RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Nieznane fakty z udziału kardynała Wyszyńskiego w Powstaniu Warszawskim

Z chwilą wybuchu Powstania Warszawskiego ks. Stefan Wyszyński pracował jako kapelan (fot. 	PAP)
Z chwilą wybuchu Powstania Warszawskiego ks. Stefan Wyszyński pracował jako kapelan (fot. PAP)

Ks. Stefan Wyszyński asystuje przy operacjach w szpitalu polowym, przenosi rannych na własnych barkach, pierze bandaże, udziela sakramentów rannym powstańcom, prowadzi prowizoryczne pogrzeby poległych – to mało znane obrazy z życia przyszłego kardynała i Prymasa Tysiąclecia. Podczas Powstania Warszawskiego ks. Wyszyński był kapelanem w okręgu wojskowym AK Żoliborz-Kampinos.

Premier: Odbudujemy zniszczone obiekty, by pokazać, że polski duch jest silniejszy niż wyrok często okrutnej historii

Przed nami odbudowa Pałacu Saskiego, Pałacu Bruhla oraz kamienic przy ul. Królewskiej zburzonych z premedytacją przez Niemców; odbudujemy...

zobacz więcej

Z chwilą wybuchu Powstania Warszawskiego ks. Stefan Wyszyński pracował jako kapelan zakładu dla niewidomych w podwarszawskich Laskach. Jednocześnie był kapelanem miejscowych oddziałów powstańczych pod pseudonimem Radwan III i m.in. współtworzył szpital dla powstańców w Laskach.

Podobno powierzono mu także opiekę nad termometrem, które to urządzenie pewnego razu zgubił. Pomogła dopiero interwencja św. Antoniego  – termometr znalazł się w ulubionych kwiatach ks. Stefana, czyli nasturcjach.

Czas pracy w szpitalu    


Oto jak Prymas zapamiętał czasy pracy w szpitalu: „Szpital zapełniał się bardzo szybko. Wkrótce stał się za mały. Musieliśmy rannych żołnierzy kłaść, gdzie tylko się dało. Zajęliśmy cały dom rekolekcyjny i domek obok. Spowiadało się zazwyczaj tych, który czekali na operację tutaj, w tej kaplicy. Przynoszeni byli na noszach albo na jakimś kocu. Tutaj czekali, potem przenosiło się ich na stół operacyjny. Prześcieradła i koce, na których leżeli, były przesiąknięte krwią”.

Posługa duchowa była najważniejszym obszarem działań przyszłego Prymasa Polski, ale udzielał się on także w wielu innych wymiarach pracy szpitala: prał bandaże i mundury, przenosił chorych, wspierał osoby poddawane operacjom. W trakcie pierwszej operacji, w której uczestniczył, stracił przytomność. Jedną z rannych łączniczek powstania niósł na plecach 4 km, a w późniejszych latach udzielił jej ślubu, następnie chrzcił liczne dzieci.

Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo

Prezydent o Powstaniu Warszawskim: Pragnienie wolności, które musiało się urzeczywistnić

W niedzielę mija 77. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.

zobacz więcej

Koszmar wojny


Wspominał: „Pamiętam, jak byłem zmęczony, znużony tą ciągłą krwią, amputacjami, koszami wynoszonych rąk i nóg, tą męką żołnierzy, którzy byli bohaterscy na froncie, a jak dzieci na stole operacyjnym. Patrzyłem na to wszystko, przeżywałem strasznie”. – Wydawało mi się, że nie dla mnie ten obraz, ale dzisiaj rozumiem, jak wiele mi to dało" (Stefan Wyszyński, Warszawa, 31 stycznia 1965) – wspominał Prymas.

Niewygody i ciągły kontakt z rannymi to jedno, a do tego dochodziło nieustanne napięcie nerwowe spowodowane zagrożeniem życia. Zdarzyło się, że ks. Stefana spotkali Niemcy i zapytali o adres... ks. Wyszyńskiego. On powiedział im prawdę, a sam zdążył uciec, gdy ci udali się na wskazane miejsce.

Dzieci Warszawy



Ks. Wyszyński zapamiętał też spotkanie z pewnym 16-latkiem. – Ten szesnastoletni chłopaczek służył ze swoim starszym bratem w armii powstańczej w formacji kawalerii wileńskiej. Padł zaraz w pierwszych dniach. Przeniesiono go do szpitala, położono na niewielkiej sali w zakładzie franciszkanek w Laskach. Tam się z nimi spotkałem, spowiadałem go i przygotowałem na śmierć – mówił.

Jego dramatyczne wspomnienie zawierało także przygnębiający opis męki młodego polskiego bohatera. „Był bardzo poszarpany od kul, bo gdy został ranny, przez trzy dni leżał na deszczu i chłodzie pod kulami. Nikt nie mógł się do niego dostać, aby go stamtąd zabrać. Więc gdy wreszcie został przeniesiony do szpitala wojennego, był już prawie bez sił i trudno go było uratować. [...] Pochowałem go na cmentarzu pod Izabelinem na górce, w piasku, bez trumny, bo już trumien nie było” .

Ruszają uroczystości z okazji 77. rocznicy Powstania Warszawskiego

Dzisiaj rozpoczną się główne uroczystości z okazji 77. rocznicy Powstania Warszawskiego. Najważniejsze obchody odbędą się w niedzielę, 1 sierpnia,...

zobacz więcej

    Karta przyniesiona przez wiatr     


Jednym z wydarzeń, które chyba najbardziej utkwiły w pamięci ks. Wyszyńskiego, było odnalezienie pewnej karty, którą wiatr przywiał od zniszczonej Warszawy. – Już pod koniec powstania, idąc przez las, zobaczyłem stertę spopielonych kart przyniesionych przez wiatr. Na jednej z nich został niedopalony środek, a na nim słowa: „Będziesz miłował... Nic droższego nie mogła nam przynieść ginąca Stolica. To najświętszy apel walczącej Warszawy do nas i do całego świata. Apel i testament...  „Będziesz miłował...” – wspominał przyszły błogosławiony.

„Sursum corda"       


Po upadku powstania do ks. Wyszyńskiego pracującego w szpitalu koło Izabelina przyszło kilku oficerów niemieckich – lekarzy tam pracujących. Z przejęciem pokazywali przyszłemu Prymasowi zdjęcie figury Chrystusa z frontonu kościoła św. Krzyża, leżącej na bruku ulicznym. Niemcy byli zaskoczeni, że Chrystus zdawał się wskazywać palcem kościół i napis na cokole: ,,Sursum corda" (,,W górę serca"). Jeden z nich powiedział: ,,Ist noch Polen nicht verloren" (,,Jeszcze Polska nie zginęła).

Już 12 września br. Prymas Wyszyński wraz z Matką Elżbietą Różą Czacką zostanie ogłoszony błogosławionym. Uroczystość będzie miała miejsce w świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

Sprawdź też: 77 lat temu wybuchło Powstanie Warszawskie. Największa akcja zbrojna podziemia w okupowanej przez Niemców Europie

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej