RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

To nie koniec walki. Polska i Ukraina wkładają kolejne kije w szprychy Nord Stream 2

Rosja chciałaby wyłączenia Nord Stream 2 spod prawa unijnego (fot. Sean Gallup/Getty Images)
Rosja chciałaby wyłączenia Nord Stream 2 spod prawa unijnego (fot. Sean Gallup/Getty Images)

Najnowsze

Popularne

Jeśli Niemcy myślały, że porozumieniem z USA zakończą sprawę Nord Stream 2, to grubo się pomyliły. Przeciwnicy tej kompromitującej Berlin, a przy tym osłabiającej bezpieczeństwo Europy inwestycji nie składają broni. Polska zapowiada, że będzie wykorzystywała wszelkie dostępne środki, aby zapewnić pełną wykonalność przepisów europejskich na gazociągu NS2. To zaś jest nie w smak Rosji, która chciałaby wyłączenia tej inwestycji spod prawa unijnego.

Fura marchewek i schowany kij. Berlin i Paryż chcą narzucić UE „dialog” z Rosją

Rosja nie zrobiła nic, by Zachód mógł zaproponować jej dialog i normowanie relacji. Niestety, Niemcy i Francja stoją na stanowisku, że należy wziąć...

zobacz więcej

Jak poinformowała spółka Nord Stream 2 AG gazociąg Nord Stream 2 jest ukończony w 99 procentach. Swoje prace nad układaniem rur na dnie Bałtyku zakończył statek Akademik Czerski, z kolei barka Fortuna kończy układanie swojej części gazociągu. Dziennik „Kommiersant” szacuje, że do ułożenia pozostało niespełna 25 km rurociągu, co zajmie 3-4 tygodnie.

Jednak dokończenie prac nad gazociągiem to jedno, a puszczenie nim gazu do Europy to drugie. I, jak wiele na to wskazuje, Rosjanie i Niemcy nie mogą liczyć, że będzie to prosty proces. Na ich przeszkodzie znajdują się nie tylko europejscy przeciwnicy NS2 – w tym Polska, Ukraina, państwa Europy Środkowo-Wschodniej, ale także wielu amerykańskich kongresmenów i senatorów z obu partii i przede wszystkim – unijne prawo.

Dlatego też na początku tygodnia PGNiG i jego niemiecka spółka córka PST złożyły wniosek o dopuszczenie do udziału w postępowaniu prowadzącym do certyfikacji operatora gazociągu NS2, o co zwrócił się do niemieckiego regulatora właściciel gazociągu - spółka Nord Stream 2 AG.

Sama procedura certyfikacji wynika z przepisów prawa europejskiego, a jej celem jest zapewnienie niezależności operatora gazociągu od spółek zajmujących się m.in. obrotem gazem ziemnym.

Zobacz także: Mija rok od zawarcia rozejmu w Donbasie. Rosja w każdym momencie może „rozgrzać” konflikt

W ocenie PGNiG i PST – rosyjsko-niemiecki gazociąg nie daje gwarancji zrealizowania wynikających z unijnych przepisów zasad przede wszystkim z tzw. trzeciego pakietu energetycznego.

Liczy się rewolucja kulturowa, a nie sypiąca się gospodarka. Hiszpańska lewica na światopoglądowym froncie

Wysokie bezrobocie, pogorszająca się sytuacja materialna rodzin, niska dzietność - to nie są zmartwienia, które by jakoś szczególnie zajmowały...

zobacz więcej

„Już sam fakt, że właściciel infrastruktury Nord Stream 2 wystąpił o certyfikację modelu operowania gazociągiem, która w najsłabszy sposób chroni uczestników rynku, budzi obawy. Co więcej, wątpliwości budzi możliwość przyjęcia takiego modelu operatorstwa na tym gazociągu, zważywszy, że nie został on oddany do użytkowania przed datą wskazaną w przepisach UE” – podkreślono w komunikacie.

Rosjanie chcieliby ominąć unijne regulacje, domagając się w czerwcu od niemieckiego regulatora BNetzA certyfikacji w tzw. modelu niezależnego operatora systemu przesyłowego (ITO), który umożliwia operatorowi działanie pomimo braku pełnego rozdzielenia własnościowego od spółki-właściciela, zajmującego się produkcją i dostawami gazu ziemnego, w tym przypadku – Gazpromu.

Jednak certyfikacja Nord Stream 2 AG, jako ITO byłaby niezgodna z prawem UE – zwraca uwagę PGNiG – gdyż dopuszcza on taki model systemów przesyłowych istniejących przed 23 maja 2019 r. A NS2 wciąż nie jest ukończony.

I teraz dla Rosjan, a także rządu w Berlinie zaczynają się schody, gdyż w dyrektywie gazowej nie przewidziano możliwości funkcjonowania spółek operatorskich spoza UE. Dopuszczono jedynie, aby spółki te były kontrolowane przez osobę lub osoby z kraju trzeciego lub z krajów trzecich.

Zobacz także: Budzą się demony przeszłości. Niemcy ręka w rękę z Rosją budują nowy europejski ład

W takim jednak przypadku przeprowadza się procedurę certyfikacji operatora, która wymaga oceny wpływu na bezpieczeństwo dostaw. Jeśli inwestycja taka stwarzałaby zagrożenie dla bezpieczeństwa dostaw energii w danym państwie członkowskim, organ regulacyjny ma obowiązek odmówić certyfikacji.

To poślizg, a nie dramat. W sprawie Baltic Pipe trzeba zachować spokój

Cofnięcie pozwolenia środowiskowego dla rurociągu Baltic Pipe, którym ma płynąć gaz z Norwegii przez Danię do Polski, zostało przez wiele mediów...

zobacz więcej

Jak zwraca uwagę prezes PGNiG Paweł Majewski, właściciel NS2 chce uniknąć stosowania przepisów dotyczących rozdzielenia własnościowego, dostępu stron trzecich do infrastruktury oraz przejrzystych taryf, uwzględniających koszty całości gazociągu. - Po wyroku TSUE w sprawie OPAL nikt nie może już ignorować zasady solidarności energetycznej i pomijać skutków swoich decyzji dla bezpieczeństwa innych państw UE – zaznaczył.

Z kolei minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka ocenił, że niemiecki urząd regulacyjny powinien dążyć do jak najpełniejszego zagwarantowania konkurencji i zwrócić uwagę na kontrowersje związane z gazociągiem, a także niedawną sprawę antymonopolową prowadzoną przeciwko właścicielowi NS2 Gazpromowi.

Minister zapewnił przy tym, że Polska będzie wykorzystywała wszelkie dostępne środki, aby zapewnić pełną wykonalność przepisów europejskich na gazociągu NS2.

Zobacz także: Prezent dla Merkel i Putina. Biden zgadza się na Nord Stream 2 kosztem europejskiego bezpieczeństwa

To jednak niejedyna próba Rosjan ominięcia unijnych przepisów i tym samym uzyskania uprzywilejowanej pozycji na unijnym rynku gazowym. 25 sierpnia niemiecki Wyższy Sąd Krajowy w Düsseldorfie wyda wyrok w sprawie derogacji od stosowania wobec NS2 prawa UE, o co w osobnym postępowaniu wystąpił Nord Stream 2 AG. Strona polska, która bierze udział w postępowaniu, przekonuje, że przyznanie derogacji byłoby nielegalne.

Podobnie jak Polska, także Ukraina zapowiada, że w dalszym ciągu będzie walczyć z tym projektem. W Radiu NW szef państwowej spółki Operator Systemu Transportu Gazu Ukrainy Serhij Makohon zwracał uwagę, że do uruchomienia NS2 konieczna jest certyfikacja, wymagająca „realizacji bardzo surowych norm europejskiego prawa energetycznego, trzeciego pakietu energetycznego”.

Putin nie zasłużył na spotkanie z liderem wolnego świata. Biden traci asy z rękawa

Przez długi czas Zachód stał na stanowisku, że jakiekolwiek ustępstwa na rzecz Rosji są możliwe tylko pod warunkiem, że Władimir Putin skończy z...

zobacz więcej

To pokazuje, jak bardzo Berlin nie przejmuje się konsekwencjami, jakie może ponieść Europa Środowo-Wschodnia, po tym, jak Europa w jeszcze większym stopniu niż dotychczas będzie się uzależniać od dostaw energii ze Wschodu.

Administracja Joego Bidena stara się tymczasem załagodzić obawy państw naszego regionu. Z taką misją na niedawne spotkanie z ambasadorami państw należących do tzw. Bukareszteńskiej Dziewiątki udał się Jake Sullivan, doradca Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego.

Zapowiedział on przy tym, że Ukraina będzie obserwować proces certyfikacji projektu i że będzie w dalszym stopniu walczyć w Waszyngtonie przeciwko temu gazociągowi.

Każde opóźnienie uruchomienia NS2 jest niezwykle ważne dla bezpieczeństwa naszego regionu. Zdaniem Makohona najbardziej negatywnym scenariuszem dla Ukrainy byłoby zakończenie certyfikacji NS2 jeszcze w tym roku. W jego opinii jeśliby nawet do tego doszło, decyzja ta zostanie natychmiast zaskarżona przez KE, Ukrainę i Polskę.

Temat ten będzie również poruszany przez ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego, który został zaproszony do Białego Domu na 30 sierpnia.

Przeciwnicy NS2 zdają sobie sprawę, że wciąż, pomimo porozumienia USA z Niemcami, należy zwalczać tę inwestycję.

Zobacz także: TSUE przypomniał Niemcom o solidarności. Wyrok ws. OPAL-u pomoże w walce z Nord Stream 2

Berlin i Paryż upokorzone. Chciały narzucić UE „dialog” z Rosją, polskie „nie” ich powstrzymało

Niemcy i Francja liczyły, że podczas szczytu w Brukseli uda im się narzucić UE złagodzenie stanowiska wobec Kremla i zorganizować spotkanie...

zobacz więcej

Tym bardziej, że ujawniane przez media kolejne szczegóły tejże umowy pokazują, że Berlin nie chce brać żadnej odpowiedzialności za postawę Moskwy. Przed kilkoma dniami agencja Bloomberga dowiedziała się od swoich informatorów w niemieckiej stolicy, że kraj ten nie zamierza zamykać NS2, jeśliby doszło do sytuacji, że Rosja zdecyduje się użyć go jako broni geopolitycznej przeciwko naszemu regionowi.

Niemcy zamiast tego zgodzili się jedynie na możliwość wykorzystania mechanizmu sankcji unijnych, gdyż zmniejszają one ryzyko uderzenia w konkretne gałęzie ich gospodarki.

Ciężko jednak przekonywać nasz region do tego, by się nie obawiał, skoro ludziom Bidena nie udało się przekonać nawet przedstawicieli Partii Demokratycznej.

Głosami przedstawicieli obu ugrupowań Izba Reprezentantów USA przyjęła ustawę o środkach Departamentu Stanu na 2022 r., której autorką była Marcy Kaptur, kongresmenka Demokratów z Ohio z polskimi korzeniami, z poprawką uniemożliwiającą zwolnienie projektu NS2 z sankcji. Teraz ustawa ma trafić do Senatu i do podpisu prezydenta.

Problemem jest jednak to, że może ona zostać przyjęta dopiero jesienią po zakończeniu przerwy wakacyjnej pracy Senatu, budowa NS2 znajduje się zaś na finiszu.

NATO gotowe na reformy. Agresywna postawa Rosji i Chin motywuje do zmian

Podróż Joego Bidena po Europie miała na celu pokazanie jedności Zachodu i próbę pozyskania sojuszników do konfrontacji z Chinami. O tym, czy...

zobacz więcej

Ciężko też sobie wyobrazić, by Biden ją podpisał, skoro w maju zawiesił wdrożenie sankcji wobec operatora Nord Stream 2 AG i jego prezesa na podstawie zapisów ustawy sankcyjnej PEESA o względach bezpieczeństwa narodowego, a później porozumiał się w sprawie NS2 z Niemcami.

Zobacz także: Klamka zapadła. Łukaszenka zamierza zlikwidować opozycję na Białorusi

Postawa amerykańskich przeciwników NS2 nie jest jednak bez znaczenia, gdyż pozwala na naciskanie na administrację prezydenta. Taki cel miało wyrażenie przez przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Senatu USA Demokraty Boba Menendeza wraz z jego odpowiednikami z Polski, Estonii, Czech, Irlandii, Łotwy, Ukrainy, Wielkiej Brytanii i Litwy, rozczarowania w związku z porozumieniem USA i Niemiec w sprawie NS2.

W oświadczeniu podkreślono, że będzie on „kolejnym narzędziem szantażu wobec Ukrainy”, doprowadzi do wzmocnienia rosyjskich wpływów w Europie poprzez zdominowanie rynków energii i będzie podważeniem rozwoju „jednolitego, zliberalizowanego i otwartego rynku europejskiego”.

Jeszcze ostrzej reagują Republikanie. 12 republikańskich senatorów zapowiedziało, że dopóki administracja Bidena nie nałoży sankcji na NS2, dopóty nie dopuszczą do zatwierdzenia dwóch jego kandydatów na kluczowe stanowiska w resorcie finansów.

Przekują oni przy tym, że NS2 „bezpośrednio szkodzi interesom bezpieczeństwa narodowego USA oraz naszych sojuszników i partnerów” i jeśli zostanie ukończony, to „doprowadzi do zwiększenia szkodliwych wpływów Władimira Putina w Europie, zdestabilizuje kruche bezpieczeństwo Ukrainy i zachęci do dalszej rosyjskiej agresji”.

Zobacz także: Morze Czarne to nie prywatny basenik Putina. NATO pokazało siłę

Chociaż porozumienie USA z Niemcami było porażką przeciwników NS2 to jednak wojna wciąż trwa i wciąż są możliwości przeszkodzenia niemiecko-rosyjskim planom.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej