztaty, imprezy towarzyszące – kulturalne i sportowe sprawiły, że wielu komentatorów, również po prawej stronie sceny politycznej dostrzegło w imprezie nową jakość. Jednak podobne głosy, które pojawiły się w pierwszych dniach trwania Campusu, dość szybko ucichły. Zapewne dlatego, że dominujący przekaz, jaki płynął do nas z Warmii, bynajmniej odkrywczy nie był. Forma faktycznie chwilami, choć też nie zawsze, była nowa, ale treść pozostała niezmienna.

Skandaliczne słowa na Campusie Polska. Czarnek: Grodzki natychmiast do dymisji

Poseł PO Sławomir Nitras na Campusie Polska mówił, że niebawem katolicy w Polsce staną się mniejszością i wtedy trzeba ich będzie „opiłować z...

zobacz więcej

Pierwsza zła wiadomość dla Platformy Obywatelskiej jest taka, że o ile faktycznie w niektórych elementach popkultury (choćby w modzie czy serialach) po fascynacji latami 80. przychodzi czas na coraz śmielsze reminiscencje kolejnej dekady, ta nostalgia nie obejmuje polityki. Choć młodzieżówka Nowoczesnej przypomniała kilka dni temu o swoim istnieniu, tytułując prof. Leszka Balcerowicza „Panem Bogiem”, niewielu młodych ludzi tęskni za czasami, gdy to właśnie on dyktował warunki w polskiej gospodarce.

Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo

Dogmat nieomylności Balcerowicza nie obowiązuje od wielu lat i jest już nie do przywrócenia, a w krytycznej diagnozie skutków jego działań zbiegają się odległe od siebie drogi większości sił politycznych. Nawet liberałowie spoza Platformy i Nowoczesnej częściej myślą cieplej o PRL-owskim ministrze Wilczku, którego reformy, choć głównie służyły łatwemu uwłaszczeniu się nomenklatury, były prawdziwą rewolucja po dekadach gospodarki socjalistycznej i centralnie planowanej.

Ten upadek konsensusu wobec Balcerowicza (istniejącego przecież tylko w mainstreamie) dało się odczuć nawet podczas spotkania z „panem bogiem” na campusie. Ktoś (wielkie brawa dla tej osoby) ośmielił się zauważyć, że Balcerowiczowska krytyka „Polskiego Ładu” jako programu niekonsultowanego ze społeczeństwem równie dobrze, a może bardziej nawet, pasuje do reform gościa imprezy.

Ktoś inny zapytał o nierówności płacowe w Polsce, by usłyszeć, że przecież nie jest to żaden problem. „Wystąpienie Balcerowicza to kuriozalny pokaz pogardy dla młodych” – pisze Maja Heban na portalu Noizz.

Opozycja w Turcji i w Polsce. Wymowne zestawienie byłego ambasadora

Były premier Donald Tusk zasugerował w oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych, że Komisja Europejska nie wypłaci Polsce miliardów...

zobacz więcej

Leciwy już, co bardzo rzucało się w oczy i uszy, profesor, do młodych przemawiał w tonie profesorskim właśnie, uzupełniając swe nauczanie emocjonalnymi argumentami o socjalistach czy ludziach zdyskwalifikowanych moralnie. Pochwała niczym nie krępowanego wolnego rynku wygłaszana w oratorskim stylu Władysława Gomułki jako propozycja dla młodzieży trzeciej dekady XXI wieku? To nie mogło się udać i się nie udało, a te punkty ze spotkania, które oburzyły (i słusznie) prawicę, wezwania do internetowego linczu na dziennikarzach czy powoływanie się na memy to już tylko wisienka na torcie.

Do tortów zaś profesor Balcerowicz szczęścia nie miał od wielu lat. Obecność Balcerowicza stanowiła przede wszystkim potwierdzenie tego, że wcześniejsze słowa prof. Tomasza Grodzkiego, marszałka Senatu, a zarazem lekarza, nie były żadnym wypadkiem przy pracy.

Przed laty eksperci zgodnie uważali, że SLD nie uzyskało absolutnej większości po wyborach w 2001 roku tylko dlatego, że Marek Belka zbyt szczerze opowiadał wyborcom o swoich planach zmian podatkowych. Czy Tomasz Grodzki będzie Belką dla dzisiejszej opozycji? „W Polsce dziś mamy prawie tysiąc szpitali, ale powinno być około 130 szpitali na 40 milionów mieszkańców” – mówił do młodych gości Campusu Grodzki, powołując się na reformy, przeprowadzone w Danii. I nim jeszcze z prezentu zdążyli skorzystać prawicowi komentatorzy, sprawę załatwił właściwie Adrian Zandberg z Razem, mówiąc to, czego marszałek już nie powiedział, a mianowicie, że z chwalonych przez niego reform kolejne duńskie rządy wycofały się pod naciskiem mieszkańców i wobec braku dowodów, wskazujących na wpływ zmian na poprawę sytuacji.

Grodzki nie pomógł sobie i kolegom wizerunkowo, wpisując się w dawną i jak się okazuje obowiązującą doktrynę. Powiedział jednak publicznie i do kamer to, co wcześniej od Beaty Sawickiej czy Bartosza Arłukowicza słyszeliśmy na kolejnych „taśmach prawdy”. Jaki będzie to miało skutek? Niektóre portale biznesowe tłumaczą już, że marszałek został trochę źle zrozumiany, a poza tym, gdy się zastanowić, ma całkiem sporo racji – taka widać rola liberalnych mediów. Jednak istotniejszy wydaje się tu głos Jacka Żakowskiego, który w „Gazecie Wyborczej” pisze „(…) Gdybym mieszkał np. w Sokółce, z małymi dziećmi i starszymi rodzicami, to po Campusie Polska wiedziałbym, że nigdy nie zagłosuję na listę ani na partię, w której jest Tomasz Grodzki.

Marszałek Grodzki już zawsze kojarzyłby mi się z podwyższonym ryzykiem, że zanim uda nam się trafić do szpitala, moje dziecko umrze, jeśli rozbije głowę, rodzice umrą, jeśli dostaną zawału lub wylewu, żona będzie rodziła w samochodzie, jeśli jakiś będzie akurat pod ręką, a na wizytę u bliskich w szpitalu będzie nas stać może raz w tygodniu” – tłumaczy dziennikarz i choć liberał wyłapie tu zapewne niepokojący dla niego populistyczny ton, prawdopodobnie trafnie opisuje tym samym obawy, jakie budzić muszą słowa polityka.

Czytaj także: Balcerowicz kpił z młodzieży na Campus Polska. Teraz się tłumaczy

„Opiłowywanie” katolików na Zachodzie już trwa. Nitrasy w Polsce też chcą rewolucji

Słowa Sławomira Nitrasa o „opiłowywaniu” katolików, to nie jedynie wybuch zbyt narwanego posła KO, ale element planu, który totalna opozycja będzie...

zobacz więcej

„W Polsce jest 380 powiatów i miast na prawach powiatów. Pomysł marszałka oznacza, że przynajmniej 2/3 z nich nie będzie miało szpitala. A prawdopodobnie 3/4 lub 4/5 powiatów nie będzie go miało, bo w wielkich miastach pozostanie przecież przynajmniej po kilka szpitali koniecznych choćby po to, by mogły działać uczelnie medyczne” – liczy Żakowski, a inni komentatorzy dopatrują się groźby likwidacji 80%, a w skrajnej wersji nawet 90% szpitali, a w efekcie całkowitej zapaści służby zdrowia. To przecież gotowy materiał do kampanii i spotów, tyle, że nie Komitetu Wyborczego Platformy Obywatelskiej. Mamy więc zwulgaryzowany liberalizm w wersji ekonomicznej, lecz również, za sprawą Sławomira Nitrasa, również kulturowej.

Od wypowiedzi na temat katolicyzmu odcinać musieli się nawet jego koledzy, by na końcu, w sposób wręcz karkołomny, Rafał Trzaskowski przedstawił ją jako słowa „zatroskanego katolika”. Do polityków trudno mieć pretensje, że są, zwłaszcza w warunkach kontrolowanego luzu, jakie stworzył im Rafał Trzaskowski, po prostu sobą. To raczej zmartwienie ich partii, że mówiąc to, co im ślina na język przyniesie, ściągać mogą w dół sondażowe słupki. Rekordowe od dawna poparcie dla PiS to zapewne w największym stopniu efekt rozmijającej się ze społecznymi nastrojami reakcji opozycji na kryzys przygraniczny, lecz zapewne i Campus dołożył tu swoją cegiełkę.

Obie te sprawy przypomniały bowiem rozczarowanym wyborcom PiS, że nie ma dla nich wciąż alternatywy na scenie politycznej, a opozycja zagraża ich poczuciu stabilizacji, zarówno finansowej, jak i tej, dotyczącej kwestii społecznych i obyczajowych. Co więcej, odejście z koalicji Jarosława Gowina (którego ludzi widziano już na obrzeżach imprezy Trzaskowskiego) pozwala rozczarowanym mieć nadzieję, że w na nowo ukształtowanej koalicji będzie więcej „PiS-u w PiS-ie”. Wróćmy jednak do Kortowa, gdzie odbywał się Campus Polska Przyszłości.

Czytaj także: Trzaskowski o słowach Nitrasa: Mówił z pozycji zatroskanego katolika [WIDEO]

Trzaskowski ujawnił największy błąd rządu PO–PSL

Podczas Campusu Polska Przyszłości Rafał Trzaskowski został zapytany o trzy największe błędy Platformy Obywatelskiej popełnione w czasach rządów z...

zobacz więcej

Obecność polityków Platformy na imprezie, która nawet Szymon Hołownia zignorował jako „imprezę Platformy” właśnie, nie dziwi. Oczywiście jest to pewne uproszczenie, bo nie zabrakło tam pewnej liczby nieafiliowanych partyjnie aktywistów społecznych czy ekologicznych, choć nie dotarła ostatecznie zapowiadana Marta Lempart.

Zaproszenie Leszka Balcerowicza było już obarczone pewnym ryzykiem i w tym przypadku sprawdził się czarny scenariusz, jeśli chodzi o możliwe straty wizerunkowe. Jednak najbardziej uderza ściągnięcie na imprezę dla młodzieży Adama Michnika i to bynajmniej nie dlatego, że Michnik powiedział coś, co doskonale streszcza jego publikacje i działania z ostatnich trzydziestu lat.

Szokuje fakt, że w 2021 roku ktoś uznać mógł Michnika za atrakcyjną ofertę dla młodych ludzi. W ten sposób nowa forma wypełniła się kolejny raz tą sama treścią, która i Platformie, i środowisku „Gazety Wyborczej” przyniosła już porażkę w roku 2015 i kolejnych latach. Impreza skończona, pora wracać do Warszawy, panie prezydencie, dopilnować, czy miejskie taksówki dobrze się sprzedają.

Czytaj także: Gliński o słowach Nitrasa: Bardzo niebezpieczne; na świecie chrześcijanie są mordowani

 Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej