SERWIS

Tokio 2020: wyniki, starty i medale

Niebezpiecznie równy mecz. Legia bliżej Ligi Mistrzów

Legioniści wygrali z Florą Tallinn rzutem na taśmę (fot. PAP/Radek Pietruszka)
Legioniści wygrali z Florą Tallinn rzutem na taśmę (fot. PAP/Radek Pietruszka)

Miało pójść szybko, gładko i przyjemnie. Mistrz Estonii sprawił jednak Legii Warszawa nieoczekiwane problemy i piłkarze Czesława Michniewicza dopiero w regulaminowym czasie gry zapewnili sobie domowe zwycięstwo (2:1).

Cieszył się z gola, doznał kontuzji. Kuriozalny uraz Bartosza Kapustki

Był początek meczu pomiędzy Legią Warszawa a Florą Tallin w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Bartosz Kapustka popisał się kapitalnym rajdem i...

zobacz więcej

Po wyeliminowaniu Bodo/Glimt, w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów Legioniści trafili na Florę Talinn. Przeciwnik teoretycznie znacznie łatwiejszy niż mistrzowie Norwegii: Estonia to piłkarskie peryferia, o czym świadczy choćby fakt, że pierwsze skrzypce w Florze grają zawodnicy za słabi nawet nie tyle na Ekstraklasę, ale wręcz – jak Henrik Ojamaa – niezdatni do gry w pierwszej lidze.

Różnicę w jakości było widać już od samego początku. Bartosz Kapustka pokazał się obecnemu na trybunach selekcjonerowi, przeprowadził kilkudziesięciometrowy rajd, który zwieńczył golem i... niefortunnym skokiem przez bandę. Tak niefortunnym, że uszkodził mięsień dwugłowy uda i chwilę później opuścił boisko. Nieodpowiedzialne, głupie zachowanie pomocnika Legii. Pozostaje wierzyć, że to tylko niegroźny uraz i za chwilę znów będzie do dyspozycji trenera.

Może to przypadek, może nie, ale bez Kapustki (w jego miejsce wszedł bardziej defensywnie usposobiony Slisz) gra Legii wyraźnie siadła. Dość powiedzieć, że długimi fragmentami inicjatywę mieli... goście. W drugiej połowie na dość szalony drybling zdecydował się Ojamaa, zwiódł Josipa Juranovicia, podał do Sappinena, który w 53. minucie wyrównał stan spotkania.
Stracony gol nieco obudził Legionistów. Atakowali, próbowali za wszelką cenę dostać się w pole karne Flory, ale Estończycy dzielnie się bronili, wyraźnie zadowoleni z wyniku. I gdy wydawało się, że mecz skończy się remisem, do piłki ustawionej w okolicach 40 metrów od bramki podszedł Filip Mladenović. Serb dośrodkował w pole karne, tam w małym zamieszaniu najlepiej odnalazł się Rafael Lopes, który w doliczonym czasie gry zapewnił mistrzom Polski zwycięstwo. Skromne, bo skromne, ale w kontekście rewanżu niezwykle cenne.

Ten, już za tydzień, w Tallinnie. Potem, najprawdopodobniej, przed Legionistami znacznie trudniejsze starcie: dwumecz z mistrzami Chorwacji – Dinamo Zagrzeb. Wszystkie te spotkania będzie można obejrzeć w Telewizji Polskiej.

źródło:
Zobacz więcej