RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Im upadek Afganistanu nie przeszkadza. Chiny i Rosja już dogadują się z talibami

Pekin i Moskwa wykorzystują klęskę USA w Afganistanie w celach propagandowych (fot. PAP/EPA/HEDAYATULLAH AMID)
Pekin i Moskwa wykorzystują klęskę USA w Afganistanie w celach propagandowych (fot. PAP/EPA/HEDAYATULLAH AMID)

Podczas gdy zachodnie kraje ewakuują swoich obywateli z Afganistanu, Chiny i Rosja zachowują spokój. W przeciwieństwie do reszty świata, państwa te nie obawiają się rządów talibów. Wprost przeciwnie, widzą w nich partnerów, także do tego, by umocnić swoje wpływy w regionie i by wykorzystać klęskę Amerykanów propagandowo.

Klęska niemieckiej polityki wobec Afganistanu. Wyniki sondażu

Zdecydowana większość Niemców negatywnie ocenia politykę rządu Angeli Merkel wobec Afganistanu – wynika z sondażu opublikowanego przez tygodnik...

zobacz więcej

Rzecznik MSZ w Pekinie Hua Chunying ze spokojem komentowała przejęcie władzy przez talibów w Afganistanie i przekonywała, że Chiny nigdy nie ingerowały w wewnętrzne sprawy tego kraju i liczą na realizowanie dobrych relacji sąsiedzkich (kraje te łączy 76 kilometrowa granica).

Zwracała przy tym uwagę, że talibowie wiele razy deklarowali, że są za rozwojem dobrych stosunków z Państwem Środka i obiecali, że nie pozwolą, by terytorium Afganistanu było wykorzystywane przeciwko niemu.

Gotowe na „przyjazną współpracę” Chiny szanują prawo Afgańczyków do niezależnego określenia ich losu i są skłonne w dalszym ciągu rozwijać relacje dobrosąsiedzkie i przyjazną współpracę z Afganistanem oraz odgrywać konstruktywną rolę w staraniach na rzecz pokoju i odbudowy tego kraju – powiedziała Hua Chunying.

Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo

Mówienie, że zdobycie przez talibów władzy, siłowe narzucanie swojej zbrodniczej ideologii społeczeństwu, prześladowania, mordy, łamanie praw człowieka to „prawo Afgańczyków do niezależnego określenia ich losu” – to tylko kolejny przykład znamiennej dla chińskich komunistów hipokryzji.

Jedno jednak Pekinowi trzeba przyznać, obecna sytuacja nie jest dla niego zaskoczeniem.

Już dawno przewidywał on, że może dojść do takiej sytuacji. Nie bez przyczyny w lipcu doszło do spotkania szefa chińskiego MSZ Wanga Yi z delegacją talibów. Islamscy bojownicy mogli być z niego zadowoleni, gdyż uzyskali nieformalną legitymizację, a przy tym mogli się wykazać. Zostali bowiem poproszeni przez Pekin o zwalczanie Islamskiego Ruchu Wschodniego Turkiestanu (ETIM), który oskarżają o chęć odłączenia regionu Sinciang od ChRL.

Chaos na lotnisku w Kabulu. Wstrząsające odkrycie po lądowaniu samolotu

Zdesperowany kilkutysięczny tłum wtargnął na międzynarodowe lotnisko w stolicy Afganistanu. Wiele osób próbowało wejść na pokład startujących tam...

zobacz więcej

O tym, że relacje z talibami są dobre, świadczy też to, że Chiny nie mają zamiaru ewakuować swojej ambasady.

Talibowie mają również dobrą prasę w Państwie Środka. Już od dłuższego czasu tamtejsze reżimowe media przekonują społeczeństwo, że z talibami da się współpracować. Do woli mogą też szydzić z USA za ich klęskę w próbie zwesternizowania tego kraju.

Krytyka ta wpisuje się w oskarżanie USA przez Pekin o bycie „światowym policjantem”, wtrącanie się w wewnętrzne sprawy innych krajów i narzucanie swoich wartości.

O tym, że sytuacja w Afganistanie stanowi kolejny dowód na to, iż obcy model rządów nie może być arbitralnie wdrażany w innym państwie, miał wspomnieć, jak relacjonują chińskie media, Wang Yi w poniedziałkowej rozmowie z sekretarzem stanu USA Antonym Blinkenem. Zaoferował on przy tym Waszyngtonowi współpracę na rzecz stabilizacji tego kraju.

- Ale USA nie mogą z jednej strony aktywnie powstrzymywać i stawać na drodze Chin (...), a z drugiej strony liczyć na współpracę Chin – miał powiedzieć Wang Yi.

Czytaj także: Kabul jak Sajgon. Afgańska klęska Zachodu

Ściągnęli do Niemiec z Afganistanu tysiące litrów alkoholu i... siedem osób

Berliner Zeitung pisze, że „w Kabulu ludzie obawiają się o swoje życie, bo ministerstwa w Niemczech zawiodły. Ale nikt nie chce wziąć za to...

zobacz więcej

Klęska amerykańskiej polityki w Afganistanie pomaga Państwu Środka w szerzeniu propagandy deprecjonującej wiarygodność Stanów Zjednoczonych, co wpisuje się w narastający konflikt między tymi krajami.

Ostrzegają Tajwan


USA oskarżają bowiem Chiny – i to zarówno za prezydentury Donalda Trumpa, jak i obecnie Joe Bidena – o ukrywanie informacji dotyczących pandemii koronawirusa, chęć zdominowania basenu Morza Południowochińskiego, podważanie autonomii Hongkongu, agresywną postawę wobec Tajwanu, cyberataki, łamanie praw człowieka m.in. Ujgurów.

I to właśnie kwestia prześladowania tej mniejszości muzułmańskiej jest w ostatnim czasie coraz częściej podnoszona, zarówno przez polityków, jak i przez media. Skala bowiem tego procederu jest tak duża, że ciężko przechodzić nad nią do porządku dziennego, także krajom, które, jak Niemcy, postrzegają Państwo Środka jako ogromny rynek zbytu dla swoich produktów.

Porażkę polityki amerykańskiej w Afganistanie, ChRL stara się wykorzystać choćby przeciwko Tajwanowi, dla którego Waszyngton jest głównym sojusznikiem, wspierającym tę wyspę militarnie i dyplomatycznie. Wzbudza to wściekłość Państwa Środka, które uważaj ją za część swojego terytorium.

Dlatego też proreżimowy dziennik „Global Times”, w komentarzu zatytułowanym „Porzucenie Afganistanu - lekcją dla tajwańskiej Demokratycznej Partii Postępowej”, przestrzega tajwańską partię rządzącą, którą nazywa „siłami secesjonistycznymi”, przed scenariuszem afgańskim.

„Kiedy w Cieśninie Tajwańskiej wybuchnie wojna, wyspa upadnie w ciągu kilku godzin, a wojska amerykańskie nie przyjdą z pomocą” - straszy dziennik. Talibowie uśmiechają się też do Rosji.

Czytaj także: „Zagrożenie terroryzmem wzrośnie”. Ekspert o sytuacji w Afganistanie

George W. Bush o sytuacji w Afganistanie. Nie kryje rozczarowania

„Jesteśmy zasmuceni zarówno z powodu Afgańczyków, którzy tak bardzo cierpią, jak i Amerykanów i sojuszników NATO, którzy poświęcili tak wiele” -...

zobacz więcej

Na razie obaw z powodu zwycięstwa talibów nie podzielają z Zachodem również Rosjanie. Jak określił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Fiodor Łukjanow, szef wpływowej rosyjskiej Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej, łączą ich z Moskwą „robocze relacje”.

Delegacja talibów przybyła do rosyjskiej stolicy półtora miesiąca temu, by zapewnić, że po przejęciu władzy nie dopuszczą oni do tego, by terytorium Afganistanu stało się platformą do ataku na inne państwa – w tym, szczególnie zagrożony Tadżykistan, w którym znajduje się największa baza rosyjskich wojsk poza granicami kraju.

„Rozmowy były bardzo oficjalne i myślę, że zawarto jakieś porozumienia. Wszystkie zachodnie państwa ewakuują z Kabulu swoje ambasady, a rosyjska pozostaje na miejscu. To świadczy o tym, że talibowie zapewnili Moskwę, iż Rosjanom nic nie grozi. Więc relacje są, choć niezbyt bliskie. Rosja próbuje zachowywać się tam tak samo jak na Bliskim Wschodzie, zachować relacje ze wszystkimi ważnymi siłami” – oceniał Łukjanow.

Kreml oskarża USA


Również rosyjskie media wykorzystują dramat Afganistanu, by uderzać w wizerunek USA. Prorządowa „Rossijskaja Gazieta” przekonuje, że zachwiane zostało zaufanie do USA, jako do kraju, na którym „partnerzy mogą w trudnej chwili polegać”, a wydarzenia te pokazały, że w takiej sytuacji Amerykanie „martwią się wyłącznie o siebie”.

Rosyjska prasa reżimowa, podobnie jak chińska, podkreśla, że w ten sposób USA znów przekonały się, że nie można wtrącać się w wewnętrzne sprawy innych państw.

Czytaj także: Przedstawiciel Afganistanu przy ONZ: Los mojego narodu wisi na włosku

Dziennikarka CNN: Talibowie są przyjaźni, ale krzyczą „śmierć Ameryce”

Clarissa Ward jest korespondentką amerykańskiej stacji CNN. W związku z przejęciem kontroli w Afganistanie przez talibów jej zdjęcia obiegły cały...

zobacz więcej

Na dziś przewidziano również spotkanie pełnomocnika prezydenta Rosji odpowiedzialnego za kontakty z Afganistanem, Zamira Kabułowa z przedstawicielami talibów. Jednym z tematów mają być zasady ochrony budynków rosyjskie misji dyplomatycznej i jej pracowników.

Moskwa zadeklarowała przy tym, że jest gotowa wykreślić afgański ruch talibów z listy organizacji uznanych za terrorystyczne, gdy podobną decyzję podejmie Rada Bezpieczeństwa ONZ. Ma to się stać wtedy, gdy talibowie nie będą łamać podstawowych praw człowieka.

Będzie ciężej zwalczać wpływy Rosji i Chin


W analizie dla PISM Wojciech Lorenz przewiduje, że sukces talibów utrudni Stanom Zjednoczonym sprawowanie przywództwa niezbędnego do skutecznej rywalizacji z Rosją i Chinami. „Oprócz ciosu wizerunkowego USA grozi też utrata znacznej części wpływów w regionie, co Rosja i Chiny spróbują wykorzystać, aby wzmocnić swoją pozycję.”

Jego zdaniem NATO i UE powinny też skoordynować swoje działania w celu wywarcia presji na talibów i zmniejszenia ryzyka popełniania przez nich zbrodni. „Wpływ na kalkulacje talibów można próbować osiągnąć poprzez posługiwanie się zachętami w postaci wsparcia finansowego, zniesienia części sankcji czy usunięcia talibów z listy organizacji terrorystycznych” – podkreśla ekspert.

Największą zachętą dla reżimu – przekonuje Wojciech Lorenz - który poprzednio uznawały tylko trzy państwa (Pakistan, Arabia Saudyjska i ZEA), może być jego uznanie przez większą grupę państw. Jego zdaniem do wywierania presji niezbędne będzie stosowanie groźby dodatkowych sankcji wobec reżimu i współpracujących z nim państw.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Czytaj także: Fala Afgańczyków zaleje Europę? „Droga prosta. Wiele zależy od Rosji i talibów”

 

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej