SERWIS

Tokio 2020: wyniki, starty i medale

Tusk bez blefu odkrył karty. Wiadomo już, jak chce pokonać PiS

Donald Tusk (fot. M.Fludra/Nu/Getty Images)
Donald Tusk (fot. M.Fludra/Nu/Getty Images)

Ci, którzy mają wiedzieć, w jaki sposób chcę pokonać PiS, już wiedzą, ale niektóre istotne karty chcę wyłożyć w odpowiednim czasie – to słowa Donalda Tuska z jednej z pierwszych konferencji po powrocie do życia politycznego w Polsce. Minęło prawie trzy tygodnie i świadomie lub nie Tusk pokazał, czym i jak zamierza grać. W tym rozdaniu nie ma żadnej mocnej karty, nawet nie umie blefować, że ją ma. Co mu więc pozostało?

Dlaczego Szymon Hołownia klaszcze na powrót Donalda Tuska?

Powrót Donalda Tuska do polskiej polityki wywołał efekt dokładnie taki, jak przewidywali liczni politolodzy i komentatorzy życia publicznego. PO...

zobacz więcej

Nowy-stary lider Platformy systematycznie oswaja swoich wyborców z nową-starą retoryką. Sam przyznaje, że jest już mądrzejszy o te kilka lat. Czy zatem zyskał nowe argumenty w ciągu sześciu ostatnich? Nabrał dystansu i na wszystko spojrzał z analitycznym spokojem? Jego argumenty powinny więc porażać przemyślaną precyzją, a jednocześnie finezyjną formą, z jaką chce do nich przekonać.

Po co był wiec Tuska w Gdańsku


Na kilka godzin przed wiecem w Gdańsku Borys Budka w odpowiedzi na „bezkompromisowe” pytanie dziennikarki: „jak pan chce odsunąć PiS od władzy, bo wszyscy na to bardzo liczymy?”, odsyłał do wystąpienia swojego pryncypała. Przemówienie w Gdańsku miało więc być w jakiś sposób kluczowe, a przynajmniej miało zapowiadać przyjętą strategię.

Donald Tusk miał ją spisaną szczegółowo na kartkach, nie mógł się więc pomylić lub o czymś zapomnieć. Jednak lider PO w ciągu ponad półgodzinnego przemówienia nie przedstawił żadnej wiążącej koncepcji, choć jeszcze kilka dni wcześniej zaznaczał, iż mógłby o tym mówić godzinami. Dlaczego tak się stało? On po prostu nie przyjechał do Gdańska w tym celu. Pomijając już fakt, że póki co nie ma pomysłów, ale to inna sprawa.

Rzeczywiście pozornie zobaczyliśmy innego Tuska niż ponad dekadę temu. Przywódca platformy porzucił dawne hasła z kampanii 2010 r. „Nie róbmy polityki. Budujmy Polskę”, wraz z używanymi opcjonalnie: budujmy szkoły, boiska czy mosty. Szczerości w nich było niewiele, na dodatek zawarte w sloganach obietnice można łatwo zweryfikować i w efekcie wyśmiać.

Ubłocony Morawiecki kontra opalony Tusk. Nowy tydzień w polskiej polityce

Politycy wkraczają w nowy tydzień. Premier Mateusz Morawiecki jest w zagrożonej podtopieniami Małopolsce. Szef rządu w weekend spotykał się z...

zobacz więcej

Tym razem Donald Tusk niczego nie obiecuje. Gwarantuje jednak emocje. I po to przyjechał na Długi Targ. Jak je wywołać? Im prościej tym lepiej. Dlatego peowski polityk postanowił porazić wszystkich opisem pisowca-zwyrodnialca, który wlecze psa na lince za samochodem. Oczywiście z polityką samego PiS nie ma to nic wspólnego, bo właśnie próbę obrony zwierząt partia Jarosława Kaczyńskiego przepłaciła pierwszymi poważnymi stratami po ostatnich wyborach parlamentarnych. Sam zaś zwyrodnialec, gdy męczył psa, nie był już w PiS od paru lat. Niemniej można było po takim obrazku usłyszeć skandowanie „hańba, hańba”, a więc efekt został osiągnięty.

Podobne przekaz w Gdańsku obejmował wiele dziedzin życia, od sportu („brak reakcji ministerstwa” na błędy Polskiego Związku Pływackiego, na który rząd, co do zasady, nie może mieć wpływu); poprzez politykę zagraniczną („Putin zainstalował Trumpa w Białym Domu”, tyle że ten, w przeciwieństwie do obecnego prezydenta, prowadził najbardziej antyputinowską politykę); odniesienia do Kościoła („ukradli nam autentyczny Kościół” - i to mówi człowiek, który niedawno przyjmował na salonach w Brukseli przywódczynię grup skandujących na ulicach „dym w kościołach”); po wolność mediów, a głównie TVN (Tusk próbuje poniżać dziennikarzy, którzy mu nie schlebiają, ale w przypadku TVN jest rzeczywiście konsekwentnie miły, bo to, jak mówił wcześniej, „fajna stacja”).

Autostrady Tuska, 500 plus Kopacz, milion Nowaka

Pierwszy tydzień po powrocie Donalda Tuska do polskiej polityki przyniósł większą agresję i przemoc, więcej kłamstw i niewielką zmianę poparcia dla...

zobacz więcej

To tylko słowa…


W tym kontekście szczególnie wyjątkowo brzmiało oburzenie Donalda Tuska z powodu przypisywania słowom innych wartości i tym samym fundamentalnej zmianie ich znaczenia. Przydałby się więc słownik, który tłumaczyłby niektóre pojęcia lub określenia. Na przykład: - „Zagłodzić ich” (słowa Katariny Barley, wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego o Węgrzech i Polsce) – w słowniku totalnej opozycji oznacza tyle co: „pośpieszmy im z przyjacielską pomocą”; - „Strefy wolne od LGBT” (pojęcie zmyślone przez agitatora tychże środowisk, które jest powodem szykan wobec Polski) – znaczy tyle co: „nasza prawda”; - Hasła: „Wyp….ać, je..ć PiS” – „zdrowy odruch społeczeństwa”; - Wyrok na osobę sympatyzującą z PiS i prześladowaną przez niemieckiego pracodawcę, nazywającego siebie hitlerowcem – znaczy: „wyrok naszych sądów niezależnych”; - Donosy na Polskę w Parlamencie Europejskim składane przez posłów opozycji – to „nowoczesny patriotyzm”.

Powrót Tuska. Saruman zgrywa Gandalfa

Donald Tusk z całą premedytacją próbuje stare platformerskie zło sprzedać jako totalne dobro. A za jego plecami czekają na powrót do władzy ludzie,...

zobacz więcej

(Nie)szczęśliwe karty


Czy lider PO nie wiedział o tym, że jego ataki są oparte na półprawdach i kłamstwach wymieszanych w brawurowych proporcjach? Oczywiście, że wiedział, ale jego celem nie jest merytoryczna dyskusja. Na razie bada teren, jak daleko może się posunąć. To coś jak rosyjskie myśliwce, które wlatują w przestrzeń innego państwa, by sprawdzić, jak szybko przeciwnik poderwie do lotu swoje maszyny. I w tym przypadku, zgodnie z przewidywaniami, kilka państwowych instytucji rychło zabrało się do prostowania wiecowych informacji.

Gdyby przyjąć terminologię piłkarską, Tusk jako wytrawny znawca futbolu, zaproponował wypróbowaną metodę zwaną „grą na chaos”. Gdy się przegrywa, a do końca meczu zostało kilka minut, wtedy wielu trenerów porzuca wypracowaną taktykę, która, w obliczu niekorzystnego wyniku, najwyraźniej się nie sprawdziła. Wówczas na boisko wprowadza się celowo chaos, czyli wkopuje się piłkę na pole karne przeciwnika bez składu i ładu, z pominięciem formacji rozgrywających, w nadziei, że może ta po jakimś rykoszecie czy innym fuksem trafi do siatki przeciwnika (niektórzy nazywają to „grą na aferę”).

Czasami taka gra przynosi efekt. W każdym razie wprowadza pozory zaciętej walki na boisku, co może się spodobać niektórym widzom. Wygrana z użyciem takich metod może nawet przynieść jednorazowo niespodziewany sukces, ale czy to świadczy o klasie zespołu i jego kapitana?

Donald Tusk odpowiedział na wspomniane pytanie „dociekliwe” dziennikarki, jak zamierza przejąć władzę. Strach pomyśleć, jak chciałby ją utrzymać. Tak czy owak odkrył karty, bez blefowania. Pozostaje tylko pytanie, kto mu je rozdał i czy ma coś lepszego w rękawie, bo na pewno na dłuższą grę nie są to karty szczęśliwe, również dla niego.

Zobacz także: Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

źródło:
Zobacz więcej