RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Wioślarstwo, czyli polska gwarancja na medal olimpijski?

Mateusz Wilangowski, Mikołaj Burda, Marcin Brzeziński i Michał Szpakowski, czyli polska czwórka bez sternika (fot. PZTW/Julia Kowacic)
Mateusz Wilangowski, Mikołaj Burda, Marcin Brzeziński i Michał Szpakowski, czyli polska czwórka bez sternika (fot. PZTW/Julia Kowacic)

Polscy wioślarze od 2000 roku nieprzerwanie przywożą medale z igrzysk olimpijskich. Liczymy, że nie inaczej będzie podczas imprezy w Tokio, na której wystąpi sześć naszych osad.

Tokio 2020: ile medali zdobędą Polacy? Oto prognoza!

Na igrzyska olimpijskie do Tokio pojedzie 211 polskich sportowców, którzy wezmą udział w 137 konkurencjach, w 28 dyscyplinach. Kadra liczy o 25...

zobacz więcej

Pięć igrzysk – Sydney, Ateny, Pekin, Londyn, Rio de Janeiro – i siedem medali, w tym cztery z najcenniejszego kruszcu. Złoto Roberta Sycza i Tomasza Kucharskiego w 2000 i 2004 roku, złoto czwórki podwójnej i srebro czwórki bez sternika wagi lekkiej w 2008 roku, brąz Magdaleny Fularczyk i Julii Michalskiej w 2012 roku, złoto Magdaleny Fularczyk i Natalii Madaj oraz brąz kobiecej czwórki podwójnej w 2016 roku.

25-letnia prezesura


Ryszard Stadniuk jest najdłużej panującym prezesem w polskich związkach sportowych – został sternikiem PZTW w 1996 roku i w tym roku kończy prezesurę, która – ze względu na przesunięcie igrzysk – przedłużyła się o rok. Powiedzieć, że jego kadencja to pasmo sukcesów, to nic nie powiedzieć.

Oczywiście pojawiają się zarzuty, że mamy do czynienia ze związkiem „leśnych dziadków”, ale wyniki bronią Stadniuka i zarząd. Sam prezes, były wioślarz i brązowy medalista igrzysk olimpijskich z Moskwy, podkreśla, że miał dużo szczęścia. – Rok po tym jak zostałem prezesem, Sycz i Kucharski zdobyli złoty medal mistrzostw świata, pierwszy w historii dla Polski. I od tego momentu rozpoczęły się sukcesy – przypomniał.

Trzeba zaznaczyć jeszcze jedną rzecz – Stadniuk nie ma etatu w związku, działa społecznie, a jego źródłem dochodu jest dobrze prosperujący biznes, który rozkręcił w Szczecinie pod koniec lat osiemdziesiątych.
Ryszard Stadniuk to najdłużej panujący prezes związku sportowego w Polsce (fot. PZTW/Julia Kowacic)
Ryszard Stadniuk to najdłużej panujący prezes związku sportowego w Polsce (fot. PZTW/Julia Kowacic)

Polski sposób na sukces


– Niektórzy się pytają, jaki jest przepis na ten sukces. Wydaje mi się, że chodzi o świetny zespół. Przede wszystkim muszę tu powiedzieć o szefie wyszkolenia Bogusławie Gryczuku, który jest omnibusem. Pełni nie tylko rolę dyrektora sportowego, ale odpowiada za transport sprzętu, organizację czy logistykę – wyjaśnia prezes Stadniuk.

Dyrektor sportowy w PZTW nadzoruje pracę trenerów i jest najważniejszy w pionie szkoleniowym. Z Gryczukiem nie wszyscy mają po drodze, bo ma twardy charakter i nie da sobie wejść na głowę. Pod koniec 2020 roku wyszedł na jaw konflikt z Jarosławem Szymczykiem, trenerem i ojcem Natana Węgrzyckiego-Szymczyka, który narzekał na związek, wskazując Gryczuka na tego, który robi pod górkę.

Ale dyrektor sportowy nikogo nie faworyzuje. Jest w tym biznesie od lat, zjadł zęby na wioślarstwie i wie, jaka jest droga do sukcesu. Nie jest to typ człowieka, który stoi i zarządza innymi. Po przyjeździe na miejsce regat pomaga w rozpakowaniu sprzętu, myje łodzie i robi wszystko, żeby wioślarki i wioślarze mieli jak najlepsze warunki.
Bogusław Gryczuk – od lat pełni funkcję dyrektora sportowego PZTW (fot. PZTW/Julia Kowacic)
Bogusław Gryczuk – od lat pełni funkcję dyrektora sportowego PZTW (fot. PZTW/Julia Kowacic)

Oni będą lśnić najjaśniej. Największe gwiazdy igrzysk

To będą igrzyska inne niż wszystkie. Bez rodzin, przyjaciół i kibiców, za to z setkami restrykcji, testami na każdym kroku i wszechogarniającą...

zobacz więcej

Niszowe polskie wiosła


Wioślarstwo globalnie jest sportem prestiżowym, natomiast w Polsce to dyscyplina niszowa. Większość Polaków przypomina sobie o wioślarzach raz na cztery lata, przy okazji igrzysk olimpijskich.

Warunki do uprawiania wioślarstwa w kraju nad Wisłą są dobre, ponieważ jest wiele akwenów. Z drugiej jednak strony pogoda uniemożliwia całoroczne treningi. Adeptów chętnych do uprawiania tej dyscypliny sportu też nie ma wielu, dlatego tym bardziej trzeba docenić sukcesy naszych wioślarzy.

– Zawsze zdawaliśmy sobie sprawę, że potencjał wioślarstwa w Polsce jest bardzo mały. Trzeba zrozumieć, że mamy około 1500 zarejestrowanych wioślarzy. Niemcy mają na przykład 80 tysięcy, Amerykanie 220 tysięcy, a Holendrzy 35 tysięcy. Nie ma czego porównywać. Z drugiej strony myślę, że ma to też jakiś plus, bo nie musimy odrzucać dobrych zawodników, tylko doskonalimy ich umiejętności. A w bogatych wioślarsko krajach zawodnicy eliminują się nawzajem – tłumaczy prezes Stadniuk.

Treningi na wodzie i... nartach


Reprezentanci Polski w wioślarstwie od lat mają sprawdzony plan przygotowań, z naciskiem na najważniejsze starty w sezonie. Ich zimową bazą do treningów na wodzie jest Lago Azul w Portugalii. W okresie zimowym jeżdżą też do Jakuszyc, gdzie trenują na... nartach biegowych! Do tego siłownia i ergometr. Klasyka.

Wiosną, gdy pogoda pozwala, dochodzą treningi na jeziorze w Wałczu, a w trakcie sezonu jadą do Zakopanego, by zbudować kondycję podczas wycieczek górskich i rowerowych (do tego, oczywiście, znów siłownia i znów ergometr). Tak więc, jak widać, wioślarstwo to nie tylko łódka i woda...

COVID-19 i przerwa w treningach


Po wybuchu pandemii nasi zawodnicy byli zmuszeni do treningów we własnych domach, a był to moment, w którym powinni być na wodzie. Trener wioseł długich, Wojciech Jankowski, zdradził, że przez ten miesiąc jego zawodnicy stracili naturalne czucie wody i długo nie mogli odbudować formy.

Kolejny cios nastał podczas drugiej fali – w grudniu, w Lago Azul, połowa reprezentacji zakaziła się koronawirusem. Z tego względu niektórzy z zawodników i członków sztabu szkoleniowego musieli spędzić święta na kwarantannie w Portugalii.

Praktycznie wszyscy reprezentanci przeszli COVID-19 i od wiosny mogli skupić się wyłącznie na przygotowaniach do igrzysk olimpijskich.
Agnieszka Kobus-Zawojska, Maria Sajdak, Marta Wieliczko i Katarzyna Zillmann w 2019 roku wywalczyły wicemistrzostwo świata (fot. PZTW/Julia Kowacic)
Agnieszka Kobus-Zawojska, Maria Sajdak, Marta Wieliczko i Katarzyna Zillmann w 2019 roku wywalczyły wicemistrzostwo świata (fot. PZTW/Julia Kowacic)

Polskie szanse na medale



Oczywiście w teorii każda polska załoga ma szansę na medal, ponieważ na igrzyskach olimpijskich są najlepsi z najlepszych. Wyświechtane? Oczywiście. Zatem wykładamy kawę na ławę: mamy cztery realne szanse na medale, ale to wersja optymistyczna. Wersja realistyczna to dwa krążki. Wersja pesymistyczna: wiadomo.

1. Czwórka bez sternika (Mateusz Wilangowski, Mikołaj Burda, Marcin Brzeziński, Michał Szpakowski)


Wilangowski 30 lat, Szpakowski 32 lata, Brzeziński 37 lat, Burda 39 lat. Młodzieniaszkami już nie są, więc to dla nich ostatnia szansa na największy sukces w karierze. Akurat oni najbardziej stracili na przełożeniu igrzysk i to nie tylko ze względu na wiek. 2019 rok zakończyli najlepiej jak mogli – zostali mistrzami świata, zostawiając rywali daleko w tyle.

Później przyszła pandemia, którą boleśnie odczuli. Jak wspominaliśmy, Wojciech Jankowski, trener osady, ubolewał, że miesiąc bez wspólnych treningów sprawił, że jego podopieczni na długo zgubili formę. W 2020 roku przygotowali się do październikowych mistrzostw Europy, na których zdobyli brązowy medal.

W tym sezonie też nie obyło się bez perturbacji. Na początku sezonu z osady wypadł Marcin Brzeziński i na mistrzostwach Europy w Varese w czwórka wystąpiła w rezerwowym składzie (z Łukaszem Posyłajką). Ostatecznie zajęli szóste miejsce.

Wystąpili na wszystkich trzech Pucharach Świata i zdobyli dwa medale (srebro i brąz). Miarodajne było zwłaszcza trzecie miejsce na ostatnim międzynarodowym występie w Sabaudii.

– Nasi główni rywale? Myślę, że każda z dziesięciu osad, jakie wystąpi na igrzyskach, będzie w stanie walczyć o medal – mówi szlakowy Michał Szpakowski.

Nasza prognoza: Trener Jankowski zrobił wszystko, by zawodnicy byli w jak najlepszej dyspozycji, ale od mistrzostw świata w Linzu minęły dwa lata, dlatego o złoto będzie szalenie trudno. Srebro lub brąz wydają się bardziej prawdopodobne.


2. Czwórka podwójna kobiet (Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Sajdak, Katarzyna Zillmann)


Agnieszka Kobus-Zawojska i Maria Sajdak znają smak olimpijskiego medalu – na igrzyskach w Rio wywalczyły brąz. Po tej imprezie do składu osady dołączyły młodzieżowe mistrzynie świata – Marta Wieliczko i Katarzyna Zillmann – i okazało się to strzałem w dziesiątkę.

To wicemistrzynie świata z 2017 i 2019 roku, ale zdecydowanie najlepszy był 2018 rok, w którym ta załoga zdobyła mistrzostwo świata i mistrzostwo Europy. W czasie pandemii nie zawsze pływały razem ze względu na kontuzje i koronawirusa, ale ostatni występ w Sabaudii i trzecie miejsce napawają optymizmem.

Nasze zawodniczki chciałyby powtórzyć 2018 rok, bo – jak zgodnie przyznają – finał mistrzostw świata był ich najlepszym startem w dotychczasowej karierze. Teraz trzeba go powtórzyć w Tokio, choć łatwo nie będzie. W 2019 roku mistrzostwo świata zdobyły Chinki i chyba nie straciły tej formy, bo pewnie wygrały II Puchar Świata w Sabaudii (jedyny, w którym wzięły udział).

Nasza prognoza: Czwórka podwójna kobiet to druga nasza szansa na medal, ale bardziej na srebro lub brąz, bo Chinki wydają się być szalenie mocne. Nie należy też zapominać o Niemkach, Włoszkach i Holenderkach.

3. Dwójka podwójna mężczyzn (Mirosław Ziętarski, Mateusz Biskup)


Biskup i Ziętarski w Rio otarli się o medal – zajęli czwarte miejsce w czwórce podwójnej. W następnym roku trener Aleksander Wojciechowski przesadził ich do dwójki i to była dobra decyzja, bowiem ówczesny sezon zakończyli z wicemistrzostwem świata i wicemistrzostwem Europy.

Ich konkurencja jest bardzo wyrównana i dużo zależy od dyspozycji dnia. Nasi zawodnicy wiedzą jednak, jak zdobywać medale na najważniejszych imprezach. Na ostatnich mistrzostwach świata w Linzu w 2019 roku zajęli trzecie miejsce.

Nasza prognoza: Ich największymi rywalami będą Chińczycy. Polaków stać na medal, ale kluczową rolę odegrają detale. Jeśli nie powinie im się noga w półfinale, pierwsza trójka jest w ich zasięgu. Stawiamy, że stoczą zacięty bój o brąz.


4. Czwórka podwójna mężczyzn (Dominik Czaja, Wiktor Chabel, Szymon Pośnik, Fabian Barański)


Ta osada to mieszanka młodości z doświadczeniem. 22-letni Fabian Barański to odkrycie sezonu 2019 i od jego postawy będzie zależeć bardzo wiele (być może nawet najwięcej, wszak jest szlakowym i dyktuje tempo). Z kolei 35-letni Wiktor Chabel pamięta wspólne treningi z Adamem Korolem czy Markiem Kolbowiczem i medal olimpijski byłby dla niego wspaniałym zwieńczeniem kariery.

W tym sezonie załoga wystąpiła w swoim żelaznym składzie we wszystkich Pucharach Świata. Szału nie było (dwa czwarte miejsca i srebro przy wąskiej obsadzie), ale była szansa na zgrywanie się w łodzi, na co większość naszych osad nie mogła sobie pozwolić.

Nasza prognoza: Na co stać czwórkę podwójną mężczyzn? Wiadomo tyle, że nic nie wiadomo. Nie zdziwiłby nas ani medal, ani finał B.


5. Czwórka bez sterniczki (Joanna Dittmann, Olga Michałkiewicz, Monika Chabel, Maria Wierzbowska)


Polki mają w dorobku wicemistrzostwo świata (2017) i dwa brązowe medale mistrzostw Europy (2018, 2019), ale od czasu pandemii nie błyszczą (zdobyły brąz na PŚ w Sabaudii, ale wystąpiło tylko pięć załóg). Zawodniczki przekonują, że widzą, jakie popełniały błędy i szykują szczyt formy na Tokio. Oby tak było.

Doświadczona Monika Chabel tworzyła skład czwórki podwójnej, która zdobyła brąz w Tokio (m.in. z Sajdak i Kobus-Zawojską), a Olga Michałkiewicz to dwukrotna młodzieżowa mistrzyni świata w czwórce podwójnej (m.in. z Zillmann i Wieliczko). Potencjał w tej osadzie jest, pozostaje pytanie o to, w jakiej dyspozycji będą zawodniczki.

Nasza prognoza: Wydaje się, że awans do finału A będzie dobrym wynikiem tej osady. Na medal nie liczymy, ale może czeka nas miłe zaskoczenie? Miejmy nadzieję!

6. Dwójka podwójna wagi lekkiej mężczyzn (Artur Mikołajczewski i Jerzy Kowalski)

To konkurencja, w której mamy wielkie tradycje, w końcu Robert Sycz i Tomasz Kucharski to dwukrotni mistrzowie olimpijscy w dwójkach podwójnych wagi lekkiej. Jednak powtórzyć sukcesy to mission impossible.

Nasi zawodnicy w tym sezonie nie wystartowali razem na żadnej imprezie międzynarodowej ze względu na kontuzję żeber Kowalskiego, dlatego ich forma to zagadka. Z drugiej strony jest to załoga bardzo zgrana, ponieważ wszyscy trzej – zawodnicy i trener – reprezentują jeden klub: Gopło Kruszwica.

– Na torze olimpijskim osiągamy dobre prędkości, ale to żaden wyznacznik, bo wszyscy tu szybko pływają – powiedział trener Piotr Buliński w rozmowie z TVP Sport.

Nasza prognoza: Na razie najlepszym biegiem tej osady był półfinał mistrzostw świata w Linzu, w którym wywalczyli przepustkę olimpijską. Biorąc pod uwagę problemy zdrowotne Kowalskiego, liczenie na medal byłoby nie na miejscu. Awans do finału będzie sukcesem.

***

Ciekawostki wioślarskie:


  • W wioślarstwie nie ma rekordów świata! Są po prostu najlepsze wyniki. Ktoś powie, że to synonim, ale unika się słowa „rekord", ponieważ na wyniki wpływają czynniki zewnętrzne (wiatr, prądy wodne itd.).

  • Najważniejsze imprezy w sezonie to: trzy Puchary Świata, mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy i raz na cztery lata igrzyska olimpijskie (w tym roku wyjątkowo przesunięte o rok).

  • Mistrzostwa Europy były rozgrywane corocznie od 1983 do 1973 roku (z przerwami w okresie wojen światowych). Później zastąpiły je mistrzostwa świata (rozgrywane od 1962 roku – początkowo raz na cztery lata, a od 1974 roku co rok). ME wróciły w 2007 roku i pierwsze regaty po 34 latach przerwy odbyły się na poznańskiej Malcie.

  • Pierwsze zawody wioślarskie miały miejsce w 1715 roku na Tamizie – były to zawody Race for Doggett's Coat and Badge, które od tamtego czasu odbywają się corocznie.
  • Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
    źródło:
    Zobacz więcej