RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Tokio 2020: Dramat Myszki. Medalu nie będzie...

Piotr Myszka w fatalnym stylu zakończył olimpijską rywalizację (fot. PAP)
Piotr Myszka w fatalnym stylu zakończył olimpijską rywalizację (fot. PAP)

Miał być medal. Co najmniej brązowy, może srebrny. 40-letni Piotr Myszka chciał spełnić wreszcie olimpijski sen. W decydującym, ostatnim wyścigu w klasie RS:X, czwarty w klasyfikacji generalnej Polak popełnił jednak falstart i nie ukończył rywalizacji.

Tokio 2020: Walczyła do końca. Klepacka bez medalu igrzysk

Zofia Noceti-Klepacka zajęła 5. miejsce w wyścigu medalowym w klasie RS:X. Polska żeglarka już przed startem wiedziała, że nie ma szans na...

zobacz więcej

Pięć lat temu w Rio de Janeiro otarł się o podium. Przed wyścigami medalowymi był trzeci, cała Polska trzymała kciuki, ale... Myszka miał ogromnego pecha. – Przyszedł szkwał, na który się nie załapałem. Ci z przodu odjechali, a ja „stałem” bez wiatru. Kolejny szkwał szedł już za mną. Zawodnicy, którzy na górnym znaku mieli do mnie 150-200 metrów straty, nagle zaczęli mnie wyprzedzać. Wszystko się odmieniło – wspominał.

Przed rywalizacją w Tokio 40-letni żeglarz był znacznie spokojniejszy. – Myślę, że teraz moja sytuacja jest lepsza. Łatwiej atakować niż bronić. To oni będą mieli kolorowe kamizelki (oznaczenie trzech pierwszych zawodników – dop. red.), to na nich spoczywa cała presja. Ja muszę zrobić swoje – przekonywał.

Po dwunastu wyścigach Myszka miał 57 punktów. Włoch Mattia Camboni, który zajmował trzecie miejsce, zgromadził 54 (im mniej, tym lepiej), drugi Francuz Thomas Goyard – 52. Poza zasięgiem był rewelacyjny Holender Kiran Badloe, który przewodził stawce z 33 punktami. Matematyka prosta: by marzyć o brązie, Myszka miał być co najmniej o dwa miejsca wyżej od Camboniego. O srebrze: trzy miejsca przed Goyardem. Wyścig medalowy jest bowiem punktowany podwójnie.

Zaczęło się... wspaniale. Włoch popełnił falstart i choć mknął z przodu, pierwszy, z dużą przewagą nad resztą stawki, musiał zejść z trasy. Dramat Camboniego był oczywiście wspaniałą wiadomością dla Polaka, który już wtedy był niemal pewny brązu (jego przewaga nad piątym zawodnikiem była dość spora). Kłopot w tym, że sędziowie dopatrzyli się błędu również u... Myszki. Dopłynięcie do niego zajęło im nieco więcej czasu, więc fatalną wiadomość przekazali później. Polak również musiał jednak przedwcześnie zakończyć wyścig.

Trudno o racjonalny komentarz. Można napisać tylko: szkoda. Wielka szkoda. Szanse były naprawdę spore.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej